1

Koreańczyk nawet nie chrapał, za to robiła to kobitka za ścianą, niestety nie dało się tego nie słyszeć… Zatem już o 6:15 bylem już na dworze, gdzie powitała mnie naprawdę piękna panorama gór. Tych wysokich, majestatycznych i ośnieżonych.

Niestety po kilkudziesięciu minutach na szczyty naszły chmury ale i tak do tej pory zdążyłem już dostać do łapy gorącą herbatę i co muszę przyznać, to fakt, ze herbata pita w takich okolicznościach przyrody smakuje nawet mnie. Herbatka z widokiem na Himalaje…

Warto wstać o poranku, by zobaczyć jak słońce powoli ślizga się po szczytach Himalajów

Warto wstać o poranku, by zobaczyć jak słońce powoli ślizga się po szczytach Himalajów. Szkoda tylko, że znów pojawiły się chmury

Poranek wstał nawet pogodny i marsz okazał się całkiem przyjemny, lecz ten odcinek jaki dziś miałem w planie należy do jednych z najtrudniejszych w drodze do Annapurna Base Camp. Dziś postawiłem sobie za cel, by przejść od Chomrong do Himalaya Hotel. Trasa ta to wciąż w dół i ciągle w górę, na zmianę. Jak to w górach bywa :). Chyba już nawet nauczyłem się, jak należy chodzić długodystansowo. Podpatrywałem troszkę tragarzy, którzy co i rusz przemykają obok mnie. Nogę należy podnosić niewysoko. Wybierać jak najniższe stopnie, lepiej zrobić 2 czy 3 male kroczki niż jeden wielki krok w górę. To naprawdę mniej obciąża mięśnie.

Powoli ale wciąż do góry, mam czas, nie spieszy mi się, zawsze mogę zatrzymać się, gdzie chcę jeśli tylko poczuję się zmęczony, nikt mnie do niczego nie zmusza. Jeśli mijam kogoś na szlaku i mam chęć z nim pogadać, robię to. Pytam odpowiadam, dowiaduję się naprawdę ciekawych dla mnie rzeczy. O tym co na górze, gdzie się zatrzymać, czy daleko jeszcze i takie tam. Jak to w górach 🙂 Poza tym “odkryłem”, że zamiast patrzeć wciąż w górę na ciągnącą się przede na piramidę schodów, o wiele lepiej jest nie patrzeć. O wiele lepiej jest liczyć stopnie, jakie się już pokonało: raz dwa trzy, pięćdziesiąt, sto, dwieście, pięćset itd. I znów. I od nowa i jeszcze raz, aż do wieczora.

Co zaś do stopni i trasy do ABC, to całkiem dobrze przygotowany szlak. Co więcej – mogę wręcz powiedzieć ze to niemalże autostrada. Znakomicie dopasowane stopnie “schodów”, szerokie… a po autostradzie tej raz po raz przemyka jakaś karawana tragarzy, którzy mimo tego że niosą pewnie 4 razy więcej ciężaru niż ja kicają jako króliki po majowej łące.

Każdy tragarz niesie po kilka plecaków. A ja uważałem, że to co ja mam na plecach, jest ciężkie

Każdy tragarz niesie po kilka plecaków. A ja uważałem, że to co ja mam na plecach, jest ciężkie

Ale… żeby nie było zbyt przyjemnie to około 13 zaczyna kropić deszcz. O 15 nie tyle że pada ale wali jak oszalały i do tego dołącza się jeszcze grad. Mam farta, bo akurat w tym czasie przechodzę przez Devon (2600 m.n.p.m.) i chowam się pod dachem. Po około godzinie przestaje padać grad i po prostu pada deszcz, nie ma zatem co zwlekać i trzeba uciekać, jeszcze kawałek drogi przede mną. Płaszcz przeciwdeszczowy na grzbiet i plecak i kontynuuje wejście do Himalaya Hotel (2900 m.n.p.m.) Zjawiam się tam o 18. Wykończony, ale zadowolony, bo spory kawałek dziś przeszedłem.

Cel mojej dzisiejszej wędrówki. Himalaya

Cel mojej dzisiejszej wędrówki. Himalaya

Pora zatem na obiad – jak zwykle duża porcje tłustych frytek. Jem dwa razy dziennie – rano jakiś omlet z tostami, a wieczorem fryty. Pewnie, że to niewystarczająca porcja kalorii jak na taka taki treking, ale jako rzekłem wolę nic nie jeść, niż jeść coś, co mi nie smakuje. Poza tym cholernicy drodzy są. 150 czy 200 rupieci za fryty to jak na te warunki wcale nie tak mało…

Po jedzeniu następuje chwila, kiedy człowiek pyta się siebie: co dalej? Jak spędzić czas przed snem, te kilka godzin, w ciągu których jeszcze nie da się zasnąć. Wtedy idzie się do wspólnej sali, do miejsca gdzie wszyscy usiłują złapać trochę ciepła. Mają w Himalajach ciekawy wynalazek: stół obwieszony dookoła kocami. Pod niego wstawiają jakiś palnik i dzięki temu jest ciepło przynajmniej w nogi. Daje to jeszcze te korzyści, że można wysuszyć mokre do potu ubrania. Normalnie na tej wysokości nie chcą już szybko schnąc, za zimno. Ale wspólna sala to sama przyjemność po ciężkim dniu i pokonaniu od kilku do kilkunastu kilometrów. Tu w zależności, co kto lubi i czy jest sam czy z kimś, inaczej spędza czas. Ja wsadzam nogi pod stół, wyjmuję książkę czy krzyżówkę i zabijam czas. Amerykanie koło mnie grają w scrabble i opróżniają whiskacza za whiskaczem… na szczęście nie są to duże buteleczki tylko male :).

A jutro “zaatakuję” najpierw MBC, to ostatni przystanek przed ABC, a potem postaram się wspiąć do samej Annapurna Base Camp. O ile oczywiście nie poczuje się źle z powodu wysokości, jeśli tak zostanę niżej, choroby wysokościowej raczej wolę nie ryzykować. Czeka mnie spory wysiłek, bo to przewyższenie całkiem spore: planuje wejść z 2900 na 4100 m.n.p.m. 1200 metrów przewyższenia, zobaczymy czy dam rade!

Paweł Osmólski
Amator podróży do Azji i po Europie Wschodniej, a szczególnie po Bałkanach. Jakoś tak mam, że marzenia same mi się nie spełniają, zatem robię wszystko, by je spełnić. Preferuję wyjazdy w pojedynkę, bo tylko wtedy w drodze spotyka się najciekawszych ludzi. Nie zawsze miłych, ale tylko tak można poznać prawdziwą twarz danego kraju. Wolę brudną prawdę niż lukrowane opowieści o jednorożcach. Dlatego moje opisy są czasami do bólu szczere ale zawsze prawdziwe. Dużo pracuję, w czasie wolnym piszę tego bloga i szukam najlepszego piwa na świecie :)

Te artykuły też Cię zainteresują

1 Komentarz

  1. w klapkach popierdalają, tanich dresach + kilka plecaków, a biały człowiek to musi mieć odpowiednie obuwie, strój termiczy, kubki termiczne. szaleństwo

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Więcej w Azja