Home » Azja » Uzbekistan » Jezioro Aralskie czyli nad morzem, którego już nie ma
Morze Aralskie - zardzewiały wrak
Wraki niszczeją pożerane przez rdzę

Jezioro Aralskie czyli nad morzem, którego już nie ma

Share Button

Po raz kolejny okazuje się, że piwo potrafi rozwiązać każdy problem. Kiedy kierowca naszej współdzielonej taksówki którą chciałem dostać się nad jezioro Aralskie, o godzinie 19 dojechał do Kungradu i powiedział, że on dalej nie jedzie, byliśmy w kłopocie. Jezioro Aralskie, cel mojej podróży, było tak blisko i tak daleko zarazem. Nocleg, który nam zaoferowano, może i nie był drogi, bo około 2 dolarów, jednak pokój z widokiem na kurnik pełen naturalnych lokatorów, nie jest ciekawą alternatywą dla podróży.

Próbując dojechać do jeziora Aralskiego

Mając w perspektywie noc z ciekawymi zapachami, wraz z moimi towarzyszami niedoli poszliśmy do knajpki na piwo, by ukoić smutki. I jak to zazwyczaj bywa, rozmawiając z lokalsami z sąsiednich stolików, podzieliliśmy się naszym problemem, że utknęliśmy. Ja poskarżyłem się, że nie mam jak dojechać do Mujniaku, a moi nowi znajomi do granicy z Kirgistanem… Nasi rozmówcy spojrzeli na nas dziwnym i nic nierozumiejącym wzrokiem, bo to co dla nas okazywało się problemem, dla nich było niezrozumiałe. Kłopot z wydostaniem się? Dziś?! Niemożliwe!

Okazało się, że akurat trwa tu targ i przyjechała na niego cała okolica. Na pewno są też osoby z Mujnaku. Mężczyźni zapytali kilka osób i bardzo szybko wskazali nam miejsce we właściwych samochodach oraz ustalili całkiem atrakcyjną cenę. Miejsca w busie może było mało, ale na pewno dużo było wódki i zakąski. W trakcie jazdy na tylnych siedzeniach w najlepsze trwała suto zakrapiana impreza. Kierowca jednak nie pił, taką mam przynajmniej nadzieję.

Kiedy docieram do Mujnaku, dochodzi już północ, a jedynym dowodem na to, że w okolicy istnieje życie, jest biegający przed hotelem Oybek pies. Po dłuższej chwili pojawia się też ktoś z obsługi. Każe czekać. Po mniej więcej 15 minutach, które potrzebowali, by długą szczotką na kiju zamknąć okno do mojego pokoju i wypłoszyć z niego hordy komarów, wreszcie mogę wejść do środka. Po drodze odmawiam jeszcze przemiłemu Uzbekowi, który w przypływie internacjonalistycznej komuny oferuje, że podzieli się ze mną własną żoną, wreszcie ląduję w pokoju. Jeszcze tylko kwadrans dalszej dekomaryzacji, w trakcie którego prawie demoluje pokój, rzucając śpiworem po ścianach i wysokim  na około 3 metry suficie. Wreszcie można iść spać.

Moynak, niegdyś główny port jeziora Aralskiego, dziś martwe miasto

Rankiem po prysznicu w spartańskiej budce przed hotelem, wyruszam oglądać coś czego tu nie ma, a jeszcze kilkadziesiąt lat temu było sercem regionu, sercem Karakalpakstanu, jedną z głównych atrakcji turystycznych Uzbekistanu. Przede mną Jezioro Aralskie – a raczej wyschnięta równina po morzu. Wrażenie jest piorunujące i bardzo przygnębiające. Przybijające jak całe miasto, kiedyś liczące 58 tysięcy mieszkańców, z których obecnie zostało zaledwie 12 tysięcy osób, mieszkających wśród opuszczonych i walących się, zrujnowanych budynków: fabryk konserw, przetwórni ryb, bloków, warsztatów… Mieszkają wśród ruin tego, co kiedyś stanowiło o świetności miasta. Miasta, które znikło na ich oczach. Znikło wraz z wodą, która dawała mu siłę.

Idąc nad „Jezioro Aralskie” maszerujemy polną, piaszczystą dróżką, na której w piasku odbite są tylko odciski zwierząt. Jest wczesny poranek, koło mnie patrząc ze zdziwieniem przemyka jakiś autochton.  Ludzi tu niewielu, bo i po co iść w miejsce, w którym nic nie ma? Zresztą, kto miałby tam iść, skoro kto mógł, już dawno wyjechał? Okolica wygląda jak po przejściu kataklizmu, po lewej walące się szalety, z których korzystają mieszkańcy pobliskiego rozsypującego się bloku, po prawo zaś ruiny budynków, które nie wiadomo już, do czego służyły.

Większość przemysłowych budynków w Moynaku już się zawaliła
Większość przemysłowych budynków w Mujnaku już się zawaliła

Przecinam drogę, która kiedyś prowadziła wzdłuż wybrzeża, dochodzę do lądowiska dla helikopterów. To prawdopodobnie tu lądowali pierwsi dygnitarze i inni partyjni prominenci, którzy zdecydowali i zrealizowali postanowienie, że Uzbekistan stanie się bawełnianym Eldorado, że woda zamiast dopłynąć do Aralu, będzie nawadniać pola uprawne. Tuż za lądowiskiem jest pomnik dawnej świetności miasta. Monument zbudowany ku czci. “Moynak 1970” głosi dumny napis a koło niego zarys jeziora z niebieską wodą.

Jezioro Aralskie – wraki na pustyni

Obok tablica, która informuje, jak nikło jezioro Aralskie, wraz z informacjami, kiedy i co się stało. To naprawdę robi wrażenie. Wrażenie potęguje się, kiedy robię kilka kroków i dochodzę do brzegu klifu. Zamiast widoku wody po horyzont, szumu fal i skrzeku mew, widzimy morze piachu porośnięte kępami traw i porostów. A tu gdzie pewnie kiedyś spokojnie kołysały się zacumowane kutry rybackie, teraz stoją wraki. Zwiezione z okolicy przeżarte rdzą pomniki przeszłości. Niektóre stoją tak, jakby wyrzucił je tu sztorm, druga część w szeregu, jakby zacumowana do niewidocznej kei. Wszystkie skorodowane i niszczone przez czas i pogodę: Latem upały, zimą siarczyste mrozy, a czasami dzieła zniszczenia doprawiają deszcze.

Wraków nikt nie pilnuje, na każdy można wejść. Tylko czy warto ryzykować, bo nawet rdza już ledwo się trzyma i mocniejsze dotknięcie potrafi ukruszyć kawałek burty. Zamiast farby zabezpieczającej są napisy z kredy, wyznania miłości nielicznych młodych, którzy jeszcze tu zostali. Wyznania tych, co czasami przyjdą tu ze swoim małym stadkiem kóz lub owiec.

Jezioro Aralskie - W cieniu wraków chronią się kozy
W cieniu wraków chronią się kozy

To co pozostało z Jeziora Aralskiego, jest kilkaset kilometrów stąd. Można tam dojechać tylko wynajętym UAZem i choć miałbym na to ochotę, to nie stać mnie na to. W hotelu jestem jedynym turystą i nie mam z kim podzielić kosztu kilkuset dolarów.

Kręcę się zatem pomiędzy wrakami, przestrzeń dzielę z małym stadkiem kóz, które jak i ja zaczynają się chować przed zaczynającym palić coraz bardziej słońcem. Jeszcze tylko pół godziny kontemplacji w ciszy, w cieniu burty, opierając się o śrubę okrętową. Pora wracać.

Ponownie wspinam się na klif, kolejne, ostatnie już spojrzenie na Aral, na Morze Którego Już Nie Ma, na dożywające swych lat wraki, które za kilka lat doszczętnie strawi rdza.

Wracam do pogrążonego w marazmie i beznadziei, opuszczonego miasteczka Mujniak.

Share Button

About Paweł Osmólski

Amator podróży do Azji, którego wspomnienia zostały gdzieś na szlaku w Nepalu na ławeczce pod chałupą jednego chłopa. Kiedyś będę tam musiał wrócić i zabrać je do domu :) Preferuję samotne wyjazdy, bo tylko wtedy w drodze spotyka się najciekawszych ludzi. W czasie wolnym od pracy i podróży zapalony degustator piwa.

11 komentarzy

  1. Niezła ściema. Ciekawe jak statki rdzewieją jak nie ma wody? O tym już nie pomysleli!

  2. Kiedyś widziałem ułożone chronologicznie foty satelitarne, w jak zastraszającym tempie jezioro Aralskie się kurczyło. Jeszcze 30 lat temu krajobraz wyglądał normalnie, teraz – jak widzę – jest tam sceneria z “Mad Maxa”.

    • Na jednym ze zdjęć w artykule jest tablica gdzie właśnie widać, jak znikało jezioro Arlaskie. Ta tablica stoi obok pomnika morza aralskiego i kontrastując z morzem piasku ciągnącym się po horyzont, jest przygnębiającym widokiem :/

  3. Cmentarzysko kutrów… Przygnębiający widok 🙁

  4. wszystko fajnie, tylko czemu tej żony odmówiłeś? 😉

  5. Wiem co piszesz, o tych kurach! Na Sulawesi spaliśmy w pokoju sąsiadującym z kurnikiem. Właścicielka hotelu o nim nie wspomniała, bardziej nam współczuła, ze względu na trzydniowy pogrzeb, że śpiewy i lamenty. Okazało się, że kury dawały czadu od 3:30, żw tak napiszę z zegarkiem w ręku i śpiewająco. Na szczęście były to czyste kury, albo kurnik był od zawietrznej.:)
    A co do morza, to chciałabym kiedyś poczuć jak to jest stać na tej krawędzi i nie widzieć morza, tylko piach. Jakkolwiek przykre by to było…

    • No proszę, tym bardziej się cieszę, że jednak poszliśmy do tej knajpy i lokalsi udowodnili nam, że zawsze da się pomóc 🙂 Jakoś nie żałuję tego, że nie spałem z widokiem na kurnik i w oparach kurzego obornika :p
      Nocleg nad jeziorem Aralskim był o wiele ciekawszy 🙂

  6. Krajobraz rzeczywiście przerażający. Podróżowanie w takie miejsca świadczy niewątpliwie o wielkiej pasji.

  7. Strasznie smutne to jest. Czytałam książkę o znikającym J. Aralskim i nie mogłam uwierzyć, że człowiek tak głupio może postępować… Zdjęcia poruszające!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *