Europa

Weekend w Rydze, gdzie niby jest fajnie, ale czegoś tu brak

Share Button

To był mój drugi raz w Rydze. Pierwszy raz był już tak dawno temu, że w sumie niewiele pamiętam z tego, co widziałem z atrakcji miasta. Zapamiętałem głównie Wielką Gildię i kamienicę z kotami. I to, że wtedy była wiosna. Ta północna wiosna, która do życia budzi się o wiele później niż u nas.

Weekend w Rydze

Przyznaję, że z miastem mam problem. Przyleciałem, by spędzić weekend w Rydze, aby w dwa dni poznać na ile się da zabytki, by zajrzeć w takie dziury, gdzie zazwyczaj mniej osób wsadza nos. Nie ukrywam, lubię chodzić po głównych szlakach turystycznych, oglądać największe atrakcje, patrzeć na najwspanialsze zabytki, ale także zwiedzać popularne miejsca.

Dom Bractwa Czarnogłowych w Rydze

Dom Bractwa Czarnogłowych. Chyba najbardziej charakterystyczna atrakcja Rygi.

To że są najpopularniejsze nie bierze się z niczego. Te tysiące a nawet dziesiątki tysięcy ludzi przychodzi w dane miejsce nie dlatego, że chce się umartwiać, lecz zazwyczaj z powodu jakiegoś szczególnego piękna. Pamiętam, jak kilka lat temu byłem na jakiejś prezentacji podróżniczej, gdzie jakaś para będąca przez prawie miesiąc w Iranie, z dumą w głosie tłumaczyła, że specjalnie omijała główne atrakcje. Dla mnie to tak samo, jakby z zawiązanymi oczami stanąć przed motylarium i wsłuchiwać się w trzepot ich skrzydeł. Można, ale po co? I tak jesteśmy ślepi. Ja jeśli mogę, wolę patrzeć.

Dlatego także będąc w Rydze, postanowiłem skupić się na najważniejszych i najpopularniejszych miejscach turystycznych. I Ryga to ułatwia, bo atrakcje miasta są położone bardzo blisko siebie. Historyczne stare miasto to raptem niecały kilometr kwadratowy powierzchni. Rzecz jasna obszar stale się powiększał, ale nie na tyle, by nie móc teraz dojść gdzieś piechotą, bo czy półtora kilometra to przeszkoda w odwiedzeniu jakiegoś zabytku? Takie dystanse są do pokonania w stolicy Łotwy do tych dalszych atrakcji. Ale dlaczego mówię, że czegoś mi brakowało i co to było? Po dłuższym zastanowieniu wydaje mi się, że kluczem jest dla mnie jednorodność, czyli to coś, czego Rydze bardzo brakuje. Mamy tu taki eklektyzm w stylach, w tym również nowoczesność, której akurat ja w starych częściach miast nie toleruję. Nie do końca jest to jednak winą miasta i jego mieszkańców.

Uliczka na Starym Mieście w Rydze

Uliczka na Starym Mieście w Rydze.

Historia najnowsza Rygi jest bowiem dość intensywna i tragiczna. Dwie wielkie wojny jakie przetoczyły się przez miasto, musiały zostawić wyraźne piętno. Ale czy mogło być inaczej, jeśli podczas pierwszej wojny światowej zniszczeniu lub uszkodzeniu uległo około 60% miasta, zaś druga wojna, która wybuchła raptem 20 lat później zniszczyła albo uszkodziła 40% miasta, które i tak nie było jeszcze w pełni odbudowane po ostatnich zniszczeniach?

I dlatego właśnie chodząc po zabytkowej Rydze wciąż miałem wrażenie, że coś jest nie tak. Bo w mieście królują plomby i to niestety te nowoczesne lub komunistyczne. Pasują do miasta jak te dawne czarne wypełnienia zębów, którymi raczyli borowane ubytki szkolni dentyści. Piękne, stare kamienice sąsiadują tu z komunistycznymi maszkaronami lub całkiem współczesnymi budowlami ze stali i szkła. Nijak to ze sobą nie współgra i właśnie ten dysonans tak bardzo mnie wytrącał z równowagi.

Stare obok nowego, remonty, szkło, socjalizm i beton, obok historycznych rekonstrukcji. Tak właśnie wygląda znaczna część starej części Rygi.

Stare obok nowego, remonty, szkło, socjalizm i beton, obok historycznych rekonstrukcji. Tak właśnie wygląda znaczna część starej części Rygi.

Zwiedzając atrakcje Rygi

Nie przeszkadzało to jednak UNESCO wpisać stare miasto w Rydze na listę światowego dziedzictwa. I nie powiem, jest w zabytkach czy to zachowanych, czy wyremontowanych kilka takich, na które na pewno warto zwrócić uwagę. I jest też kilka takich atrakcji, które powstały w innych okolicznościach. Ale o tym za chwilę.

Dom Bractwa Czarnogłowych

Dom Bractwa Czarnogłowych nocą

Dom Bractwa Czarnogłowych nocą.

To jeden z tych “zabytków”, które nominalnie zabytkami nie są. Bo czy można mówić o zabytku, który ma raptem kilkadziesiąt lat? Ale z drugiej strony to, co widzimy to rekonstrukcja tego, co faktycznie stało w tym miejscu i trwało przez wieki, a wiatry historii dosłownie zdmuchnęły starą część. Niestety budynek Bractwa Czarnogłowych został zniszczony podczas działań drugiej wojny światowej. Obecna bryła powstała w XX wieku w latach 1995-1999 i odtworzono wygląd z końca XIX wieku, bo jak się łatwo domyśleć budynek, który miał kilkaset lat, wielokrotnie był przebudowywany. Obecnie to chyba jedna z najchętniej obfotografowywanych atrakcji Rygi. Chyba też po części dlatego, że jej kolory są bardzo żywe, pomarańczowe i ceglane, a krzykliwość zawsze zwraca uwagę. Jeśli maiłbym wskazać symbol Rygi, to padłoby właśnie na dom Bractwa Czarnogłowych.

Sala w domu Bractwa Czarnogłowych

Sala w domu Bractwa Czarnogłowych

Ale jak już użyłem tej tajemniczej nazwy, to trzeba ją wyjaśnić. Kim byli owi tajemniczy właściciele? Otóż byli po prostu bogatymi kupcami. Ale musieli być stanu wolnego, bo tylko tacy byli przyjmowani do bractwa. Do budynku rzecz jasna można wejść. W piwnicach mieści się jedna z ekspozycji i można obejrzeć stare fundamenty, czyli to, co jest tu faktycznie oryginalne, jeśli nie liczyć skromnych eksponatów z wykopalisk. Na parterze odtworzono bogate komnaty, a piętro zajmuje reprezentacyjna, ogromna sala. Co ważne dla Polaków, to wchodząc na piętro, na schodach zobaczycie tablicę, upamiętniającą podpisany w tym budynku w 1921 roku Traktat Ryski pomiędzy Polską a bolszewicką Rosją. Szczerze? Podobało mi się tutaj.

Aha, jak już jesteście przed domem bractwa, to spójrzcie na pomnik, który tu stoi. To rzeźba przedstawiająca Rolanda. Tak, tego samego z pieśni o Rolandzie, którą mieliście zapewne w szkole do przerobienia. Obstawiam, że zapewne pod pomnikiem będzie akurat występował jakiś artysta, zatem oglądanie będzie nader przyjemne i obfitujące we wrażenia słuchowe.

Wielka i Mała Gildia

Mała Gildia w środku a po prawej kawałek Wielkiej Gildii w Rydze

Mała Gildia w środku a po prawej kawałek Wielkiej Gildii w Rydze.

Jak już jesteśmy przy kupcach, to przecież większość z nich w pewnym momencie kończyła hulaszcze życie kawalerów i wstępowała w związki małżeńskie. Tym samym niejako sama wykluczała się z bractwa Czarnogłowych. Wtedy mogli aspirować do wstąpienia do innego stowarzyszenia, czyli do Wielkiej lub Małej Gildii. Wielka Gildia grupowała najznamienitszych kupców i arystokrację z Rygi. Co prawda miasto było wyjątkowo kupieckie, tym bardziej, że należało do stowarzyszenia miast Hanzeatyckich, co dodatkowo przysparzało jej dochodów, to jednak oprócz handlu były tu liczne cechy rzemieślnicze, z których najsilniejsze i najbogatsze także wchodziły w skład Wielkiej Gildii. Za przykład weźmy tu złotników. To z tego stowarzyszenia wywodzili się rajcy miejscy oraz burmistrzowie. Elita elit.

A co robić, jeśli nie jest się elitą, albo nie jest się wystarczająco bogatym? Wtedy należy wstąpić do mniej prestiżowego stowarzyszenia jakim była Mała Gildia. Do niej należeli mniej majętni kupcy i rzemieślnicy. Jak widać budynki ze sobą sąsiadują, a w miejscu siedziby Wielkiej Gildii jest dziś filharmonia. Jak widać też dla elit, ale na koncert pójść może każdy, jeśli tylko nie odstraszy go repertuar.

I jeśli już jesteśmy w tym miejscu, to zatrzymajmy się na chwilę na tym placu, skąd roztacza się chyba najpiękniejszy widok w Rydze. Tutaj kiedyś przebiegały mury miejskie, które zburzono, kiedy Rosjanie postanowili, że Ryga nie będzie już więcej twierdzą. Tu też była fosa. Dziś w miejscu fal fosy w fale układają się kwiaty, można tu też obejrzeć piękne fasady kamienic, w których siedziby mają oblegane restauracje. Zatem jeśli jesteśmy głodni lub mamy chęć na przysłowiową kawę? Dlaczego by nie?

Koci Dom w Rydze

Koci dom w Rydze

Na dachu Kociego Domu rzecz jasna kot. A nawet dwa koty, bo dom ma dwie wieżyczki. Każdą z nich okupuje inny sierściuch.

Tuż obok wyżej wymienionych dwóch budynków, będących siedzibami organizacji skupiających elitę, znajduje się jeden ze słynniejszych gmachów w Rydze. Koci Dom. Legenda głosi, że kiedy bogaty kupiec, który chciał wstąpić do Gildii i nie został do niej przyjęty, strzelił tak zwanego focha i pobudował się tuż obok. Na znak protestu i pokazania, gdzie ma taką organizację, która go nie chce, na zwieńczeniu dachu umieścił dwie figury kotów. Niby nic takiego, ale zwierzaki specjalnie odwrócił zadem w kierunku Gildii, pokazując, co o niej myśli. Dopiero po przyjęciu do organizacji koty łaskawie odwróciły swe oblicze w kierunku siedzibie stowarzyszenia.

Kościół świętego Piotra i najpiękniejsza panorama Rygi

Kościół św. Piotra w Rydze

Kościół św. Piotra w Rydze

W Rydze szczególną uwagę zwróciłem na dwie świątynie. Pierwszą jest kościół świętego Piotra. Co ciekawe, jest to teraz świątynia luterańska, bo też żywioł protestancki był w Rydze bardzo mocny. Ale świątynia, jak świątynia, powiedzmy, że większość z nich wygląda dość podobnie, o ile przez wieki nie obrosły w cuda i bogactwa. Tu jest prosto, jak to w luterańskim kościele, który kiedyś był katolicki. To co zwraca uwagę dzisiaj, to fakt, że to w zasadzie nie jest świątynia lecz muzeum. Tak, panuje tu kompletne zeświecczenie i przyznam, że bardzo mi się to podobało. Po pierwsze teraz to jest galeria sztuki i akurat kiedy byłem, wystawione było rękodzieło tkactwa. Po drugie z rzutników na ekrany wyświetlano sztuki wizualne. Po trzecie uwielbiam muzykę, a w kościele św. Piotra puszczono idealnie nastrojową. Aha, wisienką na torcie była wizualizacja lecącego feniksa na posadzce. Magia!

Hale targowe i panorama Rygi

Hale targowe i panorama Rygi z Pałacu Nauki.

Jednak powiedzmy sobie szczerze, do kościoła św. Piotra przychodzi się nie po to, by oglądać surowe, chociaż ciepłe wnętrze, lecz po to, by wjechać windą na szczyt kościelnej wieży. To stąd roztacza się widok na całą starówkę w Rydze a nawet dalej. I stąd widać jak na dłoni niejednorodność miasta nawet w obrębie starej części. Pod nami rozpościerają się liczne płachty remontów fasad, tuż obok nich coś się buduje, a jeszcze dalej, widać secesyjne kamienice lub te jeszcze starsze. Pełen eklektyzm, który tak mi psuje klimat w Rydze. Ale z tego punktu widokowego zobaczycie jeszcze jedno miejsce, które pasuje do miasta, jak pięść do nosa: to ryski Pałac Nauki. Tak, w Rydze mają swój gmach, mniejszą replikę tego, który stoi w Warszawie na placu Defilad.

Pałac Nauki w Rydze

Oddalmy się zatem na chwilę od zabytków nowych i tych odbudowanych. Pora przejść pod gmach, który powstał już po wojnie i jest miniaturką socrealistycznych wieżowców z Moskwy. Nie ma się czemu dziwić, skoro Łotwa była po wojnie pod butem Rosji i stanowiła część Związku Radzieckiego jako jedna z republik. Budynek ma 107 metrów i 21 pięter. Zaczęto go budować w 1951 roku, a koniec prac budowlanych nastąpił  1958, chociaż oddany do użytku został jeszcze trzy lata później czyli w 1961. Jak przystało na Pałac Nauki, mieszczą się tu instytucje naukowe i wydawnictwa. Na szczęście dla odwiedzających i zwiedzających atrakcje Rygi, na jednym z ostatnich pięter mieści się taras widokowy, gdzie rzecz jasna można wjechać windą. To dość ciekawe przeżycie, bo nie ma tu tłumów, na drzwiach nie ma nawet tabliczki, które skrzydło to wejście, tylko strzałka, że wejście obok… ale które obok? 😀 To już trzeba się domyślić.

Pałac Nauki w Rydze. Mniejszy brat wieżowców znanych z Moskwy i Warszawy

Pałac Nauki w Rydze. Mniejszy brat wieżowców znanych z Moskwy i Warszawy.

Za to widok z tarasu jest równie dobry, jak z wieży kościoła św. Piotra. Co więcej, tu jest nawet lepiej, bo na ścianach tarasu wiszą tabliczki tłumaczące, czym są charakterystyczne budynki dookoła. I tak np. szpetny budynek z tarasami po przeciwnej stronie Dźwiny to gmach telewizji projektowany specjalnie dla tej instytucji. Masakra dla oczu i krajobrazu. Jest też wieża telewizyjna o wysokości 386,5 metra, będąca podobno trzecią najwyższą wieżą w Europie i mogąca wytrzymać trzęsienie ziemi o sile 7,5 stopni Richtera. A jeśli spojrzymy dalej za rzekę, na dziwny budynek w kształcie kopca, dowiemy się, że to Biblioteka Narodowa. A u naszych stóp będą charakterystyczne hale i teraz przenieśmy się do nich.

Hale targowe Rygi

Hale targowe w Rydze.

Hale targowe w Rydze.

To dość nietypowe miejsce i pełni zarówno funkcję użytkową dla tysięcy mieszkańców Rygi, jak też przy okazji hale targowe stały się atrakcją turystyczną. Ale ciekawy jest ich początek. Po pierwszej wojnie światowej władze miasta postanowiły, że w mieście brakuje rynku z prawdziwego zdarzenia. Miejsca, gdzie można by było prowadzić cywilizowany handel. Dlatego kupiono z Kurlandii opuszczone przez Niemców hangary dla Zeppelinów i ich górne części zostały użyte dla zadaszenia powstałych hal. Cztery  z nich stoją równolegle do siebie, a piąta prostopadle.

W 1930 targowisko zostało otwarte i mieszkańcy miasta uważali je za jedne z najnowocześniejszych lub nawet najbardziej nowoczesne w świecie. Miało nawet własne chłodnie, zatem coś w tym musiało być. Dziś w zależności od dnia odwiedza je od 40 do 160 000 kupujących. Chociaż w to ostatnie średnio chce mi się wierzyć, bo w 2016 Ryga liczyła 640 tysięcy mieszkańców. Ale kto wie, może faktycznie narodowym sportem w Rydze jest dokonywanie zakupów w halach? 🙂 Wizytę jednak polecam, bo jak nienawidzę zakupów, ta feeria barw straganów, podział tematyczny i przelewające się tu tłumy, są warte uwagi.

Wyspa Kipsala i jej drewniane domy

Tradycyjny drewniany dom na wyspie Kipsala w Rydze

Tradycyjny drewniany dom na wyspie Kipsala w Rydze

Nie oszukujmy się, przemysł turystyczny zagląda w Rydze niemal pod każdy kamień starego miasta – sam jestem jednym z zaglądających, zatem nie mam tu jakichś pretensji. Warto jednak czasami uciec od zgiełku, tłumów i starych zabytków – nawet jeśli są tylko odbudowanymi replikami. Takim idealnym miejscem ucieczki jest wyspa Kipsala. Po co tam pójść? Powody są dwa. Pierwszym są stare, drewniane domy, stojące nad brzegiem Dźwiny. Drugim jest muzeum Zana Lipkisa czyli Łotewskiego bohatera, który podczas wojny uratował i przechowywał w swoim domu wielu Żydów.

Zacznijmy zatem od punktu drugiego, bo nie ukrywam, że chciałem zobaczyć to miejsce, chciałem zobaczyć odtworzony dom, w którym przechowywał Żydów. Ciekaw byłem narracji, jaką Łotysze zbudowali dookoła tej osoby. Cóż, nie dane mi było poznać, bo pomimo tego, że byłem w sobotę jeszcze przed 18stą, a tabliczka nad domofonem głosi, że obiekt jest czynny do 19stej, pocałowałem przysłowiową klamkę. Szkoda, ale co poradzić. Widocznie załoga muzeum miała ważniejszej kwestie do załatwienia. Potem szukałem czegoś więcej o tym miejscu i trafiłem na ten artykuł. Zerknijcie, bo absolutnie warto poczytać.

Dlatego pozostało mi skupić się na zwiedzaniu wyspy. A klimat miejsca jest tak bardzo inny od tego, jaki panuje po drugiej stronie rzeki. Nie ma tu żadnych tłumów, można spokojnie usiąść na ławeczce i obserwować drugą stronę wody. Patrzeć na ogromne promy łączące Rygę z innymi miastami okolicy jak np. Tallin, można odpocząć po kilometrach zwiedzania. Dla chętnych są tu nawet restauracje, jeśli złapie nas głód, chęć na kieliszek wina lub kawę.

Stary dom na wyspie Kipsala. Ryga

Stary dom na wyspie Kipsala. Ryga

Ale kwintesencją Kipsali są wspomniane domy. Stare, drewniane konstrukcje, z charakterystycznych desek, pomalowane w stonowane lub krzykliwe kolory. Duże, wielorodzinne domy lub kameralne domki. Konstrukcje pięknie odremontowane, ale też i takie, gdzie straszą wybite szyby, pozapadane dachy i chaszcze dookoła obejścia. Ale widać też, że Kipsala się zmienia, bo coraz więcej tu luksusowych willi, zarówno zaadoptowanych ze starych domów, jak też zbudowanych od nowa.

Spacerując moją uwagę zwrócił kangur! Tak, kangur, który jest na szczycie jednego z domów. Okazuje się, że to tak zwany Dom Australijczyka. Nazwa pochodzi stąd, że jakiś prymityw z Australii kupił na wyspie stary dom i zaczął go rozbierać, chcąc stworzyć miejsce pod jakąś nową konstrukcję. Na szczęście rozbiórka została zablokowana a dom odbudowany, deczko w innym, bardziej nowoczesnym stylu, ale przetrwał. A na pamiątkę na szczycie umieszczono kangura. Ale po więcej historii domów wejdźcie na wspomniany wyżej artykuł na blogu. Naprawdę warto!

 

Dom Australijczyka na wyspie Kipsala w Rydze

Dom Australijczyka na wyspie Kipsala

Zamek w Rydze

 

Wracając mostem, na pewno rzuci nam się w oczy gmach zamku ryskiego. Dziś to siedziba prezydenta. Chociaż powiedzmy sobie szczerze, że nie jest to jakaś spektakularna budowla, którą koniecznie trzeba uwzględnić na szlakach zwiedzania.

Zamek w Rydze widziany z mostu

Zamek w Rydze widziany z mostu – chyba najlepsza perspektywa na ten budynek.

Warto tylko powiedzieć, że to miejsce, które powstało dzięki znanym nam Krzyżakom. Otóż po tym, jak zburzono im zamek w centrum, drugi zbudowali tutaj. A jak znów zburzono im w tym miejscu siedzibę, to po tym jak w odwecie spuścili łupnia mieszczanom z Rygi, potem zmusili ich do odbudowania nowego w tym samym miejscu. Dziś konstrukcja jest rezydencją, tylko z grubsza przypominającą to, co zwykliśmy nazywać zamkiem.

Trzej Bracia czyli charakterystyczne kamienice w Rydze

Domy o nazwie Trzej Bracia w Rydze

Domy o nazwie Trzej Bracia to także jeden z symboli Rygi, chociaż zdecydowanie mniej spektakularny, to jednak chwilami gromadzą się tu tłumy.

Te trzy kamienice, to chyba najbardziej znane budynki w Rydze, nie wiem, czy można je nazwać symbolami, ale w nieodległym Tallinie są Trzy Siostry, tak tu są Trzej bracia. Najstarsza czyli biała kamienica po prawej, ta sprawiająca wrażęnie, jakby murarze, którzy ją stawiali byli na ciężkim kacu po dwutygodniowej popijawie, powstała na przełomie XV i XVI wieku. To w tym domu powstała najstarsza cukiernia w Rydze. Niestety dziś nie ma po niej ani śladu, a jedyne co jest tu cukierkowe to “słitfocie”, jakie strzelają sobie tu laski robiąc dziubki i wypinając tylną część ciała, by lepiej prezentowała się w obiektywie. Cóż, tak się jakoś stało, że trafiłem na jakąś sesję zdjęciową, którą kilka dziewczyno robiło tuż przy budynkach i na tle kamieniczek. Powiedzmy sobie uczciwie, kamienice jak kamienice, dlaczego zostały symbolami? Pewnie z powodu wieku.

Katedra w Rydze

To drugi kościół w Rydze, na który zwróciłem uwagę. I nie chodzi nawet o jego wiek, bo gmach jest stary – kamień węgielny położono pod niego w 1211 roku, a 60 lat później budowla była gotowa. Ciekawe jest np. to, że katedra jest obecnie luterańska. Ale nie ma się czemu dziwić, skoro już w 1522 roku miasto było bardzo mocno protestanckie. Przypominam, że Marcin Luter przybił swoje tezy na drzwiach katedry raptem w 1517 roku, zatem jak widać, prąd rozprzestrzeniał się po Europie bardzo szybko.

Katedra w Rydze

Katedra w Rydze.

I przyznaję, że pewnie przeszedłbym nad tym obiektem do porządku dziennego, gdyby nie jedno miejsce i jeden obiekt. Po pierwsze byłem absolutnie zachwycony organami, które cudownie uzupełniają wnętrze świątyni. 6718 piszczałek robi wrażenie, a robi je tym bardziej, że ich ozdobna oprawa także nie pozostawia obojętnym. Aż żałuję, że spóźniłem się na koncert o godzinie 12-stej. Ale w myśl zasady, że obraz mówi więcej niż tysiąc słów, sami zobaczcie.

Organy w katedrze w Rydze

Organy w ryskiej katedrze.

Jeśli zaś chodzi o miejsce przy katedrze, to bardzo ciekawie było po wejściu na wewnętrzny dziedziniec. Nie ukrywam, że tego typu miejsca zawsze przemawiają mi do wyobraźni. Zastanawiam się, jak mogły wyglądać przed wiekami, kiedy wieczorem przechadzali się tu księża, oświetlając drogę pochodniami, kiedy śpiewano religijne pieśni i panowało tu bardziej sacrum niż profanum. Nie jest to jakieś spektakularne miejsce, ale bardziej można powiedzieć lapidarium, bo w podcieniach wystawiono to, co znaleziono np. podczas wykopalisk. Ale są też np. potężne, stare armaty oraz łoża, na których je ustawiano do strzałów. Przyjemne miejsce tym bardziej, że nie ma tu tłumów turystów. Jak widać bilet wstępu skutecznie potrafi zniechęcić 😉

Krużganki dziedzińca katedry w Rydze

Podcienia dziedzińca katedry w Rydze

Secesja w Rydze – jedna z głównych atrakcji miasta

Wiele osób mówiąc Ryga, ma na myśli secesję. I absolutnie nie będą się mylić, bo Ryga secesją stoi. Liczba nagromadzonych budynków zbudowanych w tym stylu jest doprawdy imponująca. Rzecz jasna są całe kwartały miasta, które zbudowane są dokładnie w tym stylu i prym wiedzie tu ulica Albert (po łotewsku Alberta iela) Niestety w momencie, kiedy na nią przybyłem, kilka budynków było właśnie remontowanych, zatem nie mogłem w pełni docenić zdobień i przepychu detali. Ale i tak, to co widziałem, dało całkiem duży przedsmak. Apetyt na secesję można było na szczęście zaspokoić w okolicznych uliczkach – tu wedle życzeń i upodobań, każdy może wybrać takie zdobienia, jakie lubi. Od form geometrycznych, po inspiracje roślinne. Feeria barw i kształtów. Wszystko płynie jak to w secesji 🙂 Lubię to! A tym bardziej lubię, że domy w stylu secesji są rozsiane po całej Rydze, tworząc naprawdę unikalny klimat.

 

 

Alberta iela Ryga

Jeden z domów na Alberta iela – chyba najbardziej znanej ulicy z secesją w Rydze.

Skąd jednak tyle secesji w mieście? Otóż kiedyś Ryga była czwartym co do wielkości miastem w imperium rosyjskim (po Moskwie, Sankt Petersburgu i… Warszawie). Nad powyższymi miała jednak taką przewagę, że posiadała port. A jak port to także olbrzymi przeładunek towarów pochodzących z całego imperium rosyjskiego i płynących do imperium. Tu rodziły się fortuny, tu mieszczanie posiadali pieniądze i mogli je przeznaczać na domy. Dlatego kiedy tylko na przełomie XIX i XX wieku w Europie zaczęła królować secesja, mający kontakt ze światem kupcy i przedsiębiorcy, zaadaptowali nowinkę do architektury Rygi.

Wieczór w Rydze

Nie ukrywam, że ciekawie było w Rydze wieczorem. Poszedłem pod Pomnik Wolności i pomnik jak pomnik – wysoki, majestatyczny i smutny jak to pomniki, ale park, jaki jest tuż koło niego, jest absolutnie wspaniały. Piękne kwietne kompozycje, zielona trawa dla kontrastu spowodowały, że specjalnie odwiedziłem to miejsce następnego dnia jeszcze przed jazdą na lotnisko. Wieczorem tuż obok pomnika toczyło się wesołe życie. Ku uciesze zebranych pan puszczał bańki mydlane, a dziesiątki dzieciaków ganiało dookoła starając się jak najszybciej przebić, jak największą liczbę baniek. A tuż obok, wśród kwiatów dostojnie stał piękny gmach Opery Narodowej. Fantastyczny klimat miasta i połączenie dwóch światów.

Park przy Pomniku Niepodległości w Rydze

Park przy Pomniku Niepodległości w Rydze.

Na chwilę dość miałem budynków i zabytków. Chciałem zobaczyć, jak bawi się Ryga w sobotnią noc. Po pierwsze zatem bawi się po rosyjsku, bo znakomity procent mieszkańców miasta to ludność mówiąca po rosyjsku. To pozostałość po wspomnianym wcześniej imperium rosyjskim, a potem radzieckim, kiedy Łotwa była częścią ZSRR. Nocą Ryga się bawi jak każde inne europejskie miasto. Turyści i lokalna ludność siedzą w restauracjach, młodsi okupują liczne puby, dudnią otwarte drzwi dyskotek, w których skąpo ubrane panie tańczą w klatkach i na rurach.

Bar w Rydze. Ryga nie śpi długo w noc... szczególnie weekendową noc

Bar w Rydze. Ryga nie śpi długo w noc… szczególnie weekendową noc.

Od knajpy do knajpy przechodzą wieczory panieńskie i kawalerskie. I jest nawet grono przybyszów z zagranicy, którzy specjalnie na swój wieczór kawalerski przyjechali do Rygi. Do dziś mam wyrzuty sumienia, że nie pozwoliłem panu przebranemu za pszczółkę, klęczeć przede mną i wyczyścić moich butów. Cóż, jakoś źle się czuję, kiedy klęczy przede mną facet i czyści mi szczotką buciory.

 

Ryska ulica w nocy.

Ryska ulica w nocy.

Weekend w Rydze – czy warto?

Podsumowując weekendowy pobyt w Rydze, stwierdzam, że absolutnie nie żałuję odwiedzin. Ryga ma kilka bardzo ciekawych atrakcji, fajnie jest pozwiedzać muzea, poszwendać się starymi uliczkami, zerknąć na to, co pozostało po dawnym, potężnym mieście. Ale czegoś mi w Rydze brakuje, nie czuję tu tego specyficznego ducha miejsca, który pcha mnie do eksplorowania kolejnych zakamarków, wsadzania głowy w podwórka, przechodzenia od muzeum do muzeum. Rzuciłem okiem na kamienice Trzech Braci, pochodziłem po halach targowych, jechałem na ryski Pałac Nauki, poszedłem nawet na wyspę, by obejrzeć drewniane domki, ale wciąż nie uważam, że Ryga to miasto, do którego chce się wrócić. Ot, miasto na jeden dzień, bo w niedzielę, postanowiłem pojechać nad morze.Dlatego, że nie miałem pomysłu, co jeszcze powinienem zobaczyć…

 

Share Button
Paweł Osmólski
Amator podróży do Azji, którego wspomnienia zostały gdzieś na szlaku w Nepalu na ławeczce pod chałupą jednego chłopa. Kiedyś będę tam musiał wrócić i zabrać je do domu :) Preferuję samotne wyjazdy, bo tylko wtedy w drodze spotyka się najciekawszych ludzi. W czasie wolnym od pracy i podróży zapalony degustator piwa.

Fatima – pielgrzymki, wiara, nadzieja, sacrum i profanum

Previous article

2 comments

  1. Ja byłem w Rydze w zeszłym roku, ale tylko przejazdem. Uważam, że to naprawdę ciekawe miejsce. Zamierzam tam wrócić z drugą połówką choćby na weekend. Uważam, że 2 dni to optymalna długość takiego city break’a.

  2. Nie byłam w Rydze więc o tym, czy miasto ma duszę, nie wypowiadam się. Jednak sama relacja – świetna a bogata 🙂 – zachęciła mnie do odwiedzenia Rygi. Może mi uda się złapać “bakcyla”, poczuć to coś i będę chciała tam wracać? Warto chyba poświęcić weekend, by to sprawdzić 🙂

Leave a reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.