2

Osmól, ale jak jedziesz, to jak to jest, gdzie śpisz? Rezerwujesz nocleg, czy jedziesz w ciemno i zdajesz się na łut szczęścia? Odpowiedz jest prozaiczna, zawsze jadę „na pałę.”

Jadąc gdzieś dalej sam, jeszcze nigdy, niczego nie rezerwowałem z Polski. Wysiadam z samolotu i jadę pod jakiś adres, który wcześniej wybrałem z przewodnika. Słowem moje wyjazdy, to wyjazdy w ciemno. Zazwyczaj jedynym kryterium jest w moim przypadku cena. Jeden jedyny raz z wygodnictwa zarezerwowałem sobie nocleg w Esfahanie. I to nie z konieczności, raczej z lenistwa.

Jak znaleźć nocleg w obcym mieście

Nie ukrywam, że zazwyczaj pierwszym źródłem mojej wiedzy o noclegach w miastach do których wyjechałem, jest przewodnik Lonely Planet. Otwieram przewodnik i znajduję coś na swoją kieszeń, czyli najtańszego i po prostu jadę pod wybrany adres. Jednak powiedzmy sobie wprost, nie zawsze jest to najlepsze rozwiązanie, jeśli chodzi o stosunek ceny do jakości. Bo też właściciele hosteli wykorzystują okazje. Widząc turystę późną nocą zakładają (często słusznie), że nie będzie im się chciało szukać czegoś innego oraz chodzić z plecakami pustymi i ciemnymi ulicami nieznanego sobie miasta. To myślenie potrafi być krótkodystansowe, bo rankiem można z łatwością zmienić miejsce do spania. Taką sytuację miałem w Siem Reap, czyli w bazie wypadowej do Angkor Wat. Do wybranego hoteliku przyjechałem o godzinie 23 i usłyszałem, że muszę zapłacić 13 dolarów za noc, podczas gdy przewodnik podawał, że cena to 8 dolarów. Mała różnica? I owszem, ale w skali iluś noclegów robi się już znacząca. Następnego ranka wyszedłem na ulicę i spytałem się o ceny w kilku pobliskich hotelach. Okazało się, że za bardzo dobre warunki można płacić zaledwie 7 dolarów. Całość operacji zajęła mi jakieś 15 minut. W nowym lokum zostałem kolejne dwie noce.

Iran - hotel esfahan

Iran – hotel ew Esfahanie. Czysto, chłodno, lofówka, prywatna łazienka z europejską ubikacją

Przejdź się po mieście, znajdź coś sam

Jeśli przyjeżdżasz za dnia i nie masz nic przeciwko temu, by pół godziny pochodzić z plecakiem po mieście, znajdź hotel na własną rękę. Zazwyczaj każde miasto ma backpackerskie centrum, które obfituje w hostele. Tak jest na Tamelu w Katmandu, tak jest też np. w Bangkoku na Khao San Road. Ale nie ma też problemów nawet w Mashadzie w Iranie. Należy zajść do kilku hoteli, zapytać o ceny i obejrzeć oferowane pokoje. Zaręczam, że bardo szybko znajdziemy hotel czy guesthouse, w którym zostaniemy.

Bez noclegu? Na kłopoty dobrzy ludzie

Nie ukrywałem, że zazwyczaj to cena jest dla mnie najważniejsza. Ma to zalety w postaci oszczędności, ale też nie można powiedzieć, że zawsze trafiałem idealnie i nocleg poleciłbym innym. Powiedzmy szczerze, warunki można trafić różne. Chociaż z drugiej strony tylko raz trafiłem na taką norę, że faktycznie czułem się niefajnie i bałem się zgasić światło, by jakieś robactwo nie wypełzło z dziur w moim kierunku. Historia miała miejsce w Birmie i w miejscowości Meitkila. Przyjechałem tam na pace pick up’a znad jeziora Inle około godziny 21. Sterany jak koń po westernie wlazłem do pierwszego z brzegu hotelu. Niestety okazało się, że jest on już cały zajęty. W tym momencie, kiedy wyciągałem z plecaka Lonely Planet, by sprawdzić, co jeszcze jest w miejskiej bazie noclegowej, podeszło do  mnie kilku młodzieńców, którzy właśnie podjechali ryczącymi motorami i całkiem niezłą angielszczyzną zapytali czy mam jakiś problem. Tu akurat nie było to zaczepne, lecz chłopaki faktycznie zainteresowali się dlaczego stoję w nocy sam obok drogi. Chłopaki zaoferowali pomoc i zawieźli mnie do wybranego przez siebie hotelu. Niestety okazało się, że tam nocleg kosztował 30 dolarów za noc i nijak nie chcieli zejść z ceny, wychodząc pewnie z założenia, że i tak się zgodzę. Pojechaliśmy jednak do drugiego, tu cena była przyjaźniejsza. Całe 8 dolarów za pokój, ale chłopaki byli szczerze zaskoczeni, że chce tu zostać. Cóż potem dowiedziałem się dlaczego 🙂 Niby nie było źle, w pokoju tylko dla mnie znajdowały się trzy łóżka i tuż obok prywatna łazienka…. na ścianie jakieś druty, kable, bezpieczniki i radio, które pamiętało pewnie jeszcze obecność Brytyjczyków w tych rejonach. Najciekawiej jednak działo się pod ścianą i za firankami. Powiedzmy sobie wprost, leżały tam małe i duże hałdki odchodów. Ponieważ nie jestem znawcą i nie rozróżniam zwierzęcych odchodów, postanowiłem po prostu pójść spać przy zapalonym świetle, licząc na to że fototaksja ujemna sprawi, że kryjące się po kątach zoo będzie grzecznie siedziało, a nie wesoło baraszkowało w mojej sypialni. I co? I nic, ranek nastał piękny i słoneczny, ja nie miałem żadnych śladów po pokąsaniach. Pomknąłem za to na wliczone w cenę śniadanie.

Meitkila Birma hotel

Birma,hotel w miejscowości Meitkila. Nie był to nocleg życia, ale żadne robactwo się do mnie nie dobrało

I tylko raz miałem faktyczny problem ze znalezieniem noclegu. Też w Birmie, ale nad jeziorem Inle w Nyaung Shwe czyli głównej bazie noclegowej dla tych, którzy przyjechali obejrzeć jezioro. Z powodu festiwalu balonów w niedalekim Taunggyi i w całym miasteczku nie było wolnych miejsc, odwiedzałem wszystkie hotele, najpierw właściwy mi niski standard, potem średni, następnie wyższy. I nic… po jakiś trzykrotnym obejściu miasta, kilku godzinach pochodu zaczepił mnie właściciel jakiegoś hoteliku. Nie, on nie miał już miejsc, ale po prostu obdzwonił wszystkie hotele w mieście i znalazł mi nocleg. Za 10 dolarów, co więcej nawet podwiózł do niego.

 

A może nocleg na kwaterze prywatnej?

Kwatery prywatne to kolejna dobra i wygodna opcja. Także dlatego, że odpada nam błądzenie po mieście w poszukiwaniu hostelu. Zazwyczaj właściciele czekają na turystów na dworcach autobusowych i kolejowych, gdzie po uzgodnieniu ceny jedziemy lub idziemy do kwatery wraz z właścicielem. Trafić można różnie, ale zazwyczaj cena jest konkurencyjna a lokalizacja korzystna. Tak trafiałem na kwatery na Krymie, tak też było w Kotorze w Czarnogórze. Ale to tylko przykłady, bo podobne możliwości są w większości miast, wystarczy pokręcić się lub posiedzieć w okolicach dworców.

Inną odmianą noclegów „u ludzi” jest coach surfing, jednak z powodu tego, że nie lubię tej formy znajdywania noclegów, rozwinięcie tematu pozostawiam tym, którzy mają coś do powiedzenia. Ja nie mam.

I dobra rada na koniec, warto przed wyjazdem sprawdzić, jak w kraju do którego jedziemy oznacza się kwatery prywatne. Będąc w czarnogórskiej  Budvie mieliśmy z kolegą problem ze znalezieniem noclegu, bo… nie wiedzieliśmy, że słowo „SOBE” oznacza pokoje do wynajęcia. Kiedy tylko zdaliśmy sobie z tego sprawę, nocleg znalazł się natychmiast, za 10 euro od łebka.

Uzbekistan - dziedziniec hostelu Bahodir

Uzbekistan. Hostel w Samarkandzie. Na widocznych tapczanach do późna w nocy toczyło się życie nocne. Jedynka z łazienką kosztowała 8 dolarów za noc

Paweł Osmólski
Amator podróży do Azji i po Europie Wschodniej, a szczególnie po Bałkanach. Jakoś tak mam, że marzenia same mi się nie spełniają, zatem robię wszystko, by je spełnić. Preferuję wyjazdy w pojedynkę, bo tylko wtedy w drodze spotyka się najciekawszych ludzi. Nie zawsze miłych, ale tylko tak można poznać prawdziwą twarz danego kraju. Wolę brudną prawdę niż lukrowane opowieści o jednorożcach. Dlatego moje opisy są czasami do bólu szczere ale zawsze prawdziwe. Dużo pracuję, w czasie wolnym piszę tego bloga i szukam najlepszego piwa na świecie :)

You may also like

2 Comments

  1. ryćkali się na tych tapczanach? 😉
    a na poważnie już to fajnie miejsce, lubię takie takie dziedzińce/podwórka

    1. W Uzbekistanie jest cisza, spokój i brak bezeceństw 🙂
      Można za to spokojnie pić piwo i inne alkohole. Nam się udało podczas jednego wieczoru opróżnić cały zapas piwa z recepcji.
      A dziedziniec bardziej klimatyczny niż to zdjęcie oddaje. Miło się czytało wieczorami, miło się gadało nocami, niechętnie szło się do wyra nad ranem.

Leave a reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.