Home » Azja » Badab-e Surt. Miało być lepiej niż w Pamukkale
Badab-e Surt - wapienne tarasy w Iranie

Badab-e Surt. Miało być lepiej niż w Pamukkale

Share Button

Chciałem pojechać w Iranie gdzieś poza utarte ścieżki. Gdzieś z dala od turystycznych miejsc typu Esfachan, Yazd, Shiraz itp. Z tego powodu jeszcze w Polsce dzięki “Wczasom w Iranie” dowiedziałem się o istnieniu takiego miejsca, jak Badab-e Surt.

Miejsca, którego nie ma w przewodniku Lonely Planet, gdzie nie ma tłumów turystów i spokojnie można sobie pokontemplować wspaniałe okoliczności przyrody. Słowem oczekiwałem idylli. Faktycznie dostać się do Badab-e Surt łatwo nie jest. Najpierw pojechałem do Damghan, gdzie z racji braku czasu i niedostępności tańszego minibusa, dorwałem dzieloną taksówkę. Poczekałem chwilę, aż zbierze się komplet luda i w drogę.

Trasa przyjemna, widoki bardzo fajne, brak jakiś niespodziewanych przygód typu awaria samochodu, zatem ta część w pamięci mi nie utkwi. Kierowca wysadził mnie przy skrzyżowaniu z jakąś drogą, gdzie tuż obok budują meczet. Wygląda on trochę jak pajęczyna rozrabiającego pająka, ale może jak skończą, będzie ładniej. Póki co to koszmarek architektury. Kierowca wskazał mi drogę i rzekł, że Badab-e Surt, znajduje się w tamtym kierunku. Mówił coś jeszcze i to całkiem długo, ale niestety moje zdolności perskiego kończą się na “bale” i “na” czyli umiem powiedzieć tak i nie 🙂 oraz znam ichnie cyferki. Ale skoro kierunek już znam, ruszyłem przed siebie. Po drodze był jeszcze znak drogowy z wypisanymi odległościami dokądś tam. Wiedziałem ile kilometrów, ale na Boga nie wiedziałem gdzie jest tak daleko lub też blisko :).

Nie umaszerowałem jeszcze nawet kilometra, kiedy zatrzymał się przy mnie samochód z którego wnętrza dobiegł jakiś głos, zapewne pytający dokąd tak idę, ale że przy okazji dostrzegłem zapraszający gest, to załadowałem się z moim 20 kilowym bagażem na tylne siedzenie i pomknąłem przed siebie. Wyrzuciłem jeszcze tylko z siebie, dokąd idę i skąd jestem, bo reszta jakoś panów nie interesowała. To nawet dobrze, bo i tak bym im w farsi nie powiedział 😉
Przejechaliśmy pewnie jakieś 10 kilometrów a może i więcej, kiedy pan kierowca zatrzymał swą sędziwą maszynę, odmówił otrzymania zapłaty, wysiadł i poinstruował mnie, dokąd mam dalej iść. Obaj wraz ze swym kolega byli mocno zdziwieni i ubawienie moim plecakiem z przypiętą u góry karimatą oraz mniejszym plecakiem na podręczne rzeczy. Podziwowali się, pocmokali, spojrzeli, pomachali na pożegnanie i pojechali. A wcześniej jeden z nich pokazał 4 palce. Co jak doszedłem do wniosku miało znaczyć, że mam do przejścia jakieś 4 kilometry.

Słoneczko ładnie przygrzewało. Jeszcze nawet nie było zbyt gorąco, droga była cudowna, bo po prawej góry i żyzne lessowe pola, a po lewej także góry tylko, że mniejsze. Szło się raźnie, ciężar jeszcze nawet nie uwierał. I tak sobie szedłem przed siebie, na początku minęły mnie dwa motory, to się upewniłem czy dobrze idę i wyszło że i owszem, ale potem… jak daleko i czy dobrze idę nie było kogo zapytać, bo bezludzie okazało się straszne. Uznałem jednak, że będzie to pewnie gdzieś przy drodze, albo może jakiś znaczek będzie ustawiony. W końcu przeczytałem wcześniej, że w piątki zjawiają się tu autokarami i samochodami turyści. Szedłem zatem i szedłem, i szedłem… i dojść nie mogłem. Droga wciąż pięła się w górę, bagaż zaczynał się odzywać zaczynając uwierać w ramiona. Po 3 godzinach szybkiego marszu uznałem, że co jak co, ale pewnie powinienem gdzieś skręcić po drodze, bo tu nie zanosi się, żeby było coś co miało być drugim Pamukkale. A nawet lepszym. Zawróciłem.
I decyzja była bardzo trafiona. Kilka kilometrów wcześniej należało skręcić w taką kompletnie nieoznaczoną dróżkę, gdzie u góry stał już nawet autokar, który widać przybył, kiedy ja wdrapywałem się wyżej i wyżej, i wyżej… W sumie to nawet tego nie żałuję, bo widoczki przepiękne. Tak z naszymi Pieninami mi się kojarzyło.

Góry blisko Badab e surt
Widok na góry kiedy idziemy lub jedziemy do Badab e-Surt

W oddali po lewej stronie zamajaczył cel mojej wędrówki – Badab-e Surt. Pomarańczowe skałki stworzone przez ściekającą wodę, osadzającą tu wciąż więcej i więcej minerałów, tworząc z nich fantazyjne wzorki i baseny wypełnione wodą. Jeśli to miał być coś, co przyćmi Pamukkale, to zdecydowanie nie było to to miejsce. Kilka bajorek i owszem było, można się było w nich popluskać, nikt nie krzyczał, że nie wolno, zatem wycieczka, która przybyła  tu przede mną dziarsko dokazywała w basenikach, brodząc w płytkiej wodzie. Tak na oko 50 letnie panie wydzierały się przy tym niemożebnie, co poświadcza, że by drzeć ryja nie trzeba pić alkoholu 🙂

Żółty i pomarańczowy dominują w krajobrazie źródeł Badab-e Surt
Wapienne kawerny Badab e-Surt

Niestety nie za wiele jest tu do podziwiania. Jest dokładnie kilka baseników wypełnionych wodą, jest też o wiele większa ich ilość, która stoi wyschnięta i czeka na opady deszczu. Te które są wypełnione, dają jednak na pociechę całkiem przyjemne wrażenia wzrokowe. Piękna żółć z rdzawym kolorem pięknie komponują się w kadrze. Wdrapując się deczko wyżej możemy dojść do miejsca, gdzie ze skały tryska źródełko, które zawiera jakiś purpurowy minerał, bo wzory, które są nakreślone na skale żywo kontrastują ze skałą, na której się osadziły. I to tyle z atrakcji Badab-e Surt. Chyba, że do atrakcji zaliczymy jeszcze węże, które szeleszcząc w trawach uciekają spod stóp. Węże są w dwóch kolorach. Małe zielone i duże brązowe. Wszystkie były nastawione pokojowo i niekonfrontacyjnie. Uciekały jak tylko poczuły drgania gruntu, że objuczony bagażem zbliżam się do miejsca, gdzie wygrzewały się w słońcu.
A potem już tylko droga w dół. O tyle przyjemniejsza, że mniej męcząca. Kiedy doczłapałem się do trasy asfaltowej i rozpocząłem powolny marsz, licząc że za chwilę znów jakaś dobra dusza zatrzyma się i podwiezie mnie te 10 kilometrów, jak na zawołanie zatrzymał się przy mnie samochód. Podnoszę wzrok, odpowiadam grzecznie salam i… widzę, że zatrzymali się przy mnie policjanci. Chyba bardzo ubawieni niecodziennym widokiem, bo zamiast kontrolować, otworzyli drzwi i zaprosili do środka.

Jednak im nie proponowałem kasy za podwiezienie, jeszcze ktoś by uznał, że usiłowałem przekupić policjanta 🙂


Wyświetl większą mapę

Share Button

About Paweł Osmólski

Amator podróży do Azji, którego wspomnienia zostały gdzieś na szlaku w Nepalu na ławeczce pod chałupą jednego chłopa. Kiedyś będę tam musiał wrócić i zabrać je do domu :) Preferuję samotne wyjazdy, bo tylko wtedy w drodze spotyka się najciekawszych ludzi. W czasie wolnym od pracy i podróży zapalony degustator piwa.

11 komentarzy

  1. Ty, a te panie to były miejscowe czy turystyczne? Wolno im tak to?

    • Paweł Osmólski

      Panie, one miejscowe turystki były. A czy wolno? Jak nikt nie widzi i sami swoi w okolicy, to każdemu wszystko wolno:)
      Nie wiem czy w Koranie jest coś o darciu mordy, bo nie przeczytałem 😉

      • godz. 4.26? Cierpisz na bezsenność???

      • no patrz, myślałem, że część z nich wierzy w te normy. btw. zakaz alko to jedno, zakaz dragów też działa?

        • Paweł Osmólski

          Pewnie jakaś cześć wierzy, ale się nieźle dekuje ;).
          A na poważniej, to pewnie ja na takie części nie trafiałem, bo one raczej w lengłidż nie mówią, zaainteresowane cudzoziemcami jakoś bardzo nie są itp.

          Dragi… ja nigdzie dragów nie widziałem i nikt mi ich nie oferował. Alkohol ponoć można w łatwy sposób skombinować i takie propozycje miałem, ale odragach nikt nic nie mówił i nie proponował. Pewnie jakoś się da, tylko trza dojście mieć. A ja tym zainteresowany nie byłem i nie pytałem. Inna sprawa, że nie czułem nigdzie trawki.

  2. O jakże miło, że się komuś przydały nasze opowieści!
    Jednak ile pamiętam, to nigdy nie mówiliśmy, ani nie pisaliśmy, że Badab-e Surt jest lepszy niż Pamukkale 🙂 Z dość prostego powodu – nigdy tam nie byliśmy. Po prostu Pamukkale szybciej ktoś skojarzy i sobie wyobrazi, albo znajdzie zdjęcia w internecie, stąd to jedno zdanie porównania we wpisie. Natomiast fakt faktem, że to geologicznie ten sam rodzaj formacji. Jak odwiedzimy Pamukale to powiemy, gdzie nam się bardziej podoba.

    Swoją drogą – miejsca, które nam się podobały niekoniecznie będą się podobały wszystkim turystom z Polski.

    Z kolei o tym, że tabliczek nie ma i trudno trafić to pisaliśmy i mówiliśmy. Bo jest jedna, w farsi, przy drodze asfaltowej tylko. A od głównej to jest kawał drogi.

    Pozdrawiamy!
    Jagoda i Norbert

    PS. W Twoim spisie miejsc wartych odwiedzenia się jednak znalazło 😉

    • Paweł Osmólski

      Cóż, na zdjęciach które pokazywaliście było to ciekawsze niż turystyczne Pamukkale, kolorowe a nie tylko białe 🙂 Stąd wziąłem swoje 20kg na plecy i pomknąłem w pokazanym na slajdach kierunku :). Czy żałuję? Zdecydowanie nie! Jak i nie żałuję wypadu do Iranu. Baaardzo ciekawy kraj i nie ukrywam, że byliście jednym z katalizatorów, które popchnęły mnie w tym konkretnym kierunku.
      Co do oznakowania, to motyla noga jakoś nie zakonotowałem tego oznaczenia, a raczej jego braku :). Zresztą nawet jakbym zanotował, to i tak byłbym w kropce gdzie skręcić, bo jak się te kilka kilometrów idzie piechotą, to nie wiadomo w którym konkretnie miejscu odbić od drogi. Ot, uroki podróżowania w nieznane hie hie.
      A jak już będziecie w Pamukkale, to odbijcie przy twierdzy lekko w lewo, tak zaczynają się prawdziwe nieturystyczne tarasy 🙂 i nawet tłumów nie ma. Chociaż wody czasami też nie….

      • Hehe, czyli Pamukkale prawie jak Badab-e Surt?

        No, tak mi się wydawało, że chyba na jakieś nasze slajdowisko trafiłeś. Jak byliśmy katalizatorem to nam miło. Choć przeglądałam Twojego bloga i momentami trochę ostro oceniasz Iran i Irańczyków… To dość skomplikowany kraj. Ale ciekawy niemniej.

        Jags

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *