EuropaPolska

Weekend w Lublinie. Mieście pełnym atrakcji

0

Do Lublina mam sentyment, chociaż bywałem tu rzadko. Rzadko, jak na kogoś, kto mieszkał 100 km od tego miasta. Za młodu nie zwiedziłem miasta, zaś atrakcje turystyczne Lublina były mi obce. I było tak aż do września pierwszego roku pandemii. 

To troszkę dziwne, bo do szkoły średniej chodziłem w miasteczku w województwie lubelskim. Większość kolegów i koleżanek poszła studiować właśnie do Lublina. Mnie zawsze niosło do Warszawy. Zatem skoro nie na studia, to któregoś dnia wsiadłem w pociąg i po prostu pojechałem do Lublina na weekend. Pozwiedzać atrakcje i napić się piwa, bo nic nie poradzę, że Browar Zakładowy pochodzący z okolic (Poniatowa) jest jednym z moich ulubionych. Tyle wtrętów z prywatnego życia. A teraz czas wyjść na ulicę i pozwiedzać! Chociaż patrząc chronologicznie, to zwiedzanie zacząłem od skansenu czyli Muzeum Wsi Lubelskiej. Tak, do skansenów też mam coraz większą słabość.

Na dziedzińcu zamkowym w Lublinie

Na dziedzińcu zamkowym w Lublinie

Lublin żyje cały dzień (i noc)

Opowieść o Lublinie zacznę od środka, bo na opis tego, co warto zwiedzić i jakie są atrakcje turystyczne – na to przyjdzie czas. Bo mnie miasto zafascynowało tym, że żyje. Ok, przyjechałem w ciepły sierpniowy weekend, na pewno pełno tu było turystów, ale równie wielu miejscowych. I nie chodzi mi tylko o teren Starego Miasta, bo przyznam, że wieczorem specjalnie poszedłem poza tradycyjne turystyczne centrum. Odwiedziłem Wielokaran, czyli wspaniały pub Browaru Zakładowego. I to miejsce też było pełne, a im dalej w noc, tym więcej osób przychodziło.

Noc w Lublinie. W sierpniu tłumy siedzą w knajpkach do późnych godzin nocnych

Noc w Lublinie. W sierpniu tłumy siedzą w knajpkach do późnych godzin nocnych

Chociaż i tak najwięcej osób było w tej tradycyjnej, starej części miasta. Tłumy ludzi, przechadzające się po ulicach. Siedzące w restauracjach i pubach, pijące kawę, jedzące lody i kolacje. Aż korciło mnie, by zachodzić do wszystkich możliwych knajpek, które widziałem. Ale ponieważ mam słabość do craftowego piwa, zaszedłem do knajpy U Fotografa. Tu na tyłach znajduje się fantastyczny ogródek, w którym można usiąść wygodnie na leżaku i porozmawiać lub słuchać muzyki.

Carnaval Sztukmistrzów

Carnaval Sztukmistrzów to w mojej ocenie najbardziej znana marketingowa marka Lublina. Przez kilka dni miasto staje się wielkim happeningiem. Nie wiem nawet jak to dobrze określić, bo przyznaję, że nigdy nie brałem udziału w wydarzeniu. Widziałem tylko mnóstwo zdjęć i filmików. Carnaval Sztukmistrzów to mnóstwo wydarzeń ze sztuki cyrkowej, sztuki alternatywnej, ulicznych artystów, szczudlarzy linoskoczków i wszystkiego co z taką ludyczną sztuką się kojarzy. 
Powiem uczciwie, że mam coraz większą ochotę poczuć tą atmosferę na własnej skórze. Spójrzcie sami na ten film.

Bo przedsmak tego wydarzenia właściwie ciągle wisi w powietrzu. Dosłownie! Oto na ulicy Grodzkiej na linie balansuje nietypowa rzeźba Szukmistrza z Lublina! Oczywiście jest to nawiązanie do postaci z książki o tym samym tytule napisanej przez noblistę Izaaka Bashevisa Singera. Podczas festiwalu w powietrzu na cienkiej linie balansują prawdziwi akrobaci. 

Sztukmistrz z Lublina. DZień i noc instalacja balansuje na linie nad głowami przechodniów

Sztukmistrz z Lublina. Dzień i noc instalacja balansuje na linie nad głowami przechodniów

Fontanna i legenda o czarciej łapie 

W sezonie letnim na Placu Litewskim przy fontannie odbywa się pokaz z rodzaju światło i dźwięk. Lasery rysują na wodnej mgiełce barwne postacie, a z głośników wybrzmiewa opowieść. A czy może być coś bardziej lubelskiego niż słynna opowieść o czarciej łapie? I przez kilkanaście minut słuchamy opowiadania i oglądamy kontury postaci wyświetlanych nad lustrem wody. W skrócie legenda brzmi tak:  

Pewne biedna wdowa nie chciała sprzedać swego majątku szlachcicowi. Ten oferował jej skandalicznie niską kwotę za jej majątek. Dlatego by pozbyć się kobiety ten za pomocą swych sług podpalił jej chatę. Kobieta poszła ze sprawą do lubelskiego sądu. Sędziowie zostali jednak przekupieni przez oskarżonego. Tak świadkowie, którzy zeznawali przeciw wdowie. Wyrok zapadł, a jego sentencja brzmiała, że skarżąca sama podpaliła swój dom. Kobieta w geście rozpaczy wykrzyczała, iż “Nawet diabli wydaliby sprawiedliwszy wyrok!”

Pokaz światło i dźwięk oraz legenda o czarciej łapie

Pokaz światło i dźwięk oraz legenda o czarciej łapie

I oto w nocy zaczęły dziać się rzeczy niespotykane. Pod Trybunał Koronny podjechały karoce, z których wysiadły tajemnicze postacie. Otworzyli zamknięty na cztery spusty gmach, weszli do sali sądowej i wznowili proces. Przedstawili dowody, przywołali zeznania obydwu stron i zasądzili wyrok. Tym razem był on korzystny dla poszkodowanej kobiety. I kiedy składali podpisy pod wyrokiem, jeden z sędziów zdjął rękawiczkę i położył dłoń na stole. Zasyczało, czuć było tlące się drewno – na stole odcisnęła się czarcia łapa. Zgodnie z przepowiednią wdowy to diabli przyjechali by wydać sprawiedliwy wyrok. Widząc, że czarci okazali się sprawiedliwsi niż ludzie, wiszący w sali na krzyżu Chrystus odwrócił wzrok. I tym sposobem stół możemy oglądać w muzeum na zamku, a krucyfiks wisi w pobliskim kościele.

Trybunał Koronny czyli Stary Ratusz w Lublinie. To jest to miejsce, do którego zajechali czarci, by wydać wyrok sprawiedliwszy niż przekupni sędziowie.

Trybunał Koronny czyli Stary Ratusz w Lublinie. To jest to miejsce, do którego zajechali czarci, by wydać wyrok sprawiedliwszy niż przekupni sędziowie.

Jeśli przyjdziecie na pokaz fontann oraz by posłuchać opowieści, warto wiedzieć, że przychodzą tu tłumy. Zatem warto przyjść deczko wcześniej, by być bliżej fontanny. Szczególnie jeśli jesteście z dziećmi, bo z daleka mogą nie widzieć wszystkiego. Przyjść warto, bo ja bawiłem się znakomicie. Wy zapewne też będziecie. 

Brama Krakowska – muzeum miasta

Ciekawostką, która mnie zaskoczyła jest fakt, że Lublin miał tylko dwie bramy miejskie! Ok, posiadał jeszcze kilka furt, ale jednak zazwyczaj duże miasta miały więcej bram. Ale miało to sens, ponieważ brama to zawsze najsłabszy element w miejskich fortyfikacjach. Druga brama miejska to Brama Grodzka nosząca też nazwę Bramy Niższej, czyli jak łatwo się domyślić Brama Krakowska była Bramą Wyższą. Określenia wynikały z położenia, nie ma tu drugiego dna.

Brama Krakowska w Lublinie widziana od strony Starego Miasta

Brama Krakowska w Lublinie widziana od strony Starego Miasta

Brama Krakowska to chyba symbol Lublina – widzicie ją na zdjęciu i wiecie, że chodzi o to, a nie o inne miasto. To, jak wygląda, jest rzecz jasna wynikiem stuleci. Początkowo była dość prosta, potem obrastała kolejnymi zmianami. Tak doszła do niej ośmioboczna wieża, ale także przedbramie. Ale nie zmienia to postaci rzeczy, że jak się czegoś nie remontuje, to to niszczeje. Tak też stało się z murami miejskimi Lublina. Nie były na tyle potężne, ale też stacjonująca w mieście załoga nie była na tyle silna, by oprzeć się wojskom Bohdana Chmielnickiego. Miasto nawet się nie broniło lecz przyjęło warunki kapitulacji. Najgorsze jednak dopiero miało przyjść – tak zwany Potop Szwedzki i związana z nim grabież wyniszczyły nie tylko Lublin ale niemal całą ówczesną Rzeczpospolitą. Szwedzi nie zdobyli tylko czterech miejsc: Zamościa, Jasnej Góry, Gdańska oraz Łańcuta.

Widok z Bramy Krakowskiej na Stare Miasto

Widok z Bramy Krakowskiej na Stare Miasto

Wróćmy jednak do Bramy Krakowskiej, bo dziś jest to po prostu atrakcja turystyczna, którą można zwiedzać. Co ciekawe, nie cieszy się wielkim powodzeniem, bo przez pół godziny, kiedy oglądałem wystawy, była tylko jedna turystka poza mną. Czy wystawa jest ciekawa? Jeśli ktoś lubi oglądać gabloty, ksera starych dokumentów i artefakty, które ocalały z pożogi stuleci, to warto tu przyjść. Zobaczymy tu np. mechanizm starego zegara, który przez długi czas zamontowany był na wieży bramy. Są stare rury kanalizacyjne, bo w 1506 roku miasto podpisało umowę z rurmistrzem na wykonanie wodociągów!

I są też opowieści z lat wojennych – pierwszej i drugiej wojny. I jeśli ktoś lubi widoki, to można stąd spojrzeć na Krakowskie Przedmieście i Nowy Ratusz. Chociaż widok jakiś spektakularny raczej nie jest. 

Zaułek Panasa

Schody w Zaułku Panasa w Lublinie

Schody w Zaułku Panasa w Lublinie

Dziwna to nazwa, jak jak na schody, ale niech będzie. W każdym razie Zaułek Panasa jest jednym z bardziej urokliwych miejsc w Lublinie. Położony niby w turystycznym centrum, ale jednak ciut na uboczu. Zaułek czyli wspomniane już schody prowadzą z Placu po Farze w kierunku Podwala i Kościoła św. Wojciecha. Schodząc po lewej stronie będziemy mieli ceglany mur i ściany kamienic, a przed sobą widok na Zamek w Lublinie. 
A dlaczego taka nazwa? To na cześć Władysława Panasa – profesora, literaturoznawcy i wielkiego miłośnika Lublina.

Jedną z ciekawostek Lublina jest stojąca na dole schodów Latarnia Pamięci. Zapalona w 2004 roku, nie gaśnie. Ma przypominać o pamięci zamordowanych przez Niemców podczas II wojny światowej Żydach. Społeczności, która stanowiła jedną trzecią mieszkańców Lublina. A sama latarnia? To jeszcze przedwojenny oryginał, niegdyś świeciła na gaz, dziś zasila ją elektryczność. O żydowskiej historii dawnego Lublina przeczytacie niżej. 

Zamek w Lublinie. Piękne miejsce strasznej historii

Zamek w Lublinie jest charakterystyczny ze swoimi kremowymi murami i wznoszącą się nad nim kamienno-ceglanym donżonem – najstarszą częścią dawnej warowni. Początki zamku szacuje się na około XII wiek, kiedy powstały ziemne i drewniane umocnienia, na potrzeby tutejszej kasztelani. Za czasów Kazimierza Wielkiego zbudowano tu porządniejszą, murowaną konstrukcję. Co więcej wraz z kaplicą, o której przeczytacie więcej poniżej. W kolejnych latach zamek przebudowywano i zatracił funkcje obronne, a stał się miejscem reprezentacyjnym. Tak stało się w 1520 kiedy król Zygmunt Stary zaczął przebudowę na królewską rezydencję. Znamienną datą dla historii zamku jest rok 1569 czyli rok zawarcia Unii Lubelskiej. Tak, sejm obradował właśnie na zamku w Lublinie. 

Donżon - baszta ostatniej obrony na zamku w Lublinie

Donżon – baszta ostatniej obrony na zamku w Lublinie

Niestety potem przyszły wojny, a szczególnie tak zwany Potop Szwedzki i zamek doznał kolosalnych zniszczeń. Ocalały tylko kaplica i donżon. Następnie postawiono kilka nowych budynków, ale prawdziwa zmiana przyszła w latach 1823-1826. Wtedy zbudowano tu całkowicie nowe założenie architektoniczne: więzienie! I ta funkcja utrzymywała się przez ponad 100 lat. 

Zamek pod niemiecką okupacją

I to z tą kartą związane są najbardziej mroczne historie lubelskiego zamku. Carski zaborca urządził tu więzienie dla Polaków walczących o wyzwolenie się spod zaborów. Dlatego licznie byli tu więzieni uczestnicy powstania styczniowego. Po odzyskaniu niepodległości w odrodzonej Polsce utrzymano na zamku funkcję więzienną. Oprócz przestępców trzymano tu na przykład komunistów. 

Najczarniejsza karta nowego zamku nastała wraz z drugą wojną światową i przyjściem Niemców. Okupanci urządzili w więzieniu katownię, w której więziono członków polskiego podziemia i wszystkich podejrzanych, o przynależność do ruchu oporu. Przez mury i cele przeszło ponad 40 000 więźniów. Znaczna ich część została zamordowana. O tym, jak się to odbywało możemy poczytać podczas zwiedzania donżonu. Na jednym z pięter jest wystawa dokładnie tłumacząca, jak działali Niemcy. Możemy na przykład przeczytać relację mężczyzny, który cudem przeżył. Po prostu podczas egzekucji Niemiec źle strzelił i uznał, że zabił. Wraz z innymi trupami, niedoszła ofiara została wywieziona poza teren więzienia. Tam został uratowany.

Schody w baszcie ostatniej obrony lubelskiego zamku

Schody w baszcie ostatniej obrony lubelskiego zamku

Ale to jedna optymistyczna opowieść. Reszta to tylko śmierć… Kulminacją był dzień wyzwolenia Lublina. Niemcy przyspieszyli egzekucje. Śpieszyli się, by zabić jak najwięcej więźniów. Na szczęście nie dali rady, funkcjonariusze SS zamordowali “tylko” około 300 osób. Większość przeżyła i została wyzwolona. Niestety po 1944 przyszedł kolejny okupant, tym razem ZSRR. Aż do 1954 roku było tu więzienie dla polskiego podziemia antykomunistycznego i wszystkich tych, których uznawano za “wrogów ludu”. Znów życie straciło tu kilkaset osób.

Od roku 1857 jest tu muzeum. Niestety podczas mojego pobytu i zwiedzania Lublina, czy to z powodu pandemii covid-19, czy jakiś innych przyczyn wystawy były zamknięte. Cóż, będzie powód, by do Lublina przyjechać ponownie. Udało mi się zwiedzić tylko donżon, który jest doskonałym punktem widokowym na stary Lublin oraz Kaplicę Trójcy Świętej.

Widok na Stare Miasto w Lublinie z wieży zamkowej

Widok na Stare Miasto w Lublinie z wieży zamkowej

Kaplica Trójcy Świętej na lubelskim zamku

Kaplica to jeden z najcenniejszych i najstarszych polskich zabytków. Budynek kaplicy ufundowany został jeszcze przez Kazimierza Wielkiego, ale to co dziś powoduje taki podziw, zawdzięczamy Władysławowi Jagielle. Chodzi o freski, którymi na jego polecenie pokryto ściany i sufit świątyni. Wierzcie mi, że to jest coś, co absolutnie warto zobaczyć na własne oczy. Zdobienia godne koronowanych głów! Bo rzecz jasna była to kaplica królewska!

Kaplica Trójcy Świętej w Lublinie. Widok z Prezbiterium na nawę

Kaplica Trójcy Świętej w Lublinie. Widok z Prezbiterium na nawę.

Freski jak freski powiecie może… ale ja Wam powiem, że coś co namalowano w 1418 roku, zasługuje na podziw. Zresztą to, że polichromie przetrwały do dziś też jest cudem. A przecież w pewnym momencie zostały zatynkowane i pobielone. Na szczęście ponownie je odkryto i dziś po kilkudziesięciu latach renowacji znów widzimy sceny z życia i śmierci Jezusa. Nad głowami unoszą się anioły i archanioły oraz rzecz jasna duch święty w postaci gołębicy. 
Więcej o Kaplicy Trójcy Świętej przeczytacie w tym artykule.

Żydzi czyli zgładzona połowa miasta

A jeśli już przy zamku jesteśmy, to w momencie, kiedy z niego wyjdziecie, zobaczycie przed sobą pustą przestrzeń. Ok, przestrzeń, która jest wielkim parkingiem. Tu przed drugą wojną światową położona była dzielnica żydowska. Bo może Was to zaskoczy, ale tuż po pierwszej wojnie światowej ponad 50% mieszkańców Lublina, było wyznania mojżeszowego. Potem udział Żydów spadł do prawie 35%, co wykazał spis ludności z roku 1931. Te 35 procent dawało 38 937 mieszkańców.

Plac Zamkowy czyli miejsce, gdzie kiedyś mieściła się dzielnica żydowska

Plac Zamkowy czyli miejsce, gdzie kiedyś mieściła się dzielnica żydowska

Bo Lublin jako miasto położone na szlakach handlowych prowadzących w głąb wschodnich terenów Rzeczpospolitej, był międzykulturowy. Żydzi osadzali się tu już od XIV wieku. Oczywiście początkowo mieszkali na obrzeżach, dlatego też wspomniana wyżej dzielnica. Dopiero od 1862 mogli mieszkać w mieście. I elity zaczęły przeprowadzać się na Stare Miasto. A powiedzieć trzeba, że Lublin przez stulecia był ważnym żydowskim ośrodkiem kulturalnym. To tu prężnie rozwijał się chasydyzm. I w Lublinie właśnie mieszkał i został też pochowany słynny rabin: Wiedzący z Lublina Jakub Izaak Horowitz. Do dziś jego grób jest celem wycieczek Żydów z całego świata.

A potem przyszli Niemcy i cały ten żydowski świat zamordowali w pobliskim obozie koncentracyjnym w Bełżcu. By ślad po nich nie pozostał, zburzono żydowskie domy, sklepy, synagogi. I tak skończyła się kilkusetletnia historia wielkiej społeczności Lublina. Jeśli chcecie dowiedzieć się czegoś więcej o żydowskim Lublinie, przeczytacie to na stronie Teatru NN.

Centrum Spotkania Kultur

Ciekawy to budynek i ciekawa jest jego historia, bo to że powstał, wynika z prokrastynacji. Tak długo odkładano dokończenie budowy “Teatru w Budowie”, którego niedokończona konstrukcja stała tu wcześniej, że finalnie część z niedokończonego gmachu trzeba było rozebrać. W 2012 zaczęto budować Centrum Spotkania Kultur czyli CSK. Prace zakończono pod koniec w roku 2015.

Centrum Spotkania Kultur w Lublinie

Centrum Spotkania Kultur w Lublinie

Kto mnie zna, wie, że betonu nie lubię i od betonowych budynków po prostu stronię. Ale Centrum Spotkania Kultur ma coś w sobie. Lubię ten budynek. Lubię go za szkło i za betonowe krzywizny, za żyletki na elewacji i za zieleń na dachu. 
Koniecznie wejdźcie do środka i pospacerujcie po wnętrzu. Jeśli nie przyszliście do teatru lub filharmonii, to spacer po przestronnych wnętrzach i tak będzie ciekawy. 
Ale najciekawiej jest na górze.

Na 4 i piątym piętrze mieszczą się ogrody oraz pasieka! Co prawda w sierpniu, kiedy zwiedzałem atrakcje Lublina trawa była wysuszona, tak samo jak drzewka i krzewy. Jednak wiosną musi tu być pięknie. Może nie tak jak na dachu warszawskiego BUWu czyli Biblioteki Uniwersytetu Warszawskiego, ale na pewno ciekawie. Chociaż to lubelskie miejsce ma przewagę z powodu pszczół, które można obserwować w pasiece. 
A jeśli tu jesteście, to nie zapomnijcie, że na bocznej ścianie CSK mieści się jeden z najlepszych pubów w Lublinie. Wielokran Browaru Zakładowego serwuje wiele specjałów z własnego warzenia.

Spacer po Lublinie

Przyznam się Wam, że chociaż lubię ludzi, to czasami odzywa się we mnie dusza introwertyka i lubię pobyć sam. Sam na sam z zabytkami. Dlatego też podczas pobytu w mieście wstałem bladym świtem około godziny 6, by atrakcje Lublina zobaczyć bez tłumów turystów. Czyli bez mnie podobnych. Fascynująco wygląda wtedy miasto. Piękne kolorowe kamienice pamiętające jeszcze królów Polski. Cóż, nie wszystkie są jeszcze odnowione, ale to pewnie kwestia czasu. Czasu, który z powodu pandemii zapewne zostanie odroczony.

Nowy ratusz na Placu Łokietka

Nowy ratusz na Placu Łokietka

Kiedy szedłem spać tuż po północy Rynek w Lublinie tętnił życiem. W restauracjach siedziały tłumy. Rano nie ma po nich śladu, czasami przemkną pracownicy idący otworzyć kawiarnie i restauracje. Z rzadka ci, którzy wracają z przedłużonych do rana imprez. Dlatego niezbyt urodziwy gmach Trybunału Koronnego mogę oglądać w spokoju sam. Podobno tu ma początek podziemna trasa turystyczna w Lublinie. Niestety z powodu pandemii jest ona zamknięta. Ale poranek wykorzystuję na intensywne eksplorowanie wąskich uliczek. Oczywiście nie jest to najpiękniejsza starówka jaką widziałem, ale to tylko dlatego, że ze Lwowem nic nie może konkurować. Ale za to lubelskie Stare Miasto umieszczam w ścisłej czołówce moich ulubionych. 

Instalacja artystyczna unosząca się nad ulicą Grodzką

Instalacja artystyczna unosząca się nad ulicą Grodzką

Pozostaje mi żałować, że Baszta Trynitarska jest zamknięta i nie zobaczę Lublina z tej perspektywy. Za to mogę w spokoju obejrzeć makietę kościoła św. Michała na… Placu po Farze. To ciekawe, że w katolickiej Polsce świątynia była w tak złym stanie, że postanowiono ją rozebrać! Dziś na Placu po Farze możemy obejrzeć obrys świątyni. Następnie Zaułkiem Panasa przeszedłem w kierunku ulicy Podwale i tuż obok trwającego targu, dotarłem do Archikatedry, a następnie klasztoru Dominikanów. Nie spieszyłem się, bo i nie miałem po co. 

Ulica Ku Farze to jedna z najwęższych ulic w Polsce

Ulica Ku Farze to jedna z najwęższych ulic w Polsce.

Brama Rybna w Lublinie

Brama Rybna w Lublinie

Spokojnie wróciłem do Trybunalskiej, gdzie zatrzymałem się w hotelu na noc. Doskonałe śniadanie z pięknym widokiem na dawny Trybunał Koronny. Karoca z diabłami, by osądzić mnie za zbyt krótki pobyt w Lublinie, pod trybunał nie przyjechała. Bo i “wyrok na Lublin” jest sprawiedliwy: miasto absolutnie warte jest odwiedzenia na weekend! Dodam nawet, że może to być przedłużony weekend! Mnóstwo tu atrakcji

Hotele i nocleg w Lublinie

Nie od dziś mówię, że zawsze jeśli można, warto mieszkać w centrum lub tuż obok. Dlatego podczas wyjazdu do Lublina zamieszkałem w Trybunalskiej. Hotelu i restauracji zarazem. Mieści się na Rynku, vis a vis Trybunału czyli starego ratusza. Pokoje czyste, z łazienką w konkurencyjnej cenie. Ale Lublin to miasto Turystyczne, zatem sporo tu hosteli i hoteli. Tanich i droższych, a nawet bardzo drogich o wysokim standardzie. Każdy znajdzie coś na swoją kieszeń. Ja wybrałem złoty środek. Oczywiście jak zawsze uprzedzam, że rezerwując na ostatnią chwilę, można nie znaleźć czegoś rozsądnego i w centrum. Dlatego polecam rezerwację z wyprzedzeniem, jeśli tylko to możliwe. Rezerwować możecie na przykład tu.

Oceń artykuł, jeśli Ci się podobał
[Ocen: 3 Średnia: 4.7]
Paweł Osmólski
Amator podróży do Azji i po Europie Wschodniej, a szczególnie po Bałkanach. Jakoś tak mam, że marzenia same mi się nie spełniają, zatem robię wszystko, by je spełnić. Preferuję wyjazdy w pojedynkę, bo tylko wtedy w drodze spotyka się najciekawszych ludzi. Nie zawsze miłych, ale tylko tak można poznać prawdziwą twarz danego kraju. Wolę brudną prawdę niż lukrowane opowieści o jednorożcach. Dlatego moje opisy są czasami do bólu szczere ale zawsze prawdziwe. Dużo pracuję, w czasie wolnym piszę tego bloga i szukam najlepszego piwa na świecie :)

Comments

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.