Home » Azja » Gruzja » Trudne życie żebraka. W Tbilisi
Żebrak w Tbilisi

Trudne życie żebraka. W Tbilisi

Share Button

Na ulicy co i rusz ktoś wyciąga rękę, przy stacjach metra obsadzone są wszystkie schody, a po ulicach z rzadka chodzą (pal sześc poprawnośc polityczną) Cyganie i dotykiem próbują zwrócić uwagę potencjalnego donatora. Nie żebrze się tylko w autobusie, pewnie dlatego, że trzeba mieć bilet a trasa jest zbyt krótka, by opłacało się wydać 50 tetri na przejazd.

Siedzi tuż przy jednym z wejść do wagonu metra. Okutana w jeans z kożuszkiem jako kołnierzykiem, w starych jeansach, które prawdopodobnie są jedną z nielicznych części garderoby na nogach ma wiekowe, pamiętające prawdopodobnie wiele sezonów buty. Ręka delikatnie wyciągnięta w jakże popularnym w Tbilisi geście, dłoń zwrócona w górę, wzrok spuszczony. Jest godzina 23:40 czyli to jedna z ostatnich podziemnych kolejek. Ostatnie chwile by dzisiejszego dnia zarobić trochę tetri, kto wie, może nawet całego lari? Przed każdą stacją podnosi wzrok, by ściągnąć uwagę wchodzących i wychodzących.  Na jednym z postojów metra wsiada “konkurencja”, staruszek, który lata młodości ma już dawno za sobą, a młodość nie zostawiła mu w spadku zabezpieczenia socjalnego. Ubranie tak samo wiekowe jak u siedzącej tuż obok kobiety, w reku reklamówka. Trzęsącymi rękoma wyjmuje z niej tabliczkę i głośno wygłasza prośbę o wsparcie. Prawdopodobnie w swoich głośnych wołaniach odwołuje się do Boga, wiary i sumień ludzi. Nie widać w nim żalu, że ktoś go nie wsparł, po przejściu jednego rzędu siedzeń, odwraca się i znakiem krzyża błogosławi wszystkich. Znów kolejna porcja wołania o pomoc,  jakaś ręka rzuca kilka monet, ich brzęk niknie w huku pędzącego składu. Mężczyzna, raz po raz odwraca się i błogosławi. Widać, że to podejście do jałmużny robi na ludziach większe wrażenie, chętniej sięgają do portfeli i kieszeni. Docieramy do kolejnej stacji, odprowadzam wzrokiem żebraka, który wysiada z wagonu i ledwo wyrabia się, by wsiąść do kolejnego wagonika. Zza szyby widzę, że rytuał się powtarza. Ponownie patrzę na żebraczkę, która siedzi koło mnie. W momencie kiedy wsiadł pan z karteczką, jej ręka cofnęła się jakby speszona. Teraz na powrót nieśmiało wyciąga dłoń w proszącym o datek geście. Jednak ludzie ślizgają sie po niej wzrokiem. Kobieta patrzy na swoją wyciągniętą dłoń i kciukiem, dłuższy czas liczy dwie skromne monety, jakie w niej leżą. Na ich rewersach widzę jelenie, czyli ma w sumie to 40 tetri, na złotówki około 80 groszy. Jeśli to jej cały dzisiejszy zarobek, nie da rady kupić nawet bochenka chleba. A jeszcze za wejście do metra musiała zapłacić 50 tetri. Lituje się nad nią siedząca obok kobieta, która opuszcza skład metra. Dorzuca jej kolejnego “jelenia”.

W Tbilisi żebracy są prawie wszędzie. Siedzą przy wyjściach z metra, czasami nawet po obydwu stronach schodów. Można ich spotkać przy wszystkich świątyniach, siedzą na turystycznych szlakach oczekując na jałmużnę. Siedzą skromnie, nie są przeważnie nachalni. Niektórzy nie chcą tylko wyciągać dłoni, jedna z żebraczek, które widziałem, robi z włóczki laleczki, które usiłuje sprzedawać. Najczęściej w żebracze ręce spadają monety o nominale 20 tetri (wspomniane “jelenie”), lecą może niezbyt często, ale widać, że ludzie starają się pomagać na tyle na ile mogą, przywykli do widoku żebraków, ale też chyba wiedzą, że nie są to osoby, które potrzebują na zbytki. Walczą o przeżycie. Prawdopodobnie często jest to dorabianie do bardzo skromnych rent czy emerytur. Prawdopodobnie… Co ciekawe, w Tbilisi prawie nie ma Cyganów, których znamy z polskich ulic, nie ma “aktywnego żebractwa”, prawie nie ma dotykania i zmuszania do datków. Jeśli nie dasz, to twoja wewnętrzna sprawa. Dlatego ludzie rzucają, zaspokajając swoje sumienia. Cóż, sam dla jego spokoju każdego dnia rzucam około 1 lari na potrzeby biedniejszych de mnie, najwidoczniej też mam jakieś szczątkowe sumienie, które obudziło się we mnie tutaj.

Tylko nie ma lekkiego życia Murzyn, którego widuję często przy wyjściu z metra Rustaveli. Widać, że ludzie wolą pomagać “swoim”.

Tylko zastanawiam się, ciekawi mnie, jak w Gruzji zabrzmiałoby pytanie, znanego hodowcy papryki, właściciela kilku hektarów szklarni: Jak żyć panie premierze, jak żyć?

Share Button

About Paweł Osmólski

Amator podróży do Azji, którego wspomnienia zostały gdzieś na szlaku w Nepalu na ławeczce pod chałupą jednego chłopa. Kiedyś będę tam musiał wrócić i zabrać je do domu :) Preferuję samotne wyjazdy, bo tylko wtedy w drodze spotyka się najciekawszych ludzi. W czasie wolnym od pracy i podróży zapalony degustator piwa.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *