Maroko

Rabat. Stolica i najciekawsze miasto Maroka

15
Zmiana konnej warty przed wejściem do mauzoleum Mohammeda V i wieży Hasana

Rabat jest chyba najspokojniejszym miastem Maroka, ale też najbardziej mi się podobał jako miejsce. Miesza się tu marokańska tradycja i europejskie wpływy. Stara tradycyjna kazba z jednej strony i postkolonialna, francuska zabudowa z drugiej. Piękna i potężna twierdza Szalla na jednej szali i wysoka a jednocześnie lekka wieża Hasana na drugiej. I wszystko to ze sobą ładnie współgra. Rabat, ładnie tu. 

Rabat zaskakuje

Rabat. Idę uliczką pomiędzy blachą falistą a rożnami, na których piecze się i wyrzuca z siebie smakowite zapachy jakieś mielone mięso nabite na niewielkie szpady. W sumie ni to coś w stylu kebaba, ni to szaszłyka. Ludzie kupują, przystają, wskazują to czy inne mięso, które po chwili ląduje w przekrojonej bułce, a chwilę potem jest pochłaniane przez głodnego Marokańczyka. Bo turyści raczej rzadko stołują się tak, jak lokalni. Handel trwa w najlepsze, cisza, spokój. I nagle czuć coś w powietrzu, coś się zmienia, w ciągu sekundy.

Jedna ze spokojniejszych uliczek tradycyjnego targowiska, które wieczorami opanowuje prawie całą starą część Rabatu.

Jedna ze spokojniejszych uliczek tradycyjnego targowiska, które wieczorami opanowuje prawie całą starą część Rabatu.

Pozorny spokój runął jak domek z kart i przekształcił się w chaos. Nagle w w tej wąskiej przestrzeni, która chyba nie ma nawet metra szerokości, żarzące się paleniska zaczynają się przemieszczać. Rzecz jasna nie same lecz wraz ze swoimi właścicielami, część jest niesiona przez jednego człowieka, inne chwyta po dwóch facetów i na tyle na ile to możliwe w tej wąskiej gardzieli zaczynają biec. Gorące węgle o dziwo nie rozsypują się, ale przytulam się do ściany, by nie zostać poparzonym, gorące grille z czerwonymi węglami prawie się o mnie ocierają. Po chwili już widzę, co się dzieje i co spowodowało ten chaos. Oto z przeciwnej strony, spokojnie nadchodzą ławą wojskowi. Oni panują tu niepodzielnie.

Wczoraj na suku widziałem jakiegoś wyższego oficera, który otoczony wianuszkiem wojaków, szedł powoli zatłoczonymi alejkami. Dla niego zawsze znajdowało się miejsce i sporo przestrzeni, widać było, że on może tu wszystko, bo ludzie rozstępowali się przed nim jak Morze Czerwone przed Mojżeszem. Obserwowałem z ciekawością, oficer zatrzymał się przy jakimś stoisku i rozmawiał z jego właścicielem. Pewnie pytał, jak mu idzie biznes, a wystraszony właściciel zapewne odpowiadał, że dobrze, chociaż mogłoby lepiej. Bo raczej nie narzekał na wysokość podatków…

Rabat - stolica Maroka

Rabat – stolica Maroka na zdjęciu jedna z bram w promieniach zachodzącego słońca.

Rabat ma w sobie coś nostalgicznego, coś z dawno minionej przeszłości, która wciąż żyje w postkolonialnej architekturze. Co prawda Francuzi panowali tu krótko, bo od 1912 do 1956 roku Rabat był stolicą Maroka jako francuskiej kolonii, jednak kiedy poprzechadzamy się uliczkami, styl neokolonialny rzuci nam się w oczy aż nadto. Szczególnie budynki poczty, dworca kolejowego i okoliczna zabudowa. Tu warto wstąpić na herbatę czy kawę w jednej z rozlicznych patiserii, czy po prostu knajpek okupujących partery budynków.

Warto usiąść i po prostu obserwować przechadzających się pucybutów oferujących swe usługi, podchodzących do stolika sprzedawców różnych orzeszków, czy też po prostu przyjrzeć się codziennemu życiu mieszkańców stolicy Maroka. Jedyne na co tu cierpiałem to bariera komunikacyjna. Niestety znajomość angielskiego w Maroku jest gorzej niż słaba i porozumieć się można w zasadzie tylko po francusku, zatem bardzo często nie mogłem spróbować tych słodkości, które chciałem, bo nijak nie dało się wytłumaczyć, czego potrzebuję. Zazwyczaj kończyło się na wskazywaniu talerzy z ciastkami zamówionymi przez ludzi przy sąsiednich stolikach. Co w sumie było tak zabawne, że aż urocze 🙂

Meczet Hasana w Rabacie

Ale kiedy znudzi się nam biesiadowanie warto udać się na eksplorację miasta. Być w marokańskim Rabacie i nie zobaczyć wieży Hasana, to jakby być w Rzymie i nie widzieć bazyliki św. Piotra. Ten minaret to wzór dla wszystkich minaretów w Maroku. Po raz pierwszy zobaczyłem go na wzniesieniu, kiedy jechałem z lotniska w Sale. Stał po prawej, górował nad okolicą i witał przybyszów z innych krajów i miast tak samo, jak robił to od kilkuset lat. I powitał mnie tak samo, kiedy przyszedłem w jego pobliże. Stał spokojnie jakby osamotniony, oczekujący na coś więcej. I faktycznie, jest osamotniony, bo przez 800 lat z zaplanowanego ogromnego kompleksu architektonicznego meczetu Hasana do naszych czasów przetrwał tylko on.

Wieża Hasana w Rabacie. Miał to być największy meczet w Maroku i drugi największy w świecie. Śmierć władcy przerwała jednak budowę.

Wieża Hasana w Rabacie. Miał to być największy meczet w Maroku i drugi największy w świecie. Śmierć władcy przerwała jednak budowę.

Pozostałe części budowli zostały zniszczone podczas wielkiego trzęsienia ziemi, które nawiedziło Rabat w 1755 roku. Budowę zaczęto w 1195 roku a zarzucono już w 1199 z powodu śmierci pomysłodawcy i fundatora, sułtana Jakuba al-Mansura. Całość kompleksu, jaki widzimy w tej chwili to pusty prostokąt o wymiarach 183 na 139 metrów. Z wyłożonego płytami placu wystaje 312 kolumn. Niektóre większe, inne mniejsze, ale część z tych osiągalnych jest okupowana przez młodych, którzy upodobali sobie fotografie na ich szczycie. Niestety kiedy odwiedzałem niedoszły meczet, właśnie trwał remont wieży Hasana. Wysoka na 44 metry, kwadratowa budowla szczelnie ze wszystkich stron obstawiona została rusztowaniami i tylko jej szczyt dumnie prezentował swą wspaniałość.

Faktycznie, jest na co spojrzeć, bo bogate zdobienia z każdej strony świata są inne. Wychodząc, którąś z głównych bram na pewno zwrócimy uwagę na wartę, którą pełni dwóch żołnierzy na koniach w tradycyjnym ubiorze. Ja załapałem się na zmianę warty i może nie wygląda to tak podniośle jak przy warszawskim Grobie Nieznanego Żołnierza, ale ma to swój urok. Na pewno jest radośniejsze, u nas przebija przez to pewien smutek… przynajmniej ja to tak odczuwam.

Rabat – mauzoleum Mohammeda V

Po przeciwnej stronie niż meczet Hasana i wieża o te samej nazwie zbudowany jest budynek dość nowy, ale przykuwający uwagę swą bielą i nieskazitelnością. To mauzoleum Mohammeda V, władcy który w 1954 roku doprowadził do wyprowadzenia się z Maroka Francuzów i zakończył trwający kilkadziesiąt lat protektorat.

Wnętrze mauzoleum Mohammeda V - Rabat, Maroko.

Wnętrze mauzoleum Mohammeda V w Rabacie.

Zanim wejdziemy do środka przez jedno z czterech wejść, zobaczymy wartowników strzegących każdego z nich. Kolejni wartownicy w tradycyjnych strojach z włóczniami w ręce, strzegą porządku wewnątrz mauzoleum. Co prawda grobowiec króla jest dla nas nieosiągalny, bo będąc turystą możemy grobowiec oglądać tylko z poziomu galerii. Po tym, jak obejrzymy biały grobowiec Mohammeda i jego synów, warto podnieść wzrok i spojrzeć na misternie rzeźbiony w drewnie sufit. Wychodząc możemy sobie zrobić zdjęcie z jednym ze strażników, chętnie pozują i w przeciwieństwie do swoich rodaków, nie domagają się za to żadnej opłaty 🙂 (wierzcie mi, że to w Maroku rzadkość)

Kasba Al-Udaja w Rabacie

Kasba czyli warowna forteca z potężnymi murami miała za zadanie chronić wejście do portu i jednocześnie trzymać w szachu piratów, którzy za przyzwoleniem sułtana z radością łupili statki pływające po morzu i oceanie. Załoga kasby, miała zadbać o lojalność względem władcy. Do środka można wejść przez jedną z dwóch bram, małą położoną niżej i wielką widoczną u szczytu schodów.

Widok na bramę kazby Al-Udaja w Rabacie. Maroko

Widok na bramę kazby Al-Udaja w Rabacie. Maroko

Warto wejść przez obydwie, bo za każdą z nich obejrzymy inne atrakcje. Kiedy przedostaniemy się do środka przez dużą bramę, a raczej małe drzwi tuż na prawo od głównego wejścia, dostaniemy się do labiryntu uliczek. Warto się w nie zapuścić, bo to całkiem klimatyczne miejsce. Bielone i malowane na niebiesko ściany układają się w uliczki, które bardzo często prowadzą w zaułki bez wyjścia. Ale ponieważ obszar fortecy jest bardzo mały, nie ma się co obawiać zabłądzenia. Zapewne po minucie trafimy na miejsce, które rozpoznamy. Tu warto nadmienić, że możemy się natknąć na oszustów, którzy będą nam próbowali wmówić, że ta czy inna część jest zamknięta i oni wskażą nam, gdzie możemy i powinniśmy iść. Rzecz jasna nie zrobią tego za darmo i potem czeka nas żmudny proces negocjacji za “usługę”, której wcale nie chcieliśmy.

Ogrody Andaluzyjskie w kazbie Al-Udaja. Rabat - Maroko

Ogrody Andaluzyjskie w kazbie Al-Udaja. Rabat – Maroko

Osobną i piękną atrakcją wewnątrz murów kasby Al-Udaja jest Ogród Andaluzyjski. Wchodząc tu poczułem się, jakbym przekraczał granice do jakiegoś innego świata. Tu nie było hałasu, tu nikt nie oczekiwał, że coś od niego kupię. Mogłem siedzieć na murku lub ławeczce i słuchać śpiewu ptaków, patrzeć na dojrzewające na drzewach pomarańcze. A potem muzyka się zmieniła. Do Ogrodów Andaluzyjskich przyszła z gitarą grupa młodych Marokańczyków. I wiecie co? Nie było może tak samo sielsko jak wcześniej, ale też było pięknie.

Będąc w Rabacie, na pewno musimy też pójść do Szalli, ale to miejsce, które tak mi się spodobało, że poświęcę mu osobny artykuł.

Czytaj: Szalla – twierdza i cmentarz władców Maroka

Widok na twierdzę Szalla w Rabacie.

Widok na twierdzę Szalla w Rabacie.

Miasto, które nie drażni nachalnością

I kiedy wieczorem znudzi nam się to całe zwiedzanie, zaglądanie w każdy kąt, warto pospacerować uliczkami medyny, która w Rabacie ma inny klimat niż w reszcie Maroka. Tu nie ma nachalnych sprzedawców, kiedy zaczniemy oglądać jakiś towar nie ma sprzedawców, którzy nagle pojawiają się nie wiadomo skąd i jeśli się nie zdecydujemy idą za nami jeszcze kilka czy kilkanaście metrów.

Tu panuje w miarę cywilizowany spokój. Ale jest też rzecz jasna arabski chaos, tu pod murkiem dymi nielegalny grill, gdzieś indziej możemy się napić soku czy to z trzciny cukrowej świeżo wyciskanej specjalnie dla nas, czy też soku pomarańczowego robionego na naszych oczach. Ale najciekawsze są stoiska z jakąś zupą ze ślimaków, szczelnie oblężone przez lokalnych i turystów. A wszystko to wśród hałd ubrań i butów piętrzących się na foliowych matach. To w wypadku nalotu wojskowych. Wtedy wystarczy tylko chwycić za końce i uciekać do najbliższej wąskiej uliczki, gdzie czekają już przygotowane schowki.

Rabat. Tu jedzenie możemy dostać na ulicy, smaczne, oblegane przez setki ludzi. A jeśłi jedzą to lokalni, to znak, że musi być dobre. Na tym zdjęciu jedzący poświęcają cała swoją uwagę konsumpcji ślimaków.

Rabat. Tu jedzenie możemy dostać na ulicy, smaczne, oblegane przez setki ludzi. A jeśłi jedzą to lokalni, to znak, że musi być dobre. Na tym zdjęciu jedzący poświęcają cała swoją uwagę konsumpcji ślimaków.

RABAT informacje praktyczne

Nocleg w Rabacie:

Rabat nie ma wielkiej bazy tanich noclegów, ale coś na biedniejszą kieszeń też się znajdzie . Np. raz spałem w hotelu Regina i za noc płaciłem 100 dirhamów – hotel jest w medynie blisko głównego wejścia. Prysznic jest płatny dodatkowo 10 dirhamów. Szczerze mówiąc, nie polecam. Chyba, że bardzo zależy Wam na budżecie.

O wiele lepszą opcją noclegową jest wydanie większej kwoty i skorzystanie dzięki temu z komfortowych warunków hotelu lub riadu (bardzo polubiłem w Maroku riady czyli tradycyjne domy noclegowe – ich standard zazwyczaj jest bardzo wysoki). Riady są niestety zazwyczaj droższe, ale jeśli chcecie dobrą jakość do ceny skorzystajcie z oferty tego hotelu, który stara się być czymś pomiędzy riadem a hotelem, zapoznajcie się z ofertą hotelu Lutece

Mieszkając medynie wszędzie będziemy mieli blisko, zarówno do Kazby Al-Udaja, jak też do straganów na suku, który będzie pod naszym nosem. Do twierdzy Szalla możemy wciąż taksówkę, chociaż około 20 minutowy spacer szeroką ulicą, gdzie za plecami będziemy miel ocean, jest bardzo przyjemny. W zasięgu nóg jest też wieża Hassana. Dworzec kolejowy jest kilkaset metrów za murami. Z niego dostaniemy się do innych miast.

  • Bilet na pociąg Rabat – Casablanka Port: 35 dirhamów (jedzie godzinę)
  • Pociąg z Rabatu do Meknes: 65 dirhamów
  • Bilet na tramwaj w Rabacie (np do Sale) – 6 dirhamów
  • Zobacz więcej, jakie są ceny w Maroku. Ile wydasz jadąc do Maroka

Dojazd lotniska w Rabat-Sale do centrum miasta

Z lotniska do centrum Rabatu, w pobliże medyny jeździ autobus za 20 dirhamów. Pieniądze na autobus możemy wypłacić z bankomatu lub wymienić pieniądze w kantorze na lotnisku. Kurs jest uczciwy i nie odbiega od tych na mieście. Autobusy odjeżdżają idealnie sprzed budynku lotniska. Wystarczy tylko przejść przez parking i wewnętrzną lotniskową ulicę. Autobusy są “skomunikowane” z samolotami, zatem mamy pewność, że po przylocie naszego samolotu, będzie oczekiwał autobus do miasta. Taksówki oczekują tuż przed wejściem.

Paweł Osmólski
Amator podróży do Azji i po Europie Wschodniej, a szczególnie po Bałkanach. Jakoś tak mam, że marzenia same mi się nie spełniają, zatem robię wszystko, by je spełnić. Preferuję wyjazdy w pojedynkę, bo tylko wtedy w drodze spotyka się najciekawszych ludzi. Nie zawsze miłych, ale tylko tak można poznać prawdziwą twarz danego kraju. Wolę brudną prawdę niż lukrowane opowieści o jednorożcach. Dlatego moje opisy są czasami do bólu szczere ale zawsze prawdziwe. Dużo pracuję, w czasie wolnym piszę tego bloga i szukam najlepszego piwa na świecie :)

15 Komentarze

  1. Bardzo interesujący post! Byłem kiedyś w Maroku, w tym w Rabacie, i czytając ten tekst wróciły wspomnienia z tamtego pobytu. Genialnie oddana atmosfera miejsca, suków i wieczornego gwaru. Również jestem zwolennikiem samodzielnego podróżowania, bo tylko wtedy można zaglądnąć w miejsca, które turysta, który jedzie z biurem, nie zawsze zobaczy, poznać ludzi, obok których tylko byśmy przebiegali. Tylko podróżując w takim sposób możemy zatrzymać się nie popędzani przez nikogo chłonąć atmosferę odwiedzanych miejsc.
    Czekam na kolejne relacje. Pozdrawiam

  2. Już się bałem, że nie odkryłeś choć odrobinę piękna w tym kraju. Sztuką jednak pewnie było to uzyskać w świecie przepełnionym ludźmi dobrze nam znanymi 🙂

    1. Mariusz,

      Ja zawsze staram się być obiektywny i jeśli jest coś ciekawego, pięknego to takim to opisuję 🙂
      A ludzie, to niestety przekleństwo Maroka. Mówię tu o tych z wielkich turystycznych ośrodków, ci z małych miasteczek zapewne są zupełnie inni.
      Tylko, że mając dwa tygodnie urlopu trudno, by jeździć do małych miasteczek pozbawionych jednak w większości atrakcji zwanych turystycznymi.
      Chociaż z drugiej strony z wrogością spotkałem się nawet w jednak dość mało turystycznej Al-Dżadidzie :/

  3. Rzeczywiście fajny ten Rabat. W ogóle Maroko kojarzy mi się z niezrealizowaną podróżą, kiedy to zaspałem na samolot i zamiast w Maroku wylądowałem nad polskim morzem 🙂
    Po przeczytaniu tego postu – myślę, że czas odświeżyć marokańskie plany 😉

  4. Czytałem sobie tak ten Twój tekst przy kawie i stwierdziłem, że mamy dokładnie takie same obserwacje. W Maroku byłem już jakiś czas temu i po straszliwie męczącym Fez, po prostu z powodu nachalności, Rabat wydał się być oazą spokoju. Ceny ustalone, ludzie normalni, przyjemna atmosfera, czego chcieć więcej! Jak rozmawialiśmy z Magdaleną o tym, żeby tam kiedyś wrócić, pierwsze myśl była taka – koniecznie do naszego ulubionego riadu w Rabacie! Pozdrawiam!

  5. Szczerze mówiąc, to z opinii wszystkich osób które mówiły mi kiedykolwiek o Maroku to nie pojechałbym do Rabatu, a po Tym wpisie wręcz przeciwnie, miasto wydaje się ciekawe i warte odwiedzenia. A co do minaretu Hassana to rzeczywiście, w Casablance przy meczecie tego samego Hassana jest w sumie podobny, trochę węższy i wyższy ale w tym samym stylu 🙂

    1. co ty opowiadasz?Jak tego samego Hassana?Przeciez meczet w Casablance powstal dzieki krolowi Hassanowi II w latach 80tych XXw a wieza Hassana w Rabacie, to XIiw chyba.

      1. A co ma nazwa do tego, kto zbudował ten czy inny budynek?
        Bo nie rozumiem, o co pytasz.

        1. ja tez nie rozumiem, co maja wspolnego obie budowle?bo nie nazwe

          1. A czy ja pisałem coś o Casablance?

  6. moj komentarz dotyczyl Seby 🙂

    1. Ups… przepraszam, bo odpowiadam z panelu moderatora, a tu to wygląda to inaczej. To ja skasuję, co niepotrzebne w naszej “dyskusji”.
      Przepraszam 🙂

      1. W porzadku. Nic sie nie dzieje. Caly moj wywod byl do kolegi Seby i dlatego sie w sumie zdzwiwilam 🙂 Pozdrawiam

  7. Nie wiem, czy byłeś, ale po drugiej stronie rzeki jest małe spokojne miasteczko satelickie SALE (po polsku: SALA). Warto zobaczyć tak przy okazji, zwłaszcza że to trzy przystanki tramwajowe od Wieży http://www.masaperlowa.pl/rabat-sala-tak-wyglada-stolica-maroka/

    1. Ależ oczywiście, że byłem 🙂 Bardzo fajne miejsce, bardzo miło je wspominam.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.