Home » Polska » Zamek w Malborku, czyli twierdza, która wciąż rozpala wyobraźnię
Zamek w Malborku od strony Nogatu
Zamek w Malborku największa ceglana warownia na świecie

Zamek w Malborku, czyli twierdza, która wciąż rozpala wyobraźnię

Share Button

Mówisz Malbork, myślisz Krzyżacy i na odwrót rzecz jasna. Nic w tym dziwnego, bo największy ceglany zamek w Europie robi wrażenie. A tak się składa, że jadąc do Gdańska w celach zawodowych mijam go czasami nawet dwa razy w miesiącu. Zawsze uwielbiam na niego patrzeć i każdorazowo zamek w Malborku robi na mnie wrażenie.

Po raz pierwszy na zamku w Malborku pojawiłem się kilkanaście lat temu na jakiejś wycieczce szkolnej. Cóż, nie pamiętam już wiele, ale wiecie, jak to jest na wycieczkach szkolnych, tam liczy się to, że jest jakiś wyjazd, coś się dzieje, są koledzy, a nie to że jest się w fascynującym miejscu, tak bardzo przesiąkniętym historią. Słowem za grosz nie pamiętam, co widziałem. Dlatego tak często ostatnio pragnąłem pojechać do Malborka i zobaczyć jego główną atrakcję. Po raz pierwszy dotarłem tam ponownie rok temu. Niby fajnie, ale na pociąg zdążyłem cudem, bo zaspałem. Na peron wpadłem w momencie, kiedy wjeżdżał na niego pociąg. Trochę to nie z mojej winy, bo w Warszawie na mojej linii popsuły się akurat tramwaje. Do zamku dotarłem, ale główne co mi zostało w pamięci to rozczarowanie i fakt, że okrutnie mi się chciało pić. Cóż, na pociąg spóźniłem się z konkretnej przyczyny, którą było wieczorne spotkanie ze znajomymi. Morał? Nie spotykajcie się z tymi, których lubicie, kiedy musicie zdążyć na poranny pociąg 😀 A dlaczego rozczarowany? O tym poniżej.

Zamek w Malborku od strony Nogatu
Zamek w Malborku od strony Nogatu

Zamek w Malborku – z przewodnikiem, czy na własną rękę?

Rok temu, kiedy podszedłem do kasy nie zapytałem przy zakupie biletu, czy jest możliwość samodzielnego zwiedzania, czy można tylko z przewodnikiem, zatem nie odpowiem Wam, czy można było zwiedzać na własną rękę, ale wiem, że tym razem tego błędu nie popełniłem i pytanie o możliwość wypożyczenia audioprzewodnika zadałem zaraz po tym, jak powiedziałem “dzień dobry”. Tak, w tym roku da się zwiedzać zamek w Malborku na własną rękę i eksplorować atrakcje twierdzy tak, jak na to mamy ochotę. No prawie… Dlaczego zatem nie odpowiadało mi zwiedzanie z przewodnikiem? Nie, nie dlatego, że uważałem go za niekompetentnego czy coś podobnego, zdecydowanie nie.

Otóż po prostu lubię siedzieć w tej czy innej sali tak długo, jak ja chcę, a jak nie chcę lub coś mi się nie podoba, wtedy idę dalej. Ale szlag mnie trafił i byłem rozczarowany przede wszystkim dlatego, że wraz z grupą, która podlega przewodnikowi, byłem zagoniony do muzeum bursztynu, które się tutaj znajduje. Być może na hasło wyroby z bursztynu dostajecie gęsiej skórki z radości, może inkluzy z komarami w środku na was działają, ale mnie to po prostu nudzi, a spędziliśmy tam chyba ze dwadzieścia minut. Kilkadziesiąt minut, które mogłem spożytkować na to, co naprawdę lubię i co sprawia mi przyjemność.

Piwnice zamkowe w Malborku
Podziemia zamku w Malborku

Zamek w Malborku zwiedzany we własnym tempie

Tym razem wraz z biletem dostałem wypożyczone urządzenie ze słuchawkami i głosem lektora, który opowiada o najciekawszych wydarzeniach z historii twierdzy. Informuje o poszczególnych salach, zwraca uwagę na detale, wskazuje dokładnie, gdzie ich szukać. A jak to działa? Na terenie twierdzy działa sieć wi-fi, a system śledzi, gdzie jesteś, by lektor opowiedział ci dokładnie o tym miejscu. Rzecz jasna jest to ułożone w pewną ścieżkę, po której idziemy, ale jeśli nie mamy ochoty iść utartym szlakiem, to nikt nie będzie nas na siłę po niej przeciągał. Możemy zaglądać w te kąty, w które chcemy, chociaż ja radziłbym jednak trzymać się poradnika, a dopiero na koniec jeszcze raz zajrzeć w miejsca warte ponownego obejrzenia. Co prawda ze dwa razy zagubiłem się i nie poszedłem we właściwe miejsca, ale i tak nie wyrobiłem się z obejrzeniem wszystkiego. Czas niestety gonił.

Na terenie zamku spędziłem dwie i pół godziny i wyszedłem z niedosytem. Właśnie z racji tego, że kompleks jest ogromny, a ja musiałem zdążyć na pociąg do domu. Coś mi się wydaje, że pojadę do Malborka jeszcze raz 🙂

Brama do Zamku Średniego w Malborku
Umocnienia obronne bramy, która wiedzie do Zamku Średniego w Malborku. Jak widać sforsowanie zabezpieczeń, zajęłoby atakującym wiele czasu i ponieśliby ogromne straty.

A w zamek zagłębiamy się powoli. Najpierw jest strefa, do której wejść może każdy, kto lubi tak zwane “zwiedzanie z zewnątrz”, by zaoszczędzić 40 zł na bilecie wstępu. Nie powiem, to miejsce też robi wrażenie i warto tu spędzić nawet kilkadziesiąt minut. Stąd i z innych miejsc dostępnych za darmo, rozciąga się znakomity widok na zamek krzyżacki w Malborku. O tym jednak więcej pod koniec.

Mając w ręku bilet, przekraczamy drugą bramę i już jesteśmy wśród tych, którzy zdobyli zamek za pieniądze. A wiedzcie, że jesteście w doborowym towarzystwie. Tak samo jak wy, na zamek dostał się nasz polski król Kazimierz Jagiellończyk. Zamek krzyżacki nie został bowiem nigdy zdobyty zbrojnie (jak głoszą przewodnicy), lecz nie oznacza to, że wrogowie zakonu czyli Polacy nie weszli do twierdzy. My co prawda w dzisiejszych czasach kupujemy bilet w kasie, a wspomniany Kazimierz Jagiellończyk musiał dogadać się z załogą wojska zaciężnego, mającego bronić zamku w Malborku. Żołnierze jednak nie byli od dawna opłacani, zatem wkurzeni na krzyżaków, postanowili szukać swoich pieniędzy “po drugiej stronie barykady” I tym to sposobem nasz król, tak samo jak wy za pieniądze wjechał na zamek. Faktem jest jednak, że zapłacił za ten wjazd dużo więcej niż wy 😀 Za 190 000 złotych węgierskich, 8 czerwca 1457 roku otworzyły się bramy nie tylko Malborka, ale także Tczewa oraz Iławy. Co było początkiem walk o Malbork, bo w czasie wojny trzynastoletniej, dochodziło do wielu potyczek o miasto i zamek.

Zamek w Malborku widziany z wieży
Zamek w Malborku widziany z wieży

Nie dziwię się polskiemu królowi, że wolał kupić wejście do zamku niż go oblegać i zdobywać. Od pierwszego spojrzenia widać, że twierdza jest zbudowana z głową i każdy detal miał tu służyć obronie. Zatem rzecz jasna są tu blanki, z których dało się strzelać do wroga, są wykusze, z których można było mu na łeb spuszczać kamienie, polać wrzątkiem lub wrzącym olejem. Są głębokie fosy, zarówno te, które kiedyś wypełniała woda, ale także suche, które były tak głębokie, że i tak stanowiły ogromną przeszkodę. I wreszcie są też potężne bramy i kraty. Straty oblegających musiały być przy szturmie ogromne. Ale do wyciągania sakiewki przychodzi, jak nie wykorzystuje się swoich zwycięstw. A przecież po bitwie pod Grunwaldem wystarczyło ruszyć forsownym marszem na pozostawioną prawie bez ochrony stolicę państwa krzyżackiego. W swoim zadufaniu Krzyżacy nie przewidzieli, że mogą wziąć w bitwie łupnia i dostać baty od wojsk koalicji polsko-litewskiej.

Dziś wróćmy jednak do zwiedzania zamku w Malborku a nie do jego zdobywania. Kiedy okażecie bilet i przekroczycie bramę w uszach Waszego audioprzewodnika usłyszycie kolejne opowieści o konstrukcji, o tym co jest czym, do czego służyło i kto tu mieszkał. Równie ważne będzie jednak to, co zobaczycie, a wierzcie mi, że taka góra cegieł robi wrażenie. Wkraczacie na dziedziniec średniego zamku. Dookoła was są wysokie ceglane mury a w nich kolejne drzwi i drzwiczki. Nad wszystkim zaś góruje bryła zamku wysokiego, do którego jednak przejdziecie później. Tutaj znajdują się pomieszczenia, w których toczyło się normalne zamkowe życie.

Dziedziniec Zamku Średniego w Malborku
Dziedziniec Zamku Średniego w Malborku

Zobaczycie tu np. sale dawnego szpitala, tu będziecie podziwiali kunszt średniowiecznych inżynierów, którzy już wtedy budowali centralne ogrzewanie, które było czymś w stylu wariacji na temat ogrzewania podłogowego. Do dziś w podłodze widać wloty kanałów, którymi do wielkich sal wpadało gorące powietrze. A wierzcie mi, że kubatura tu jest taka, że nie jest prosto ogrzać takie sale. Polecam pochodzić ze słuchawkami na uszach po salach, zaglądajcie w zakamarki, oglądajcie wystawy, patrzcie na detale. Bo np. na głowicach kolumn są ciekawe fryzy. Np. na jednym z nich zobaczycie Krzyżaków, jak nawracają pogańskich Bałtów. Rzecz jasna ogniem i mieczem – może przy okazji wygłaszali jakieś tyrady na temat Słowa Bożego, ale mordowanym było to raczej obojętne oraz nie rozumieli. Inne obrazy utrwalone w kamieniu zobaczycie w refektarzu i ujrzycie wesoły pochód rozradowanych ludzi, bo wszak w pomieszczeniu odbywały się wystawne uczty.

Aha, jeśli jesteśmy przy ucztach, to po uczcie człowiek czasami ma ochotę wyskoczyć do łazienki. Wiecie, że w malborskim zamku tylko dwie osoby miały prywatną toaletę?! Nie dziwi, że jedną z nich był Wielki Mistrz Zakonu, ale drugą był… główny kucharz! Jak widać jedzenie zawsze liczyło się dla ludzkości i nawet w zamyśle skromni zakonnicy, też woleli jeść lepiej niż gorzej i dbali o tego, od którego zależała jakość ich pożywienia.

Zwiedzając kolejne jadalnie, a wierzcie, że było ich tu kilka, zwracajcie uwagę na drewniane “szafy” w ścianach. To system wind, którymi transportowano przygotowywane w kuchniach na dolnym piętrze posiłki. Kilkaset lat temu inżynierowie myśleli już o takich rzeczach! Ciekawe, prawda?

Kuchnia w zamku w Malborku
Na stole w zamkowej kuchni poukładano przykładowe produkty, którymi żywili się mieszkańcy Malborka

I nie można w tym momencie zapomnieć o jeszcze jednej atrakcji Malborka czyli o Pałacu Wielkich Mistrzów, który jest położony na terenie Zamku Średniego. Tu jak na dłoni widać, że zakon nie był tylko tępą militarną siłą, lecz dla jego członków liczyło się też coś więcej. Że jego władze miały wysmakowany gust i prowadziły szeroko zakrojoną dyplomację. A częścią tej machiny był właśnie ten fragment twierdzy. Bo czy jeśli przyjmuje się poselstwa, to nie należy ich olśnić lub onieśmielić bogactwem? Dokładnie to robili Krzyżacy.

Jeśli odwiedzicie Letni Refektarz, z łatwością dostrzeżecie, jaka była jego funkcja. Piękne, jasne pomieszczenie, do którego wchodzi się z również ozdobnej Wysokiej Sieni, robi kolosalne wrażenie i przyznam, że jest da mnie kompletnie nieśredniowieczne. Tu nie ma masywnych i ciężkich elementów, króluje za to jasność i lekkość. Co prawda kiedyś ściany były pokryte polichromiami, ale do naszych czasów niestety nie przetrwały. Za to na uwagę w pomieszczeniu zwraca uwagę centralny słup, który wziął na siebie ciężar pięknego, radialnego sklepienia. I są tu też ogromne okna, przepuszczające mnóstwo światła.

Lukowe sklepienia Wielkiego Refektarza w Malborku

Podobne pomieszczenie jest tuż obok, tylko nazywa się ono Zimowym Refektarzem. Zimowa sala jest niższa, tylko jedną stronę pokrywają okna, a dodatkowo na ścianach wisiały zdobione draperie. No i w podłodze był system ogrzewania! Wszystko po to, by zimą komnata była dostatecznie ciepła. A to było istotne, jeśli zapraszało się na obrady możnych ówczesnego świata. Dyplomacja potrafi czasami zdziałać więcej niż najsilniejsza armia. A jeśli ma się i jedno i drugie, wtedy sukces jest niemalże gwarantowany.

Wysoki Zamek, czyli w sercu Malborka

Widok na dziedziniec Wysokiego Zamku w Malborku
Widok na dziedziniec i studnię Wysokiego Zamku w Malborku

Ale prawdziwe serce ceglanej warowni biło za kolejnym mostem – na Wysokim Zamku. Tu swoje sypialnie mieli najważniejsi urzędnicy zakonu wraz z rzecz jasna Wielkim Mistrzem i to wszystko dziś możemy obejrzeć. I jak przystało na zakon Najświętszej Mari Panny Domu Niemieckiego, było tu też pomieszczenie najświętsze czyli kościół, w którym bracia zakonni się modlili. Do niedawna kościół był niedostępny dla zwiedzających, ale na szczęście ponownie można go już oglądać. Niestety bardzo wiele lat zajęła restauracja pomieszczenia, które zostało kompletnie zdewastowane poprzez radziecki ostrzał artyleryjski w roku 1945. Świątynia przetrwała tyle setek lat, a została prawie kompletnie zniszczona ledwie kilkadziesiąt temu. Bardzo łatwo poznacie, które elementy ścian to oryginał, a które uzupełnienie.

Kościół Najświętszej Marii Panny w Malborku
Kościół Najświętszej Marii Panny w Malborku

Zanim jednak dojdziecie do wyżej wymienionego miejsca, zobaczycie mnóstwo innych, ciekawych atrakcji. Jeśli np. od razu za mostem skręcicie w lewo, dostaniecie się na dawny cmentarz, gdzie chowani byli braciszkowie i wielcy mistrzowie zakonu. Także tu znajduje się piękny ogród różany, który jak widać, pokazuje inną twarz zakonu niż tylko wbitych w zbroje i okutanych białymi płaszczami z krzyżem okrutników.

Dalej zaś jest młyn i pewnie byłby nawet fajny, ale niestety jeśli przyjedziecie do zamku w Malborku w weekend, musicie być przygotowani na wielki tłum. Wystarczy jedna, zorganizowana grupa i jest ona w stanie zakorkować przejście lub pomieszczenie na dłuższy czas. Nałożenie się kilku takich grup, które np. wychodzą przez wąskie przejście lub schody, gwarantuje kilkuminutowy korek. Tak miałem w przypadku wspomnianego młyna. Ale by nie marnować czasu, możecie stanąć gdzieś z boku i posłuchać na żywo przewodnika, który opowie Wam np. jak budowano zamek i że rocznie mury rosły o około 2 do 3 metrów.

Wejdźmy jednak do serca zakonu krzyżackiego czyli na dziedziniec Wysokiego Zamku. Kwadratowa przestrzeń okolona wysokimi murami i arkadami ze studnią na środku. Studnią zwieńczoną pelikanem karmiącym dzieci własną krwią – to nawiązanie do wiary i Chrystusa, który też umierał za ludzi. Niby średniowieczny zamek, ale ponownie muszę powiedzieć, że jest tu jakaś lekkość.

Co ciekawe, to w momencie, kiedy tu byłem na dziedzińcu a raczej nad nim rozpostarta była instalacja artystyczna. Białe kokony i sieci, wypełniały przestrzeń między krużgankami. Dość ciekawe nawiązanie jeśli przyjdzie nam na myśl pająk krzyżak… 🙂 Przyznaję, że dla mnie było to bardzo przyjemne doznanie artystyczne i chylę czoło przed twórcą tej ciekawej wizualnej gry.

A na deser polecam wam atrakcję, która otwarta jest dopiero od niedawna. Mam tu na myśli wejście na wieżę zamkową. Niestety nie oczekujmy, że wespniemy się na oryginalną konstrukcję, bo niestety podczas wojny ucierpiała ona bardzo mocno, ale widok z góry jest bardzo ładny i warto wysiłku oraz pieniędzy – wejście na wieżę dodatkowo kosztuje (w 2017 roku jest to 8 zł). Uprzedzam, że nisko nie jest i na pewno nie jest to atrakcja dla tych, którzy mają słabą kondycję. Cóż, ja zaś miałem niefarta, bo w momencie kiedy wszedłem na samą górę, akurat zaczął lać deszcz. Ot, moje klasyczne “szczęście”…

I na koniec jeszcze jedno miejsce, które musicie zobaczyć. Polecam przejść przez drewniany most, który przerzucony jest nad opływającym twierdzę Nogatem. To z tego miejsca jest jeden z najlepszych widoków na zamek w Malborku. Taki idylliczny, pocztówkowy! A przecież wszyscy lubimy dostawać pocztówki, nieprawdaż?

Zamek w Malborku

Share Button

About Paweł Osmólski

Amator podróży do Azji, którego wspomnienia zostały gdzieś na szlaku w Nepalu na ławeczce pod chałupą jednego chłopa. Kiedyś będę tam musiał wrócić i zabrać je do domu :) Preferuję samotne wyjazdy, bo tylko wtedy w drodze spotyka się najciekawszych ludzi. W czasie wolnym od pracy i podróży zapalony degustator piwa.

2 komentarze

  1. Zamek jest przepiękny. Nigdy mi się nie znudzi. Choć ceny biletów stale drożeją. Już od jakiegoś czasu mam ochotę wybrać się na nocne zwiedzanie.

  2. Na wycieczkach szkolnych najbardziej podobała … mi się podróż autokarem 😉 Ale tak całkiem serio to dzięki wycieczkom szkolnym złapałam bakcyla i w każdym miejscu planowałam powrót do każdego z odwiedzanych miejsc. Tylko już bez tłumu kolegów. Zamek w Malborku robi wrażenie swoją okazałością i historią.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *