Home » Bałkany » Chorwacja » Trogir. Chorwacja, która totalnie zaskakuje wyrzeźbionym pięknem
Plac Jana Pawła II w Trogirze w Chorwacji
Plac Jana Pawla II w Trogirze widziany z tarasu katedry św. Wawrzyńca. Moim zdaniem najpiękniejszej świątyni w Chorwacji.

Trogir. Chorwacja, która totalnie zaskakuje wyrzeźbionym pięknem

Share Button

Odwiedzając Trogir najpierw byłem zły, a potem opadła mi przysłowiowa szczęka. W złość wprawił mnie kierowca samochodu dostawczego, który zaparkował na przejściu dla pieszych i zastawił widok na piękną bramę północą, prowadzącą do miasta. A potem dotarłem do kościoła i mi przeszło. Zapomniałem o bożym świece. Byłem tylko ja i rzeźby, piękno powstałe w minionych stuleciach. Chociaż chyba w kościele powinienem być ja i Bóg. Cóż, było inaczej. To nie sacrum rzuciło mnie na kolana.

Trogir, to dość małe miasteczko, które leży bardzo blisko Splitu. Na tyle blisko, że przyjeżdża się tam autobusem miejskim (numer 37). I nic nie zapowiada, że są tu takie cuda architektury, chociaż właścicielka hostelu w Splicie tłumaczyła mi, że Trogir to najpiękniejsze miasto w Chorwacji, no może poza Dubrownikiem i nie ma to związku z tym, że jej mąż pochodzi z tego miasta 😉 Powiedziała, że będę zachwycony, a ja odrzekłem, że sam ocenię. Ale przyznaję teraz, że miała rację. Zaraz po przyjeździe najpierw wypiłem kawę z widokiem na starą część miasta, tuż przed mostem prowadzącym do starówki i znów przy okazji dziwiłem się, jak to możliwe, że kawa na Bałkanach kosztuje jedeno euro, a w Polsce espresso to wydatek nawet 2, co jest jednak tematem na inną opowieść 😉 Bo naładowany energią z kofeiny, poszedłem zwiedzać.

Katedra św. Wawrzyńca w Trogirze

Starówka Trogiru nie jest wielka, zatem dotarcie do placu Jana Pawła II zajęło mi tylko chwileczkę, a katedra św. Wawrzyńca stoi przy tym właśnie placu. Świątynia, jak świątynia powiecie. Faktycznie z zewnątrz może i nie robi wielkiego wrażenia, ale wystarczy zbliżyć się do zadaszonego wejścia, za którym jest wejście do kościoła czyli oszałamiająco piękny portal wiodący do środka. To w jaki sposób jest rzeźbiony, to co przedstawia i jaką ma to wszystko harmonię, jest jedyne w swoim rodzaju. I nie wyobrażam sobie, jak takie naturalistyczne postaci można było wyrzeźbić w martwym zdałoby się kamieniu.

A jeszcze bardziej fascynujące jest to, że przetrwały one tyle stuleci. Wyrzeźbione w XIII wieku do dziś zachwycają szczegółami. A jest na co patrzeć. Po bokach witają nas Adam i Ewa, rzeźbione kolumny podpierają atlanci, na kolejnych miejscach mamy postaci wykonujące jakieś czynności w polu, bogate motywy roślinne, liczne zwierzęta i rzecz jasna sceny ze świętymi. A wszystko to tworzy jednolitą całość, nic nie jest zwyczajne i przypadkowe, to dzieło to kompozycja idealna. Strzeżona po bokach przez dwa lwy, a u góry nad wszystkim roztacza opiekę patron kościoła – święty Wawrzyniec. I to jest cudowne preludium, do kolejnych skarbów ukrytych już wewnątrz murów.

Portal w katedrze św. Wawrzyńca w Trogirze
Portal prowadzący do katedry św. Wawrzyńca w Trogirze jest tak bogato rzeźbiony, że nie wiadomo na czym skupić wzrok

Po wejściu zobaczymy trójnawową katedrę, w której nie wiadomo na czym bardziej skupić wzrok. Oto przed nami znajduje się ołtarz główny a przy nim ciemne stalle, jest tu też przyciągająca wzrok ambona, ale moją uwagę zwraca kaplica umieszczona po lewo od wejścia. Podchodzę i stoję, bo są miejsca, gdzie słów nie starcza, gdzie wytwory mistrzów sprzed wieków wciąż robią wrażenie, a w dobie prefabrykatów z topornego betonu robią wrażenie jeszcze większe.

W kaplicy świętego Jana marmur wydaje się wręcz ożywać, zdaje się, że postaci zaklęte w kamień zaraz poruszą ręką lub nogą, że te dwa aniołki na wprost poruszą skrzydłami, a naturalnej wielkości rzeźby świętych po prawej i lewej zejdą ze swych miejsc, bo ile można stać? Stoją tu od XV wieku, może to najwyższa pora rozprostować kości? Stoję tu nawet nie wiem ile minut, kątem oka notuję jakąś wycieczkę, która wpadła tu na chwilę z przewodnikiem. Wsłuchują się w głos oprowadzającego sączący się ze słuchawek wetkniętych w uszy, stoją moment i lecą dalej, gonią do kolejnych atrakcji. To dobrze, znów mnie nikt nie rozprasza, znów rzeźby i ten cały boczny ołtarz jest tylko mój.

Ołtarz sw. Jana w katedrze w Trogirze w CHorwacji
Ołtarz św. Jana w katedrze św. Wawrzyńca w Trogirze, to jeden z najpiękniejszych ołtarzy, jakie widziałem w życiu. Rzeźby świętych naturalnej wielkości, nad nimi unoszą się aniołki, a wszystko zamyka cudownie symetryczny sufit.

Ale i mnie wreszcie czas zaczyna gonić, chociaż nie wiem, ile czasu spędziłem w tej bocznej kaplicy. Teraz przesuwam się dalej i trafiam do skarbca. A w skarbcu jak to w skarbcu, zgromadzono mnóstwo… skarbów. Ponieważ Kościół w Trogirze nie należał do najbiedniejszych w Chorwacji, a wręcz przeciwnie, to są tu zgromadzone prawdziwe cudeńka sztuki snycerskiej i sztuk, których nazw nawet nie znam. Są tu bogato inkrustowane precjoza, są złote i srebrne krzyże, są modlitewniki, są kunsztowne pojemniki zawierające relikwie świętych, są przedmioty których liturgicznych nazw nie znam, ale wszystkie one łączy jedno. Są przecudownie i finezyjnie zdobione.

Skarbiec katedry św. Wawrzyńca to mała salka i na pobieżne obejrzenie wystawionych w szafach precjozów, nie trzeba wiele czasu. Ale dla uważnego oka jest jeszcze wisienka na torcie. Warte uwagi są np. same szafy, w których przechowywane są skarby. Ciemne, brązowe drewno, które jest tak samo bogato zdobione, jak przedmioty, które ochrania. Zdobienia wiją się przez całą długość, winorośle oplatają przestrzeń, co i rusz wydają na świat kiście winogron, które przerywają „monotonię” rzeźbień, nad winnym szeregiem rzeźb motyw morski, to idealnie symetryczne muszle, a nad nimi kolejne zdobienia z roślinnymi motywami przeplatanymi postaciami ludzkimi.

Nie wiem, ile wykonującemu te zdobienia mistrzowi zajęła praca, ale chciałbym go zobaczyć przy pracy, kiedy kilkaset lat temu siedział z dłutkiem i w pełnym skupieniu zamieniał zwykły kawałek drewna w arcydzieło. Działo, które będzie trwało, kiedy jego prochy już dawno się rozpadną. Nie wszystek umrę? Jak widać tak! To co mnie tylko martwi, to że nie można tu robić zdjęć. Niestety z powodu turystycznego bydła fotografującego wszystko bez wyłączonego flesza, rykoszetem obrywają nawet ci, którzy troszczą się o fotografowane przedmioty. Naginam jednak przepisy i jedno zdjęcie robię zza drzwi…

Fragment rzeźbień szaf skrywających święte relikwie i precjoza w skarbcu katedry w Trogirze
Fragment rzeźbień szaf skrywających święte relikwie i precjoza w skarbcu katedry w Trogirze

Kolejne kroki niosą mnie do stalli, w których przed wiekami zasiadali najznamienitsi obywatele miasta. One są wykonane z tego samego drewna, które widziałem w skarbcu i rzecz jasna są tak samo pięknie zdobione: postacie świętych, muszle jako symbol pobliskiego morza i winorośl, która rodzi owoce, przemieniane przez tutejszych specjalistów w doskonałe wino… I wystarczy tylko chwila, by przenieść wzrok z czarnego drewna na szary kamień.

Myliłby się ten, że rzeźba w twardym kamieniu różni się wiele od tej drewnianej. Dla tutejszych specjalistów nie było rzeczy niemożliwych, wystarczy podziwiać zwieńczenia kolumn na których stoi ambona. Jeśli coś można było ozdobić, zostało upiększone. Na chwałę Boga i wieczną pamiątkę artysty. Nie wszystek umarł… A umarłych tu sporo, bo wystarczy spojrzeć pod nogi… Spoglądacie czasami pod nogi w kościołach? Warto spojrzeć szczególnie w tych starych, bo okazuje się, że depczemy po kolejnych działach sztuki – płytach nagrobnych ważniejszych księży, pochowanych tu szlachcicach. Niby to zwykłe napisy, ale zrobione w taki sposób, by podkreślić wagę spoczywającej pod płytą osoby. W trogirskiej katedrze nie ma przypadkowości.

Plyta nagrobna katedra w Trogirze Chorwacja
Płyta nagrobna jakich wiele w tutejszej katedrze. Niby kawałek kamienia, ale jak wszystko tutaj także ona jest bogato zdobiona i aż strach po niej chodzić…

Atrakcje Trogiru

Pora jednak iść dalej, bo przecież zwieńczeniem wizyty w każdym kościele powinna być wizyta na szczycie wieży dzwonniczej. Wąska klatka schodowa wije się tuż przy ścianach, prowadząc mnie na górę a z góry rzecz jasna widok na tutejszy port, starówkę i także nową część miasta. Tylko zdjęcia trudno robić, bo niestety dla bezpieczeństwa wszystko zabezpieczone jest dość drobną siatką ochronną. I jak już ponapawamy się widokami z samego szczytu, schodząc warto zatrzymać się na tarasie półpiętra prowadzącego na dół. Z tego balkonu jest najładniejszy widok na wieżę zegarową i cały plac Jana Pawła II.

Trogir w Chorwacji. Plac Jana Pawłą II
Wieża zegarowa i plac Jana Pawła II w Trogirze

Ale że nic nie może przecież wiecznie trwać, to i mój pobyt w katedrze dobiegł końca, bo Trogir ma też inne atrakcje. Tu na terenie starówki znajdziemy kilka małych a malowniczych kościołków, które niestety w czasie mego pobytu były akurat w remoncie. Atrakcją samą w sobie jest jednak po prostu spacer wąskimi uliczkami miasteczka. Charakterystyczny kamień, wąskie przejścia, zamknięte okiennice chroniące przed oślepiającym słońcem, a do tego zielone rośliny wystawione przed drzwi domów.

Pięknie tu. A jeszcze ładniej jest na nadmorskiej promenadzie, której palmy dodają szczególnego uroku. I kiedy tak spacerowałem, chłonąc przyjemną atmosferę, doszedłem do góry szarego, równo ociosanego kamienia, ułożonego w wysokie ściany, to fort Kamerlengo, który jest pozostałością, po dawnym systemie fortyfikacji. Faktycznie wyróżnia się on swoistym brutalizmem. Na jego ścianach nie ma miejsca na finezję, zdobienia nie sprzyjają obronności, zatem odrobinę finezji przejawiają tylko obronne blanki.

Później na chwilę pozwoliłem sobie ponownie „zagubić się” w wąskich uliczkach, na których dzieci grały w piłkę, a sprzedawcy pamiątek nawet nie byli obecni w swych sklepach. Widać było wyraźnie, że jest przed sezonem, bo tłumy przewalają się tylko przez plac Jana Pawła II tuż obok katedry. To tu znajduje się też jeden z ważniejszych zabytków Trogiru czyli pałac Ćipiko, który poznamy bardzo łatwo po balkonie i potrójnych łukach na każdych z dwóch pięter.

Fort Kamerlengo w Trogirze
Fort Kamerlengo w Trogirze

Ale ponieważ nie samym zwiedzaniem człowiek żyje, potem poszedłem na kawę i ciastko do jednej z cukierni rozsianych gdzieś wewnątrz murów Trogiru. Akurat słodycze są w cenach jak na Chorwację całkiem przystępnych, a kawa.. w zdecydowanie niższych niż w Polsce. Nadchodzi koniec mojej wizyty w Trogirze, dziś jeszcze muszę dojechać do Szybenika, skąd autobusem o 22 przedostanę się do leżącej na północy Chorwacji Puli. Tamtejszy rzymski amfiteatr przyciąga mnie jak magnes!

Jedziesz do Chorwacji? Zobacz przewodnik po kraju.

Share Button

About Paweł Osmólski

Amator podróży do Azji, którego wspomnienia zostały gdzieś na szlaku w Nepalu na ławeczce pod chałupą jednego chłopa. Kiedyś będę tam musiał wrócić i zabrać je do domu :) Preferuję samotne wyjazdy, bo tylko wtedy w drodze spotyka się najciekawszych ludzi. W czasie wolnym od pracy i podróży zapalony degustator piwa.

6 komentarzy

  1. Agnieszka podrozyszczypta.pl

    W Trogirze byłam baaardzo dawno temu. Zapamiętałam widok z wieży dzwonniczej 🙂 Na zdjęciach mało ludzi, czekałaś żeby nie wchodzili w kadr czy trafiłeś na takie pustki?

    • Przyjechałem jeszcze przed sezonem, zatem było relatywnie pusto. A na dzwonnicy byłęm nawet sam.
      Ja sam i bijący ogłuszająco dzwon 🙂
      Przyznaję bez bicia, że w katedrze się kompletnie zakochałem, a i całe miasteczko podobało mi się chyba najbardziej z całej Chorwacji.
      Właśnie przez brak tłumów, przez to że jest relatywnie kameralne i ma ten taki leniwy śródziemnomorski klimat…

      Chociaż jestem pewien, że w sezonie przeżywa oblężenie :/

      • Agnieszka podrozyszczypta.pl

        ja niestety miałam mniej szczęścia i o samotnej kontemplacji mogłam tylko pomarzyć. Po Twojej relacji widzę, że sporo wspomnień pouciekało, zatarł je czas (wtedy jeszcze nie pisałam „kartek” z podróży). Katedrę muszę odwiedzić ponownie.

        • Czyli masz podobnie do mnie. Ja teraz jeżdżąc gdzieś robię swoje „notatki z podróży” i spisuję je w zeszycie, albo tez hasłowo na komórce, by wrażenia i chwile nie pouciekały. A potem obudowuję je resztą opowieści.
          I serio trudno spowodować, by szczęka mi opadła na podłogę, a w katedrze w Trogirze absolutnie im się to udało… <3

  2. Ze wstydem usze przyznać, że Trogir i Split z podróży jakieś 13 lat temu zlewają się w mojej głowie w jedną całość i nie mam pojęcia co było czym. Ale jedno i drugie mi się podobało 😀

    • Aga, ja przyznam, że wszystkie miasta Chorwacji są do siebie mniej bądź bardziej podobne. Chociaż Split bym tu wyłączył, bo akurat on na mnie jakiegoś kolosalnego wrażenia nie zrobił.
      Ale jeśli już o zlewaniu się miast, to powiedziałbym, że baaardzo do siebie podobne są Trogir, Szybenik i Rovinji. TO z tych, które widziałem, a przecież jest tych miast i miasteczek jeszcze więcej 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *