Home » Europa » Czechy » Atrakcje Brna, zwiedzanie miasta czyli kilka dni na Morawach
Widok na Brno
Widok z zamku Spilberk w Brnie

Atrakcje Brna, zwiedzanie miasta czyli kilka dni na Morawach

Share Button

„Brno to drugie największe miasto w Czechach.” Tak chyba powinno się zacząć artykuł o tym mieście. Ale będzie w błędzie ten, który podejdzie do tego stereotypowo, że oto kolejne miasto moloch, które gna przed siebie i życie w nim to nieustanna gonitwa. Otóż pomimo tego, że Brno to wielkie miasto, to jest ono duże jak na czeską skalę. W rzeczywistości to miasto ma raptem 400 tysięcy mieszkańców i cechuje je bardzo przyjemna atmosfera. Oraz sporo atrakcji do zwiedzenia i doświadczenia.

Panorama Brna widziana z kościoła św. Piotra i Pawła
Panorama Brna widziana z kościoła św. Piotra i Pawła

Do Brana przyjechałem z Kromieryża. Ot, raptem kilkadziesiąt kilometrów i co prawda to małe miasteczko na Morawach bardzo wysoko postawiło poprzeczkę jeśli chodzi o wrażenia, to z perspektywy nie czuję się zawiedziony. Wiem, że się powtarzam, ale miasta czuję (albo nie czuję) już na dworcach lub tuż po wyjściu z nich. I w Brnie jest całkiem nieźle, bo dworzec jak to dworzec, urodą nie powala i szczególnie atrakcyjny nie jest, ale tuż za nim czeka inny świat. Nie trzeba daleko iść, bo na starą modłę, dworzec jest usytuowany w centrum miasta. I oto niemalże wprost z pociągu wychodzicie na coś, co można nazwać przedmieściami starówki. I jeśli zarezerwowaliście hotel lub hostel w tej części miasta, nie potrzebujecie żadnego biletu. Wszędzie dojdziecie na piechotę w ciągu kilku, góra kilkunastu minut.

I wierzcie mi, że będzie to bardzo klimatyczny i ciekawy spacer, pełen uroczych zakamarków i świetnie odrestaurowanych, starych budynków. Tak, tu można powiedzieć, że historia wisi gdzieś w powietrzu i miesza się czasami z teraźniejszością, kiedy widzimy jakieś nowoczesne wstawki w zabudowie. Pasują one najczęściej jak czarna plomba do śnieżnobiałych zębów szczerzonych w uśmiechu, ale każde miasto ma jakąś historię i zapewne opowieść, dlaczego w tej a nie innej wyrwie powstała taka a nie inna konstrukcja, też byłaby interesująca. A historia Brna i jego atrakcje są ze wszech miar warte uwagi, jak i każda stolica chociażby i Moraw (podobno oprócz stolicy Czarnogóry czyli Podgoricy 😉 )także i to miasto ma do zaoferowania wiele atrakcji.

Atrakcje Brna, czyli co zobaczyć w mieście

Zamek Špilberk

Zamek Špilberk czyli coś, czego może nie zauważycie na pierwszy rzut oka, bo wzgórze zasłonią budynki, ale zdecydowanie warto tu wejść. Nie będzie to rzecz jasna karkołomna wspinaczka, bo jak przystało na jedno z bogatszych miast w Czechach główny zabytek jest doinwestowany i trasa do niego wiedzie dobrze utrzymanymi ścieżkami wijącymi się dookoła wzgórza. Na tyle wygodnymi, że można tu wepchnąć nawet wózek z dzieckiem. Ale to już dla wytrwałych. (Czeskim purystom jak zawsze mówię, że Czechy to dla mnie państwo jako takie, a nie jedna z trzech krain państwa, animozje  i podziały Czech mało mnie obchodzą. Synonimem kraju w języku polskim jest państwo.)

Zamek Špilberk w Brnie
Zamek Špilberk w Brnie

Miałem taką przyjemność, że Brno odwiedziłem wiosną. Co w tym ciekawego powiecie? Nie byłoby nic, gdyby nie fakt, że wiosna obłędnie pachnie bzem. Ten wyjazd do Czech w ogóle będzie mi się kojarzył z tym zapachem, bo otaczał mnie prawie wszędzie i za przykład niech posłuży tu Mikulov. Aż chciało się oddychać pełną piersią. Nie inaczej było kiedy szedłem na zamek Špilberk, wyobraźcie sobie, że siedzicie na ławeczce z widokiem na miasto a tuż koło was obłędnie pachną wielkie krzaki bzu. Magia!

Co prawda zamek ma to do siebie, że wejście do niego jest jakieś horrendalnie drogie i nic tego nie usprawiedliwia, ale nawet jeśli będziecie chcieli obejrzeć warownię z zewnątrz, to i tak robi ona wrażenie, a wędrując po Czechach, będąc czy to w Czeskim Krumlovie, wspomnianym Kromieryżu czy szczególnie w pałacu w Lednicach, będziecie widzieli takie cuda, że jedno wnętrze w tą czy tamtą stronę, nie zrobi Wam różnicy. Warownia jest położona, jak to zamki mają w zwyczaju, na najwyższym wzgórzu w okolicy i rzecz jasna zobaczycie dookoła niej wszystko, co na zamkach się ogląda. Są armaty, ale są też wystawione o wiele bardziej wiekowe sprzęty, a raczej ich rekonstrukcje. Nie jestem specjalistą od militariów, ale jak na mój gust są to jakieś balisty i innego rodzaju sprzęt oblężniczo-obronny. Jest tu też głęboka fosa, brama i wysokie mury. Mury, które kiedyś były stricte obronne, ale następne stulecia przemianowały charakter z obronnej na rezydencjalny i powstały w nich okna. Zresztą zamek pełnił też przez pewien czas rolę więzienia, do czego wykorzystywano tutejsze lochy. Niestety w czasie, kiedy byłem w Brnie, były one zamknięte. Trudno, może innym razem.

Kościół pod wezwaniem św. Piotra i Pawła

I kiedy będziecie na wzgórzu zamkowym niechybnie rzuci się Wam w oczy wielka sakralna budowla. Oto jak przystało na porządne średniowieczne miasto, góruje nad nim kościół. Ten jest pod wezwaniem św. Piotra i Pawła, co w sumie nie ma znaczenia, ale że kościołów (jak to w każdym postśredniowiecznym mieście) jest na pęczki, to i trzeba je jakoś rozróżniać. Ten ma nazwę od tych dwóch świętych.

Kościół świętego Piotra i Pawła
Kościół świętego Piotra i Pawła. Jak widać na zdjęciu święci mają nawet aureole, zatem trudno ich nie rozpoznać 😉

Świątynia zbudowana została w XIII wieku, ale i tak późniejsze przebudowy miały na nią spory wpływ i np. wieże, jakie oglądamy są dopiero z XX wieku. Jeśli już jesteśmy przy wieżach, to na jedną z nich można wejść i o dziwo wejście nie jest nawet kosztowne, bo kosztuje 40KC i w ramach biletu jest też wejście do skarbca, który znajduje się tuż obok. O ile skarbiec jakoś nie rzuca na kolana mnogością precjozów (jak np. ten w chorwackim Trogirze, który pozostawił mnie z otwartą z zachwytu szczęką), to wejście na wieżę warte jest wysiłku.
Co ważne, nie ma tu czegoś takiego jak galeria ciągnąca się dookoła konstrukcji i umożliwiająca widok na wszystkie strony świata. Co to, to nie. Tu całkiem możliwe, że powita was półmrok, bo drzwi wiodące na małe balkony będą zamknięte, jak to miało w przypadku mojej wizyty. Należy do nich podejść i nacisnąć klamkę 🙂 I o ile z jednej strony naszym oczom ukaże się widok na nową część miasta z blokowiskami oraz doskonale widoczną siecią kolejową, o tyle druga strona zapewnia widok na historyczną część miasta. Ten widok zdecydowanie bardziej warto pokontemplować. Czy jest on jakiś diametralnie inny od tego, który zobaczyliście lub zobaczycie ze wzgórza zamkowego? Raczej nie, to po prostu inna perspektywa i zabytki są bardziej na wyciągnięcie ręki.

