Home » Europa » Bałkany » Jezioro Szkoderskie. Rejs po szuwarach obserwując pelikany
Zamek Grmožur na Jeziorze Szkoderskim
Zamek Grmožur na Jeziorze Szkoderskim

Jezioro Szkoderskie. Rejs po szuwarach obserwując pelikany

Jezioro Szkoderskie, ileż razy je widziałem! Ale jakoś nigdy nie miałem okazji, by zapoznać się z nim bliżej. Dlatego przy tej wizycie w Czarnogórze postanowiłem, że rejs po Jeziorze Szkoderskim będzie moim celem. Dlatego przyjechałem do Virpazaru.

Virpazar to główna miejscowość wypadowa jeśli chcemy wypłynąć na jezioro Szkoderskie – oczywiście od strony Czarnogóry. Tu chyba każdy gospodarz ma łódkę i trudni się obsługą turystów. Cóż, niestety ponownie nie dane mi było zrealizować swojego marzenia o popływaniu po okolicznej wodzie w takich warunkach, jakie bym chciał. Na czas mojej wizyty w Czarnogórze nagle zmieniła się pogoda i po prostu zaczął lać deszcz. Ale deszcz czy pogoda, jeśli już dotarłem nad jezioro, zagryzłem zęby i wypłynąłem. Rzecz jasna nie sam, bo rejs zorganizowałem sobie przez gospodarzy domu, u których spałem. Mówiłem, że tu chyba każdy trudni się obsługą turystów?

Most Turecki w Virpazar
Most Turecki w Virpazar – tu zaczyna się rejs po Jeziorze Szkoderskim.

Ustaliłem cenę (20 euro za godzinę) i wypłynęliśmy. Nawet nie wiecie, jak bardzo tęskniłem za niebieskim niebem i delikatnym wiaterkiem znad jeziora. Niestety niebo nad Jeziorem Szkoderskim miało kolor ołowiu, nad okolicznymi górami przetaczały się chmury, a wiatr zamiast przyjemnie chłodzić, po prostu mroził. Porządna kurtka typu windstoper była jak znalazł. Z gospodarzem ustaliłem, że mam ochotę popływać dwie godziny i zobaczyć w tym czasie maksymalnie dużo. Dotrzymał słowa!

W planie miałem dwa punkty, które oglądałem od kilku lat na Google Maps. Pierwszy widziałem nawet na żywo, kiedy jechałem koleją do Baru. Miejscowości w Czarnogórze, a nie miejsca, gdzie pije się piwo 🙂 Wtedy z okien widziałem ruiny zamku. Bardzo, ale to bardzo chciałem go obejrzeć z bliska. Drugim miejscem, była wyspa na jeziorze z ponurym zamczyskiem, a w zasadzie dawnym więzieniem. Ale o tym za chwilę. Teraz wypłyńmy na jezioro!

Łódka na Jeziorze Szkoderskim
Łódka z turystami na Jeziorze Szkoderskim. Co ciekawe, to tu pływają raczej małe łódeczki niż wielkie wycieczkowce.
Szuwary na Jeziorze Szkoderskim
Szuwary na Jeziorze Szkoderskim

Rejs łodzią po Jeziorze Szkoderskim

Wierzcie mi, że prywatna łódka to kapitalna przyjemność. Tym większa, im częściej pływacie z wycieczkami i wiecie, jak ciężko wtedy o dobre zdjęcie oraz o spokojne podziwianie przyrody. Tym razem przeszkadzać mogło tylko zimno, zasnute chmurami niebo i warkot silnika. Na szczęście chwilowo nie padało.

Najpierw płyniemy w kierunku mostu, którym jedzie się do Virpazaru z Podgoricy, zresztą, tędy też przebiega nie tylko kolej, ale również jezdnia. To właśnie z tej trasy widziałem Fort Lesendro, ale zanim do niego dopłyniemy, mam chwilę, by podziwiać brzegi jeziora i przyrodę, która nie próżnuje. Koło mnie, tysiącami wręcz tuż ponad taflą wody latają jaskółki, starające się złapać, jak najwięcej owadów. Troszkę dalej pływają perkozy, strasznie są płochliwe, bo jak tylko nasza łódka zbliża się na taką odległość, że dałbym radę robić zdjęcie, te od razu nurkują i tyle je widzę, a mój “kapitan łódki śmieję się ze mnie”. Perkoza widać, widać i w ciągu momentu nagle znikają. Jeszcze dalej, na drzewach, siedzą dostojnie kormorany. A z rzadka przemyka majestatycznie pelikan.

Kormorany na Jeziorze Szkoderskim
Kormorany na Jeziorze Szkoderskim.

Fort Lesendro

Łódka sunie po otwartej tafli jeziora, ale za chwilę wpływamy w miejsca bardziej zarośnięte. Tu doskonale widać, jaki na co dzień ruch panuje na jeziorze, bo wśród roślin wyraźnie odcięta jest droga wodna. Przepływające łodzie, nie pozwalają przesmykowi zarosnąć. Takich miejsc na Jeziorze Szkoderskim jest więcej. Wreszcie jest! Fort Lesendro! Kolejne marzenie się spełniło… Mój przewoźnik zwalnia, bym mógł lepiej podziwiać fort i spokojnie porobić zdjęcia. Potężna to forteca i podobno od środka robi jeszcze większe wrażenie, ale o tym mam nadzieję przekonać się podczas innego wyjazdu do Czarnogóry.

Fort Lesendro na Jeziorze Szkoderskim
Fort Lesendro na Jeziorze Szkoderskim

Fort został zbudowany na wyspie w 1832 roku i powstał jako ochrona przed tureckimi atakami oraz jako miejsce, z którego można było kontrolować jezioro, zapewniając bezpieczeństwo okolicznym rybakom. Forteca, pomimo tego, że usytuowano ją na wyspie, została jednak przez Turków zdobyta. Wszystko przez to, że król wraz z wojskiem udał się na pomoc Hercegowinie, a w zamku pozostało zaledwie 20 osób załogi. Cóż, nie zdołali odeprzeć ataku. Czarnogóra odzyskała twierdzę w roku 1878. Nie spełniała już jednak swojej funkcji, bo w wyniku Konferencji Berlińskiej Czarnogóra odzyskała niepodległość i na początku XX wieku zamek został opuszczony. Od tego czasu popada w ruinę.

Zamek Grmožur czyli więzienna wyspa pelikanów

Znów przepływamy z moim gospodarzem pod mostem i teraz płyniemy w kierunku kolejnej atrakcji Jeziora Szkoderskiego czyli położonej na wyspie fortecy Grmožur. Zanim jednak tam docieramy, odbijamy gdzieś w boczny kanał jeziora, bo jak mi tłumaczy mój przewoźnik, musi podpłynąć do sklepu. Cóż, myślę sobie, że może przy okazji chce zrobić zakupy. I okazuje się, że i owszem, poszedł na zakupy, ale celem było kupno piwa. Dla siebie jedno i dla mnie drugie, bo jak powiedział, przy czymś do picia lepiej się pływa. Powiedzenie, że “rybka lubi pływać” na Jeziorze Szkoderskim nabiera nowego znaczenia 😉

Zamek Grmožur na Jeziorze Szkoderskim
Zamek Grmožur na Jeziorze Szkoderskim.

Płyniemy zatem spokojnie do wyspy z twierdzą, czy też raczej więzieniem, bo takie było przeznaczenie fortecy Grmožur. Legenda głosi, że osadzano tu tylko tych więźniów, którzy nie umieli pływać. A do pilnowania zatrudniano takich samych strażników. Miało to gwarantować, że zarówno strażnicy nie zdezerterują, jak i więźniowie nie uciekną. Podobno tylko raz przydarzyła się brawurowa ucieczka na… drewnianych drzwiach! Wieść gminna niesie, że strażnik, który na nią pozwolił i nie dopilnował więźnia, musiał za karę odsiedzieć jego wyrok. Podobno…

Dziś na wysepce Grmożur nie ma już ludzi, a w całości została ona przejęta przez przyrodę. Kiedy podpływamy do wyspy ze zdumieniem spostrzegam, że bytują na niej dziesiątki pelikanów! Niesamowity to widok, wierzcie mi! Chyba to samo twierdzi mój przewoźnik, bo z zachwytem macha ręką w kierunku ptaków. Ale też nie chce ich spłoszyć, zatem okrążamy to miejsce w pewnej odległości. Dziesiątki ptaków na zawalonych budynkach i pobliskich kamieniach, które wystają z wody. Ech, jak pięknie by to wyglądało w słońcu!

Pelikany na Jeziorze Szkoderskim
Pelikany na Jeziorze Szkoderskim

Znów płyniemy, tym razem wracamy już do Virpazaru, ale ponownie przez jakieś szuwary i krzaki. Gospodarz wyraźnie wie, po co przypływają tu turyści, że liczy się dla nich jezioro i przyroda. To nawet ciekawe, bo jeszcze do niedawna kiedy lokalna ludność trudniła się rybołówstwem, zwalczali oni pelikany jako konkurencję i szkodniki. Dziś są zachwyceni, mogąc pokazać turyście tego ptaka, bo przecież także i one powodują, że przyjeżdża ich tu więcej i więcej. A turysta to pieniądz! Jak to ciekawie plotą się losy…

A Virpazar? To następnym razem

Virpazar w swej zachmurzonej krasie. Mam nadzieję, odwiedzić wioskę, kiedy będzie słonecznie.
Virpazar w swej zachmurzonej krasie. Mam nadzieję, odwiedzić wioskę, kiedy będzie słonecznie.

I miałem jeszcze ochotę pozwiedzać Virpazar, zobaczyć, jakie ma atrakcje. Chciałem pójść do górującego nad wioską zamku, miałem ochotę przejść się wzdłuż jeziora, myślałem o podjechaniu pociągiem jednej stacji, by zobaczyć i eksplorować zamek, który widziałem z okien. Wiele miałem planów, ale zaczął lać deszcz. Nie padać, lecz lać, ściana wody z nieba. Jedyne na co miałem wielką nadzieję, że w najbliższych dniach przejdzie, bo przecież miałem jeszcze jechać znów do Kotoru, do Herceg Novi i dalej. Cóż, pozostało mi tylko pójść do pobliskiej restauracji, by coś zjeść. Okazało się przy okazji, że nie byłem jedynym Polakiem na sali, z okazji długiego majowego weekendu rodaków w Czarnogórze pojawiło się wielu.  Kto wie, może i my, Czytelniku, się kiedyś spotkamy gdzieś na trasie?

About Paweł Osmólski

Amator podróży do Azji i po Europie Wschodniej, a szczególnie po Bałkanach. Jakoś tak mam, że marzenia same mi się nie spełniają, zatem robię wszystko, by je spełnić. Preferuję wyjazdy w pojedynkę, bo tylko wtedy w drodze spotyka się najciekawszych ludzi. Nie zawsze miłych, ale tylko tak można poznać prawdziwą twarz danego kraju. Wolę brudną prawdę niż lukrowane opowieści o jednorożcach. Dlatego moje opisy są czasami do bólu szczere ale zawsze prawdziwe. Dużo pracuję, w czasie wolnym piszę tego bloga i szukam najlepszego piwa na świecie :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.