Home » Azja » Iran » Choqa Zanbil – trzy tysiące lat historii przysypane piaskiem
Ziggurat Choqa Zanbil o zmroku

Choqa Zanbil – trzy tysiące lat historii przysypane piaskiem

Share Button

Przez kilka tysięcy lat, ziggurat Choqa Zanbil pogrzebany był w piaskach pustyni a to, że na powrót wrócił na mapy zawdzięczamy przypadkowi.

W 1935 roku kiedy na terenie Iranu prowadzono poszukiwania ropy, z samolotu wypatrzono w piaskach pustyni dziwny kształt. Dawna świątynia, znów wróciła do ludzi. Tym razem jako atrakcja turystyczna. Taki obrót sprawy zapewne nawet nie śnił się ponad trzy tysiące lat temu Elamitom, budowniczym świątyni. Ziggurat najlepiej oglądać o zmroku. Po pierwsze dlatego, że słońce nie praży już niemiłosiernie i nie trzeba szukać cienia, którego w okolicy zresztą nie ma. Po drugie gliniane cegły świątyni Elamitów wyglądają najlepiej w promieniach zachodzącego słońca.

O tym jako dotrzeć do Choqa Zanbil, zacząłem myśleć na schodkach zamkniętego sklepu z telefonami. Ale ponieważ turysta w Iranie nie może być za długo sam, dlatego momentalnie zjawił się koło mnie mężczyzna, który zaoferował pomoc, bo pewnie się zgubiłem. Po chwili zjawił się właściciel sklepu, a następnie jeszcze jego kolega. I oczywiście każdemu z nich musiałem od nowa tłumaczyć, dlaczego Iran i dlaczego teraz tu akurat jetem. Że chcę do starożytnej świątyni Elamitów, która jest tuż obok. I jak na zawołanie kolega sprzedawcy telefonów stwierdził, że on ma kolegę, który ma samochód i wieczorem pojedziemy. Faktycznie koło 17 chłopaki zjawili się w umówionym miejscu i uzbrojeni w słonecznik do łuskania, którym zabijaliśmy czas i chwile, kiedy oni w słownikach szukali angielskich słów, albo ja słów w Farsi… pojechaliśmy.

Ceglana góra wciąż dumnie wznosi się nad okolicą, mimo, że ostatni poziom padł ofiarą czasu. Reszta zachowała się bardzo dobrze
Choqa Zanbil. Dziś ta góra z cegieł jest niższa niż pierwotnie, bo ostatnie piętra nie oparły się naporowi czasu. Jednak wciąż będąc w Iranie, warto przyjechać do zigguratu

Niestety podróż nie obyła się bez ofiar. Co prawda hamowaliśmy gwałtownie ale jednak kozioł stał się kozłem ofiarnym i przyłożył głową w zderzak samochodu. Pewnie wina leży po obydwu stronach, bo my jechaliśmy dość szybko, a pasterz pędził swoją trzodę po ulicy, ale nie zmienia to fakty, że tej nocy zapewne na kolacje było mięso. Kozioł ofiarny. Masywna sylwetka zigguratu góruje nad płaską okolicą, odcina się jak góra na tle nieba. Bo też w sumie jest sztuczną górą zbudowaną przez człowieka, który jak widać już od zarania ludzkości lubił zmieniać krajobraz.

Nie mając naturalnych gór, zbudował sobie własną i to trzy tysiące lat temu! Budowla powstała w 1250 roku przed naszą erą i czczony był tu bóg Inshushinak. Podobną “górkę”, ale o innych proporcjach i z innej religii widziałem w birmańskim Mingun. Sejm sejm, bat diffrent jak to mawiają w Azji. Panowie strażnicy wydają się być bardzo znudzeni pilnując budowli, której i tak nikt przecież nie wyniesie, ale którą odwiedza ledwie garstka turystów każdego dnia. Turyści przyszli, jakaś atrakcja jest, coś się dzieje! 🙂

Wieczorem potężna ceglana budowla jest podświetlana. Chociaż nie wiadomo dla kogo, bo turystów tu niewielu
Wieczorem potężna bryła Choqa Zanbil jest podświetlana. Chociaż nie wiadomo dla kogo, bo turystów tu niewielu

Obeszliśmy potężną budowlę dookoła, co zajmuje trochę czasu, bo podstawa kwadratu ma ponad 100 metrów długości. Warto powytężać wzrok, bo jeśli się dobrze przypatrzymy, to znajdziemy takie cegły, na których wyryto jedno z pierwszych pism, wymyślonych przez człowieka. Niestety nie można wejść na samą górę kilkupiętrowej świątyni. Tak jak kiedyś ostatnie piętro dostępne było tylko dla uprzywilejowanych, tak teraz kasta uprzywilejowanych jeszcze się zawęziła. Do strażników i zapewne naukowców, którzy posiadają klucz do bram, prowadzących na górne tarasy. Jako zwykły turysta mogłem co najwyżej pobiegać dookoła poziomu parteru. Pora była wracać i zmierzyć się z kolejnym trudnym zadaniem. Jak zmusić mojego ochotniczego przewodnika i dobroczyńcę, do zwrotu kosztów paliwa. Nie było łatwo, bo ta’arof był celebrowany, ale z sukcesem udało mi się dopiąć swego.

Wilk syty, owca cała i tylko kozioł był ofiarą losu.

Share Button

About Paweł Osmólski

Amator podróży do Azji, którego wspomnienia zostały gdzieś na szlaku w Nepalu na ławeczce pod chałupą jednego chłopa. Kiedyś będę tam musiał wrócić i zabrać je do domu :) Preferuję samotne wyjazdy, bo tylko wtedy w drodze spotyka się najciekawszych ludzi. W czasie wolnym od pracy i podróży zapalony degustator piwa.

4 komentarze

  1. ahmed abu dhabi fakrh

    jestem mocno rozczarowany Twoją relacją, ponieważ nie zawiera informacji o komarach i meszkach (pisownia w tym pierwszym piśmie z cegieł – “meshkakh” i “komarakh”)

  2. Ha. Się nie przyzwyczajaj tak do kompleksowej obsługi:), turysto. Już wkrótce koniec wypasu, zyg, zyg:):)

  3. Około 2370 r. p.n.e. hegemona Sumeru przejął Ummyjski władca Lugalzagesi (ok. 2375-2350 r. p.n.e.), który za wszelką cenę chciał pokonać odwiecznego wroga jakim był Lagasz rządzone przez Urukaginę . Miał jednak również inny cel, znacznie ambitniejszy. Chciał zjednoczyć wszystkie miasta Sumeru (pod wodzą Ummy) by przeciwstawił się nowemu wrogowi jakim byli Akadowie. Doznał katastrofalnej klęski i ugiął się pod naporem wojsk Akadysjkich Sargona. Zwycięstwo Sargona Akadyjskiego (2350-2210 r. p.n.e.) było całkowite. Lugalzagesi skończył w pohańbieniu, uwiązany do bram świątyni Enlila w Nippur. Zdobyte zostały Uruk, Ur, Lagasz, Umma a ich mury zniszczone. Inne miasta zapewne poddały się bez walki. Stolicę przeniesiono do nowo utworzonego miasta Akad, a Sumer od tego momentu stał się Sumero-Akadem. W ten sposób zakończył się okres wczesnodynastyczny a rozpoczął okres staroakadyjski.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *