AlbaniaBałkanyEuropa

Trekking w Górach Przeklętych w Albanii

0
Góry Przeklęte o poranku - biel nielicznych chmur, szarość gór, błękit nieba, zieleń chmur... czego więcej potrzeba do szczęścia?
Góry Przeklęte o poranku - biel nielicznych chmur, szarość gór, błękit nieba, zieleń chmur... czego więcej potrzeba do szczęścia?

Trekking w Górach Przeklętych w Albanii pozwala uciec od cywilizacji. Podczas całego dnia trekkingu na Maja Rosit spotkałem chyba 7 osób. A widziałem dwie gdzieś tam w oddali. W górach w Albanii króluje przyroda i spokój. Ale co zaskakujące, szlaki są dobrze oznaczone!  

Trekking w Górach Przeklętych w Albanii

Rano była świetna pogoda! Cel na dziś Maja e-Rosit, 2522 metry nad poziomem morza. Znów najpierw do Quku Valbone, potem przez wieś, przed szkołą w prawo, przez rzekę, obok szkaradnie zielonego domu i oto można zagłębić się w dziką, czystą przyrodę Albanii. Tylko ja i ona. Oko w oko. Rześki poranek osładzany śpiewem ptaków i dźwiękiem osuwających się spod butów kamieni. Gęsto usytuowane czerwone znaki tuż obok szlaku wskazują, że jestem we właściwym miejscu. Właściwie do samego końca, aż na szczyt znaczki prowadzą jak po sznurku.

Początkowy odcinek szlaku na Maja e Rosit - Góry Przeklęte w Albanii

Początkowy odcinek szlaku na Maja e Rosit – Góry Przeklęte w Albanii

Marsz w cieniu drzew, wśród mchu i paproci, po czytelnym szlaku. Szlaku na którym jestem sam, nie licząc pewnej przygarbionej, tutejszej starowinki, która powoli, ale konsekwentnie wspinała się po zboczu stromej łąki. Jeszcze tylko kawałek po brzegu i białych kamieniach małego strumyka i jestem w małej wiosce. Ułożone w specyficzne stogi, suszy się siano, pole warzyw strzeżone jest przez własnoręcznie zrobiony płot. Gdzieś dalej, uwiązane pasą się dwa konie. Nie wiem, kiedy ostatnio w Polsce widziałem konie na łące czy w zagrodzie. A nad całą doliną magiczne i majestatyczne Góry Przeklęte z bielą pod szczytami. Ale to nie jest śnieg, to drobne, białe kamyki. Dookoła tylko biel szczytów, szarość skał i zieleń łąk. Jeśli miałbym ochotę, tu mogę uzupełnić zapasy wody. Jest wszystko, czego potrzebuję.

Charakterystyczne stogi siana w Górach Przeklętych w Albanii

Charakterystyczne stogi siana w Górach Przeklętych w Albanii

Czas nagli, bo do szczytu wciąż daleko, do szczytu Maja Rosit, z którego chcę spojrzeć na Dolinę Valbony. Nagle zwalniam kroku z niedowierzaniem, bo okazuje się, że przede mną, na łące z przepięknym widokiem na góry siedzi człowiek i czyta książkę. Nie wiem, czy w takich warunkach byłbym w stanie skupić się na tym, co czytam. Tu jest tak pięknie, że wzrok sam chce chłonąć te widoki, on jednak czyta, pewnie już się napatrzył. Zapewne tak jest, bo mówi, że mieszka w tej osadzie, którą przed chwilą minąłem, siedzi tu już kilka dni i po prostu cieszy się przyrodą. A jest czym się napawać.

Kończy się delikatne podejście, teraz zaczyna się stromy odcinek. Metr za metrem, w cieniu drzew, przez pola paproci, skrajem lasu, przez górskie łąki pnę się powoli do góry. Słońce zaczyna powoli chować się za chmurami, to dobrze, lepiej się chodzi, kiedy nie jest tak gorąco. Robię postoje, bo i owszem można przez Góry Przeklęte gnać jak wicher, byle wyżej i zaliczać miejsca, ale ja do Albanii przyjechałem po to, by cieszyć się nieskażoną jeszcze przyrodą, a nie robić wyścigi. Jeśli chodzicie po górach, wiecie jak dobrze smakuje kromka suchego chleba zabrana ze śniadania popijana coca-colą. 🙂

Czysty cukier, którego tak domaga się organizm. Wszyscy mają coś dla siebie, organizm paliwo, a ja cudny widok górskich łąk przechodzących w surowe szczyty. Za to kocham góry. Wszystkie! I Albańskie Alpy nie są wyjątkiem, radość mam tym większą, że dawno nie chodziłem po tak pięknych okolicach. Kiedy w czerwcu chciałem pochodzić po Tatrach na Słowacji właśnie załamała się pogoda :/ Teraz sobie odbijam.

Górskie łąki w Górach Przeklętych. A z łąk słychać dalekie pobrzękiwania dzwonków. To od pasących się na zboczach krów.

Górskie łąki w Górach Przeklętych. A z łąk słychać dalekie pobrzękiwania dzwonków. To od pasących się na zboczach krów.

Szczyt w Górach Przeklętych - Trekking na Maja Rosit

Szczyt w Górach Przeklętych – Trekking na Maja Rosit

Trekking na Maja Rosit

Coraz wyżej, skończyła się już linia drzew, zaczynają się górskie krzaki i łąki. Na jednaj z nich stoi coś, co od biedy można uznać za nie tyle schronisko, co górski punkt zaopatrzenia. Mieszkająca tu para staruszków sprzedaje słodkie napoje, colę i jakieś ciastka. Obok można rozbić namiot. Jeden właśnie stoi. Okazuje się tylko, że dawno nie padało i górski potok, z którego gumowym wężem dostarczana jest woda, nie płynie. Nie mam zatem możliwości uzupełnienia wody w butelce. Odmawiam grzecznie kupna piwa, bo w górach nigdy nie piję alkoholu i idę dalej. Jest coraz później, a do szczytu jeszcze daleko.

Słońce gdzieś się schowało, wiatr się wzmaga i gdyby nie windstoper, byłoby chłodno. Idę. Podejścia są coraz bardziej strome, coraz więcej trawersów, ale można też podziwiać mikroprzyrodę. W zacisznych zagłębieniach uwijają się motyle przeskakujące z kwiatka na kwiatek, pomagają im brzęczące, większe zapylacze. Ze ścieżki uciekł mi szybko jakiś wąż, zaskoczony moim pojawieniem się nie mniej, niż ja jego obecnością.

Przyroda Gor Przekletych

Dzika przyroda w dzikich górach. W Albanii jest jej jeszcze sporo. Im wyżej i bardziej niedostępnie, tym jej więcej.

Dochodzę do kluczowego miejsca. Z niego można zejść w kierunku Czarnogóry, ale można też wejść na Maja e-Rosit. Wystarczy tylko pokonać bardzo strome podejście, a potem to już będzie łatwizna. Zaskoczeniem są dla mnie trzy wielkie turystyczne plecaki, zostawione tu samopas. Rozglądam się i szukam ich właścicieli. Dopiero po dłuższej chwili ich namierzam, kiedy słyszę z góry odległe głosy. Trzy małe kolorowe postacie schodzą właśnie z góry w moim kierunku, a ja wyruszam im naprzeciw.

To Bułgarzy, którzy jak się okazuje schodzą w kierunku Czarnogóry. Długa droga przed nimi, a plecaki nie przyspieszą marszu. Rozsądnie zostawili je, a szczyt postanowili zdobywać bez obciążenia. Mądrze i cwanie!!! Rozsądnie, bo na tym szlaku prawie nie ma ludzi. Oni byli tak samo zdziwieni moją obecnością, jak ja ich. Tu nikt nie okradnie, bo złodziejom nie chce się męczyć i wchodzić tak wysoko. Zresztą po co? Po śmierdzące, zużyte skarpetki i stosy niewypranych majtek i koszulek? 😉

Widoki podczas trekkingu w Górach Przeklętych

Widoki podczas trekkingu w Górach Przeklętych

Burza w Górach Przeklętych

I wszystko byłoby idealnie, bo pokonałem już strome podejście, pot leje mi się po plecach, oddech powoli się wyrównuje. Szczyt jest w zasięgu wzroku. To może 500 metrów! Najpierw w lewo, potem szczytem grani w prawo i będę na miejscu. Na twarzy gości uśmiech tryumfu, który po chwili zamienia się w grymas strachu i małego przerażenia. Oto z oddali słyszę wyraźny odgłos grzmotu. Przetacza się jeszcze cichy, ale wyraźny, doniosły na tle idealnej ciszy, która panuje na tej wysokości. Cisza przed burzą nabiera nowego znaczenia. Nigdy jeszcze nie złapała mnie w górach burza.

Trekking w górach Przeklętych w Albanii. Na zdjęciu szlak wiodący z Maja Rosit w kierunku Doliny Valbony

Trekking w górach Przeklętych w Albanii. Na zdjęciu szlak wiodący z Maja Rosit w kierunku Doliny Valbony

Szybko myślę co robić. Mogę być ryzykantem i chojrakiem. Mogę spróbować dobiec do szczytu, przecież już nie jest stromo, to zajmie kilka minut. Ale rozsądek bierze górę. Z górami nie ma żartów i nie ma nic bardziej głupiego, niż dać się złapać burzy będąc na szczycie góry. Podejmuję decyzję, że nie będę ryzykował, zaczynam wyścig z czasem. Chcę zejść tak nisko, jak się tylko da i znaleźć jakieś schronienie. Zminimalizować ryzyko trafienia przez pioruny, które za kilka, kilkanaście minut będą waliły w “mój” i okoliczne szczyty.

Po górach nie należy biegać, ale serio przebieram nogami tak szybko, jak to tylko możliwe, strach dodaje nadzwyczajnej lotności. Schodząc z Maja e-Rosit przypominam sobie wszystkie zagłębienia, które mijałem po drodze i w których ewentualnie mógłbym się ukryć. Nagle dostrzegam obok siebie głęboką półkę skalną. Taką, pod którą można wpełznąć i skryć się w całości, tu nawet zacinający deszcz nie powinien mnie zmoczyć. Biorę zatem kije trekkingowe i walę w skały, upewniając się, że żaden wąż nie postanowił schować się tu przed burzą tak jak i ja. Wpełzam pod półkę i czekam.

Półka skalna pod którą schowałem się przed burzą

Półka skalna pod którą schowałem się przed burzą. Może nie było tam zbyt wygodnie, ale na głowę nie kapało, przed wiatrem chroniło, a dodatkowo zabezpieczało przed piorunami.

Chmury burzowe nachodzące nad Góry Przeklęte.

Chmury burzowe nachodzące nad Góry Przeklęte.

Po 10 minutach dookoła mnie jest ściana deszczu, chmury zaciągają cały horyzont i chwilami nie widzę wiele. I tak jak się spodziewałem, pioruny walą co chwila w okoliczne szczyty, od błysku do grzmotu nie upływa wiele czasu. W pamięci liczę ile to metrów ode mnie i jestem szczęśliwy, że udało mi się znaleźć schronienie. Chodziłem już mnóstwo razy po różnych górach, ale burza z deszczem złapała mnie pierwszy raz dopiero tu, w Albanii.

Góry Przeklęte, teraz o wiele bardziej rozumiem tę nazwę. Ostatni raz uciekałem przed burzą śnieżną, kiedy byłem w Nepalu i szedłem do Pierwszej Bazy Annapurny (Annapurna Base Camp). Wtedy też grzmoty i świadomość, że jestem ostatnią osobą, która tu dzisiejszego dnia idzie, przydała mi nadzwyczajnej energii. Tym razem było podobnie.

Góry Przeklęte - szlak na Maja e-Rosit

Góry Przeklęte – szlak na Maja Rosit

Jeszcze chwilę myślę, czy atakować szczyt ponownie, czy jednak zacząć schodzenie. Wybieram drugą opcję, bo wolę nie ryzykować wspinaczki po śliskich kamieniach. Chmury powoli się rozwiewają. Za ponad godzinę wyjdzie nawet słońce. Wysokie góry milczą, słyszę tylko swój oddech i kroki. Osiągam linię lasu, gdzie spotykam jakąś parę. Pytają mnie o to, ile jest do tej chatki krytej blachą, w której chciałem uzupełnić wodę. Rozmawiamy i od słowa do słowa dowiaduję się, że chcieli iść wyżej, ale ta burza ich zniechęciła. Patrzą na mnie troszkę inaczej, kiedy dowiadują się, że podczas burzy byłem prawie na szczycie.

A potem wyszło słońce i znów było tak pięknie, że strach sprzed kilku godzin ustąpił miejsca zachwytowi.

Szlaki w Górach Przeklętych są puste i dość dobrze oznakowane. Zgubienie się nam nie grozi!

Szlaki w Górach Przeklętych są puste i dość dobrze oznakowane. Zgubienie się nam nie grozi!

Góry Przeklęte! Wrócę do was jeszcze, bo Dolina Valbony jest przepiękna i tyle tu jeszcze szlaków do obejrzenia. Nie tylko szlak do Theth, którym będę szedł jutro i który jest już jednak dość turystyczny. Jutro okaże się, że spotkam na nim może nawet ponad 50 osób. Ale niewiele więcej…

Paweł Osmólski
Amator podróży do Azji i po Europie Wschodniej, a szczególnie po Bałkanach. Jakoś tak mam, że marzenia same mi się nie spełniają, zatem robię wszystko, by je spełnić. Preferuję wyjazdy w pojedynkę, bo tylko wtedy w drodze spotyka się najciekawszych ludzi. Nie zawsze miłych, ale tylko tak można poznać prawdziwą twarz danego kraju. Wolę brudną prawdę niż lukrowane opowieści o jednorożcach. Dlatego moje opisy są czasami do bólu szczere ale zawsze prawdziwe. Dużo pracuję, w czasie wolnym piszę tego bloga i szukam najlepszego piwa na świecie :)

Comments

Leave a reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.