2

Jaka jest różnica między wycieczką, a wyprawą? Czy każdy wyjazd gdzieś daleko jest już godzien tego by nazwać go wyprawą, czy może to po prostu dalszy wyjazd, wycieczka, ot zwyczajna podróż?

Jak widać powyżej, podróżować i spać można w różnych warunkach 🙂

Przyznam, że mam na ten temat własną teorię i nie ukrywam, że dostaję piany na przysłowiowym pysku, kiedy ktoś używa przy mnie słowa wyprawa. Kiedy byle wyjazd dostaje status wyprawy. A zatem jaka jest wg mnie różnica między wyprawą a wycieczką? Wyprawa zawsze kojarzyła mi się z wysiłkiem, z przekraczaniem pewnych barier, z walką ze sobą i swoimi słabościami, z przezwyciężaniem przeszkód, z wyznaczaniem nowych szlaków, z czymś twórczym. Reasumując: z pokonywaniem trudności zarówno tych wewnętrznych, jak i zewnętrznych. A wycieczka? Ot taki dalszy czy bliższy wyjazd, z możliwością dostępu do wszelkich wygód i udogodnień współczesnej cywilizacji (do których zaliczam także np. prysznic i nocleg w hostelu).

Rozumiem, że bardzo wiele osób boi się zagranicznych wyjazdów, że to co dla jednego jest nieosiągalne, coś co nie mieści się w głowie, dla innego jest przysłowiową bułką z masłem, czymś lekkim, łatwym i przyjemnym. Jest tu czysty relatywizm, bo czy jest coś trudnego w spakowaniu się w plecak, założeniu go na plecy i przemierzaniu obcego kraju na własną rękę? Może i jest to bardziej uciążliwe, bo trzeba samemu kupić bilet na autobus lub pociąg do innego miasta, często nie znając języka. Ale czy jest to trudne? Z doświadczenia powiem, że jest to bułka z masłem. W najgorszym wypadku pokażemy miejscowość na mapie, do której chcemy dojechać. Pewnie, że nie jest to zbyt wygodne, kiedy np. w Birmie jadąc do Kalaw, by potem pójść na trekking nad jezioro Inle, autobus wysadza cię o godzinie 2 w nocy gdzieś w środku obcego miasta. Ale zawsze ktoś się zatroszczy o turystę i wskaże mu, skąd odjeżdżają autobusy czy pick up’y  do miejsca, gdzie zmierzamy. A że nie ma autobusu, tylko siadamy na dachu pickupa wraz z 15 innymi osobami? Dla mnie to czysta przygoda, ale nie powoduje to, że moja podróż do Birmy od razu była wyprawą.

Czym zatem jest dla mnie ta mityczna “wyprawa”? Jak już napisałem, dla mnie to coś, w co trzeba włożyć mnóstwo wysiłku, pokonać własne słabości, choroby, ograniczenia. Np. wyprawa to wyjazd rowerem do Azji, czy nawet bliżej, ot “zaledwie” na przykład na Bałkany. Kiedy musisz mieć ze sobą w sakwach cały ekwipunek, śpisz w namiocie, pedałujesz w deszczu, po mrozie i chłodzie, raz z wiatrem raz pod wiatr. Kiedy tyłek od siodełka boli cię tak, że marzysz o leżeniu na brzuchu :). Kiedy łapie cię choroba, a mimo to wiesz, że masz wizę ważną jeszcze tyle i tyle i musisz przejechać jakiś odcinek. I dlatego dla mnie wyprawą jest to, co zrobiły dziewczyny w Kobiety na rowery, wyprawami jest też dla mnie większość tego, co robili Loswiaheros, których czytam sam nie wiem, jak długo. W sumie można by powiedzieć, że wyprawami jest to, za co dostaję się Kolosy. Wyprawą jest też dla mnie to, co robią niepełnosprawni, którzy np. nie mając ręki czy nogi podejmują trudy przezwyciężenia własnych ograniczeń i dotarcia w jakieś miejsce typu szczyt górski. Pewnie, że nie robią tego sami, że ktoś ich wspiera, niesie np. plecak, namiot itp. Ale to wciąż ich trud, ich walka z ograniczeniami, które zafundował im los.

I to są powody dla których uważam, że moje bliższe i dalsze wyjazdy z plecakiem, do krajów typu Nepal, Iran, Birma, czy całkiem bliska Gruzja, to żadne wyprawy, to po prostu lekkie łatwe i przyjemne wycieczki. Pewnie, że bardziej zobowiązujące, poprzez samotny wyjazd, ale to wciąż bułka z masłem. To wyjazd na wakacje.

A wyprawy? Kilka planów mam, ale… to wymaga jeszcze czasu. Czy się boję? Pewnie! Ale póki odczuwam strach przed każdym nieznanym to znak, że nie tracę kontaktu z rzeczywistością. Zacznę się bać, kiedy przestanę się bać 🙂

Paweł Osmólski
Amator podróży do Azji i po Europie Wschodniej, a szczególnie po Bałkanach. Jakoś tak mam, że marzenia same mi się nie spełniają, zatem robię wszystko, by je spełnić. Preferuję wyjazdy w pojedynkę, bo tylko wtedy w drodze spotyka się najciekawszych ludzi. Nie zawsze miłych, ale tylko tak można poznać prawdziwą twarz danego kraju. Wolę brudną prawdę niż lukrowane opowieści o jednorożcach. Dlatego moje opisy są czasami do bólu szczere ale zawsze prawdziwe. Dużo pracuję, w czasie wolnym piszę tego bloga i szukam najlepszego piwa na świecie :)

Te artykuły też Cię zainteresują

2 Komentarze

  1. Jak zwał tak zwał, byle się dobrze bawić. Ostatnimi czasy namnożyło się także przedsięwzięć, programów czy projektów i szczerze mówiąc trochę mnie to już śmieszy. Dlatego też swoje wyjazdy coraz częściej nazywam wycieczkami czy też wyjazdami właśnie, a jakoś z niechęcią zaczynam używać określenie wyprawa… eh

    1. I właśnie przeciwko nadużywaniu tego słowa, które się zdewaluowało, tak nerwowo występuję.
      Z zazdrością patrząc na to, co robisz, bo śledzę 🙂
      Zazdrością, bo też chciałbym kiedyś zrobić coś, co nazwałbym wyprawą.
      Może już za rok?

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.