0

To już drugi dzień na szlaku do Annapurna Base Camp. Dookoła mnie piękne tarasowe pola, co chwila mijam małe wioski, w których zawsze można znaleźć jakiś nocleg, coś zjeść lub przynajmniej kupić wodę.

Znów ranna pobudka, ale też bardziej ranna niż chciałem. Niestety z obydwu stron otoczyła mnie niemiecka wycieczka, a ściany w tych górskich hotelikach są wykonane z cieniutkich deseczek, lub też nawet z jakiejś płyty. Oczywiście równie cienkiej. Cienkiej, bo wszystko tu taszczy się na własnych plecach. Na górę. Zatem im lżejsze, tym lepsze. A zatem w środku wszyscy wszystko słyszą. Nawet ciche i tłumione kichniecie za przepierzeniem. Cóż, nie mam zatem innego wyjścia i muszę wstać, tak jak i inni wstają. Po szybkim śniadaniu o 8 jestem już na szlaku.

Himalaje rolnik orze tarasowe pole

Rolnicy w tradycyjny sposób uprawiający tarasowe pola, to wciąż stały widok podczas trekkingu

Pogoda… na dwoje babka wróżyła. Niestety po kilku godzinach okazuje się że źle wywróżyła i ostatnie dwie godziny z dzisiejszego 6.5 godzinnego marszu pokonuję w mniej lub bardziej obficie skrapiającym mnie deszczu.
Co ciekawe, w książce “Himalaje Nepalu” Janusz Kurczab opisał, że ta trasa powinna mi zająć jakieś 4.5 godziny, ale albo nie wiedziałem, jak znaleźć szlak lub też tak wolno z tym plecakiem chodzę, bo nijak nie wiem, jak można pokonać go tak szybko. Ogólnie czasy podane przez tego autora trzeba wziąć w wielki cudzysłów i mnożyć przez jakąś liczbę. Czasami tylko przez 1 😉 czasami nawet 2. Ale cóż i tak nie będę narzekał bo w miarę dokładnie opisał trasy. Tylko te czasy….
Skądinąd dzisiaj dały mi się we znaki ostre wejścia i zejścia i czuję, że wszystkie mięśnie nóg jeszcze się nie zatrzymały i aż chodzą ze zmęczenia.

Doczłapałem jednak do Chomrong i znajduję jakąś lodgę. 80 rupii za noc, biorę szybki i gorący! prysznic i od razu czuję się lepiej, teraz pora na dużą porcje frytek i … herbatę. (ogólnie nie pijam, bo wolę kawę, ale tu czymś rozgrzać się trzeba).
Przed zachodem słońca pospacerowałem trochę po wiosce i natknąłem się na taki widok, na “nowoczesność w domu i zagrodzie” w górach:

Himalaje czy nie, kontakt ze światem mieć trzeba. Kłopotliwe było pewnie tylko wnoszenie tu tej ogromnej anteny

Himalaje czy nie, kontakt ze światem mieć trzeba. Kłopotliwe było pewnie tylko wnoszenie tu tej ogromnej anteny

Po chwili przychodzi właściciel lodgy i komunikuje mi, że nie będę miał pokoju dla siebie, że zamieszkam z innym człekiem. jak się okazuje, tej nocy będę dzielił pokój z Koreańczykiem. Za to obiecał mi, że nie będę płacił za pokój. W sumie to mi wszystko jedno, byleby “żółty” nie chrapał 😉
W międzyczasie spotkałem tu dwóch Niemców. Po krótkiej i rzeczowej rozmowie na temat treku podarowali mi ochraniacze śnieżne na nogawki spodni oraz pastylki do uzdatniania wody, bo moje poprzednie za##$&i mi z plecaka na lotnisku w Delhi. Świnie lotniskowe, złodzieje! Z tymi pastylkami powinienem zaoszczędzić jakieś 400 rupii, bo woda butelkowana im wyżej tym droższa albo w butelkach wręcz niedostępną a można dostać tylko uzdatnioną do swojej butelki. A wierzcie mi że “spalanie” wody mam niezłe. Wypijam jakieś 3 litry na każde 700 metrów wysokości. Piję jak smok.
Strasznie mili ci Niemcy. Ogólnie dużo tu tej nacji i w różnym wieku, od emerytów, poprzez pracujących po studentów. Niedawno przybyła kolejna grupa z tego kraju.

Himalaje - dzieci zbierają drewno na szlaku

W HIimalajach nie ma taryfy ulgowej. Pracują tu wszyscy, robią to tak, jak mogą i jak widać zupełnie małe dzieci przynoszą drewno na opał

Nic to, robi się coraz zimniej, idę wziąć koc. A jutro poczłapię do Himalaya Hotel. 2800 metrów n.p.m to już coś. Zdaje się, że cholernie ciężka to będzie wędrówka. Oby pogoda się poprawiła. Chciałbym, bo przyjechałem tu zobaczyć góry, a póki co widzę głównie chmury. Ale cóż, widać taki to okres, najlepiej przybyć w Himalaje na jesienni, po monsunie, wtedy powietrze jest czyste, klarowne a chmury prawie nie występują. Teraz aby ujrzeć góry trzeba wstać wcześnie rano, albo tez liczyć ze będzie jakaś przerwa w chmurach, wtedy ukazuje się jakiś niewiarygodnie wysoki szczyt.

Paweł Osmólski
Amator podróży do Azji i po Europie Wschodniej, a szczególnie po Bałkanach. Jakoś tak mam, że marzenia same mi się nie spełniają, zatem robię wszystko, by je spełnić. Preferuję wyjazdy w pojedynkę, bo tylko wtedy w drodze spotyka się najciekawszych ludzi. Nie zawsze miłych, ale tylko tak można poznać prawdziwą twarz danego kraju. Wolę brudną prawdę niż lukrowane opowieści o jednorożcach. Dlatego moje opisy są czasami do bólu szczere ale zawsze prawdziwe. Dużo pracuję, w czasie wolnym piszę tego bloga i szukam najlepszego piwa na świecie :)

Te artykuły też Cię zainteresują

Komentarze

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Więcej w Azja