Home » Azja » Iran, kraj między Orientem a Zachodem
Bazar w Iranie - Shiraz
Bazar w Shiraz. Alejka z dywanami

Iran, kraj między Orientem a Zachodem

Share Button

Zaraz po tym, jak wyszedłem ze zwiedzania jaskini Ali Sadr, podbiegł do mnie mężczyzna i nim się obejrzałem chwycił mnie gwałtownie i mocno za ramię. Po chwili krzyknął: Nienawidzimy Ahmadineżada! Powiedz w swoim kraju, że my nienawidzimy Ahmadineżada!

Polityka w rozmowach z Irańczykami

Nie wiem, dlaczego ów mężczyzna akurat mnie postanowił wyznać ową prawdę. Przyznaję, byłem skonsternowany i nie wiedziałem, jak mam się zachować, to był dopiero mój drugi dzień w Iranie i od razu usłyszałem takie wyznanie, od razu zahaczyłem o wielką politykę. A dodatkowo tuż obok mnie stali inni Irańczycy, ale nikt nie zareagował, nikt niczego nie komentował. Wszyscy po prostu przyjaźnie się uśmiechali, zarówno do mnie, jak i mojego nieoczekiwanego “informatora.” Mężczyzna, który krzyczał znikł równie szybko jak się pojawił, wrócił do swojej rodziny, a ja zostałem sam ze swoim zaskoczeniem. Nie miałem pojęcia, co powinienem sądzić, ani jak się zachować. To że Irańczycy w większości nie pałają miłością do swojego rządu wiedziałem już przed przyjazdem do Iranu, bo obejrzałem na Youtube filmiki z tego co działo się w trakcie wyborów i po wyborach w 2009 roku. A rok 2013 to rok kolejnych wyborów na prezydenta w Iranie. To też był powód dla którego tak trudno było zdobyć wizę do Iranu.

Esfahan Iran - most Si-o-Seh

Co ciekawe i na pewno warte odnotowania, to fakt, że tematy polityczne nie pojawiały się w zaledwie niewielkiej części rozmów, które odbyłem będąc 23 dni w Iranie. Zdecydowana większość rozmówców sama poruszała dylematy polityczne, o które ja nie śmiałem pytać. Co mnie  dodatkowo zaskoczyło, to fakt, że tylko niewielka część moich rozmówców ściszała głos i rozglądała się na boki, kiedy zmieniali temat dyskusji i schodzili na politykę. Inna sprawa, że im mniejsze miasto, tym częściej ich głosy były cichsze, kiedy mówili np. o Mir-Hosejn Mousawim, kandydacie na prezydenta Iranu w wyborach 2009 roku, który po tym wciąż siedzi w areszcie domowym. Został uwięziony we własnym domu po tym, jak  zarzucający rządzącym fałszerstwa wyborcze Irańczycy wyszli na ulice. Natychmiast też ulice spłynęły krwią, a więzienia zapełniły się protestantami.

Rozmów o tym nigdy nie prowokowałem sam, ale też nie spotkałem nikogo kto powiedziałby, że w tych wyborach zagłosował na Ahmadineżada. Wszyscy byli zwolennikami “zielonych” wszyscy w wyborach i przed nimi nosili zielone chusty, koszulki, flagi i inne symbole. Symbole zmian, których Irańczycy tak bardzo pragną. Nikt z tych, z którymi rozmawiałem nie miał tu wątpliwości, wiedzieli że Mousawi to żaden zbawca i nie sądzili, że wprowadzi w politykę nową jakość.

Doskonale wiedzieli, skąd się wywodzi i co do tej pory robił. Jak sami twierdzili: wybierali mniejsze zło i mglistą nadzieję zmian. A przede wszystkim wybierali siebie. Swoją wiarę, że coś mogą zmienić, że ich głos wskaże duchownym kierunek, w którym Irańczycy chcą podążać. Że Irańczycy przekonają się, że ich głos coś znaczy. I dlatego tak ich zabolało to, co się stało. Dlatego tym razem mówiąc o polityce ich oczy już nie błyszczały, było w nich zniechęcenie i apatia. A słowa tylko to potwierdzały. Większość mówiła: “Nie, nie idę na wybory. Po co, przecież to i tak nic nie zmieni. Głosowałem na Mousawiego w 2009. I co?” I jestem ciekaw, czy pójdą. Bardzo jestem ciekaw. I tak samo jestem ciekaw, w którym kierunku pójdzie Iran.

Wzory Różowego Meczetu w Shiraz przykuwają uwagę, hipnotyzują
Wzory Różowego Meczetu w Shiraz przykuwają uwagę, hipnotyzują

Iran. Między Wschodem a Zachodem

Iran nie jest łatwym krajem do zakwalifikowania. To na pewno nie jest Wschód, ale z drugiej strony nie jest to też Zachód, na pewno nie jest to też Arabia.  Persowie i owszem wyznają islam, ale na co dzień nie czuje się tu religijnej atmosfery, nawet jeśli religia determinuje wszelkie aspekty życia politycznego i społecznego. W większości to taki zlaicyzowany islam, religia będąca nośnikiem tożsamości kulturalnej, a nie wartości głęboko duchowych. Jak mi powiedział jeden student, na moje pytanie czy jest wierzący: Tak, jestem, ale nie jakoś bardzo. W meczecie praktycznie nie bywam, a rodzice mnie tam nie wypędzają.

Stosunek do wiary i jej opresyjność zmieniają się jednak w zależności od regionu. Stolica tradycyjnie pozwala na więcej. Tu można głośno krytykować, tu chusty, które muszą nosić kobiety są najmniej widoczne, to znaczy oczywiście są na ich włosach, ale są gdzieś głęboko z tyłu, na końcu wysokiej fryzury. Wszystko jest obliczone tak, by jak najbardziej wyeksponować urodę. Iranki doszły w tym do perfekcji. Ale z drugiej strony mamy Meszhed w północno-wschodnim Iranie, gdzie kobieta w stroju ujawniającym tylko jej oczy a bywa że nawet i tego nie, nie jest wcale rzadkim widokiem. Jest też rejon Zatoki Perskiej, gdzie kobiety noszą tradycyjne maski zakrywające twarz.

Iran, meczet na placu Imama w Esfahan
Iran, Esfahan. Wejście do meczetu na placu Imama

Będąc w Iranie nie czuje się Azji, to przestrzeń gdzieś pomiędzy światami. Zarówno jeśli chodzi o zachowanie ludzi, jak też nawet i urodę. Sami Irańczycy też nie czują się obywatelami regionu, w którym przypadło im posiadać państwo. Bardzo mocno wyczuwalna jest przepaść, która dzieli ich od Arabów i jeśli coś może zirytować Persa, to wrzucenie go do jednego worka z Arabami. Powiedzenie, że Irańczycy są Arabami jest wręcz wydaniem “wyroku” na siebie. Ci otwarci i mili ludzie momentalnie się zmieniają, w ich głosie zaczyna brzmieć lód a oczy niebezpiecznie błyszczą. Za wiele ich dzieli z Arabami, za wiele wzajemnych historycznych najazdów, wojen i animozji. Co więcej, Persowie wykorzystują każdą możliwość, by w rozmowie zaznaczyć swoją wyższość nad arabskimi sąsiadami. A bywa, że i pogardę.

Często usłyszymy, że to od nich cywilizacja zawitała na Półwyspie Arabskim, że wcześniej żyli tam po prostu barbarzyńcy. Do tej pory pamiętam sytuację, kiedy jeden Arab wysiadł z autobusu, odszedł 5 kroków, podciągnął strój, kucnął i zaczął oddawać mocz. Mężczyźni obok których stałem najpierw parsknęli śmiechem, a potem przypomnieli sobie o mojej obecności, mimo że nie rozmawiałem wtedy z nimi. – Patrz, pokazał jeden z nich palcem, on nie jest Irańczykiem. To Arab! I w tym słowie “Arab” usłyszałem wszystkie nuty niechęci i nienawiści, które można sobie wyobrazić. Chociaż chyba trafniej nazwać to pogardą.

“Za szacha było lepiej”

To ciekawe, że duch dynastii Pahlawich wciąż unosi się nad Iranem. Te kilkadziesiąt lat i rządy dwóch władców przeorały myśli i zwyczaje Irańczyków. Oni już wiedzą, że nie są skazani na religię, która bezwzględnie nakazuje i poucza. Widzą, że tak jest teraz, ale wiedzą też, że za chwilę może być zupełnie inaczej, że już raz nie byli państwem wyznaniowym, że już raz nakazy religii były brutalnie łamane. Że żołnierze i policja chodzili po ulicach i zrywali kobietom chusty z głów, że zrywali nakazywane przez religię tradycyjne ubiory. Oni tego już doświadczyli, wciąż żyją osoby, które to pamiętają. Przecież od rewolucji minęło zaledwie trzydzieści kilka lat!

Most Khaju w Esfahan. Jeden z Symboli nie tylko tego miasta, ale także Iranu
Most Khaju symbol Esfahanu. To tu wieczorami zbierają się setki ludzi, by śpiewać pod mostem. rozłożyć kocyki na okolicznych trawnikach. Rozmawiać przy herbacie

Za szacha było lepiej” zarzekał się mężczyzna, który podszedł do mnie na jednym z dworców autobusowych. Za szacha był cenionym inżynierem, jeździł po świecie importował wiedzę. Był kimś. I trudno się z nim nie zgodzić, jemu było lepiej. Ale nie umiał mi odpowiedzieć na pytanie czy wszystkim było lepiej i skąd ta rewolucja, skoro było lepiej. Ale słowa “za szacha było lepiej”, usłyszałem jeszcze raz, kiedy byłem w Esfachane. Siedziałem sobie na murku i patrzyłem na rzekę, rozbijającą się o filary mostu Khaju. Starszy mężczyzna usiadł koło mnie, nie pytając, czy mam ochotę na rozmowę. Usiadł i zaczął zadawać te same pytania co inni, słyszałem je już setki razy. Nuda, przynajmniej dla mnie, ale grzecznie odpowiadam. Ale zmiana nastąpiła kiedy zapytałem się, dlaczego policja rozgania tych, którzy śpiewają pod mostem.

I zaczął mówić, że po tym, co stało się po wyborach w 2009 roku w Iranie, rząd alergicznie reaguje na wszelakie zgromadzenia publiczne, a najgorsze są te które rodzą się samoistnie, spontanicznie. Jak to pod mostem, kiedy ludzie jednoczą się w śpiewie. Potem opowiedział mi o swojej młodości, jak był inżynierem, pracował przy wydobyciu ropy, jeździł po świecie, świat przyjeżdżał do Iranu. Zawsze mógł porozmawiać z jakimś obcokrajowcem, a jego kraj szybko się unowocześniał. Ba, on inżynier zarabiał wtedy krocie, zarabiał tak dobrze, że jeśli chciał, mógł kupić kilka mieszkań. A teraz pod rządami Ajatollaha klepie biedę jako emeryt.

Ale także i on nie odpowiedział na pytanie, skąd zatem rewolucja, dlaczego wybuchła skoro było tak dobrze? Żaden z moich rozmówców nie dostrzegał SAVAK’u? A może nie chciał dostrzegać lub wolał o tym nie mówić? Po tym jak zamilkliśmy i zapanowała taka niezręczna cisza, mój rozmówca zaczął śpiewać. Zaśpiewał mi piosenkę i odszedł życząc mi dobrej nocy. Bo prawdą jest, że niektórym przed rewolucją żyło się lepiej. Tak samo jak teraz, niektórym żyje się lepiej. Problem tylko w tym, że to wciąż niewielka część społeczeństwa. A ambicje mają wszyscy, bo też wszyscy mogą mieć dostęp do telewizji satelitarnej. Oni już wiedzą, jak wygląda świat za ich granicami. Teraz ten świat chcą zobaczyć u siebie.

Ale to czego teraz przede wszystkim pragną Irańczycy to rozwoju gospodarki, nowych technologii. Przepływu ludzi i myśli, swobody inwestycji i zachodnich koncernów w ich kraju. A przede wszystkim chcą pracy i stabilności. A tego upatrują w zachodnich inwestycjach, w zachodnich technologiach, na które teraz jest embargo. I o to Irańczycy mają żal, bo są za tym, by karać rządzących Iranem, ale te kary odbijają się na nich. Ich embargo boli bardziej niż ajatollahów.

A co w twoim kraju mówi się o Iranie?

To co Irańczyków boli, to izolacja. Praktyczne w każdej rozmowie jak mantra przewijało się pytanie: Co w twoim kraju mówi się o Iranie? Co o nas wie twój naród? I aż głupio było odpowiadać banalną prawdę, że o Iranie Polacy wiedzą niewiele, właściwie prawie nic. Że nikt nie mówi o ich problemach, że mało kogo one interesują, a w telewizji możemy usłyszeć o Iranie dopiero wtedy, kiedy Izrael pobrzękuje szablą mówiąc o irańskim programie atomowym. Ewentualnie czasami jakiś dziennikarz wspomni o tym, że Iran popierał terrorystów, a prawdopodobnie robi to nadal, tylko w bardziej zawoalowany sposób. Mogłem tez powiedzieć o tym, że Iran pojawia się w serwisach informacyjnych także wtedy, kiedy jest tu kolejne trzęsienie ziemi. I w zasadzie to wszystkie przypadki, kiedy mówi się o Iranie. Pomijając fakt, że teraz czasami wspomina się też o wyborach.

Różowy meczet w Shiraz wnetrze
Wnętrze Różowego Meczetu w Shiraz. To jeden z najpiękniejszych meczetów w Iranie.

Czemu tu się jednak dziwić, skoro zdobyć wizę do Iranu nie jest tak prosto, skoro państwo ajatollahów raczej mnoży problemy z tym związane, niż je niweluje? I Nie ułatwia też Iran kontaktów swoich obywateli z mieszkańcami Zachodu. Jak mówili moi rozmówcy w szkołach nie ma obowiązkowej nauki języka angielskiego. I owszem można się go uczyć, ale na studiach. I w momencie kiedy Irańczyk nauczy się trochę angielskiego, wykorzystuje każdą nadarzającą się okazję, by ten język ćwiczyć, by praktykować, dowiadywać się i informować. Będąc w Iranie, nawet samemu, trudno być samotnym. Wystarczy usiąść na murku czy ławeczce i momentalnie ktoś się do nas przysiądzie zagadując “how are you”, a potem nastąpi lawina pytań, ale także odpowiedzi oraz informacji politycznych. Że to jest ich kraj, ale to nie jest ich rząd, że oni nie utożsamiają się z duchownymi, którzy codziennie przemawiają w telewizji i tłumaczą sprawy teologiczne.

Raz dostałem nawet pytanie: A czy w Polsce, wasi duchowni też tak występują w telewizji? Zapytałem czy o państwową telewizję mu chodzi i uzyskawszy odpowiedź negatywną, usłyszałem tylko pełne zazdrości westchnięcie. Chociaż opowiedziałem, że my mamy coś takiego jak telewizja Trwam i tam księża mogą wypowiadać się do woli i robią to, ale jest to prywatna telewizja. A o kilkugodzinnych tyradach o biblii w państwowej telewizji księża w Polsce mogą zapomnieć.

Ciekawa była chyba każda rozmowa z każdym Irańczykiem, którego spotkałem, ale dyskusje z niektórymi bardziej utkwiły mi w pamięci. Jak np. wymiana poglądów z pewnym wojskowym. Zaczęło się niewinnie od pytania, skąd jestem i czy jak z Polski, to czy jestem chrześcijaninem. To było preludium, bo potem pan porzucił tematy wiary i przeszedł do polityki. Dowiedziałem się, że USA to zło, że nic dobrego z niej nie wynika i jeśli Ameryka interesuje się jakimś krajem i regionem to tylko dlatego, że ma w tym zysk. Bo USA przyjeżdżają po pieniądze, po możliwość zarobku. Tak jak w Iraku. Ale oni w Iranie nie pozwolą na to, by stało się to, co stało się w w Iraku. Oni tak łatwo się nie poddadzą i jeśli będzie trzeba, będą walczyć. Do końca!