A może tak pospacerować po rynku w Brnie?

Rynek w Brnie
Rynek w Brnie nie jest najpiękniejszym miejscem w mieście, ale ma w sobie wystarczająco uroku, by przynajmniej przez niego przejść. A że jak to rynek jest w centrum, to będziecie przez niego przechodzili często.

W międzyczasie zapewne pójdziecie coś gdzieś zjeść i wypić. I wtedy niechybnie traficie na tutejszy rynek. Miejsce może nie jest jakiejś przecudnej urody, bo oto pośród starych kamieniczek stoi na nim nowoczesny maszkaron, który wyglądem pasuje tu jak dziura do zęba, że dalej odwołam się do klimatów dentystycznych. Przez środek placu przebiega linia tramwajowa, do którego to rozwiązania mam wielką słabość, bo zawsze chyba mi się to będzie kojarzyć z ukochanym Lwowem. Ale stoi tu też inna konstrukcja, czarne coś, co jest podobno zegarem solarnym, a wyglądem przypomina ch… eeee…  członka męskiego lub też wibrator jeśli wolicie wersję damską.

Zegar słoneczny budzący jednoznaczne skojarzenia u turystów i mieszkańców Brna
Zegar słoneczny budzący jednoznaczne skojarzenia u turystów i mieszkańców Brna.

Konia z rzędem temu, kto wie, jak z tego odczytywać czas, ale pal sześć. Każdy ma zegarek i komórkę, to sam może sprawdzić godzinę, a to niech cieszy oko i wywołuje uśmiech na twarzy głupimi skojarzeniami. Będąc przy skojarzeniach, to przy placu stoją również stare kamienice, z których jedna nosi nazwę domu Pod Czterema Gburami, a to z racji podtrzymujących fronton atlantów, których miny dały tak zacny przydomek budowli.

Ratusz, czyli dość ukryte, dawne serce miasta

Stary ratusz
Stary Ratusz, bo obecnie władza potrzebuje już więcej przestrzeni.

I zanim wrócimy do kolejnego kościoła, to chciałem Was zabrać w inne miejsce, które każde szanowane się miasto mieć musi. Oto idziemy do Ratusza. Budynek jest stary bo trzynastowieczny i ma jeden przyciągający wzrok szczegół. Jedna spośród ozdobnych iglic, jakie są na frontonie budynku nie trzyma jakiejkolwiek symetrii, a mówiąc wprost jest po prostu w złośliwy sposób przekrzywiona. Legenda głosi, że to zemsta majstra, który nie dostał zapłaty za swoją pracę, chociaż moim zdaniem to raczej niemożliwe, bo w XIII wieku, kiedy powstawał ratusz, za spartolenie pracy i wkurzenie bogatego zleceniodawcy, jakim było miasto, można sprawdzić, czy kamień młyński u szyi, faktycznie przeszkadza w pływaniu.

Wykrzywione iglice w
Wykrzywiona iglica na Starym Ratuszu to jedna z najbardziej charakterystycznych atrakcji Brna.

Przy wejściu na dziedziniec nad Waszymi głowami będzie wisiało monstrum zwane smokiem, a które jest po prostu najprawdziwszym krokodylem. Podobno miał odganiać od miasta złych ludzi, ale jakby to była prawda, to nad wieloma rzekami z tymi gadami nie byłoby nikogo złego, a dobrze wiemy, że to nieprawda 😉 Prawdą jest natomiast, że możecie wejść na wieżyczkę ratusza. I co prawda ja to sobie podarowałem, bo wiele już wysokościowych punktów w mieście obejrzałem, ale jeśli macie chęć, to proszę bardzo. Jednak to wejście było droższe niż te inne wysokie punkty, które odwiedzałem w Brnie.

Targ Zielny, ale nie tylko dla tych, którzy lubią warzywa

Targ Zielny w Brnie
Targ Zielny w Brnie. Warzywa, owoce, kwiaty, miód… targi niewiele się od siebie różnią pod różnymi szerokościami geograficznymi.

Tuż obok Ratusza jest Targ Zielny. Z tego co mi mówiono, to jest to stary market, na którym od średniowiecznych czasów po dzień dzisiejszy prowadzi się handel produktami rolniczymi. Przez dwa dni uważałem to za bujdę na resorach, bo nie widziałem żadnego badylarza czy chociażby przysłowiowej babci z pietruszką, ale okazało się, że w weekend po prostu się nie handluje. Za to w zwykły dzień, bladym świtem, kiedy szedłem na pociąg do Mikulova, handel właśnie się rozstawiał. Zatem jeśli chcecie sadzonki warzyw lub zieleninę, to śmiało idźcie na Targ Zielny. A jak będziecie przed Bożym Narodzeniem, to zajrzyjcie do znajdującej się na środku, bardzo ładnej fontanny.

Fontanna na Targu Zielnym
Fontanna na Targu Zielnym

Podobno dawniej trzymano w niej ryby. Dzisiaj nie widziałem tam nikogo z wędką, zatem znaczy ryb już nie ma. Można za to łowić monety, które ludzie rzucają na szczęście, a takiego poławiacza widziałem na własne oczy w Taborze, jak z magnesem na sznurku celował w monety.

Kościół św. Jakuba, czyli świątynia pełna światła

Kościół świętego Jakuba
Kościół świętego Jakuba w Brnie. Przyznaję, że to jedna z najbardziej jasnych świątyń, jakie oglądałem w swoim życiu. Tu nie ma ciężkiej atmosfery starego kościoła. Zdecydowanie warto tu wejść i wejście na dzwonnicę potraktować jako wisienkę na torcie.

I żeby domknąć punkty widokowe Brna, wejdźmy jeszcze do kościoła świętego Jakuba. Przyznam, że polubiłem to miejsce, nie dlatego, że spłynęła na mnie jakaś łaska i stałem się nagle świętszy. Co to to nie lub też nic mi o tym nie wiadomo. Ta świątynia jest po prostu ciepła jeśli chodzi o wystrój. Większość starych kościołów, które znam, są mroczne, bogato zdobione, przytłaczające detalami i przestrzenią. Za to ta jest kompletnie inna, jest pełna światła, wpadającego przez wysokie okna. Nie ma półmroku i cieni, wszystko jest widoczne jak na dłoni i dzięki temu ta wysoka przestrzeń jest łatwiejsza do oswojenia, bo chociaż wciąż jako ludzie jesteśmy małymi w porównaniu do skali obiektu, to zupełnie tego nie czuć. Ba! Na ludzką skalę jest też fakt, że całość można obejść, wraz z tym, że możemy wejść na tyły ołtarza. Nawet w bocznej nawie dookoła jest wystawa, którą przy okazji można obejrzeć i poczytać. I jak już będziemy w rejonie ołtarza, odwróćmy się i rzućmy okiem na organy. Są imponujące!

Jeśli mamy ochotę obejrzeć je z bliska, wykupmy możliwość wejścia na wieżę  świątynną. Przy okazji wejścia zostaniecie wpuszczeni na chór, gdzie obejrzycie z bliska instrument i rzucicie okiem z tej niecodziennej jednak, przyznacie, perspektywy. Wygląda to wszystko bardzo ładnie. I nie przeszkadzało mi nawet to, że oprowadzała nas (bo pilnujący zebrali grupę) dziewczyna, której angielski pozostawiał wiele do życzenia i brzmiał tak, jakby wygłaszała przypominany sobie z odmętów pamięci wierszyk, którego uczyła się 10 lat temu na akademię szkolną.

Wchodząc na szczyt zostaniecie też wpuszczeni pod więźbę dachową kościoła i spojrzycie, jak to wszystko kiedyś było robione. Niestety najsłabszym punktem jest sam widok z wieży, bo perspektywa jaka rozciąga się z tego punktu nie jest szczególnie interesująca, ale dwie wcześniej wymienione perspektywy oglądania kościoła św. Jakuba z nawiązką rekompensują wydatek 50 KC.

Krypty klasztoru Kapucynów. Mumie dawnych mnichów

I będąc przy tematach sakralnych, nie można zapomnieć o jeszcze jednej niecodziennej atrakcji Brna czyli o możliwości obejrzenia krypt klasztoru Kapucynów. To jest miejsce na pewno nie dla wszystkich, bo też trzeba powiedzieć, że wejdziemy na teren cmentarza, gdzie zwłoki leżą na wierzchu. Zwłoki zakonników, którzy pochowani kilkaset lat temu, dzięki specyficznemu mikroklimatowi krypty, ulegali tu mumifikacji. Już sam sposób „pochówku” był nader oryginalny, bo po oficjalnej ceremonii braciszek był znoszony do krypty w trumnie, z której następnie go wysuwano, kładziono na gołej ziemi, pod głowę wkładano cegłę i oto dokonywało się. Teraz pozostaje mu czekać tylko na Sąd Ostateczny. Trumna wracała na górę i czekała na kolejnego braciszka, którego śmierć zabierała do tego lepszego ze światów. Aha, w krypcie spoczywają też dobroczyńcy klasztoru.

Krypty klasztoru Kapucynów w Brnie
Krypty klasztoru Kapucynów w Brnie. Miejsce ostatniego spoczynku zakonników.

I w zasadzie, to by było na tyle, jeśli chodzi o największe atrakcje Brna. Rzecz jasna jest tu jeszcze sporo innych ciekawych miejsc do zobaczenia np. ostatnia zachowana brama wjazdowa do miasta, w której obecnie jest muzeum zabawek. I jest też sporo pubów, w których jak to śpiewał bard „można lekko w pianę wsunąć wąs.” Tu od razu polecę „Wycep na stojaka”. Jak na Czechy to całkiem przyzwoita knajpa z kraftowym piwem, a u naszych południowych sąsiadów nie jest to częste. Jeśli chodzi o ten segment piwnej rewolucji są lata za Polską.

Piwo w Wycep na stojaka Brno
Piwo w pubie „Wycep na stojaka”

A poza tym… Brno to doskonała baza wypadowa do okolicznych miejscowości jak Mikulov, Lednice czy nawet Kromieryż, do których dojedziecie koleją lub autobusem. Powiedzmy sobie szczerze: Morawy są piękne i jeśli odwiedzicie tą część Czech, na pewno będziecie mieli tu co robić. Ja spędziłem tu trzy noce i w sumie mógłbym jeszcze jedną, by zobaczyć w okolicy wszystko, co chciałem.

Nocleg w Brnie

Brno jak każde duże miasto, ma bardzo dobrze rozbudowaną bazę noclegową. Nie będziecie mieli problemu zarówno ze znalezieniem relatywnie taniego noclegu w hostelu, jak też czegoś o wyższym standardzie. Jeśli szukacie dobrej jakości hotelu za rozsądną cenę, polecam rezerwację VV Hotel – naprawdę warto. Jeśli jednak chcecie dobrego hostelu, zatrzymajcie się w Hostel Mitte.

Share Button

About Paweł Osmólski

Amator podróży do Azji, którego wspomnienia zostały gdzieś na szlaku w Nepalu na ławeczce pod chałupą jednego chłopa. Kiedyś będę tam musiał wrócić i zabrać je do domu :) Preferuję samotne wyjazdy, bo tylko wtedy w drodze spotyka się najciekawszych ludzi. W czasie wolnym od pracy i podróży zapalony degustator piwa.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *