Polska

Świdnica to nie tylko Kościół Pokoju. Atrakcje Świdnicy na weekend

3

Świdnica była w moich planach od czterech lat. W sumie nawet nie pamiętam, kiedy postanowiłem, że co jak co, ale Kościół Pokoju  muszę obejrzeć. Ale okazuje się jednak, że Świdnica ma do zaoferowania znacznie więcej niż wpisany na listę UNESCO przepiękny zabytek.

Tylko przez te cztery lata zawsze było coś innego do zobaczenia albo zrobienia. Albo remontowałem mieszkanie, albo nie miałem właśnie pieniędzy, albo w pracy działo się za wiele lub wybór padał na jakieś inne miejsce w kraju lub poza jego granicami. I nagle nadszedł czas, kiedy marzenia i plany postanowiły się zrealizować. Świdnica w kilka godzin drogi od stolicy stała się rzeczywistością.

To co mnie niesamowicie ubawiło, to że przy okazji wizyty w Świdnicy odwiedziłem miejsce, którego nie ma na mapach, a jednocześnie jest i wryło się w polską popkulturę ostatnich lat. Słowem na wieczorne piwo wylądowaliśmy w pubie o wdzięcznej i medialnej nazwie San Escobar! Zawsze lubiłem odwiedzać egzotyczne miejsca, jedno okazało się być nawet w Polsce 🙂 Miejsce polubiłem tym bardziej, że to najlepsze miejsce do napicia się kraftowych piw w mieście, a co poradzić, że do dobrego piwa mam słabość?

Ambasada San Escobar - Polska Świdnica

Ambasada San Escobar – Świdnica

A jeśli już przy piwie jesteśmy, to Świdnica ma bardzo bogatą tradycję piwowarstwa i w średniowieczu tutejsze piwo było pite na wielu europejskich stołach i w wielu piwnicach (piwnica świdnicka to nazwa właśnie stąd). Tak, piwo było warzone w setkach tutejszych kamienic i następnie rozwożone do klientów nawet setki kilometrów od warzelni. Chodząc po mieście zwróćcie uwagę na stare kamienice, często nie mają tylko małych drzwi, prowadzących do środka, lecz wiele z zachowanych budynków posiada szerokie bramy wjazdowe. A wszystko po to, by do środka można było wjechać i wwieźć zboże i wywieźć gotowy towar w postaci beczek pełnych piwa. Dla podkreślenia skali warzelnictwa trzeba powiedzieć, że wyrobem piwa zajmowano się w ponad 250 kamienicach.

Muzeum Dawnego Kupiectwa w Świdnicy

Ozdobne wejście prowadzące do Muzeum Dawnego Kupiectwa

Ozdobne wejście prowadzące do Muzeum Dawnego Kupiectwa

Więcej o piwie, procesie warzenia i wystawę, jak wyglądała tradycyjna piwnica świdnicka zobaczymy w Muzeum Dawnego Kupiectwa. Ciekawe to muzeum, ale też historia miasta, które swój dobrobyt zbudowało na handlu, musi być wciągająca. I tak poznajemy kolejne sale z kolejnymi eksponatami i wystawami. Zobaczymy tu izby, w których odwzorowano dawne wnętrza z zabytkowym wyposażeniem – sklep kolonialny, apteka a także, co ciekawe… stacja benzynowa! Dodatkowo są też unikaty w rodzaju specjalistycznych wag i odważników, kolekcje starych kufli (mówiłem, że mam słabość do piwa?), pieniądze zastępcze (wiedzieliście, że takie coś istnieje?) i wiele, wiele innych ciekawostek.

Sala Rajców w Muzeum Dawnego Kupiectwa

Sala Rajców w Muzeum Dawnego Kupiectwa

Prawdziwa gratka dla zwiedzających kryje się też na piętrze, gdzie zachowała się Sala Rajców z XVI wieku. Ciekawostką są zachowane z tamtego okresu freski gdzie jak się wpatrzymy, zobaczymy obraz sądu nad jawnogrzesznicą. Skądinąd zawsze mnie fascynuje, jak chrześcijaństwo ochoczo kontroluje seksualność i osądza innych, nie widząc rozpasania np. swoich hierarchów. Ale w Piśmie jest coś o belce w swoim oku i źdźble w oku bliźniego. Zawsze jest to najbardziej na czasie względem znacznej części wierzących. Aha, do sali wchodzimy przez złote drzwi zamocowane w gotyckim portalu. W środku oprócz wspomnianych malowideł, zobaczmy także stojącą na środku makietę Świdnicy z XVII wieku. Potężne baszty, wysokie mury… widać, że miasto miało pieniądze i nie miało ochoty oddawać im byle najeźdźcy.

Dookoła i w pobliżu świdnickiego rynku

To czego żałuję, to fakt, że do Świdnicy przyjechałem w dość niefortunnym czasie, a wszystko dlatego, że właśnie trwał remont stojących na rynku fontann. Wiecie, takie można powiedzieć miniatury np. Neptuna w Gdańsku lub może bardziej posągów stojących w rogach rynku we Lwowie. Jeśli byliście i widzieliście, to wiecie co mam na myśli. Za to całkiem okazale prezentowała się kolumna św. Trójcy z 1693 roku.

Koniecznie trzeba poświęcić kilkadziesiąt minut na spacer dookoła rynku i stojącego na nim ratusza. Przechadzając się powoli, warto zadzierać głowy i wpatrywać się w detale. Prawie każda kamienica ma tu swoją historię i prawie każda zawiera detale, na które warto zwrócić uwagę. Jedną z najsłynniejszych legend, które możecie usłyszeć od przewodników lub przeczytać w książkach będzie ta dotycząca domu “Pod chłopkiem”. Podobno mieszkający tu rajca tak wytresował srokę, że podkradała złoto z miejskiego skarbca. Władze miasta odkrywszy, co się dzieje, poszli do rajcy i niby z głupia frant zapytali, co by zrobił z osobą, która podkrada złoto z miejskiego skarbca. Treser owej sroki odrzekł, że kazałby takiemu złodziejaszkowi zejść po zewnętrznej stronie wieży ratusza. Cóż, wykrakał sobie i właśnie na taką karę go skazali. Schodząc spadł na jakiś wykusz, na którym zmarł z głodu, a potem zamienił się w kamień, spadł i rozpadł się. Zachowała się głowa, którą można oglądać w holu świdnickiego ratusza.

A jeśli już przy ratuszu jesteśmy, to warto powiedzieć, że niestety wieża ratuszowa nie jest oryginalna, bowiem stara runęła w 1967 roku podczas rozbiórki przylegających kamienic. Wieża straciła podpory i po prostu… się zawaliła. Co ciekawe, to wieże ratuszowe były niszczone kilkukrotnie podczas różnych wojen, ale ta która runęła w XX wieku, przetrwała troszkę ponad 200 lat. Dziś możemy wejść na wysokość 58 metrów i z tej perspektywy spojrzeć na Świdnicę i okolice. Jak to wygląda? Spójrzcie sami.

Widok na rynek z wieży ratuszowej

Widok na rynek z wieży ratuszowej

Wróćmy jednak na ziemię, bo  tak jak napisałem, warto pospacerować i przyjrzeć się niemal wszystkim kamienicom. Zawsze dostrzeżemy jakiś ciekawy detal lub charakterystyczny element. Czy to datę, herb lub piękną płaskorzeźbę. Pewnie tak jak ja zwrócicie uwagę na rzeźbę wystającą z kamienicy na ul. Łukowej 1. To na rogu rynku, zatem nie trzeba nigdzie chodzić. Na rzeźbie widać rycerza walczącego z gryfem, który jakoby mieszkał kiedyś w tej kamienicy i któremu trzeba było rzucać na pożarcie cnotliwe panny. Nie dziwota, że rycerze bestię chcieli zatłuc – nikt wszak nie lubi konkurencji! Rycerz potwora pokonał sprytem czyli lustrem, ale kroniki milczą, czy żył dalej długo i szczęśliwie z ocalonymi, cnotliwymi pannami 😉
Aha na najwyższej kamienicy stoi postać Hermesa – uwierzycie, że w latach 90’tych znalazł się ktoś, kto wdrapał się na szczyt i założył mu majtki? 😀 Mieszkańcy Świdnicy mają fantazję!