Słysząc owego mężczyznę, który nie mówił o tym, on to wykrzykiwał, jestem skłonny w to uwierzyć. Ale był też i inny wojskowy poznany w jakiejś poczekalni autobusowej czy może na jakimś placu, którego to polityka kompletnie nie interesowała. On żałował, że nie był w Polsce, chociaż był tak blisko naszej granicy podczas jakiegoś szkolenia, na które wysłał go jego rząd. I przyznam, że tu ja się usztywniłem, bo nie wiedziałem, czy mam ochotę słuchać i tym, gdzie służył, na jakie szkolenia jeździł i czym się w wojsku zajmuje.

I jeszcze jedna rozmowa, która ubawiła mnie do łez. Tuż obok mostu Si-o-se Pol w Esfahanie zaczepiła mnie Iranka (to akurat nie tak częste, bo faceci w Iranie mogą więcej, chociaż i to się zmienia). Zaczepiony musiałem oczywiście odpowiedzieć na pytanie skąd jestem. Odpowiedziałem, że Lachestan rzecz jasna.

– Lachestan? – z błyskiem w oku zapytała raz jeszcze moja rozmówczyni.

– Bale, bale (tak, tak) odpowiedziałem.

– Znam jedno zdanie po polsku – powiedziała

– Jakie? – Zapytałem zaciekawiony, bo polski w Iranie nie jest jakimś popularnym językiem.

– NA ZDROWIE! – powiedziała dziewczyna.

Tu pozostało mi wybuchnąć perlistym śmiechem i zapytać skąd zna to powiedzenie i czy wie co ono znaczy oraz jaki ma kontekst. Usłyszała je podobno od grupy Polaków, którzy w herbaciarni wznosili toasty herbatą. Widocznie ich desperacja i ironia wzniosły się na wyżyny. Brak alkoholu potrafi działać różne rzeczy z mózgiem ;). Wytłumaczyłem Irance, co to znaczy i jaki jest kontekst używania owego zwrotu. Coś mi się wydaje, że będzie go używała jeszcze częściej 🙂

Share Button

About Paweł Osmólski

Amator podróży do Azji, którego wspomnienia zostały gdzieś na szlaku w Nepalu na ławeczce pod chałupą jednego chłopa. Kiedyś będę tam musiał wrócić i zabrać je do domu :) Preferuję samotne wyjazdy, bo tylko wtedy w drodze spotyka się najciekawszych ludzi. W czasie wolnym od pracy i podróży zapalony degustator piwa.

13 komentarzy

  1. Hej, fajny tekst, może jest jakaś dokumentacja fotograficzna do tego? Przydałoby sie dorzucić.

    • Paweł Osmólski

      Dziekuję z dobre słowo.
      Z dokumentacją fotograficzną mam taki problem, że nie wiem, co mogę tu zilustrować. Ale zapraszam do innych moich tekstów o Iranie, tam zazwyczaj są całe galerie zdjęć 🙂

  2. Jaka jest opinia autora o informacjach podanych na stronie:
    http://iransnews.wordpress.com/category/mullah-mafia/

  3. Zainteresowal mnie pan tym krajem, orientalnym ale z normalnymi ludzmi z normalnymi pogladami. Coz nie robi propaganda, nawet tutaj w Niemczech. Do tej pory myslalem, ze w Iranie zyja dzikusy kamieniujacy niewierne zony.
    Jak pan mysli czy przy slabej znajomosci angielskiego mozliwe jest zwiedzanie Iranu na wlasna reke? Znam niemiecki,rosyjski,bulgarski.Bedzie mi milo gdybym uzyskal pana odpowiedz.Pozdrowienia Grzegorz

    • Dziękuję za miłe słowa 🙂 W takich przypadkach zawsze miło wiedziec, że to co się opisało, co sie zobaczyło nie jest wołaniem na puszczy, że ktoś to czyta i reaguje. Dziękuję raz jeszcze w… imieniu wszystkich Irańczyków, których spotkałem, a sądzę, że także tych których nie spotkałem.

      A co się tyczy wyjazdu do Iranu na własną rękę bez znajomości angielskiego. W mojej ocenie spokojnie można to zrobić. Przecież większosć Irańczykow też nie zna tego jezyka, a i tak można wiele uzyskać. Przykład? Zadzwonią do kogoś, kto zna język i podadzą słuchawkę. I to nie żart! Serio tak się dzieje i to wcale często. Poza w takim Persepolis da się znaleźć przewodnika, który oprowadzi w innym języku niż angielski. Zaś na koniec: to nie tak, że koniecznie trzeba znać język by gdzieś pojechać. Często ominie nas kilka informacji, ale wrażenie wciąz będą nasze. I tak jest w Iranie.
      Ja bym jechał i nie zastanawiał się “czy”, tylko “kiedy”. W razie czego pozostaję do dyspozycji 🙂 Pomogę, jak umiem!

  4. Przeczytałam chyba wszystko co napisałeś o Iranie, bo 1 lutego 2015r. lecimy w 6 osób do Iranu. Przykro jest czytać co Polacy wiedzą na temat tego kraju, ale to jest niestety prawda, gdyż spotykam się z tym codziennie. Jak tylko wspomnę, gdzie się wybieramy to patrzą na mnie jak na szaleńca, a nie wspomnę o komentarzach….

    • Hej,
      Ale też fantastyczne jest to, że Ty czy ja mamy szansę zmieniać opinię o Iranie wśród naszych znajomych, na pokazach zdjęć itp.
      Kropla drąży skałę, a wcześniej czy później Iran otworzy się szerzej, a wtedy łatwiej będzie o prawdziwe informacje. Uszy w górę! 🙂 Będzie lepiej 🙂

  5. Chętnie sprawdziłbym na własnej skórze. W 1998 roku jechałem do Nepalu, m.in. przez Iran. Wówczas “pilnowało” nas kilku niemundurowych i jasno komunikowali by nie gadać o polityce i wyznaniu. Spaliśmy u jednego wykładowcy w Zahedanie, który na słowo “rewolucja” nerwowo oglądał się po własnym mieszkaniu.

  6. Ostatnio odnoszę wrażenie, że zrobiła się swoista moda na Iran. Gdzie nie zaglądam, tam ktoś albo planuje się wybrać do tego kraju, albo w nim był lub zaraz wraca. Dla mnie jest to o tyle intrygujące, że mnie tam kompletnie nie ciągnie, choć nie twierdzę, że nie jest to ciekawy kierunek podróży. Niemniej jednak ja poszukuję nieco innych krajobrazów i potrzebuję nieco więcej zieleni (bo podobno uspakaja, a ja w to nadal wierzę) 😉

  7. Widziałam ostatnio dokument o Iranie. Pokazywano atrakcje dla turystów i ciemną stronę tego kraju. Fascynacja mieszała się u mnie z przerażeniem.

  8. Rozmawialiśmy kiedyś o Iranie i podobnych tematach z Irańczykiem mieszkającym w Norwegii. Fajnie było poczytać o tym z innej strony, choć oczywiście sporo się pokrywa. Ale z innej beczki – nie mogłam oderwać wzroku od tego cudnego wnętrza Różowego Meczetu w Shiraz! Bajka po prostu!! 🙂

  9. Rzeczywiście fajny tekst. Na początku bałam się, że nie przebrnę (polityka…), ale jest naprawdę ciekawy i dobrze napisany. Chociaż nie jestem pewna, czy ma on wydźwięk pozytywny, czy negatywny. Także chciałabym odwiedzić Iran – czy to dobry pomysł w przypadku kobiety? Pozdrawiam.

  10. Ogromnie się cieszę, że tutaj trafiłam! Tym bardziej, że Iran niesamowicie mnie fascynuje i powoduje, że pojechałabym tam praktycznie od zaraz. Kupiłam ostatnio książkę Artura Orzecha “Wiza do Iranu”, a teraz wyszukuję jak najwięcej relacji i ciekawych opowieści na Internecie. I jestem w raju. Teksty pisane pięknym językiem, zrozumiałe, ciekawe, no po prostu genialnie się tu czuję! Iran jest niesamowitym krajem i faktycznie trudno go sklasyfikować, mało kto sobie z tego zdaje sprawę, że on jest tak inny od swojej okolicy. A o Irankach “zasłaniających” włosy dokładnie to samo czytałam i słyszałam. Sprytne! I dobrze! 🙂 Dzięki raz jeszcze za fajny artykuł, zostaję tu na dłużej i jeżeli byłaby taka możliwość, to czekam na jeszcze więcej zdjęć! :)))

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *