Home » Bałkany » Dubrownik. Zadeptana przez turystów perła Chorwacji
Widok na dachy Dubrownika
Chorwacja. Nad czerwonymi dachami budynków Dubrownika górują kopuły i dachy licznych kościołów

Dubrownik. Zadeptana przez turystów perła Chorwacji

Share Button

Z atrakcji Dubrownika najbardziej zapamiętałem ławeczkę na wzgórzu, które dominuje nad miastem. Chłodne piwo czeskiego Staropramena gasiło pragnienie po upalnym dniu. Smakowało znacznie lepiej niż wyroby lokalnych piwowarów, dostępne w okolicznych sklepach. Pod nami leżało miasto. Dubrownik…

Niepozorna i tak lubiana przeze mnie ławka stała na tarasie obok drogi przebiegającej wysoko nad miastem. To jedno z nielicznych pięknych i absolutnie bezpłatnych miejsc w Dubrowniku. Jesteśmy tu wieczorem. U naszych stóp rozciąga się miasto powoli pogrążające się w mroku. Do tej pory krwistoczerwone dachy zabudowań stają się rude, by po chwili zniknąć na tle podświetlonych murów obronnych. Takie widoki zapamiętuje się łatwo i na długo. Kiczowate? Może i tak, ale co z tego?

Stradun - główna ulica Dubrownika nocą
Stradun – główna ulica Dubrownika nocą

Dubrownik nie jest tanim miastem. Wszystko tu kosztuje odpowiednio więcej niż w innych częściach Chorwacji, szczególnie jeśli spojrzymy na ceny w restauracjach. Tym bardziej jesteśmy zadowoleni z noclegu, który zarezerwowaliśmy jeszcze w Polsce za 15 euro od osoby za noc. Hostel w zasadzie okazuje się całkiem miłym pensjonatem położonym 300 metrów od głównych atrakcji, dlatego protesty, że dostaliśmy lepszy standard zamiast gorszego wydają się bezzasadne :).

Nasz nocleg w Dubrowniku to piękny, stary budynek oferujący tak potrzebny chłód. Do starego miasta jest blisko, zatem korzystamy z tego bardzo chętnie. Wstajemy wczesnym rankiem, bo to jedyna pora, kiedy Dubrownik i jego stare miasto nie jest jeszcze oblężony przez turystów. W ciągu dnia są ich tysiące a może i dziesiątki tysięcy. Przyjechali tu indywidualnie i w zorganizowanych grupach. Najbardziej dają się we znaki ci ostatni. Kiedy idą tyralierą lub też kiedy staną przed jakimś budynkiem, tarasują cały ruch na wąskich średniowiecznych uliczkach. Dlatego jeśli chcemy mieć trochę spokoju i prywatności, wchodząc w obręb murów skręćmy w lewo, wejdźmy na górną część miasta.

Większość turystów jest na szczęście za leniwa, by wspinać się po schodach i męczyć. Zostają na głównej ulicy Dubrownika – Stradun zwanej też Placa, ma ona kilkaset metrów długości i powstała w miejscu kanału, który kiedyś dzielił miasto na południową i północną część. Trzeba przyznać, że ulica robi wrażenie. Wchodząc od strony głównej bramy, zobaczymy ładną perspektywę zamkniętą wieżą zegarową. Wszystko to w jednolitym kolorze białego kamienia, z którego zbudowano stojące domy.

Dubrownik panorama miasta
Dubrownik – panorama miasta

Jedną z atrakcji, które koniecznie musimy zobaczyć, są mury miejskie. I tu także warto przyjść zaraz po otwarciu kas (niestety bilety do tanich nie należą. Bilet na mury w Dubrowniku kosztuje 120 kun) by podczas spaceru, który potrwa zapewne ponad godzinę, nie przepychać się w tłumie. Mury mają miejscami nawet 25 metrów wysokości i wyrasta z nich wiele baszt. Wchodząc na nie, ukaże się nam wspaniała panorama Dubrownika wraz z wszystkimi jego zabytkami. (Między innymi kościół św  Błażeja, Katedra Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, kościół Jezuitów, port i wiele, wiele innych).

Wszystko to stanowi spójną całość. Dachy mają tu jednakowy kolor i nie ma miejsca na radosną improwizację, że ktoś zmieni dach na szklany, czy też położy na nim inny materiał niż czerwona dachówka. Kiedy zacznie nam dokuczać słońce, możemy schronić się w cieniu, który panuje w wąskich uliczkach. Tu znajdziemy wejścia do widzianych przed chwilą z góry kościołów, muzeów a nawet synagogi. Chociaż co do tego, czy tę ostatnią warto było zobaczyć, nie jestem do końca przekonany, ale to kwestia gustu.

Na pewno warto zajść do muzeum i zapoznać się z historią Dubrownika. Miasto korzeniami sięga do VII wieku lecz prawdziwy rozkwit zaczęło przeżywać, kiedy stało się samodzielną republiką, która swoją potęgę zbudowała na handlu i silnej flocie. Mieszkańcy Dubrownika dzięki zręcznej dyplomacji zdołali utrzymać niezależność aż do początku XIX wieku.  W swoich dziejach miasto przeżyło dwie największe katastrofy. Pierwsza to trzęsienie ziemi z 1667 roku, po którym zniszczeniu uległy np. najpiękniejsze pałace położone wzdłuż głównej ulicy. Na szczęście Dubrownik został po tym wydarzeniu odbudowany. Druga ważna data to 1991, kiedy to wojska Serbii i Czarnogóry rozpoczęły wielomiesięczne oblężenie Dubrownika. W mieście zginęło wielu mieszkańców, a w wyniku ostrzału zniszczeniu uległo wiele zabytków. Do tej pory uważny turysta zauważy na budynkach ślady po kulach.

Wzgórze nad miastem to doskonały taras widokowyJeśli zaś będziemy mieli dość śladów przeszłości, zwiedzania i tłumów przez które trzeba się przepychać, zawsze można wziąć ręcznik i przespacerować się na jedną z kilku plaż. W tym celu będziemy musieli wyjść z obrębu starego miasta i przedostać się do nowszej część. Będzie to jednak bardzo miły spacer. Niestety cześć plaż została zaanektowana przez budujące się tu hotele, jednak nie powinniśmy mieć kłopotu ze znalezieniem miejsca do kąpieli i opalania. Wystarczy trzymać się brzegu 🙂

A wieczorem czas na piwo lub wino 🙂 My wracaliśmy na „naszą” ławeczkę na wzgórzu. O dziwo służby miejskie nie przeprowadzają tu nalotów.

Jedziesz do Chorwacji? Przeczytaj też o Puli, zobacz tamtejszy amfiteatr.

Share Button

About Paweł Osmólski

Amator podróży do Azji, którego wspomnienia zostały gdzieś na szlaku w Nepalu na ławeczce pod chałupą jednego chłopa. Kiedyś będę tam musiał wrócić i zabrać je do domu :) Preferuję samotne wyjazdy, bo tylko wtedy w drodze spotyka się najciekawszych ludzi. W czasie wolnym od pracy i podróży zapalony degustator piwa.

6 komentarzy

  1. Najpierw 3h wycieczki po murach (świetne foty o zachodzie/ wschodzie słońca wychodzą). A następnie z butelką dobrego wina i paczką sardynek na wynos piknik na Wyspie Miłości (to zielone na przeciwko portu jachtowego przy Starówce), a potem ucieka bo drogo, głośno i są ciekawsze miejsca w tym uroczym (wszak) kraju

  2. Samo miasto Stari Grad było pierwszym miejscem osadnictwa ludzkiego na wyspie i jednym z pierwszych w cały regionie Adriatyku. Stałych mieszkańców ma niewiele (ok.2 tys.), zaludnia się za to w sezonie turystami, zarówno spędzającymi spokojny urlop na wyspie, jak i takimi jak my, dojeżdżającymi i zwiedzającymi wyspę „z doskoku”. Stari Grad szczycie się byciem rówieśnikiem… Arystotelesa – tak, miasto zostało założone (po nazwą Faros, przez Greków) w roku, w którym urodził się ten słynny filozof (384 r. p.n.e.).

  3. Kocham Chorwację! 🙂 Przez kilka lat jeździłam do tego malowniczego kraju na wakacje. Niestety do Dobrownika jeszcze nie dotarłam ale mam zamiar to nadrobić. Zwykle przebywałam na wyspie Brač. Polecam, zwłaszcza małe miasteczko Bol ze słynną plażą Zlatni Rat. Moja miłość do tego zakątka była tak silna, że w tym roku przeprowadziłam się do tej miejscowości 🙂 Atmosfery Chorwacji nie da się opisać, trzeba tam pojechać. P.S – bardzo fajny blog, czytam go z ciekawością, jeśli masz ochotę zapraszam na mój http://www.polako.eu (poświęcony miejscowości Bol).

    • Przyznam bez bicia, że wnętrze Chorwacji jest dla mnie nieznane, ale to znaczy, że wszystko przede mną 🙂
      Myślę powoli o jakimś „tur de Bałkan”, może któregoś miesiąca uda mi się ten pomysł. Póki co pozostaje mi śledzić Twojego bloga 🙂
      I dzięki za miłe słowa!

  4. Lubię zerkać na twojego bloga. Zainspirował mnie on m.in do podróży do Gruzji. Dzięki 🙂 Teraz przeczytałam o twoim ciekawym spojrzeniu na Dubrownik. Podzielam Twoje zdanie o Belgradzie…Natomiast Chorwacja jest dla mnie miejscem które kocham, ale przyznaję Ci rację, że jest on zadeptany przez turystów, dlatego wolę go przed sezonem lub po nim. Podzielam też Twoje zdanie że czeskie piwo Staropramen jest wyśmienite ! Katalonia, Czechy i Chorwacja są miejscami do których wracam nałogowo. W sumie zjeździłam już (oprócz Kosowa) całą Europę. Dzięki Tobie zachwyciłam się Gruzją i wybrałam się tam. Twoje blogi stały się dla mnie inspiracją abym sama zaczęła pisać bloga podróżniczego korzystając z trochę więcej czasu na L4, gdybyś chciał zerknąć na mojego raczkującego bloga to podaję http://www.wycieczki-ucieczki.com
    Pozdrawiam 🙂

    • Cześć Ewa,
      Co by nie mówić po prostu dziękuję za miłe słowa, po takich komentarzach zawsze chce się pisać więcej 🙂
      Fajnie, że nasze spojrzenie na świat jest podobne. Ale chyba tak to już jest, że swój do swojego ciągnie i jest to taki swego rodzaju „dobór endogamiczny” 😉 Tak, co do Bałkanów to i mnie one zachwyciły i zacząłem je mocniej eksplorować. Teraz jeszcze muszę zwiedzić Kosowo i południową Albanię, bo to wstyd, że jeszcze tam nie byłem. Może to na ten rok plan? Wiem, że mocniej będę chciał zaznaczyć Chorwację na moim blogu, bo to zachwycający kraj, a ja prawie kompletnie w nim nie byłem. A to przecież błąd 🙂 I to jest plan na ten rok, na weekend majowy. Musi się udać! 🙂
      I poza tym: super, że piszesz bloga! Ciesze się, że ten świat piszących jest coraz bardziej zaludniony, bo nigdy za mało inspiracji do wyjazdów. Np. spojrzałem na Twój wpis o Besalu bo… ten most wydał mi się tak podobny do tego z Mostaru. Taki sam, tylko inny 😉
      Aż chce się tam pojechać!
      Do przeczytania! 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *