Słowacja

Kolejka dziecięca w Koszycach czyli zabawa dla dzieci i doroslych

0

Kto dzieckiem będąc, nie bawił się kolejką, nie chciał być kolejarzem, nie fascynowały go pociągi i nie gapił się za okno podczas jazdy, ten niech pierwszy rzuci kamień!… Bo koleje mają w sobie coś fantastycznego i fascynującego, co wciąga i nie pozostawia obojętnym od najmłodszych lat. I jaka to wielka frajda, jeśli wiele lat po tak zwanym dorośnięciu, można wrócić do dziecięcych marzeń i wcielić je w życie. Taka możliwość jest na przedmieściach Koszyc, gdzie jeździ dziecięca kolejka. Z prawdziwym parowozem!

Dziecięca kolejka – dorosła radość

W sumie to parowozy są dwa, tylko nie zawsze je widać. Często kolejkę ciągnie pociąg spalinowy, ale ja miałem szczęście i mogłem pojechać starym wagonikiem, ciągniętym przez mały parowóz. Tak, było palenisko, komin, odgłosy sapania i mnóstwo dymu oraz pary. Kiedy szliśmy od parkingu w stronę stacyjki kolejowej odczuwałem coś w rodzaju ekscytacji, bo rozumiecie… co innego bawić się kolejką HO, a co innego za moment móc dotknąć prawdziwej lokomotywy a nawet do niej wsiąść.

Parowóz w Koszycach

Jeden z dwóch parowozów dziecięcej kolejki w Koszycach

I to kapitalne uczucie, kiedy zbliżasz się do tego małego podstawionego składu w zielonym kolorze. Kiedy słyszysz powolne, rytmiczne sapanie lokomotywy, bo w palenisku pod kotłem już jest napalone. Stoi na stacji lokomotywa… tylko ona nie jest ciężka, na pewno też nie jest ogromna, ale też pot z niej nie spływa, bo z daleka widać, że błyszczy się nowością, a raczej dobrą konserwacją. Zielona farba niemalże wtapia pojazd w ścianę lasu. Przyjemnie tu i bajkowo, ale też wszystko jest jak najbardziej na miejscu. Jest kasa biletowa, jest maszynista, jest jego pomocnik, jest też i konduktor, no i zawiadowca stacji, który w odpowiednim momencie da sygnał do odjazdu. A jak poprosicie, to da się ograbić i na moment odda czapkę, w której można sobie zrobić zdjęcie.

My do odjazdu mamy jeszcze chwilę i wykorzystujemy ją do obejrzenia lokomotywy. To można powiedzieć taka miniaturka tych wielkich pojazdów jakie teraz pamiętamy tylko z filmów. Wszystko jest na swoim miejscu, tylko ta sterylna czystość przypomina, że to atrakcja turystyczna, a nie regularna wąskotorowa trasa, którą np. woziło się kiedyś drzewo z głębi lasów.

Zanim jednak odjechaliśmy, czekała na nas kolejna niespodzianka, bo oto specjalnie dla nas otworzono drzwi budynku, w którym stała druga lokomotywa. Także tę mogliśmy dotknąć, obejrzeć, obfotografować i pobrudzić się przy nawet odrobinie nieuwagi. Tak, te wszystkie pojazdy wymagają mnóstwa smaru, a do tego jeszcze oczywiście węgiel i osadzający się wszędzie pył węglowy, bo przecież czymże byłby parowóz bez węgla? 🙂

parowoz-u36-003-na-slowacji

Ale oto koniec oglądania i zaczyna się to, po co tu przyjechaliśmy, przed nami prawie 4 kilometry (linia liczy 3,9km długości) turystycznej trasy kolejowej. Wsiadamy do wagonu, mamy szansę nawet wybrać klasę, którą chcemy jechać, bo pomimo tego, że jest on niedługi, to podzielono go na trzy części oferujące różną wygodę: 1, 2 i 3 klasę. Chociaż i tak najprzyjemniej jest na końcu wagonu, gdzie można stanąć i oglądać powoli znikające za nami tory. Drugie ciekawe miejsce, to przód wagonu i widok do wnętrza lokomotywy. Stąd idealnie widać wskaźniki, rurki, pokrętła oraz rzecz jasna kontrolującą jazdę obsługę lokomotywy. I tu sprzedam Wam radę… nie stójcie tam podczas jazdy, jeśli chcecie zachować czystość. Wyrzucane w górę z komina kłęby, chociaż wyglądają malowniczo, to w rzeczywistości są lepką ciemną substancją, która idealnie okleja ludzkie ciało. O czym miała się okazję przekonać koleżanka. Ona postanowiła, że poobserwuje pracę maszynisty…. Sadza, bardzo ciężko się zmywa 😀

Ja w tym czasie oddałem się innemu zajęciu, bo była to chwila, kiedy mogliśmy wysiąść z wagonu a lokomotywa na wstecznym odjechała kilkaset metrów, by dokonać przed nami specjalnego przejazdu. Cóż to był za widok, niemalże jak w miniaturowym “W samo południe” 😀 Przybliżające się w naszym kierunku sapanie i cielsko zielonego parowozu wyrzucającego z siebie kłęby dymu a następnie z piskiem hamującego tuż za nami, byśmy mogli wejść ponownie na pokład i oglądać widoki obok torów, a że linia kolejowa biegnie tuż przy potoku i przy lesie, jest tu całkiem malowniczo i przyjemnie. Normalnie trasa ta jest pokonywana przez skład w czasie około 20 minut, my jednak z racji postojów na pokaz lokomotywy i robienie zdjęć pokonaliśmy ją w dłuższym czasie. Przyznam, że chętnie obejrzałbym kolejkę podczas przejazdu po jakimś wiadukcie, może nie tak długim jak wiadukt Gokteik w Birmie, ale choćby i na kilkumetrowym mostku. Cóż, nie zawsze można jednak mieć wszystko.

Za to w drodze powrotnej czekała nas mała zmiana, bo oto do składu podczepiono kolejne wagony i oprócz naszego staroświeckiego krytego wagonu pasażerskiego dołączono dwa wagony zadaszone, ale niezabudowane, a w naszym kierunku zbliżała się tyraliera dzieci, które za moment miały wejść do środka. Zastanawiam się, kto miał większą frajdę z jazdy tą dziecięcą kolejką, my dorośli, czy one. I dochodzę do wniosku, że chyba przyjemność była jednakowa.

Krótka historia Dziecięcej Kolejki w Koszycach

Linia kolejowa, jeśli tak ją można nazwać, powstała w latach 1955-56 z przeznaczeniem dla pionierów, czyli jakże popularnej w latach socjalizmu formacji mającej krzewić określone wartości wśród dzieci i młodzieży. Ta kolejka miała podczas obozów pionierów wyzwalać w młodych chęć zostania kolejarzem. Pewnie nawet w iluś przypadkach się udało. Podobne kolejki powstawały jeszcze w kilku innych miastach w dawnej Czechosłowacji, ale do czasów obecnych przetrwa tylko ta. A przetrwała dlatego, że pod swoją opiekę wziął ją samorząd Koszyc oraz słowackie koleje.

Rzecz jasna zmieniło się jej przeznaczenie. Dziś jest to miejsce wybitnie turystyczne oraz służące pasjonatom starych pociągów, na doskonałą zabawę i podziwianie mknącego dostojnie pośród drzew parowozu. Taki kilkunastominutowy powrót do przeszłości. Bo może będąc dorosłym nie zawsze wypada bawić się w domu kolejką przy dorosłych kolegach, to jednak przejażdżka parowozem wraz z tymi samymi kolegami, to zupełnie inna bajka. A zaręczam, że wszyscy bawią się jak dzieci 🙂

_____________________________________________________________________________________

Wyjazd odbył się dzięki uprzejmości i we współpracy z regionem Koszyce  oraz z Narodowym Centrum Turystyki Słowackiej.

Paweł Osmólski
Amator podróży do Azji i po Europie Wschodniej, a szczególnie po Bałkanach. Jakoś tak mam, że marzenia same mi się nie spełniają, zatem robię wszystko, by je spełnić. Preferuję wyjazdy w pojedynkę, bo tylko wtedy w drodze spotyka się najciekawszych ludzi. Nie zawsze miłych, ale tylko tak można poznać prawdziwą twarz danego kraju. Wolę brudną prawdę niż lukrowane opowieści o jednorożcach. Dlatego moje opisy są czasami do bólu szczere ale zawsze prawdziwe. Dużo pracuję, w czasie wolnym piszę tego bloga i szukam najlepszego piwa na świecie :)

Komentarze

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.