Home » Bałkany » Z wizytą w Korculi. Poszukując Marco Polo w Chorwacji
Widok na Korculę ze wzgórza nad miastem
Korcula - jedno z najpopularniejszych wśród turystów chorwackich miast.

Z wizytą w Korculi. Poszukując Marco Polo w Chorwacji

Share Button

Do Korculi lepiej przypłynąć niż przyjechać. Nie to, że jest łatwiej ale po prostu jest ładniej. O tym jednak przekonałem się wypływając z wyspy na Hvar czyli kończąc mój krótki pobyt na tej chorwackiej wyspie. Przyjechałem jednak autobusem z Dubrownika i wysiadłem na małym dworcu autobusowym.

Tu zaskoczenie, bo z perspektywy czasu powiem, że było to (oprócz Dubrownika) jedyne miejsce podczas całego objazdu po Chorwacji, gdzie spotkałem się z osobami oferującymi nocleg. A ponieważ dworce zazwyczaj nie powalają na kolana, to po krótkich targach poszedłem w kierunku wynajętej właśnie kwatery. I powiem Wam, że była to idealna kwatera na upały. Stare, grube mury nie dopuszczają ciepła z zewnątrz, skutecznie schładzając temperaturę w mieszkaniu. Problem tylko w tym, że na zewnątrz mimo padającego deszczu, tym razem było cieplej niż wewnątrz, a mnie pozostało poszczękiwać zębami.

Baszta Velki Ravelin w Korculi
Po przyjeździe do Korculi wita nas baszta Velki Ravelin i monumentalne schody z XIX wieku prowadzące do niej.

Zwiedzanie atrakcji Korculi

Co robić, kiedy na zewnątrz jest cieplej niż w domu? Najlepiej iść pozwiedzać i przy okazji się ogrzać. I tak dokładnie zrobiłem, bo co prawda zapadał już powoli zmierzch, ale jak się wyjeżdża gdzieś samemu, to jedyne co można, to czytać książki, zwiedzać i siedzieć w lokalach. A ponieważ nie można pić litrów kawy, czytanie o zmroku jest niezdrowe dla oczu, to skupiłem się na spacerze po mieście. Zatopiłem się w wąskich uliczkach, skręcałem to w tę, to w inną stronę, ale to i tak na nic. Tu nie da się zgubić, bo Korcula jest po prostu malutka i położona na cyplu, który kiedyś był wyspą. Obejść starą część można w kilkanaście minut i to powolnym krokiem. Tak też zrobiłem. I przyznam, że mam mieszane odczucia, bo spacer w delikatnym deszczu i to jeszcze przed sezonem, to nie jest jakaś wielka przyjemność, ale na pewno dała przedsmak tego, co miałem zamiast zobaczyć kolejnego dnia, licząc już na pełne słońce.

Katedra św. Marka w Korculi
Katedra św. Marka to jedna z głównych atrakcji Korculi

A ranne widoki były warte uwagi. Chmury ustąpiły miejsca słońcu i zwiedzanie Korculi rozpocząłem od najpiękniejszego moim zdaniem miejsca czyli schodów prowadzących przez główną bramę do miasta. Wyglądają naprawdę monumentalnie i przyznam, że bardziej przypominają schody prowadzące do pięknego pałacu niż miałyby być po prostu wejściem do miasta, dostępnym dla plebsu. Ale jak widać biedniejsi też mieli prawo do piękna i poczucia dumy z ich miasta. Jeśli podniesiemy wzrok to trudno będzie nie zauważyć, że nad schodami góruje baszta Veliki Revelin. I kiedy już wejdziemy w obręb murów, prostą drogą zbliżać się będziemy do katedry św. Marka, czyli kościoła górującego nad całą wyspą. Zanim tam jednak dojdziemy miniemy ładnie zdobioną loggię miejską oraz kościół św. Michała. Co by jednak nie mówić, to sercem miasta jest wspomniana wcześniej katedra św. Marka z XV wieku. Warto rzecz jasna wejść do środka i zobaczyć to, co zachowało się z poprzednich wieków czyli płaskorzeźby, stalle, militaria wstawione tu najwidoczniej jako wota. Ale chyba największą atrakcją jest dzwonnica kościelna, na którą rzecz jasna można wejść. Za opłatą ma się rozumieć. Ale na pewno warto odżałować te 20 kun, bo widok na czerwone dachy miasta i okalającą wodę wart jest wspinaczki po schodach (uwaga na sygnalizację świetlną i to nie żart, bo na schodkach nie miną się dwie osoby, zatem światła regulują ruch w obydwie strony).

Widok z wieży katedry św. Marka
Widok z wieży katedry św. Marka

I kiedy będziemy na górze wypatrzmy domniemany dom Marco Polo. Minąłem go już poprzedniego wieczora i ostrzyłem sobie zęby, że teraz za dnia obejrzę istniejące w nim muzeum wielkiego podróżnika od środka. Niestety okazuje się, że początek maja to niezbyt dobry termin na oglądanie takich atrakcji. Muzeum było zamknięte na cztery spusty i jedyne co świadczyło o tym, że to tu do szyld. Pozostaje mi zatem pocieszanie się, że Marco Polo urodził się jednak w Wenecji i tam będę miał więcej szczęścia jeśli się kiedyś wybiorę. Póki co nie włączam się w spór o miejsce narodzin Marco Polo, bo byłem tylko w Korculi  😉

Miejsce urodzenia Marco Polo
Domniemany dom rodzinny jednego z największych i najsłynniejszych podróżników wszech czasów Marco Polo. Ale miejsce urodzenia podróżnika nie jest pewne, bo do miana rodzinnego miasta pretenduje też Wenecja.

Korzystając z dobrej pogody postanowiłem zrobić to, co chyba każdy turysta nie tylko w Chorwacji lubi, czyli zapolować na piękną panoramę Korculi. W tym celu wyszedłem z głównego miasta i podreptałem prowadzącą trawersami szosą. Ruch był niewielki, bo był to czas poza sezonem, zatem spacer okazał się nawet przyjemny. Zatem po pokonaniu paru paru zakrętów moim oczom ukazała się panorama Korculi. Przyznam, że to taki pocztówkowy widok. Górująca nad starą zabudową i czerwonymi dachami wieża kościoła, a wszystko to na tle okalającej wody i widniejącej w oddali góry. Spędziłem tu kilkanaście minut kontemplując panoramę i podążyłem z powrotem w kierunku wyspy, by po raz kolejny zapuścić się w ten prosty układ ulic wewnątrz miasta.

Domy na starym mieście w Korculi
Widok na dachy domów Korculi z wieży katedry św. Marka. Jeśli dobrze się przyjrzymy, zobaczymy, że jeden z domów to ruina pusta w środku.

A patrząc na Korculę z góry warto zwrócić uwagę na zabudowę, bo ulice układają się w kształt rybiego szkieletu, chociaż mnie to przypomina raczej nie rybę lecz jakiegoś trylobita, którego widziałem w książce do biologii. Tak, Korcula zdecydowanie bardziej przypomina układem ulic wymarłego miliony lat temu trylobita niż żyjące do te pory ryby 🙂 Zostawiając jednak na boku biologiczne dywagacje i kształt, to dookoła Korculi warto pospacerować. Ładna promenada, którą co prawda z jednej strony skutecznie psuje ulica i parking, ale z drugiej za to mamy już tylko deptak i ciągnące się wzdłuż niego restauracje położone w cieniu drzew i starych domów. To jedno z tych miejsc, które kojarzą się jeśli nie od razu z Chorwacją, to na pewno ze śródziemnomorskim klimatem. Idąc powoli wzdłuż murku odgradzającego nas od kamienistej plaży usytuowanej kilka metrów niżej, miniemy kilka restauracji. Do wyboru do koloru, menu też takie, jakie zapragniemy, chociaż oczywiście królują tu owoce morza.

Ale ilekroć jestem w takich miejscach jak to, czyli bardzo malowniczych starówkach, klimatycznych miasteczkach z wąskimi uliczkami, z ludzką zabudową, to zawsze nachodzi mnie jedna myśl. Dlaczego samochody muszą być wszędzie? Dlaczego muszą się wpychać w każde możliwe miejsce? Dlaczego muszą niszczyć ten klimat po który się przyjeżdża i którego się szuka? Bo stara część Korculi nie jest wielka, a i tak znaleźli tu miejsce na parking. Co drażni tym bardziej, że jest on tuż obok pięknej baszty Kanavelic, która ostała się z dawnych umocnień. Cóż, uznajmy że to moja niechęć do samochodów, ten mój wybór, że nie posiadam przysłowiowych czterech kółek i posiadać póki co nie zamierzam. Bo dojazd samochodem na warszawski Mordor na Domaniewskiej jest przejawem skłonności masochistycznych lub skrajnej potrzeby. To jest jednak zupełnie inna historia…

Baszta Kanavelic w Korculi
Baszta Kanavelic w Korculi. Na zdjęciu tego nie widać, ale tuż obok znajduje się psujący cały klimat parking samochodowy.

Póki co wolę wrócić do serca miasta, a konkretniej do kościoła św. Marka, bo może i większość nadmorskich widoków w Chorwacji jest do siebie podobna, czyli woda okalająca kamienne, jasne miasta o czerwonych dachach, ale te widoki mimo wszystko są po prostu piękne. I dokładnie tak samo jest w Korculi. Wchodząc na dzwonnicę zobaczymy okalające miasto taflę wody oraz powierzchnię dachów, które skrywają wiekowe domy. To co mnie zaskoczyło, to że tuż obok domniemanego domu Marco Polo, stoi pustostan, który z dołu nie wydaje się ruiną, ale z wysoka idealnie widać, że to tylko pusta skorupa, w której nie zostało już nic. Co zaskakuje tym bardziej, że każdego roku do Korculi przybywa fala turystów, skłonna zasiedlić każdą wolną powierzchnię mieszkalną. Jak widać remonty tak starych budowli są za drogie, by nawet dobrze prosperujący biznes turystyczny mógł podjąć inwestycję.

Korcula informacje praktyczne

Nocleg w Korculi: Miejsc noclegowych jest bez liku, ale ceny rzecz jasna są raczej zachodnie niż wschodnioeuropejskie. Na nabrzeżu przy wyjściu z katamaranu lub przy wyjściu z autobusu łapią ludzie oferujący kwatery prywatne. Poza sezonem było to 15 euro za noc za własny pokój z łazienką. Ale w sezonie będzie to na pewno wielokrotność ten kwoty, dlatego sugerowałbym wcześniejszą rezerwację na którymś z systemów rezerwacyjnych.

Dojazd do Korculi: najwygodniej i najszybciej jest dopłynąć tu promem lub katamaranem ze Splitu lub Hvaru. Warto sprawdzić, gdzie przybija nasz prom. Katamarany przybijają bezpośrednio do starej części miasta, za to promy samochodowe z Orebicia dopływają do przystani kilka kilometrów od miasta.

Tuż obok starej części miasta znajduje się supermarket Konzum, a kilkaset metrów od Centrum kolejny wraz z centrum handlowym.

Share Button

About Paweł Osmólski

Amator podróży do Azji, którego wspomnienia zostały gdzieś na szlaku w Nepalu na ławeczce pod chałupą jednego chłopa. Kiedyś będę tam musiał wrócić i zabrać je do domu :) Preferuję samotne wyjazdy, bo tylko wtedy w drodze spotyka się najciekawszych ludzi. W czasie wolnym od pracy i podróży zapalony degustator piwa.

One comment

  1. Przypomina bardzo mi Zadar i bardzo bardzo potęguje moją tęsknotę za Chorwacją

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *