Home » Bałkany » Czarnogóra » Ruiny Starego Baru. Niezbyt często odwiedzana atrakcja Czarnogóry
Ruiny Starego Baru
Chodząc po dawnych ulicach zamku w Starym Barze, natkniemy się na klimatyczne ruiny obrośnięte roślinnością

Ruiny Starego Baru. Niezbyt często odwiedzana atrakcja Czarnogóry

Share Button

Przez Stary Bar w Czarnogórze przejeżdżałem kilkukrotnie, ale za każdym razem coś powodowało, że nie zaglądałem do ruin zamku. A kilka osób mówiło, że może nie jest to tak zwane „musisz odwiedzić”, ale bar to na pewno miejsce, w którym można się pojawić i nie mieć poczucia zmarnowanego czasu. I na pewno się nie zawiodłem, odwiedziny w twierdzy polecam wszystkim, którzy będą jechali dalej z tutejszej stacji kolejowej. Bo to tu zaczynają się w Czarnogórze tory.

W kierunku Starego Baru

Tym razem wykorzystując dwutygodniowy urlop i zaplanowaną objazdową podróż po bałkańskim wybrzeżu, postanowiłem zapełnić białą plamę na mapie moich podróży po Bałkanach. Bar w Czarnogórze pojawił się jako jeden z punktów, które tym razem muszę zobaczyć, mimo napiętego harmonogramu, bo jechałem od Gjirokastry w Albanii, przez chorwacką Pulę aż po Zagrzeb. Długa trasa, ale z mnóstwem pięknych miejsc, czego żywe dowody znajdziecie na tym blogu w innych wpisach o Bałkanach.

Wsiadłem w poranny autobus jadący z albańskiej Szkodry do czarnogórskiego Ulcinja i w tym ostatnim od razu kupiłem bilet na autobus do Baru, prosząc kierowcę, by wysadził mnie w Starym Barze, bo ruiny twierdzy położone są kilak kilometrów od nowej części miasta. Zatem jeśli nie macie ochoty na długi spacer lub jazdę komunikacją miejską, po proście o wysadzenie wcześniej. Kierowcy doskonale wiedzą, w którym miejscu pokazać Wam drzwi 😉

Twierdze jakoś tak mają, że usytuowane są na górach, bo jakoby trudniej się takie miejsca szturmowało. Projektowali je na utrudnienie życia rycerzom w zbrojach, różnym machinom oblężniczym, ale obecnie ich usytuowanie co najwyżej spowalnia w marszu szturmujących je turystów. Szczególnie tych mojego pokroju czyli tachających na plecach plecak ze stelażem. Wchodzę zatem krok za krokiem uliczkami Starego Baru i najpierw mijam wielki meczet, dochodzę do skrzyżowania i oto mam wybór, czy chcę podążać do zamku, czy może jednak mam ochotę zobaczyć tysiącletnie drzewko oliwne. Wybieram rzecz jasna pierwszy wariant i oto po kilkunastu minutach docieram do pierwszego punktu widokowego. Przede mną ruiny Starego Baru. Ruiny tego co zostało po trzęsieniu ziemi, które w ciągu 10 sekund zniszczyło tę twierdzę i poważnie uszkodziło inne w okolicy, bo ucierpiała też np. pobliska Budwa.

Ruiny Starego Baru
Jeden ze zrujnowanych budynków wewnątrz twierdzy w Barze. Trudno ocenić czy to trzęsienie ziemi, czy może skutek wojny wyzwoleńczej Czarnogóry z końca XIX wieku.

Historia Starego Baru

Jak się dobrze zastanowić, to pochodzenie nazwy jest szalenie proste. Otóż przed wiekami istniejąca tu osada znana była jako Antivari. Brzmi znajomo? I powinno bo chodzi o włoskie Bari leżace po przeciwnej stronie morza! Bari –> Bar. Prawda, że nie ma tu wielkiej filozofii? Forteca, której ruiny oglądamy zaczęła powstawać już w XI wieku i na przestrzeni wieków była rozbudowywana przez lokalnych władców. A byli to możni i bogaci rządzący. Dość powiedzieć, że w 1443 roku miasto zajęli Wenecjanie i stanowiło ono część ich imperium, a Bar starał się konkurować z taką potęgą jak Dubrownik. Ale że wiatry historii na Bałkanach wieją silnie i nigdy nie są spokojne, kolejna zmiana odbyła się w drugiej połowie XVI wieku, kiedy to Bar dostał się pod panowanie Ottomanów. I po kilkuset latach względnego spokoju podczas odzyskiwania przez Czarnogórę niepodległości pod koniec XIX wieku forteca znów została ostrzelana, a wiele budynków legło w gruzach. Dzieła zniszczenia dopełniło wspomniane trzęsienie ziemi, które w 1979 roku powaliło wiele wydawałoby się niezniszczalnych murów. Polecam spacer do wyższych partii zamku, gdzie ujrzymy niemalże wyrwane jak puzzle, ogromne kawały murów. To daje do myślenia, jak potężna jest moc trzęsienia ziemi.

Zamek w Barze - Czarnogóra
Dziś z dumnej twierdzy pozostało niewiele, ale i tak potężne, kamienne mury zamku w Barze przypominają o dawnej świetności.

Zamek w Barze. Spacerując po ruinach dawnej twierdzy

Mają w sobie coś urzekającego te ruiny. Nie ma tu tłumów turystów, często zagłębiając się w odleglejsze partie twierdzy, możemy przez długie minuty nie spotkać żywej duszy i jakąś jej część będziemy mieli tylko dla siebie. Przynajmniej ja tak miałem. Wyobraźcie sobie ławeczkę ocienioną jakimś drzewem, tuż obok starego, kamiennego muru a dookoła Was zapach. Wiosenny zapach kwitnących drzew cytrusowych, a w uszach brzęk, takie buczenie tysięcy uwijających się przy zbieraniu nektaru pszczół. Chwila, przy której zapomina się o czyhających gdzieś w kraju korporacjach, rachunkach, „asapach”, a nawet „fakapach”. Ten warszawski Mordor na Domaniewskiej, gdzie zazwyczaj wiodę korporacyjne życie, wydał mi się nagle taki odległy i niegroźny.

Ale spacerowałem dalej, bo teren spory, a przecież dziś musiałem się jeszcze dostać do Dubrownika. Kawał drogi. Klimatycznie w tych ruinach. Obrośnięte dzikim winem kamienne ściany tworzą piękny kontrast zielonego, soczystego życia z zimnym, szarym kamieniem. Odwieczna walka życia ze śmiercią? A może symbioza i wieczny życia krąg, w którym upadek wciąż styka się z nowym życiem? Przechodzę przez podcienia w części odrestaurowanych już starych budynków, napotykam zbudowaną w XIX wieku wieżę zegarową, która zapewne została odbudowana po zniszczeniach trzęsienia ziemi, tak jak odbudowano tu jeszcze kilka innych budynków.

Dochodzę do wielkiego pustego placu, który kilkaset lat temu był centrum warownego miasta. Dziś są tu tylko kamienne fundamenty, wskazujące, gdzie kiedyś stały budynki. I jest widok na Stary Bar i Nowy Bar. Powiedzmy sobie wprost, nie są one pierwszej urody i lepiej się skupić na widoku pobliskich gór oraz pozostałości po dawnym mieście wewnątrz murów. Troszkę przeszkadza mi jakaś ekipa, która kręcąc teledysk, jakiejś zawodzącej pani, której głos leci z podkładu jak stara płyta. Ale na pocieszenie jak im także przeszkadzam, bo wydaje się, że woleliby mieć ten teren tylko dla siebie, ale najwidoczniej nie stać ich na wykupienie wyłączności. Spotkamy się na terenie twierdzy jeszcze kilkukrotnie, bo jakoś tak się stało, że zarówno oni zawodowo, jak i ja turystycznie chcieliśmy być a najładniejszych miejscach twierdzy w Starym Barze. Ot, konflikt interesów.

Wyrwa w murze w zamku
Ta wyrwa w murze to pozostałości po trzęsieniu ziemi, które w zaledwie 10 sekund zrujnowało znaczną część Starego Baru i okolicznych miejscowości w Czarnogórze

Następnym razem, kiedy ekipa teledysku chce się mnie pozbyć chamskim machaniem ręką, bym sobie poszedł są mury głównego zamku. A raczej ich ruiny. Wchodząc tu, od razu rzuca się w oczy, wyrwany przez trzęsienie ziemi fragment kamiennego, wysokiego muru. Wydaje się, żę jakiś olbrzym przyszedł tu, wyrwał kawał spojonych ze sobą kamieni, ale jednak się rozmyślił i postawił je obok. Stąd najlepiej widać zarys dawnych budowli oraz nową, zamieszkałą część miasta. A kiedy zejdziemy niżej, zobaczmy XVII wieczny akwedukt, dostarczający wodę z pobliskich gór. Co prawda po wspomnianym trzęsieniu, nie jest to oryginał lecz odbudowana konstrukcja, ale i tak jednak robi wrażenie.

Akwedukt w Starym Barze
Akwedukt z XVII wieku został odbudowany po zniszczeniu przez trzęsienie ziemi.

A wychodząc z twierdzy zastanawiam się, jak by tu było wieczorem, kiedy odbywałby się w ruinach jakiś koncert, bo tuż przy wejściu, już wewnątrz murów znajduje się mały amfiteatr z siedzeniami. Nie jest to rzecz jasna to samo co amfiteatr w chorwackiej Puli i tamtejsze koncerty z udziałem wielkich gwiazd światowego show biznesu, ale na pewno Stary Bar też ma nostalgiczną i romantyczną atmosferę. Ciekawe…

Póki co idę w dół, wąską i stromą uliczką, a z prawej i lewej sprzedawcy usiłują mnie przekonać do odwiedzenia ich sklepu bądź restauracji. Zostałbym, ale czas goni. Dochodzę do placyku z parkingiem, skąd odjeżdża autobus miejski do stacji kolejowej i położonego tuż przy niej dworca autobusowego. Tym razem nie będę się męczył wchodząc ponad pół godziny w górę. Po kwadransie jestem już na dworcu. Minutę wcześniej zwiał mi autobus do Dubrownika. Ot złośliwość losu… Złośliwość, bo dworzec autobusowy w Barze jest ostatnim w którym chcielibyście spędzać czas. Opuszczona przez ludzi hala… z jedną czynną kasą autobusową i taksówkarzami, którzy jakoś bez wiary w skuteczność oferują swoje kursy…

Uliczka ze straganami dla turystów w Barze
Uliczka wiodąca do zamku w Barze. Jak widać przed sezonem nie ma tu ani tłumów turystów, ani masy sprzedających

Share Button

About Paweł Osmólski

Amator podróży do Azji, którego wspomnienia zostały gdzieś na szlaku w Nepalu na ławeczce pod chałupą jednego chłopa. Kiedyś będę tam musiał wrócić i zabrać je do domu :) Preferuję samotne wyjazdy, bo tylko wtedy w drodze spotyka się najciekawszych ludzi. W czasie wolnym od pracy i podróży zapalony degustator piwa.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *