Home » Europa » Bałkany » Zatoka Kości czyli rekonstrukcja wioski blisko Ochrydy
Widok na osadę Zatoka Kości w Macedonii
Widok na osadę Zatoka Kości w Macedonii

Zatoka Kości czyli rekonstrukcja wioski blisko Ochrydy

Zatoka Kości, czyli zrekonstruowana wioska blisko Ochrydy jest miejscem, o którym w sumie nie wiem, co myśleć. Z jednej strony niby fajnie, że jest, a z drugiej to wioska, która przypomina mi najbardziej osadę Asterixa 🙂 

Spacerując po platformie Zatoki Kości

Zatoka Kości to fantazja na temat wioski zbudowanej tu na drewnianych palach wbitych w dno Jeziora Ochrydzkiego 1200 lat przed naszą erą. Wioska była nie byle jaka, bo prehistoryczna osada zajmowała przestrzeń 8500 metrów kwadratowych. Aby ją zbudować w dno wbito około 10 000 pali. Potężna liczba – szczególnie jak na tamte czasy! Osada stała w tym miejscu kilkaset lat, bo aż do 700 roku przed naszą erą. Ale może była to nie tyle osada, co jak na ówczesne warunki potężne miasto. W końcu świat ponad trzy tysiące lat temu zamieszkany był przez garstkę ludzi, w porównaniu z dzisiejszą populacją.

Osada Zatoka Kości w Macedonii
Osada Zatoka Kości w Macedonii. Dziś przez zrekonstruowany pomost wlewają się turyści, kiedyś chronił on przed napadami wrogów.

Zatoka Kości… nazwa jest oczywiście wymyślona i wzięła się od wykopalisk archeologicznych, które ujawniły w tym miejscu liczne kości, zanurzone w wodzie, czy też raczej w mule dennym. Nie ma się czemu dziwić, bo zamieszkujący drewniane platformy ludzie przez te setki lat wyrzucali do wody kości, a także uszkodzone naczynia. Sporo się ich tam zebrało, a że niejako przy okazji woda całkiem nieźle konserwuje, to część  artefaktów przetrwała do dzisiejszych czasów.

Dlaczego twierdzę, że Zatoka Kości jest dość kuriozalnym miejscem? Ano dlatego, że przypomina skrzyżowanie scenografii filmów z Indianą Jonesem z naszym wyobrażeniem, jak taka osada mogła wyglądać. Wybaczcie, ale nie umiem inaczej zareagować np. na czaszki zwierząt wiszące na niektórych domach. W środku domostw są wysłane słomą oraz skórami zwierząt posłania czy też raczej barłogi. Uzupełnieniem są paleniska, wiklinowe zagrody dla zwierzaków domowych oraz przedmioty codziennego użytku. Do kompletu brakowałoby tu jakiegoś szamana, biegającego z grzechotką. Ale by rzeczywiście ocenić jak dziwnie tu jest, musielibyście do Zatoki Kości po prostu przyjechać, to trzeba poczuć, a nie przeczytać 🙂

Czaszka zwierzęcia przed zrekonstruowanym domem w Zatoce Kości w Macedonii
Czaszka zwierzęcia przed zrekonstruowanym domem w Zatoce Kości. Brakuje jeszcze Indiany Jonesa, który z batem w ręku wyłoniłby się z chaty.
Dom w Zatoce Kości
Kolejny dom w zrekonstruowanej osadzie z czaszką na ścianie. Ciekawe, czy dawni mieszkańcy osady też tak przyozdabiali domy, czy to nasza fantazja o tym, co kiedyś mogli uważać za ozdoby.

Archeologiczne odkrycia i analizy dowodzą, że dawne miasto położone było na wspomnianej wyżej ogromnej platformie, a z lądem połączone było drewnianym  mostem. Jak się łatwo domyślić, ułatwiało to obronę przed wrogami z lądu. Niebezpieczna to musiała być okolica, jeśli ówcześni mieszkańcy zdecydowali się na wysiłek wbijania w dno jeziora dziesięciu tysięcy pali, zamiast zamieszkać jak (nomen omen) ludzie w grodzie zbudowanym na ziemi. Przypuszcza się, że dawniej było tu około 60 budynków, dziś odtworzono 24 z nich, by dały wyobrażenie o dawnej świetności. I ponieważ platforma była na palach, a dopiero na niej budowano, to kształt domów też jest raczej przypuszczeniem niż pewnymi danymi.

Okrągły dom w Zatoce Kości
Okrągły dom w Zatoce Kości. Większość co prawda jest kwadratowa, ale kilka stanowi wyjątek.

Kolejną atrakcją tego miejsca, rzecz jasna również rekonstruowaną, są rzymskie fortyfikacje, które odtworzono na wzgórzu nad osadą. Do nich niestety nie dotarłem, bo czas był limitowany, z racji opływającego statku. Za to wyrobiłem się na szybko spojrzeć na funkcjonujące na lądzie małe muzeum, w którym eksponowane są wykopaliska z dna jeziora – naczynia, kości i drewno, które przetrwało zakonserwowane przez wodę i muł.

Niestety na zwiedzanie całości miałem tylko niecałe 25 minut, bo statek, którym przypłynęliśmy tu z Ochrydy, zacumował tylko na tak krótki czas. Niestety to zdecydowanie za mało, by poczuć ducha miejsca, by zajrzeć w każdy zakamarek i zajść do wspomnianych rekonstrukcji fortyfikacji rzymskich. Tego żałuję najbardziej, bo ze wzgórza na pewno jest magiczny widok na Jezioro Ochrydzkie. Czasu wystarczyło jeszcze tylko na szybkie wejście do małego muzeum, gdzie w gablotach wystawiono wszystko to, co udało się odnaleźć na dnie pod osadą. W tym pozostałości kilkutysięcznych pali, jakie o dziwo w wodzie przetrwały do dziś!

A wracając na pokład statku, po raz kolejny utwierdziłem się w poglądzie, że podróże na własną rękę, bez uzależnienia od kogokolwiek czy czegokolwiek zewnętrznego, to jest to, co najbardziej lubię. Nawet jeśli jest to rejs, gdzie na własną rękę płynę do klasztoru świętego Nauma. Ale to zupełnie inna historia, o niej innym razem w innym artykule.

About Paweł Osmólski

Amator podróży do Azji i po Europie Wschodniej, a szczególnie po Bałkanach. Jakoś tak mam, że marzenia same mi się nie spełniają, zatem robię wszystko, by je spełnić. Preferuję wyjazdy w pojedynkę, bo tylko wtedy w drodze spotyka się najciekawszych ludzi. Nie zawsze miłych, ale tylko tak można poznać prawdziwą twarz danego kraju. Wolę brudną prawdę niż lukrowane opowieści o jednorożcach. Dlatego moje opisy są czasami do bólu szczere ale zawsze prawdziwe. Dużo pracuję, w czasie wolnym piszę tego bloga i szukam najlepszego piwa na świecie :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.