Polecam Wam też przejść się pod krzyż Jakuba Tau, który znajdziecie na pl. świętej Małgorzaty. Zgodnie z legendą stoi on w miejscu, gdzie w 1347 roku stracono błazna. Nie, nie za nieśmieszny dowcip, ale za przyczynienie się do śmierci syna księcia Bolka II. Tyle legenda, bo kroniki nie odnotowały, by ten władca miał męskiego potomka.

Krzyż Jakuba Tau - straconego tu książęcego błazna

Krzyż Jakuba Tau – straconego tu książęcego błazna

Warto się też przejść na ulicę Franciszkańską, bo tu znajdziemy… pomnik dzika! A nawet dzików, bo obok metrowej wielkości dzika beztrosko hasa pięć małych warchlaków. A jak się przypatrzycie to dziki są tuż obok skrzyni, której strzegą. Jest to Skrzynia Pamięci Świdniczan i zawiera pamiątki ze współczesnej Świdnicy. Ma być otwarta za sto lat… ciekawe czy dziki jej upilnują? A dlaczego akurat dzik? Zapraszam do zapoznania się z herbem Świdnicy.

Pomnik Dzika w Świdnicy

Dzikom zapewne przydałby się cień, bo stoją w pełnym słońcu 😉 A kto wie, czy jak sobie pójdą, to ktoś nie sprawdzi, co kryje skrzynia? 😉

Kościół Pokoju – główna atrakcja Świdnicy

Kościół Pokoju w Świdnicy z zewnątrz kompletnie nie wygląda na świątynię.

Kościół Pokoju w Świdnicy z zewnątrz kompletnie nie wygląda na świątynię.

Wojny mają czasami nieoczekiwane pozytywne skutki. Rzecz jasna nie dla tych, którzy biorą w nich bezpośredni udział lub są rodzinami tychże. Pozytywne skutki są czasami dla przyszłych pokoleń i chyba podobnie jest w przypadku wojny trzydziestoletniej, a konkretnie traktatu westwalskiego z 1648 roku, na mocy którego z racji szerzącej się kontrreformacji ewangelicy utracili swoje świątynie na rzecz katolików, ale jednocześnie na ziemiach śląskich mogli zbudować tak zwane Kościoły Pokoju. Mogli, pod warunkiem, że będą one w ciągu roku (nie dłużej) zbudowane z materiałów nietrwałych takich jak np. drewno, glina, słoma, wiklina… Oraz że świątynie będą stały z dala od centrów miast. Na szczęście miasta wtedy były małe, zatem sformułowanie nie w centrum oznacza, że obecnie od rynku do świątyni idzie się około 10 minut.

Nie ma nic dziwnego w tym, że Kościół Pokoju w Świdnicy przyciąga dziesiątki tysięcy zwiedzających, bo to obiekt który każdy powinien chociaż raz w życiu zobaczyć. Najlepiej na własne oczy. Wyobraźcie sobie ogromną drewnianą konstrukcję, która z zewnątrz wcale nie przypomina kościoła. Gdyby nie wieżyczki, to budynek na upartego pewnie byłby w stanie być ogrooooomną stodołą. I ten budynek w środku jest arcydziełem doskonałym, zabytkiem najwyższej klasy wypełnionym skarbami, atmosferą, pięknem…

Wnętrze Kościoła Pokoju w Świdnicy

Wnętrze Kościoła Pokoju w Świdnicy

Po pierwsze, po przekroczeniu progów Kościoła Pokoju w Świdnicy najpierw zadziwia przestrzeń… ale kościoły już tak mają. Potem zaskoczyło mnie, że jest tu inaczej niż w katolickich świątyniach, bo nie ma tego wilgotnego zimna, które bije od ceglanych lub kamiennych murów. Ale nic dziwnego przecież świątynia powstała w całości z drewna.

A to na co zwraca się uwagę na końcu, kiedy już człowiek ochłonie, przyzwyczai się do wnętrza, minie pierwsze oszołomienie otaczającymi detalami… wtedy w głowie powstaje myśl, że chyba jednak kłamią, że tu wszystko jest z drewna. Wszystko przez to, że stojące we wnętrzach drewniane, białe rzeźby do złudzenia przypominają marmur. Magia!

Loża w kościele pokoju w Świdnicy

Najpiękniejsza loża w Kościele Pokoju należała do najhojniejszego sponsora, który dał 2/3 drewna potrzebnego do wzniesienia świątyni,

Zaś kiedy człowiek zasiądzie w którejś z drewnianych ław, ma czas, by w spokoju kontemplować wnętrze i detale, przy okazji wsłuchując się w głos lektora opowiadającego o historii Kościoła Pokoju w Świdnicy. Trudno uwierzyć, że ta ogromna konstrukcja powstała zaledwie w rok (ukończono ją 24 czerwca 1657) i pomieścić może aż 7500 osób. Ponieważ uważam, że Kościół Pokoju to miejsce szczególne i chcę Wam pokazać też więcej zdjęć, poświęcę mu osobny artykuł. Bo rzeczy tak pięknych, nie można omawiać po łebkach. Trzeba je smakować…

Czerwony Baron czyli celebryta pierwszej wojny światowej

Model fokkera - samolotu z którym najczęściej jest kojarzony Czerwony Baron

Model fokkera – samolotu z którym najczęściej jest kojarzony Czerwony Baron

Pierwsza wojna światowa już dawno za nami, swoich dni dożywają ostatni walczący w kolejnej, drugiej wojnie. Dlatego zaciera się pamięć o lotniku, który kiedyś miał status celebryty, pilocie którego nazwisko budziło strach we wszystkich przeciwnikach i którego spotkanie w przestworzach oznaczało zazwyczaj wyrok śmierci. Zapewne obił Wam się kiedyś o uszy pseudonim Czerwony Baron, który nosił Manfred von Richthofen – najlepszy pilot pierwszej wojny światowej. Osiemdziesiąt zaliczonych mu zestrzeleń, to najlepszy rezultat pilota podczas całej wojny. A co ma opisana postać wspólnego ze Świdnicą? Otóż przez kilka lat mieszkał on właśnie w Świdnicy. Najbardziej interesujące jest to, że dziś w jego domu mieszkają zwykli ludzie, a kamienica wygląda na taką, która potrzebuje remontu. O tym, kto tu się wychowywał i mieszkał, przypomina skromna tablica stojąca w ogrodzie.

Dom Czerwonego Barona w Świdnicy

Dom Czerwonego Barona w Świdnicy – dziś to zwyczajny dom. Bo czy dla Polaków Czerwony Baron był bohaterem?

Katedra w Świdnicy czyli wiele różnego rodzaju NAJ

Tak bogate i ważne miasto jak Świdnica, nie mogło się obyć bez odpowiednich rozmiarów kościoła. Wszak świątynia świadczyła niegdyś o zamożności i prestiżu miejsca – w rozumieniu niektórych proboszczów jest tak nawet do dziś 😉 Ale do rzeczy, bo świdnicka katedra pod wezwaniem świętych Stanisława i Wacława robi naprawdę kolosalne wrażenie. Pierwszym moim odczuciem było, że jest ona tylko dwunawowa – nic bardziej mylnego, to tylko złudzenie optyczne, że dach obniża się od wieży w kierunku ziemi. W rzeczywistości świdnicka katedra ma trzy nawy, a i tak ledwo mieszczą one bogate wyposażenie.

Katedra pw. św. Wacława i Stanisława w Świdnicy

Katedra pw. św. Wacława i Stanisława w Świdnicy

Świątynię zaczął budować książę Bolko II Świdnicki około 1330 roku, a prace zakończyły się długo po jego śmierci, bo dopiero w 1488. Tu wspomnę tylko, że prace we wnętrzu toczyły się w zasadzie przez cały czas, ale o tym za chwilę. Skoro napisałem, że katedra zawiera w sobie wiele “naj” czas zwrócić uwagę na wieżę dzwonniczą. 101,5 metra wysokości czyni z niej najwyższą wieżę kościelną na Dolnym Śląsku i jedną z wyższych w Polsce – ale wiecie, np. Licheń ciężko pobić, bo tam mieli dopiero rozmach! ;). Ogromne jest też okno nad głównym wejściem – podobno jakby je położono weszłoby na nie boisko do gry w siatkówkę. Słusznych rozmiarów są także obrazy wiszące w nawie głównej – mają podobno po 60m2 każdy. A przyznam, że nie wydają się tak wielkie, ale to tylko dlatego, że zawieszone są w takiej a nie innej przestrzeni.

Wnętrze katedry w Świdnicy

Wnętrze katedry w Świdnicy

Powiedzmy sobie uczciwie, po świdnickiej katedrze można chodzić jak po znakomitym muzeum sztuki, bo do produkcji wyposażenia, zatrudniano tylko najlepszych artystów. Zatem każda rzeźba jest tu dziełam sztuki, każdy obraz ma wartość artystyczną. Chociaż wnętrze katedry to bardzo ładny eklektyzm stylów wynikający z burzliwej historii. Świątynia początkowo zbudowana była w stylu gotyckim, ale po pożarze z 1532 roku protestanci, którzy wtedy już przejęli kościół, zmienili delikatnie formę wnętrza – średniowieczne freski zostały pokryte tynkiem, który pomalowano na biało. Odbudowano również sklepienie nawy, ale obniżono je o kilka metrów.

Kolejne zmiany przynieśli ze sobą przybyli do Świdnicy w 1629 roku jezuici – zaczęła się wojna trzydziestoletnia i kontrreformacja. Jej efektem był opisany wyżej Kościół Pokoju. Co by jednak nie mówić, to jezuici zadbali należycie o budowlę tej klasy co katedra, wprowadzając jednak sporo zmian, np. dokonali barokizacji wnętrza – ale zrobili to z szacunkiem do dziedzictwa historycznego i zachowali wiele z dotychczasowego wyposażenia. To dzięki tym zmianom kościół wygląda dziś tak, jakim go widzimy – surowy i strzelisty gotyk, da się połączyć z barokiem.

A potem przyszły gorsze lata dla kościoła, bo wojna siedmioletnia i lokalne konflikty dotknęły także Świdnicę. To wtedy budynek wykorzystywano wedle potrzeb chwili czyli służył np. jako szpital i więzienie, a także był magazynem zboża – jak widać nie tylko Związek Radziecki kilkaset lat później miał takie pomysły.

Aha i ważna uwaga: Używałem nazwy katedra troszkę na wyrost, bo kościół św. Stanisława i św. Wacława w Świdnicy katedrą stał się dopiero w 2004 roku, kiedy do tej rangi podniósł go Jan Paweł II.

Muzeum broni i militariów oraz przejażdżka haubicą

Pod Świdnicą jest miejsce, gdzie każdy facet ma szansę na realizację dziecięcych marzeń. Ok, może dziewczyny też takie mają, ale z przyczyn obiektywnych skupię się na facetach. Otóż po pierwsze jest tu najprawdziwsze muzeum militariów, po drugie prawie wszystkiego można dotykać, przymierzyć, wejść do środka, wdrapać się po drabince a jako wisienka na torcie… jest możliwość przejażdżki haubicą.

Czołg w Muzeum Broni i MIlitariów

Haubica Goździk, którą można jeździć w Muzeum Broni i Militariów, Strzelać się już nie da, ale gąsienice wciąż są sprawne 🙂

Jest tu specjalny tor, po którym można zrobić kilka rundek wystając z włazu niczym Janek Kos w czterech pancernych. Ok, wiem, on z załogą jeździł czołgiem. Tak czy siak frajda jest nieziemska, a huk silnika jeszcze długo po zejściu dźwięczy w uszach. Jednak najfajniejsze są rzecz jasna górki i dołki, przez które sprzęt się przetacza. Wierzcie mi, że wrażenia są niezapomniane!

A co poza tym jest w muzeum? Można obejrzeć mnóstwo karabinów, są stare motocykle, mnóstwo łusek po amunicji różnego kalibru i w kącie, zakurzony stoi wydobyty skądś portret Adolfa Hitlera. Bo właściwie nie wiadomo co z nim zrobić. Podobno dał go do muzeum ktoś, kto znalazł go podczas remontu starego mieszkania. Cóż, Adolf czeka na mole lub inne szkodniki, które go ostatecznie pochłoną.

Kolejna gratka to spacer po okolicach budynku muzeum, tu też są niesamowite cuda. W jednej części stoją np. eksponaty samolotów. Jest tu ogromny SU-22, stoi Iryda, jest samolot szkolny Iskra… Szczególnie ta ostatnia jest mi bliska, bo za młodu nad wioską w której mieszkałem, a która znajduje się blisko Dęblina były one widoczne prawie każdego dnia. Niesamowite wrażenie robi ta masa metalu, która może wzbić się w powietrze.

Su 22 w muzeum militariów pod Świdnicą

Su 22 w muzeum militariów pod Świdnicą

Zaś z drugiej strony stoją sprzęty wojskowe, które jeżdżą. I tak mamy tu różne wozy piechoty, mamy pojazdy których przeznaczenia nie znam, a z racji pośpiechu nie zdążyłem wszystkiego przeczytać i jest ogromna stacja radarowa, wyrzutnie i wozy radiolokacyjne. Pamiętam, że kiedyś takie wozy zaparkowały w lesie obok mojej wioski i z kolegami poszliśmy odwiedzić panów żołnierzy. Ech, jaka to była frajda, jak nas wpuścili do środka, jak można było obejrzeć te monitory i dotknąć sprzętów. Teraz stoję przed takim samym sprzętem tylko emerytowanym. Już nigdy nie namierzy żadnego samolotu… nie wystrzeli żadnej rakiety.

Muzeum Broni i Militariów

Muzeum Broni i MIlitariów

Nietypowa “atrakcja” Świdnicy

A na koniec była dość nietypowa atrakcja, bo pojechaliśmy pod lokalne wysypisko śmieci. Co w tym ciekawego powiecie? W sumie raczej śmiesznego, bo lubię miejsca, które mają dystans do siebie, a przed bramą świdnickiego wysypiska stoi a raczej siedzi… pomnik Srającego Chłopka 🙂 Tak moje drogie! Ze spuszczonymi spodniami, siedzi wielki wąsacz i oddaje się medytacji. Wybaczcie, ale nie można się nie uśmiechnąć na jego widok.

Srający chłopek - nietypowy pomnik w Świdnicy

Srający chłopek – nietypowy pomnik w Świdnicy

*Opisany wyjazd odbył się we współpracy z miastem Świdnica.

 

 

Paweł Osmólski
Amator podróży do Azji, którego wspomnienia zostały gdzieś na szlaku w Nepalu na ławeczce pod chałupą jednego chłopa. Kiedyś będę tam musiał wrócić i zabrać je do domu :) Preferuję samotne wyjazdy, bo tylko wtedy w drodze spotyka się najciekawszych ludzi. W czasie wolnym od pracy i podróży zapalony degustator piwa.

Baza wodnosamolotów Lennusadam. Fascynujące muzeum w Tallinie

Previous article

Jarosław miasto, które mogłoby być magiczne

Next article

3 Comments

  1. Rynek w Świdnicy należy chyba do jednych z najładniejszych. A pomnik chłopa? Z pewnością jeden z najbardziej oryginalnych 😀

  2. Próbuję sobie przypomnieć czy tam kiedykolwiek byłam i chyba nie! Wygląda pięknie!

  3. Chyba nie doceniałem Świdnicy. Stulecia minęły od czasów, gdy konkurowała z Wrocławiem, ale kilka turystycznych perełek jest “wartych grzechu”. Może się wybiorę? 🙂

Leave a reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.