Na trekkingu w Himalajach

W życiu mam słabość do trzech rzeczy: Podróży solo, dobrej kawy i dobrego piwa. A tak się wspaniale składa, że wszystkie te czynniki doskonale się uzupełniają. Zatem kiedy gdzieś wyjadę zawsze szukam kawiarni rano, a craftowego piwa wieczorem. 

I dlatego właśnie Jeśli obserwujecie mnie na Facebooku, to wiecie, że raport kawowy czyli meldunek z kawiarni jest pierwszym wpisem z nowego miejsca. Nieodmiennie przy tym narzekam na ceny kawy w Polsce. Ale na drugim biegunie niemal zawsze twierdzę, że polskie piwo jest lepsze, a polscy browarnicy najlepsi w świecie. Mam na myśli piwo craftowe. I tak mi schodzi na zwiedzaniu miast i miejsc rano i wieczorem. A co między tym?

Uwielbiam podróże samemu i na własną rękę, zatem niezwykle rzadkie są artykuły na blogu, które powstały podczas wyjazdu większą grupą. Cóż, Frank Sinatra śpiewał “I did it my way” i ja też “Idę własną drogą” Wiecie co jest wspaniałego w podróży na własną rękę? To że zawsze wszystko jest twoją winą, albo twoją zasługą. Nigdy nie można nic na nikogo zwalić, a złym można być tylko na siebie. Np. wtedy, kiedy w Czarnogórze, w miasteczku Bar, o minutę spóźniłem się na autobus do Dubrownika. Ech, jaki ja na siebie byłem zły! 🙂 Ale też fantastycznie jest, mieć coś tylko dla siebie, jak ostatnio w Himalajach. Tylko ja i przestrzeń z przecudownym widokiem na ośnieżone szczyty i zieloną dolinę u moich stóp. A nad wszystkim niebieskie niebo. Tak, tak moi drodzy wyglądało szczęście i tak się czułem. Najpiękniejsze emocje przeżywa się samemu, możecie nawet do woli płakać ze szczęścia. Bez żadnego wstydu 🙂

Dlaczego podróżuję?

Kiedyś leżałem na łóżku i wzrok mój padł na półkę, gdzie stał przewodnik po Nepalu. Przewodnik dołączany do jakiegoś gazetowego wydawnictwa. Spojrzałem na niego i pomyślałem: dlaczego by tam nie pojechać? Sprawdziłem konto w banku, upewniłem się, że mnie stać… kupiłem bilet i w zasadzie wszystkie moje mikre oszczędności wydałem na marzenie. Zobaczyłem Himalaje w Nepalu! Nie wiem, czy wiecie, jakie to uczucie, kiedy siedzi się w samolocie, w którym zamknęły się drzwi i nie ma już odwrotu. Leci się w nieznane, ku przygodzie. Uwielbiam to uczucie, uzależniłem się od niego!

A potem już poszło z górki. Złapałem bakcyla podróżowania, zaraziłem się Azją i nie umiem bez niej wytrzymać. Kocham uciekać do Azji zimą, kiedy w Polsce trwa najgorsza pora roku czyli jesień. Nieskromnie powiem, że na tym blogu znajdziecie jedne z lepszych w polskim internecie informacje o Birmie, sporo dowiecie się o Iranie, poczytacie o Uzbekistanie, ale także sporo o Laosie… dużo tego, a mnie wciąż jest mało!

Latem uwielbiam Bałkany, ale nie tyle zatłoczoną i dość popularną Chorwację, co raczej magiczną i jeszcze nie tak turystyczną Albanię oraz Czarnogórę – mały kraj pięknej różnorodności. Nic na to nie poradzę, że Kotor pokochałem miłością czystą, że powrót do Gjirokastry sprawia mi zawsze przyjemność, że Berat jest perełką i że nie ma nic piękniejszego niż wino lub rakija spożywane z widokiem na Stary Most w Mostarze. Wiele jest miejsc, które na Bałkanach uwielbiam, ale do niektórych mam szczególny sentyment. Każdy ma swoje miejsca w świecie, prawda?

Ostatnio zaczynam odkrywać i opisywać Polskę, bo strasznie zaniedbałem piękno pod nosem. A przecież takie miejsca jak kopalnia soli w Wieliczce, Kościół Pokoju w Świdnicy i piękne miasto Świdnica są miejscami wpisanymi na listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Tak, zaczynam odkrywać Polskę, bo Polska jest piękna! I Na pewno będzie jej na blogu coraz więcej, bo takie perełki jak Zamość lub Jarosław po prostu nie dają się zwiedzać inaczej niż z zachwytem.

Co robię na co dzień, czyli nie tylko blogiem żyję

Blog to tylko bardzo kosztowne hobby. I nie chodzi mi tylko o to, że podróże kosztują. Napisanie jednego artykułu, który Wy przeczytacie w pięć minut, zajmuje mi nawet 10 godzin. Te większe, jak np. Angkor Wat, zajęły mi około 20 godzin. Tyle zajmuje nie tylko napisanie, ale także dobór zdjęć, a potem obróbka całości, by dobrze się czytało, ale także było dobrze widziane przez wyszukiwarkę Google’a.

Tak, blog to hobby, a na co dzień pracuję w warszawskim Mordorze jako Product Owner jednego z największych polskich portali internetowych oraz grupy międzynarodowych serwisów o miejskim życiu, ważnych wydarzeniach w kulturze, modzie itp. Tak, też jestem tam Product Ownerem i odpowiadam za styk technologii z redakcją, marketingiem, sprzedażą oraz SEO. Tak, jestem zdecydowanie internetowy. Aha, zawsze mam problem, by wytłumaczyć znajomym i rodzinie, co ja tak naprawdę robię 🙂

Jeśli macie jakieś pytania, zapraszam do kontaktu poprzez maila osmol.blog@gmail.com. Ale nie obrażajcie się, jeśli nie odpowiadam tak szybko, jak byście tego oczekiwali. Blog to pasja i hobby, na przysłowiowy chleb zarabiam w inny sposób.

A jeśli chcesz ze mną nawiązać współpracę, masz ciekawą propozycję lub chcesz, byśmy wypracowali ją wspólnie, zajrzyj pod ten link.