Ukraina

Lwów. Miasto do którego lubię wracać

Share Button

Lwów uwielbiam, każdy wyjazd do Lwowa jest dla mnie swego rodzaju świętem. Nie wiem dlaczego, ale podoba mi się o wiele bardziej niźli często porównywany z nim Kraków. Kocham chodzić po gwarnych lwowskich uliczkach okalających Rynek, uwielbiam spędzać czas na cmentarzu Łyczakowskim i zawsze wracam do kasyna szlacheckiego, obejrzeć te piękne, monumentalne drewniane schody. I kocham tu sączyć kawę o poranku i piwo wieczorem.

Jedziesz do Lwowa? Poznaj ceny, sprawdź ile będzie Cię kosztował wyjazd.

Lwów, jednak pozostało coś z Polski

A wy w centrum już byliście? Zapytał facet, do którego samochodu wsiadłem z jakąś obcą kobietą. Ona tak jak ja wysiadła z autobusu relacji Warszawa-Lwów. Zanim zdążyłem odpowiedzieć, że tak i owszem byłem i uwielbiam Lwów, ale teraz poproszę na dworzec z którego dojadę do Równego… zanim to powiedziałem, pan wpadł w słowotok i nie czekając na odpowiedź pognał z nami w kierunku gmachu Opery.

Opera Lwowska

Gmach opery we Lwowie.

– “To jest świetne miasto, trochę się sypie, ale rozumiecie, kradną to, co dostają na remonty. Ale jest coraz lepiej, poza tym to są porządne domy, to Polacy zbudowali jeszcze przed wojną, bo to wiecie polskie miasto było. Teraz to bieda, ale miasto piękne. Patrzcie tu Opera jest, a tu po lewo polski poeta Adam Mickiewicz. To też po Polakach zostało. A tam dalej to jest Rynek, ale tam nie jedziemy. To mówiliście, że gdzie was zawieźć?” Po takiej tyradzie, która rzecz jasna trwała dłużej i nie wszystkie słowa rozumiałem, odwiózł mnie na dworzec skąd pomknąłem dalej, w kierunku Równego, bo chciałem zobaczyć słynny Tunel Miłości w Klewaniu, ale do Lwowa wróciłem później, na koniec krótkiej objazdówki po Ukrainie.

Mój Lwów

Uwielbiam to miasto. Mam w nim swoje ścieżki, są miejsca, do których wracam i są miejsca których jeszcze nie odkryłem. Za każdym razem odkrywam coś nowego, jestem w innej części, dokądś się spieszę, gdzieś zwalniam. A czasami po prostu leniwie obserwuję.

Knajpka na knajpce, kawiarnia obok kawiarni. Tu nie będziemy mieli problemu ze znalezieniem miejsca w knajpce.

Knajpka na knajpce, kawiarnia obok kawiarni. Tu nie będziemy mieli problemu ze znalezieniem miejsca w knajpce.

Bo we Lwowie został ten dawny urok minionej Galicji. Wystarczy wejść w zaułki, zapuścić się w jakąś bramę. Chociażby te przy Rynku lub uliczkach okalających. Tam już nie tak często wchodzą turyści. Idzie się metry w ciemnych tunelach, by po chwili wyjść na jakieś podwórko-studnie, albo też na nieźle zakamuflowaną knajpkę. Tak trafiłem do Niebieskiej Flaszki, gdzie na ścianach wisi sporo pamiątek po polsku, po tym odeszłym w przeszłość Lwowie. Zresztą podobne pamiątki znajdziemy np. w aptece-muzeum, tuż przy Rynku. Jeśli ktoś ma chęć, może zrobić wycieczkę śladami polskiego Lwowa. Mnie nigdy nie kusiło takie nostalgiczne podejście, wolę przeplatać pozostałości z chwilą obecną. Chociaż nowoczesności aż tak wiele w tym mieście nie ma. Spotkamy tu na przykład kilka ultranowoczesnych tramwajów, ale w większości są to stare, rozklekotane wagony, które z piskiem toczą się przez Rynek. Te tramwaje to kolejny powód za który lubię Lwów. Żałuję, że nie ma już sprzedawczyń biletów w wagonach, że teraz muszę biegać do kiosków, bo zakupy takie zawsze sprawiały mi taką jakąś frajdę. Zapewniały ludzki kontakt, człowieka z człowiekiem. Ale to było pewnie z dziesięć lat temu.

Tramwaj na Rynku we Lwowie

Stare tramwaje są niemalże symbolem Lwowa. Ze zgrzytem stali przecinają raz za razem pierzeję Rynku

Chociaż z tramwajów korzystam tu rzadko. Zazwyczaj wszędzie chodzę piechotą, bo tak zawsze staram się poznawać miasto. Tramwajem dojeżdżam jednak do dworca kolejowego oraz do Cmentarza Łyczakowskiego. Cmentarz to obowiązkowy punkt na mojej mapie Lwowa ilekroć tu jestem. Najpierw pod górę, w kierunku Pohulanki, potem tramwaj z rozdzierającym zgrzytem skręca po krzywych torach w prawo i zjeżdża w kierunku bramy cmentarza. To za nią wsiąkam na kilka godzin, każdorazowo, bo Cmentarz Łyczakowski traktuję nie tylko jako nekropolię, ale także jako wielką galerię sztuki pod gołym niebem. Pomniki wielkich Polaków, Ukraińców, Rosjan, Ormian… tu spoczywa Lwów. Nie tylko polski, tu spoczywają ci, dla których Lwów był po prostu domem. I mogę się snuć godzinami między bajecznymi rzeźbami nagrobnymi, które są dziełami sztuki. Uwielbiam te zacienione alejki, pokryte bluszczem drzewa i śpiew ptaków nade mną. I jakoś zawsze mi smutno na cmentarzu Orląt Lwowskich. Pusta jasna przestrzeń pełna małych krzyży… Pamiątka po walkach Polaków i Ukraińców. O Lwów, każde z nich walczyło swój…

Cmentarz Łyczakowski - pomnik

Na pomniki z lwowskiego Cmentarza Łyczakowskiego można się patrzeć godzinami. Tak samo jak godzinami można wędrować po samej nekropolii. Przechadzać się wręcz jak po galerii sztuki.

A na mojej mapie lwowskich wędrówek mam jeszcze zawsze Operę i Kasyno Szlacheckie. Z Kasynem jest śmiesznie, bo mam wrażenie, że zawsze wchodzę tam na nielegalu. Zawsze skądś wyłania się pan portier, pobiera kilka hrywien do ręki i pozwala wejść do środka. I jakoś zawsze ponagla, kiedy jest się za długo, ostatnio kiedy przesiedziałem tam ponad pół godziny, prawie krzyczał :). A trudno nie zabawić dłużej w tym pięknym pałacyku, bo wrażenie robi już od wejścia. Od pięknej bramy, przez drzwi, żyrandole po główną atrakcję. Przepiękne, rzeźbione w drewnie schody. To istne dzieło sztuki, dopełnione drewnianym wykończeniem całego wnętrza. Nie dziw, że przychodzą tu nie tylko turyści, ale i pary nowożeńców na sesje fotograficzne. To akurat minus, bo potrafią przez długie minuty okupować schody. A po schodach przejść się trzeba, by zobaczyć piętro. Tu też króluje rzeźbione drewno i luksus, jaki pozostał po dawnym kasynie. Miejscu gdzie ludzie raczej tracili fortuny, niż je zyskiwali.

Schody w Kasynie Szlacheckim we Lwowie

Drewniane schody w Kasynie Szlacheckim we Lwowie. Zdobienia i smak w jakim zostały wykonane wgniatają w fotel. Spędziłem tu kilkanaście ładnych minut po prostu patrząc się na nie

I jest jeszcze Opera Lwowska. Ta perełka architektury i polskości zarazem zaprojektowana przez Zygmunta Gorgolewskiego. Budynku nie sposób przegapić, bo nie dość, że pokaźnych rozmiarów to jeszcze zbudowany jest w samym centrum, zamyka Prospekt Swobody. To kolejny budynek, w którym boli mnie szyja. Jakoś mam tak na tych moich wyjazdach podróżniczych, że mnóstwo ciekawych rzeczy widzę na sufitach. Tak było w Samarkandzie, tak było w Iranie, ale okazuje się, że w bliskim Lwowie też tak jest. Zawsze idę do sali Lustrzanej, gdzie na suficie  namalowano sceny z polskich oper. I to czego nie mogę sobie darować, że nie poszedłem jeszcze we Lwowie na żadną sztukę. Chyba będę musiał przyjechać do Lwowa specjalnie w tym celu.

Sala Lustrzana w Operze we Lwowie. Na sklepieniu namalowane są sceny z polskich dzieł.

Sala Lustrzana w Operze we Lwowie. Na sklepieniu namalowane są sceny z polskich dzieł.

A wieczorami chadzam na wzgórze zamkowe, z którego roztacza się widok na cały Lwów. Stąd zobaczymy brzydkie blokowiska, które zostawiła komuna, ale z drugiej strony będzie widok na starówkę. Na Rynek z ratuszem, na wieże kościołów, na wszelkie zabytki i niezabytki. Stąd widać cały Lwów wraz z historią. I nie przeszkadzają nawet dzikie tłumy, jakie o tej porze dnia zawsze tu spotkamy, bo i tak jest lepiej i mniej tłoczno niż np. w Baganie w Birmie, kiedy to na jeden ze świątyń ustawiłem się w trzecim rzędzie, by podziwiać zachód słońca 🙂

Panorama Lwowa z Góry Zamkowej.

Panorama Lwowa z Góry Zamkowej.

I jest jeszcze mnóstwo innych zabytków we Lwowie. Jest czarna jak noc i piękna zarazem kaplica Boimów, jest kościół ormiański, są kamieniczki wokół Rynku. Jest Uniwersytet Lwowski, biblioteka Ossolińskich, są pałace, parki, pomniki. Na nudę tu nie można narzekać.

Lwów wieczorową porą

I wieczorem też nie będziemy się nudzili, bo i ja się nie nudzę. Uwielbiam pójść na Rynek, na chociażby jedno piwo, by poobserwować turystów i jeżdżące z piskiem trącej o siebie stali tramwaje. Nieodmiennie moją uwagę przyciągają ubrane w jakieś balowe stroje rodem z XIX wiecznej opery dziewczyny, sprzedające kwiaty, lizaki i co tam jeszcze. Albo idąc skądś, w jakieś inne miejsce przystaję w tłumie słuchającym grającego na fortepianie pianisty lub innego zespołu, który dorabia robiąc show dla turystów i miejscowych. W ciepłą letnią noc, ma to niesamowity klimat. A jeśli pada, jeśli nie jest tak ciepło, idę do Lampy Naftowej – kilkupoziomowej knajpy blisko Rynku. Ale… ale to tylko namiastka tego, co można tu robić w nocy, bo barów, pubów, klubów jest tu dużo. Czasami tylko noc może się okazać za krótka 😉

Taki jest ten mój Lwów. Nawet przeze mnie nie odkryty.

Pomnik Adama Mickiewicza we Lwowie

Pomnik Adama Mickiewicza na końcu Prospektu Swobody. Na drugim końcu znajduje się gmach Opery

Rzeźba lwa we Lwowie

Lwy – symbol miasta, śpią i strzegą tu wielu miejsc.

 

Share Button
Paweł Osmólski
Amator podróży do Azji, którego wspomnienia zostały gdzieś na szlaku w Nepalu na ławeczce pod chałupą jednego chłopa. Kiedyś będę tam musiał wrócić i zabrać je do domu :) Preferuję samotne wyjazdy, bo tylko wtedy w drodze spotyka się najciekawszych ludzi. W czasie wolnym od pracy i podróży zapalony degustator piwa.

Zamek w Chocimiu. Historyczna twierdza nad Dniestrem

Previous article

Podróżnicze podsumowanie roku. Rok 2014

Next article

18 comments

  1. Lwów ma w sobie urok Krakowa, ale w końcu – Galicja. Co prawda nigdy tam nie byłam, jednak Twoje zdjęcia ogromne zachęcają do podróży na Wschód 🙂

  2. Wspaniały tekst. Dwa tygodnie temu wróciłam ze Lwowa, byłam tam pierwszy raz. Trzeba dodać, że jestem rodowitą krakowianką. Lwów mnie oszołomił, zachwycił i zafascynował. Nie da się ukryć, że ma więcej uroku niż moje rodzinne miasto… Nie szpecą go reklamy, ani wszechobecni deweloperzy. Widać, że to była stolica Galicji – tak okazałych budynków w Krakowie jest niewiele. Kraków jest piękny, ale Lwów uzależnia od pierwszej wizyty…

    1. Wielkie podziękowania za pozytywną opinię, zawsze milej się pisze, jak wiadomo, że komuś się podoba 🙂
      Ale jeśli Lwów docenia osoba z Krakowa, to jak to mawiał pewien pan “wiedz, że coś się dzieje” 😉

      Ciesze się, że nie tylko mnie to miasto wciąga i przyciąga. Kto wie, może do zobaczenia we Lwowie! 🙂

      1. Pod koniec sierpnia pojechałam jeszcze raz do Lwowa. Zwiedziłam Gaj Szewczenkowski – piękny skansen, choć nieco zaniedbany… Piłam świetną kawę w Restauracji Szkockiej, gdzie niegdyś spotykali się wybitni matematycy na czele ze Stefanem Banachem. Byłam na dziedzińcu Kamienicy Królewskiej, która przypomina Wawel. Znowu chodziłam po Cmentarzu Łyczakowskim. Planuję tam wrócić nad wiosnę…

        1. Niesamowite. Ja też byłam we Lwowie po raz pierwszy w zeszłym roku, (w kwietniu) też jestem z Małopolski, też uzależniłam się od Lwowa na tyle, że pojechałam tam po raz drugi (we wrześniu) i też byłam w Gaju Szewczenkowskim:) Natomiast nie zalazłam Restauracji Szkockiej 🙁 Mimo że Banach to i dla mnie postać mityczna. Za drugim razem do Lwowa przyciągnęłam znajomych z Hamburga i znajomych z Kijowa. Jedni i drudzy byli we Lwowie po raz pierwszy 🙂 Cóż, czułam się w tym mieście jak gospodarz;)
          PS: Panie Pawle, świetny blog!

  3. Uzależnionych od Lwowa jest nas więcej 🙂 Byłam tam dwa lata temu po raz pierwszy i wracam tam co roku. Pozdrawiam i dziękuję za ciekawą notkę 🙂

  4. Pozdrawiam ze Lwowa 🙂
    Udało się, jestem tutaj po raz trzeci. Nie jestem w stanie policzyć ilu osobom opowiedziałam z zachwytem o tym mieście od pierwszego przyjazdu…
    Wczoraj byłam w Parku Stryjskim – piękny, olbrzymi, miejscami zadbany i wymuskany, a miejscami kompletnie dziki. Raduje oczy pięknie zachowany pomnik Kilińskiego. Prowadząca do parku ulica Parkowa to prawdziwa perełka architektoniczna.
    Przedwczoraj zachwyciła mnie ulica Tarasa Czuprynki, eksplodująca wręcz secesją. Szkoda tylko, że dawny pałac Biesiadeckich wygląda jakby lada dzień miał się rozlecieć.
    Panorama Lwowa z wieży ratusza – bezcenna, nawet podczas majowego deszczu.
    Najgorsze jest to, że już jutro muszę wracać do Krakowa, dlatego dzisiaj mam zamiar dobrze wykorzystać czas…Cmentarz Łyczakowski jako punkt pierwszy, żeby zobaczyć lwy, które po latach wróciły na miejsce.
    Trzeci raz we Lwowie i wszędzie chodzę pieszo 🙂

  5. Po czwartym pobycie we Lwowie w sierpniu mogę powiedzieć tylko jedno: kocham to miasto i muszę tam wracać przynajmniej dwa razy w roku 🙂

  6. […] jest jak Lwów, który już przeminął wraz z wiatrami […]

  7. […] jest jak Lwów, który już przeminął wraz z wiatrami […]

  8. Widzę że wielu osobom podoba się Lwów, podobnie jak mi. Jadę pojutrze 4 raz, tym razem na 4 dni i nie mogę się już doczekać.
    Fascynują mnie kamienice, podwórka i ogólnie jestem zauroczony tym miastem od pierwszej wizyty w nim. Będę tu wracał częściej jeszcze tyle jest do zobaczenia.

  9. Za trzy dni jadę do Lwowa po raz dziesiąty…
    Nic się nie zmieniło w mojej fascynacji Lwowem. Za każdym razem mam niedosyt i planuję kolejny wyjazd.

  10. Rozpędziłam się – to dopiero dziewiąty raz 😀

    1. Co nie zmienia postaci rzeczy, że powroty do Lwowa i tak są przyjemne <3 Piękne miasto!

  11. Nie tylko przyjemne, ale wręcz cudowne! Jutro wieczorem wracam do Krakowa, ale będę we Lwowie w sierpniu – po raz dziesiąty.
    Uwielbiam to miasto i każda kolejna wizyta wprawia mnie w stan niewytłumaczalnej euforii.

  12. Jak zwykle byłam tam za krótko, bo tylko 3 dni….
    Wstęp na dziedziniec Kamienicy Królewskiej znowu podrożał i obecnie jest to 10 hrywien. Podrożały też bilety do Lwowskiej Galerii Sztuki – 45 hrywien.
    Największą atrakcją tego wyjazdu było dla mnie wejście na wieżę cerkwi św. św. Olgi i Elżbiety, czyli dawnego kościoła św. Elżbiety projektu Teodora Talowskiego. Tylko 10 hrywien, a wrażenie niesamowite!

    1. Ewa <3 Jak zawsze DZIĘKUJĘ za aktualizacje! W tym roku na pewno jeszcze raz wybiorę się do Lwowa i wszystko co się da zaktualizuję.
      Bo do Lwowa po prostu tak jak i Ty uwielbiam wracać 🙂

Leave a reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.