Home » Azja » Isfahan – między mostem Khaju a placem Imama
Isfahan. Meczet na placu Immama. Naqsh-e Jahan
Plac Imama w Isfahanie. To tu wieczorami rodziny kładą na trawie koce i spotykają się z przyjaciółmi. Rozmawiają

Isfahan – między mostem Khaju a placem Imama

Share Button

Isfahan to chyba najbardziej rozpoznawalne miasto w Iranie. Most Khaju znajdziemy na większości wysyłanych kartek pocztowych, a plac Naqsh-e Jahan jest miejscem gdzie wieczorami przychodzą rodziny, by spotkać się ze znajomymi, rozłożyć koc i wypić na nim herbatę oraz zjeść kolację. Rozmawiać, gadać, plotkować.

Isfahan żyje pod mostami

„Idź w okolice mostu Khaju”, „A przy Khaju, tym najdalszym moście już byłeś?” Spotkani w Isfahanie Irańczycy zasypywali mnie tymi pytaniami od pierwszych godzin w tym mieście. zgodnie twierdzili, że może i plac Naqsh-e Jahan jest ładny, ale powinienem zobaczyć symbol miasta, najpiękniejszy most. Nie dwa najbliższe, chociaż i one są warte uwagi, ale ten trzeci, największy, najbardziej imponujący jest ich powodem do dumy. Udałem się tam wieczorem. Faktycznie panuje tam ciekawa, jakaś taka luźniejsza atmosfera. Przez most w tę i z powrotem przechadzają się ludzie, siedzą w wykuszach, chowają się za górnymi filarami i wreszcie siedzą na schodkach obserwując wodę tworzącą geometryczne wzory. Wsłuchują się w jej szum. Tu mogą mówić co chcą, tu nikt niepożądany ich nie usłyszy. Woda zagłusza nawet najbardziej niepoprawne politycznie głosy. Ale władza nie daje o sobie zapomnieć. Co jakiś czas pojawiają się tam większe patrole policji, patrole złożone z kilku funkcjonariuszy. I nie są tam bez powodu.

Most Khaju w Esfahan. Jeden z Symboli nie tylko tego miasta, ale także Iranu
Most Khaju w Isfahanie. Jeden z Symboli nie tylko tego miasta, ale także Iranu

Isfachańczycy przychodzą tu nie tylko spacerować, ale także śpiewać. Zbierają się pod południową częścią mostu, siadają na dolnych filarach, zaczynają rozmawiać. I nagle ktoś intonuje piosenkę. Tęsknie, bo wszystkie te ich piosenki brzmią jakoś tak melancholijnie. Ludzie dookoła milkną, za moment do chóru przyłącza się kolejny głos, do niego dochodzi jeszcze jeden, po chwili śpiewa już cały tłum. Dookoła zbiera się coraz więcej gapiów, ale pierwsze rzędy też dołączają się do głosów. Po chwili śpiew niesie się na całą okolicę. Tłumek gęstnieje, milczy i słucha, albo wręcz przeciwnie. Dołącza do reszty.

Po chwili oklaski. Biją je wszyscy i ci, którzy śpiewali i ci, którzy tylko patrzyli, słuchali. I nie tracąc czasu ktoś intonuję kolejną piosenkę, głosy znów niosą się na całą okolicę. Wymykają się spod tego najsłynniejszego w Isfahanie mostu. O jeden ton za daleko? W zgodny rytm wdziera się dysonans. To ktoś przeszkadza, brzmią szczekliwe i głośne rozkazy. Natychmiast przestać śpiewać! Rozejść się! Precz! Grupa umundurowanych mężczyzn przedziera się, przepycha przez tłum gapiów w kierunku centrum, chce przejść pod most, dostać się do tych, co łamią niepisany zakaz. A może i pisany? Śpiewy milkną, ale zanim policja przebije się do środka, śpiewacy znikną, rozmyją się w tłumie. Nie znajdą ich.

Iran - Esfahan. Most Khaju
Most Khaju nocą

Policja w Iranie nie lubi nielegalnych zgromadzeń, zgromadzeń nad którymi nie ma władzy, nie ma wpływu. Nie wiadomo, co ci ludzie zamierzają, przecież idą wybory, może to tu rodzi się opozycja? Wolnomyśliciele, którzy zaczną rewolucję pod tym mostem? Ludzie rozpierzchają się na wszystkie strony Isfahanu, rozpędzani przez policjantów, którzy po chwili także znikają. I znów ktoś ostrożnie intonuje pieśń, i znów przyłączają się kolejne głosy. Ale są też tacy, którzy nie śpiewają, oni stoją blisko, wyglądają zza filarów, wypatrują policji, by w porę ostrzec przed niebezpieczeństwem. Odchodzę obejrzeć most z daleka, siadam na murku. Przysiada się na oko 60 letni mężczyzna, rozmawiamy, on wspomina przeszłość i nagle zaczyna śpiewać. Jak dowiaduje się, to piosenka o tym, że noc się kiedyś skończy, a póki co, cieszmy się nią.

Meczet Masjed-e Jame w Esfahan
Meczet Masjed-e Jame w Isfahan

Plac Imama. Centrum Isfahanu

A zwiedzając Isfahan wieczorem, spod mostu warto pójść na Naqsh-e Jahan – plac Imama, poczuć bardziej beztroski i mniej refleksyjny klimat. Tu przychodzą całe rodziny. Wieczorami siadają na przyniesionych dywanach, wyjmują jedzenie, termosy z obowiązkową herbatą, fajki wodne i zaczynają rozmowy. Plac jest ogromny, dla każdego starczy tu miejsca, ale lepiej zająć miejsce bliżej fontanny. Dzięki temu będzie trochę chłodniej, a i dzieci będą miały gdzie się pochlapać. Oni przyszli tu spotkać się ze znajomymi lub pobyć we własnym rodzinnym gronie, bo do Isfahanu przyjechali turystycznie z jakiejś innej części Iranu. Za dnia tak jak i ja zwiedzali miasto. Pewnie spotkaliśmy się w tych samych miejscach i nawet o tym nie wiedzieliśmy. Razem odwiedzaliśmy meczet Masjed-e Jamech zwany też czasami „Meczetem Piątkowym”. Pierwszą świątynię zbudowano w tym miejscu w 841 roku i następnie sukcesywnie rozbudowywano i przebudowywano. Świątynia stała się swego rodzaju wyznacznikiem dla innych meczetów w regionie.

Na bazarze w Iranie

Zanim jednak dojdziemy do Naqsh-e Jahan, będziemy musieli przecisnąć się przez bazar. Bazar to kilometry korytarzy, zastawionych sklepami w których kupimy dosłownie wszystko. Możemy tu dostać przyprawy, możemy kupić dywan, turyści kupią tu pamiątki, a kobiety czarny materiał, z którego uszyją tradycyjne ubranie, którym zgodnie z nakazem prawa i religii zakryją swoje ciało. Albo jeśli są bardziej wyzwolone kupią tylko chusty, którymi zasłonią włosy. Jedyną rzeczą, której nie kupimy na targu jest alkohol, bo ten jest w Iranie prawnie zakazany, poza tym możemy się tu zaopatrzyć we wszystko czego tylko dusza zapragnie, byle tylko mieć na to pieniądze.

I jak na każdym targu warto wiedzieć gdzie kupować, warto przejść się dalej od placu, by nie kupować w miejscach przeznaczonych tylko dla turystów. Tam za to samo zapłacimy kilkukrotnie więcej. Odchodząc w boczne uliczki, w miejsca gdzie rzemieślnicy sami w pocie czoła tworzą swoje arcydzieła, ceny spadną diametralnie. A są i takie miejsca w których turysta zostanie powitany zdziwionym wzrokiem lub też… chrapaniem. Pan sprzedawca ma właśnie relaks i nie należy mu przeszkadzać w odpoczynku. Zaraz ktoś przyjdzie i nam pomoże, on jednak skupi się na czym innym.

Isfahan na skrzyżowaniu religii

A jeśli dość będziemy mieli dość islamu i pamiątek/zabytków związanych z tą religią, zawsze możemy sięgnąć głębiej w historię Persji i poznać miejsca kultu Zoroastrian. Zanim bowiem islam pojawił się na tych terenach, większość mieszkańców było „czcicielami ognia” jak określają Zoroastrian (Zaratusztrian) Irańczycy. Wystarczy wsiąść w miejski autobus i pojechać na przedmieścia Isfahanu, by zobaczyć pozostałości po Atashkadeh – słynnych wieżach milczenia, gdzie zoroastrianie zostawiali ciała swoich zmarłych na pożarcie sępom i innym ptakom. By w ten sposób zamknął się życia krąg i materia zmarłego ciała wróciła do świata.

Następnie, by poczuć się bardziej jak w „domu” czyli powrócić do bardziej znanej nam kultury chrześcijańskiej możemy pojechać do dzielnicy ormiańskiej i zwiedzić katedrę Zbawiciela w Isfahanie. Z zewnątrz co prawda wygląda ona jak kolejny meczet, ale wnętrze to już klasyczny kościół. Piękne freski i niecodzienne jak na Iran prezentowanie na obrazach nagości. To bodaj jedyne miejsce w Iranie, gdzie zobaczymy nagą kobietę!  Po tym zaś wróćmy do centrum i pójdźmy do pałacu Chehel Sotun, pałacu którego nazwa znaczy tyle co „pałac 40 kolumn”.

Strzelistych kolumn co prawda jest „tylko 20” ale kolejne 20 odbija się w stawie, który rozciąga się przed wejściem. Bajkową scenerię uzupełnia przepiękny park, w którym położony jest cały kompleks. Warto spędzić tu więcej niż chwilę potrzebną na obejrzenie wielkich malowideł, które znajdziemy wewnątrz Chehel Sotun. Z tego pałacu aż żal wychodzić.

Pięknie przystrzyżona trwa, kwiaty i woda. Z tego parku żal wychodzić
Park przy pałacu Chahel Sotun (pałacu Czterdziestu Kolumn) w Isfahanie zachwyca wyglądem. Piękna trwa, kwitnące rośliny, mnóstwo cienia

A na koniec, jeśli znudzi nam się zwiedzanie, przejdźmy się do jednego z parków w które obfituje Isfahan. Usiądźmy i dajmy się poznać Irańczykom, którzy na pewno wkrótce do nas podejdą, by chociaż chwile porozmawiać. A krótka rozmowa zapewne skończy się w jednej z knajpek, gdzie wypalimy fajkę wodną i napijemy się herbaty.


Wyświetl większą mapę

Share Button

About Paweł Osmólski

Amator podróży do Azji, którego wspomnienia zostały gdzieś na szlaku w Nepalu na ławeczce pod chałupą jednego chłopa. Kiedyś będę tam musiał wrócić i zabrać je do domu :) Preferuję samotne wyjazdy, bo tylko wtedy w drodze spotyka się najciekawszych ludzi. W czasie wolnym od pracy i podróży zapalony degustator piwa.

10 komentarzy

  1. Znalazienie Muzeum sztuki dekoracyjnej Iranu (0,5$ /os) zajęło nam trochę czasu ale było warto bo nieduży budynek kryje w sobie prawdziwe perełki – piękne miniatury, antyczne Korany, tradycyjne kostiumy, ceramikę czy dzieła kaligrafii.

    • Paweł Osmólski

      O proszę, ciekawa informacja, może następnym razem zajrzę. Chociaż przyznaję, że jakimś wielkim miłośnikiem ceramiki nie jestem, ale zawsze można się przyjemnie zdziwić.
      Jedyne co mnie zastanawia, to czy cena jest dalej aktualna. Niestety ministerstwo podniosło administracyjnie ceny i teraz większość biletów dla cudzoziemców kosztuje 150 000 riali

  2. Świetna relacja i mnóstwo praktycznych informacji. Dzięki – korzystałem przed wyjazdem i odwdzięczam się aktualizacją i informacjami praktycznymi, cenami z Isfahanu

    http://www.wakacjeipodroze.com/item/164-isfahan-ceny-hoteli-informacje-praktyczne-zdjecia

    Super podróży życzę

  3. hah! nas także każdy zamęczał czy widzieliśmy już ten sławny most. Także wieczoremy byliśmy na tym sławnym placu Imama, pogralismy nawet w siatkówkę z Irańską młodzieżą… Zapraszam serdecznie do wpisu z Isfahanu do siebie! 🙂 http://kolemsietoczy.pl/24-godziny-isfahan/

  4. Świetny opis, mam nadzieję że kiedyś uda mi się tam pojechać 🙂

  5. Niesamowita obfitująca w ciekawostki i fakty opowieść. Czytałam z zapartym tchem… Śledziłam swego czasu losy pewnej rodziny i jej 100 dniowej podróży do Iranu… Zabrakło mi jednak tej lekkości „pióra” w opisywaniu miejsc i zdarzeń. Tutaj mam ochotę zostać na dłużej 🙂

  6. Bardzo spodobała mi się ta historia o ludziach śpiewających na moście. Jest w niej sporo emocji.
    Dzięki temu mogłem na chwilę się tam przenieść.
    Gracias!

  7. Byłam w Esfahanie dwa razy, ale nie miałam tego szczęścia, żeby zobaczyć rzeki z wodą. Zazdroszczę

  8. Interesująca opowieść. W szczególności o śpiewaniu i ludziach, którzy to śpiewanie „zabezpieczają” wypatrując patroli.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *