Home » Azja » Co zmieniło się w Birmie. Subiektywne porównanie po latach
Birma Bagan o poranku
Ten widok się nie zmienił. W Bagan o poranku wciąż startują Balony. Zmieniły się tylko ceny, rzecz jasna są wyższe. No i trudno mimo tych cen znaleźć miejsce w koszu, by obejrzeć świątynie z wysoka. No i jest to jedna z nielicznych fotografii na których możecie zobaczyć na zdjęciu autora bloga ;)

Co zmieniło się w Birmie. Subiektywne porównanie po latach

Share Button

Kiedy byłem w Birmie w 2011 był to jeszcze kraj znajdujący się gdzieś na obrzeżu turystycznych szlaków. Niby można było przyjechać, ale kraj pod rządami generałów nie miał najlepszego PR. Zresztą z powodu kilku masakr ludności cywilnej, całkowicie słusznie. Do Rangunu przyleciałem z piękną wizą w paszporcie, wizą o którą z duszą na ramieniu ubiegałem się w ambasadzie w Berlinie. Napiszę tylko tyle, że paszport i pieniądze wysłałem listem. Poniżej kilka subiektywnych i obiektywnych spostrzeżeń porównujących Birmę w latach 2011 i 20016.

Teraz na lotnisku wyjąłem wydrukowaną kartkę papieru z e-wizą do Birmy i to był tylko początek tego, co zmieniło się w Birmie. Zaskoczyło mnie tylko jedno, hala kontroli granicznej nie zmieniła się ani na jotę. Aha, wizę dostałem na maila w ciągu kilkunastu godzin od zaaplikowania o nią!

Telefony komórkowe

Dziś na każdym straganie z artykułami w bocznych uliczkach np. Rangunu możemy dostrzec kogoś, kto z komórką w ręku zabija czas, oczekując na klientów.
Dziś na każdym straganie z artykułami w bocznych uliczkach np. Rangunu możemy dostrzec kogoś, kto z komórką w ręku zabija czas, oczekując na klientów.

Telefony komórkowe, komórki, telekomy… Ostatnim razem osoby z telefonem przy uchu były dużą rzadkością. Komórka wyznaczała status, jeszcze 16 lat temu karta SIM w Birmie kosztowała około 3000 dolarów i dostępna była w zasadzie tylko dla członków junty wojskowej, która rządziła krajem. Potem ceny zaczęły spadać i podczas mojej poprzedniej wizyty w Birmie kosztowały już tylko kilkaset dolarów. Dziś telefon komórkowy to widok powszechny na ulicach wszystkich miast i miasteczek.

Pewnie, że nie wszyscy mają wypasione, nowoczesne smartfony. Nie wszyscy mają telefony z ekranami dotykowymi, ale te stare i tanie modele, które w Europie czy krajach tzw. bogatego Zachodu już dawno wyszły z mody i obiegu, są w powszechnym użytku zwykłych Birmańczyków. Zupełnie tak jak w naszej części świata spotkacie tu człowieka zatopionego w smartfonie i czytającego wiadomości, przeglądającego facebooka. Ba! Kilka lat temu, żadna z naszych sieci nie miała umowy roamingowej z Birmą, zatem kontakt był możliwy tylko przez internet i maila. Dziś znajomi z Polski, ze świata.. są na wyciągnięcie ręki. Ups… na klik kciuka!

Internet w Birmie trafił pod strzechy. Dosłownie

Mnisi w Birmie z komórkami
Kto powiedział, że mnich ma być ubogi?!
Większość z nich w swej torbie skrywa mniejsze bądź większe cudo techniki telekomunikacyjnej.

I kiedy jesteśmy już przy telefonach komórkowych, to nie sposób nie wspomnieć o internecie. Pamiętam, jak kilka lat temu w Bagan odkryłem kafejkę internetową, w której internet działał odrobinę szybciej niż wszędzie indziej. Boże, jaki ja byłem szczęśliwy, że mogę do rodziny w Polsce napisać w ciągu chwili a nie oczekiwać kilka(naście) minut na otworzenie się jakiejkolwiek strony.

Dziś stałem się obrzydliwie wygodny. Kupiłem sobie kartę SIM i pakiet internetu. Karta kosztowała 1500 kyatów, internet 2GB kolejne 6000 kyatów czyli odpowiednio około 1,1 dolara i 4,5 dolara. Mój facebook wciąż był aktywny, znajomi i rodzina stali się tak szybko osiągalni, jakby siedzieli tuż obok. Wystarczyło wybrać na messengerze osobę, wystarczyło nacisnąć “publikuj” lub “wyślij” Wszystko dzieje się już w czasie rzeczywistym. Tu i teraz, bo Birma nie odstaje pod żadnym względem od internetowego świata. Nawet jadąc z miejscowości do miejscowości przez większość drogi mogłem korzystać z internetu, bo połączenie nie znikało. Nowoczesność… A jak wyczerpałem limit danych, to zdrapkę kupowałem na straganie na ulicy.

Skutery, motory i motorowery

Ulice kiedyś pełne samochodów i uzupełniane tylko pojazdami na dwóch kołach, teraz zyskały mocną konkurencję. Jednoślady stały się tak popularne, że bardzo często są o wiele bardziej widoczne w mieście (szczególnie mniejszym), niż samochody. Nie dziwota, Birma to biedny kraj, a przemieszczać się przecież trzeba. Kiedyś były to rowery, dziś coraz więcej osób stać na zmotoryzowane dwa kółka.

Skutery elektryczne w Birmie Bagan
Takimi elektrycznymi skuterami przemieszczają się dziś turyści w Birmie, kiedy odwiedzają Bagan. Rowery należą tu do rzadkości, a jeszcze w 2011 był to najpopularniejszy sposób zwiedzania pagód.

I ciekawostką jest tu Bagan. Niegdyś do wyboru pozostawała bryczka zaprzężona w woła lub wysłużony rower ze skrzypiącym łańcuchem, którym mozolnie pedałowałem po piaszczystych dróżkach od świątyni do świątyni. Dziś kompletnie nie byłem w stanie zrozumieć, co mi oferują, kiedy w wypożyczalni skuterów na ulicy wciąż mówili “e-bike”. A to przecież po prostu skuter elektryczny, który stał się najpopularniejszym środkiem lokomocji pomiędzy pagodami rozrzuconymi na bardzo dużym terenie. Wygoda i jeszcze raz wygoda, chociaż kiedyś pewnie zwiedzanie było zdrowsze z racji wymuszenia ruchu 😉

Moda

Mężczyzna w longyi w Birmie
Ubrany w tradycyjne longyi właściciel “karocy” przewożącej przeważnie turystów w Pyin Oo Lwin

Nie, nie powiem, że kobiety przestały używać tanaki, by chronić i upiększać twarz, nie powiem, że nie zauważyłem mężczyzn ubranych w tradycyjne longi (vel londżi co jest bardziej po polsku). To wszystko zobaczycie i to wciąż jest widok, który tworzy klimat Birmy. Ale w niejakim zaskoczeniu znieruchomiałem, kiedy nagle przede mną ujrzałem chłopaka z tlenioną fryzurą, podrasowaną fioletowym kolorem. Wyglądał, jakby był wyciągnięty żywcem z jakiejś japońskiej kreskówki. Kilka lat temu o takim widoku mógłbym zapomnieć. Użyłbym sformułowania okcydentalizacja, ale to raczej pasuje koreizacja? 😉 Aha i to nie był jednostkowy przypadek!

Wymiana pieniędzy i bankomaty w Birmie

O ile jeszcze kilka lat temu takiego zwykłego kantoru na ulicy człowiek nie uświadczył, bo wymiana odbywała się w jakichś domach na piętrach, gdzie się wchodziło, zamykały się drzwi i następował rytuał wyciągania pieniędzy do wymiany, oglądania każdego banknotu na wszystkie możliwe strony i wreszcie transakcji… Tak teraz kantory spotkać można w wielu miejscach po prostu “na rogu”. Już nie ma nawołujących cinkciarzy “change money, change money” już nie usiłują oszukać na każdym kroku przy wymianie, nie chcą urwać tysiąca czy dwóch z każdego grubego pliku banknotów, licząc, że turysta i tak się nie doliczy.

Pieniądze w Birmie
Wymieniając np. sto dolarów tradycyjnie dostaniemy kilka plików banknotów w lokalnej walucie (kyat)

Ale są też rzeczy które się zupełnie nie zmieniły. Jak trzeba było mieć pieniądze idealnie nowe i niemalże jakby wyszły z drukarni, tak wciąż jest to regułą, że domagają się tylko takich dolarów. Po czym poznać, że ktoś jedzie do Birmy? Wrzuca na facebooka zdjęcie z żelazkiem w ręce na którym prasuje pieniądze 😀
I jeszcze jedna zmiana: Mjanma została podłączona do świata dosłownie i w przenośni. Jeśli macie chęć, spokojnie możecie korzystać z bankomatów za pomocą swoich europejskich kart płatniczych. Kiedyś… podobno kartą można było płacić w hotelu Strand, czyli takim najbardziej wypasionym hotelu w Rangunie. Podobno, bo dla mnie, człowieka z plecakiem, to jednak były za wysokie progi 🙂

Komunikacja po kraju

Pociąg w Birmie
Pociąg to dla obcokrajowców bardziej atrakcja turystyczna, niż środek lokomocji. Po prostu jadą baaardzo długo i baaaardzo wolno.

Zmieniła się i to bardzo. Kraj stał się o wiele bardziej dostępny, już nie ma tak wielu stref zakazanych, do podróży po których turyści mogą tylko marzyć. Na pewno też o wiele mniej jest konfliktów wewnętrznych odkąd junta generałów dopuściła do władzy opozycję i nie prześladuje z fizyczną likwidacją włącznie tych, którzy myślą inaczej. Dlaczego o tym piszę w kontekście komunikacji?

Bo jeszcze kilka lat temu z racji konfliktów władz centralnych z plemionami zamieszkującymi rożne terytoria Birmy lub plemion między sobą, turyści nie mogli wjeżdżać do znacznych części kraju. Dziś za przykład zmian może służyć Mrauk U, jedna z najciekawszych atrakcji Birmy położona z dala od głównych szlaków. Teraz wreszcie można tam dojechać autobusem. Kiedyś jeśli już w ogóle miało się szczęście być wpuszczonym, trzeba było wziąć samolot, potem łódź, która oczekiwała kilka dni i powrót w takiej samej formie czyli samolotem. Innej drogi do Mrauk U nie było. Podobnie jest z terytoriami na północy kraju jak choćby Putao. Birma się otworzyła. Chociaż stan dróg diametralnie się nie poprawił, wciąż pełno tam dziur, ale nie znaczy to, że na każdym kroku czyhają na nas przysłowiowe wilcze doły. Aż tak źle nie jest.

Ceny też poszły w górę

Nie, nie że wszystkie i diametralnie, ale na pewno dokonała się tu zmiana. Popyt i podaż to prawa, które zawsze dążą do równowagi. Oczywistym się staje, że jeśli nagle do kraju wlał się potok turystów, to ceny musiały pójść w górę. A musiało się to stać tym bardziej, że za tym napływem chętnych nie poszła jakaś diametralna poprawa infrastruktury turystycznej. I tu ważna uwaga: mam na myśli przede wszystkim bazę noclegową. Pewnie, że powstało sporo nowych hosteli, że zbudowały się nowe hotele, a nawet bardzo eleganckie resorty. Tylko że to wciąż za mało, byśmy mogli mówić o czymś na wzór Tajlandii.

Taki elegancki bungalow możecie mieć dla siebie za 15 dolarów w Chaung Thar. Do plaży będzie jakieś 200 metrów. Aha i plaża będzie tylko dla Was… raj?

I wiecie co? Bardzo mnie to cieszy, bo Tajlandia jest wręcz zbyt turystyczna. Tam podróżuje się po prostu (za)łatwo i bez wysiłku. W Birmie potrafi to być bardziej problematyczne, co nie znaczy, że niewykonalne. Czasami jednak np. biletów nie ma i tyle. Lub podróż do miejsca nie tak odległego na mapie trwa cały dzień. Tak, 300 kilometrów może zająć cały dzień. Z taką sytuacją spotkacie się na przykład, kiedy będziecie jechali np. z plaż Chaung Thar do Rangunu. I nie zmieniło się też to, że wciąż możecie zamachać na samochody stojąc na poboczu droigi i zatrzyma się Wam jakiś pick-up i wsiądziecie na dach pojazdu, by siedzieć tam przez kilka godzin. Albo będziecie mieli okazję siedzieć w bagażniku samochodu, tak jak ja kiedy jechałem zobaczyć “Złotą skałę“. Aha… kolej nie zmieniła się w Birmie ani na jotę. Jakoś tak to już jest, że ta organizacja zmienia się wolno w caaałym świecie 😀

Ale na koniec powiem Wam, że Birma wciąż jest ciekawą perłą Azji. Wciąż warto tam pojechać, by zobaczyć kraj, który nie jest jeszcze zadeptany przez masową turystykę. Wciąż przyjedziemy do kraju w którym wystarczy odjechać 50 kilometrów od większego miasta, by wzbudzać ciekawość lokalnych mieszkańców – przykładem niech tu będą groty blisko Monywy. Uwierzcie mi, że lokalsi będą się czaili, ale pewnie po chwili podejdą i na migi poproszą, czy nie mogą sobie z Wami zrobić zdjęcia. A jeśli wyobrazicie sobie, że jesteście blondynką, to od chętnych do fotografii będzie się ciężko opędzić. Jest to całkiem fajne uczucie, ale staje się uciążliwe po 20 zdjęciu 😉
Birma się zmienia, ale wciąż pozostaje tak piękna, jak była!

Share Button

About Paweł Osmólski

Amator podróży do Azji, którego wspomnienia zostały gdzieś na szlaku w Nepalu na ławeczce pod chałupą jednego chłopa. Kiedyś będę tam musiał wrócić i zabrać je do domu :) Preferuję samotne wyjazdy, bo tylko wtedy w drodze spotyka się najciekawszych ludzi. W czasie wolnym od pracy i podróży zapalony degustator piwa.

12 komentarzy

  1. Bardzo miło sie czytało… nigdy nie byliśmy w Birmie, moze w tym zyciu sie uda… :]

    PS> literowka > 20016 > wtedy juz ziemi nie bedzie i Nas ludzkosci bo sie wszyscy atomowkami pozabijamy ;]

    Poniżej kilka subiektywnych i obiektywnych spostrzeżeń porównujących Birmę w latach 2011 i 20016.

  2. Super zestawienie 🙂 Ja w Birmie byłam pierwszy i jak do tej pory jedyny raz w 2011.
    Internet niekiedy istniał w centrum handlowym w Rangunie, ale zawsze najpierw była kartka: Zapłacisz JEŚLI się połączysz 🙂
    Telefon trzymał baterię tydzień, bo nie było ani roamingu ani wspomnianego internetu. Za to służył świetnie jako latarka np. w Bagan nocą 😛
    Pieniądze wymieniałam w tak dziwnych miejscach, że strach pomyśleć 😀
    A obiad potrafił kosztować dolara za 2 osoby 🙂

    Ech… 🙂

  3. Lecę na koniec stycznia ☺ Już nie mogę się doczekać.

  4. Certyfikaty Poznań

    Ładne, ładne zestawienie. 🙂 Widzę, że na prawdę uwielbiasz podróże. Gratuluję pasji 🙂

  5. Rewelacja. Lece w marcu i to dla mnie bezcenne informacje.

  6. Świetny blog i opisy. Dużo dobrych i potrzebnych informacji. Lecimy 4 lutego br. 🙂
    Pozdrawiamy

  7. suuuper! muszę zapamiętać stronę 🙂 Planuję wyjazd w grudni… a tu dopiero początek lutego. A ja już jak na szpilkach – codziennie “grzebię” w nowych informacjach. Chyba oszaleję do czasu wyjazdu (wylotu). Birma, to moje największe marzenie od lat. Pawle, czy jeśli będę potrzebowała dodatkowych informacji, mogę się zgłosić po pomoc? 🙂

    • Cześć,

      Birma to dobry kierunek! Trochę Ci już zazdroszczę tego, że tam lecisz 🙂 Mimo, że przecież dopiero z Birmy wróciłem 😀
      I jeśli będziesz miała jakiekolwiek pytania, to oczywiście, że pytaj śmiało!
      Odpowiem, jeśli tylko będę umiał.

  8. Paweł, właśnie powoli zabieram się za “Birmę”, bo bardzo spontanicznie zdecydowaliśmy, że za trzy tygodnie udamy się tam z Bangkoku. Przeglądam teraz uważnie Twoje posty i wielkie dzięki za tyle informacji! Trochę żałuję, że nie będę miała czego porównać (bo bardzo lubię wracać w miejsca, które znam, czasami można się nieźle zaskoczyć), choć z drugiej strony fajnie będzie też trafić na nieznane terytorium. Apetyty mamy zaostrzone, bo wszyscy nam opowiadają o Birmie w samych superlatywach i trzeba będzie chyba głęboko schować oczekiwania, żeby nie były jak z Nepalem (czyli rozczarowanie gigant, bo oczekiwania gigant).

    Pozdrowienia! K.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *