AfrykaMaroko

Warzazat (Ouarzazate) Miasto na pustyni Maroka

13

Warzazat to stolica marokańskiego filmu, pewnie to też najczęściej oglądane marokańskie miasto na świecie Chociaż może jednak nie miasto lecz jego okolice. Bo to w Warzazat kręcono niezliczoną ilość filmów z czołówki światowej kinematografii. A samo Ouarzazat? Cóż, jest tu jedna ładna kasba, dwa muzea filmu i nic poza tym.

Pewnie mało kto zdaje sobie sprawę, że oglądając wiele filmów, także tych bardzo znanych jak “Królestwo niebieskie”, “Alexander” czy chyba najsłynniejszy “Gladiator”, kręconych było właśnie w Warzazat. Można się pod nosem uśmiechnąć, ale Warzazat to takie marokańskie Hollywood, może nawet nie jest to na wyrost, bo przecież to oryginalne Hollywood tu właśnie przyjeżdża po scenerię. I ja się im nie dziwię, bo usytuowanie miasta jest niesamowite. Na środku pustyni, po środku niczego, u stóp Atlasu Wysokiego i blisko Antyatlasu ma idealną nieskażoną cywilizacją scenerię. Tu nie ma wielkich linii wysokiego napięcia łamiących sielskość krajobrazu, jadąc na przedmieścia, czy wyjeżdżając np. w kierunku Marrakeszu, napotkamy piękną pustkę. Przed nami będzie tylko pusta przestrzeń ograniczona na horyzoncie białymi czapami śniegu, pokrywającego szczyty Atlasu.

Widok z kasby Taourirt w Warzazat

Widok z kasby Taourirt w Warzazat. Dookoła miasta jest tylko pustynia. I góry.

I najciekawsze jest właśnie w tym miejscu, bo tu znajduje się studio Atlas, w którym kręcone były najbardziej kasowe filmy, które znam też z naszych kin. Warto tu przyjechać i udać się na wycieczkę po studiu. Znajdziemy się wśród monumentalnych makiet do kolejnych produkcji. Będą to ogromne gliniane mury obronne, szkielety pałaców, egipskie rzeźby i co tam jeszcze. A wszystko to na tle odległych gór i nieskażonej ręką człowieka pustki. Jest coś magicznego w tym miejscu. I szczerze mówiąc żałuję, że nie udałem się do tego studia na zwiedzanie. Ale od początku.

Znudzony Marrakeszem, który nijak mnie nie porwał, nie zachwycił i w mojej ocenie to jedno z najmniej interesujących miast Maroka, postanowiłem z niego uciec. Poszedłęm rano na dworzec autobusowy z zamiarem pojechania gdzieś dalej. Padło na Warzazat. Okazało się, że autobus odjeżdża za 50 minut, zatem chwila oczekiwania i oto mknąłem już w kierunku magicznej linii. Oto przede mną, przed przodem autobusu na tle palm rysowała się linia z ośnieżonych szczytów gór Atlas. Przejazd przez nie, to temat na zupełnie osobną historię, bo są tego warte. Są zjawiskowe, piękne i dzikie, na pewno do nich wrócę. Jeśli nie osobiście to na zdjęciach, a czas na podziwianie miałem, bo droga nie jest krótka i zajmuje ponad 5 godzin. Czas, w którym przyzwyczajam się do coraz bardziej surowego krajobrazu za oknem. I nagle wjeżdżam do miasta, nagle po lewej stronie wyrastają, trochę surrealistycznie, egipskie świątynie, starożytne mury z blankami i jakieś pałace. Oto przede mną Warzazat.

Stragany z pamiątkami w Warzazat

Okolice kasby Taourirt w Warzazat. Jak widać turysta na pewno będzie miał wybór, jeśli będzie chciał kupić pamiątki.

Wysiadam na dworcu autobusowym i od razu przejmuje mnie naganiacz, który chce mi sprzedać wycieczkę na pustynię. A ponieważ taki jest mój plan, zbijam troszkę cenę i umawiam się na następny dzień, mają po mnie przyjechać o 10 rano i zwieźć w miejsce, gdzie dołączę do reszty grupy, która… przyjedzie z Marrakeszu, z miasta, które niedawno z nudów opuściłem. Teraz mam kilka godzin tylko dla siebie. Melduję się w hotelu obok dworca i idę do centrum, chcę przejść i zobaczyć miasto oraz dojść na przeciwległe przedmieście, gdzie znajduje się ponoć interesująca kasba Taourirt. Jedna z najpiękniejszych kasb w Maroku. Skoro już tu jestem, to dlaczego by tego nie sprawdzić? Cóż, nie powiem, że było blisko, bo te 3 kilometry trzeba było przejść, a miasto nie jest szczególnie urokliwe, ale o tym nie da się przekonać inaczej, jak tylko poznając je 🙂 wreszcie doszedłem na miejsce.

Kasba Taourirt

Urody z zewnątrz nie można jej odmówić, wrażenie robi jak tylko się do niej zbliżamy. Ogromna budowla zbudowana z gliny i słomy, zwraca uwagę. W całej okazałości widać ją najlepiej ze schodów, które znajdują się vis-a-vis niej, tam zatrzymują się liczne mikrobusy z turystami oraz znajduje się jedno z muzeów filmu. Ze schodami czasami też jest problem, bo obsiadają je nie tylko turyści, ale także lokalna młodzież, która w mieście nie ma wielu rozrywek, zatem zabija czas w tym miejscu.

Kasba Taourirt Maroko

Widok na kasbę Taourirt. To największa i jedyna stara atrakcja Warzazat. Oprócz niej są tu jeszcze dwa muzea filmu i jedno studio filmowe.

Kupuję bilet za 20 dirhamów (2 euro) i wchodzę do środka i okazuje się, że pierwsze co się rzuca w oczy to armata. To dzięki niej, władca tej nie tak starej fortyfikacji miał przewagę nad wszystkimi wrogami. Posiadając tak potężną broń, mógł kruszyć mury warowni wszystkich swoich wrogów. Metalowe kule z łatwością przebijały gliniane ściany obwarowań. Dziś ta sama armata robi za atrakcję turystyczną i pozuje do niezliczonych zdjęć. Ja idę jednak wyżej i jestem lekko rozczarowany, bo okazuje się, że najciekawsze miejsca, nie są tak wspaniałe, jak się spodziewałem. Nie przypominają tych bajkowych zdobień z medresy w Sale czy w Marrakeszu. No i okazało się także, że nie da się wejść na dach kasby, z którego rozpościera się widok na cała okolicę.

Cóż, ale i tak cały ogromny budynek robi wrażenie. Plątanina schodów, korytarzy i niezliczonych pokoików powoduje, że dość łatwo się tu zgubić. Przechadzam się po dostępnej do zwiedzania części, natykam się na sklepik z pamiątkami, ale też stoję chwilę z zadartą głową, bo wszystko tu jest takie, jak dawniej, nawet sufit. Nie jest wsparty na betonowych czy żelaznych legarach, lecz wszystko jest tradycyjne, dlatego tradycyjnie oparciem dla sufitów są drewniane belki, układające się we wzory. Ale ile można włóczyć się po dostępnych teraz i pustych komnatach?

Kasba Taourirt w Warzazat. Wnętrze fortecy

Wnętrze kasby Taourirt. W niezliczonych pokojach i pomieszczeniach zachowało się trochę starych rzeczy i oryginalnych zdobień.

Wyszedłem zatem z kasby i zszedłem do dzielnicy tuż za nią. Okazuje się, że tam czas zatrzymał się jakieś sto lat temu. Część budynków podobno nie ma wody i kanalizacji, doprowadzono tu jednak prąd. Chodzę wąskimi uliczkami tej starej część, oglądam rozsypujące się budynki, które zbudowane z gliny i słony tak samo jak kasba, muszą być remontowane co kilka lat, by uzupełnić to, co wypłukał deszcz, zabrał wiatr. Widać, że to dzielnica biednych. Wrażenie potęguje się tuż za ostatnim domem, gdzie w nozdrza uderza mi zapach dymu. To płonie małe wysypisko śmieci.

Tuż obok kasby, znajduje się dzielnica biedoty. Tu nie ma bieżącej wody, tu czas zatrzymał się około 100 lat temu, a mury domów domagają się szybkich remontów.

Tuż obok kasby, znajduje się dzielnica biedoty. Tu nie ma bieżącej wody, tu czas zatrzymał się około 100 lat temu, a mury domów domagają się szybkich remontów.

Zwyczajne Warzazat

Plac Mouahidine w Warzazat

Plac Mouahidine w Warzazat. To tu wieczorem toczy się życie miasta. W restauracjach i kawiarniach siedzą dorośli, środek placu należy do dzieci, które jeżdżą tu elektrycznymi samochodzikami.

Pora wracać do hotelu, ale wcześniej idę do centrum, bo okazuje się, że idąc w kierunku kasby, zobaczyłem coś w stylu “rynku” gdzie toczy się lokalne życie. Tu można by powiedzieć miałem skojarzenia z Europą, bo obok tego placu brakowało tylko jakiegoś kościoła i ratusza 🙂 Za to na dwóch pierzejach znajdują się knajpki i restauracje, a na środku jeżdżą samochody. Na szczęście nie te zwyczajne, które przeganiają pieszych nawet z przeznaczonych dla nich miejsc. Tu były to samochody czy bardziej samochodziki elektryczne dla dzieci. Był już wieczór, zatem mnóstwo matek i całych rodzin przyszło w okolicę.

A skoro są ludzie, muszą być też sprzedawcy. I dzięki nim można tu kupić absolutnie wszystko, od jakiejś podrabianej torebki, przez zegarki po sok ze świeżo wyciskanych owoców. Cóż, przywykłem do tego soku, bo w Maroku można go kupić na każdym rogu za relatywnie niewielki pieniądz (około 2 zł za dużą szklankę). Tym razem miało być podobnie, ale okazało się, że pan sprzedawca nie chciał rozumieć pytania o cenę, ale post factum znakomicie sobie poradził z przekazaniem ceny. Rzecz jasna dwa razy wyższej niż w każdej innej części Maroka. Cóż, nie po raz pierwszy w Maroku usiłują kantować i nacinać turystę na kasę. Warzazat nie jest inne.

Na szczęście bezwiednie, ale rehabilitację Maroka przeprowadza pan z budki kilkaset metrów dalej. Zgłodniałem i w myśl powiedzenia, że “poznaj Stachu po zapachu”, namierzyłem grilla. Gdzieś obok drogi jakiś facet palił grilla. Grzechem byłoby nie kupić kilku szaszłyków z kurczaka. Pan sam od razu pokazał ceny, wyjmując banknot i wskazując za co jest kwota 20 dirhamów czyli 2 euro. Spoko, nawet się najadłem i jak rzadko kiedy herbata była do tego za darmo. Aż mnie tym zaskoczył 🙂 Bo to był jedyny raz, kiedy w Maroku dostałem coś za free. Miłe.

Muzeum Filmu w Warzazat

Niestety następnego dnia nie miałem czasu, by zobaczyć duże studio filmowe wytwórni Atlas, która w Warzazate ma siedzibę, ale udało mi się wskoczyć do Muzeum Filmu, które jest na przeciwko kasby Taourirt. Troszkę drogie to muzeum, bo kosztuje 30 dirhamów, ale za to jest przepocieszne. Okazuje się, że mają tu chyba rekwizyty i scenografie do wszelkich filmów, które mają w nazwie Jezus czy Józef. Wchodząc do muzeum zobaczymy jaskinie, lochy, sale królewskie, stajnie, kościoły i co jeszcze potrzeba, by nakręcić film na podstawie biblii.

Muzeum Kinematografii w Warzazat

Autor tych słów w roli pana i władcy… muzeum. Cóż, byłem tu jedynym turystą 🙂 Sam sobie panem i poddanym zarazem 😉

Nie będę kłamał, strzeliłem sobie fotkę na jakimś królewskim fotelu. Władza mi do łba nie strzeliła, ale coś z tą władzą musi być nie tak, bo siedząc na tronie dostaje się deczko małpiego rozumu 😉 Bardzo ciekawe są ostatnie sale muzeum. Można tam zobaczyć pomieszczenia, w których stoją eksponaty, służące kiedyś do montowania i kręcenia filmów. Stare kamery, stoły montażowe, miksery dźwięku i rzeczy, których nawet nie umiem nazwać. Ciekawe!

Eksponatu w muzeum Kina w Warzazat. Stary sprzęt, którym kiedyś, przed erą komputerów, montowano i kręcono filmy.

Eksponatu w muzeum Kina w Warzazat. Stary sprzęt, którym kiedyś, przed erą komputerów, montowano i kręcono filmy.

Czytaj więcej o Maroku. Ciekawe miejsca, atrakcje turystyczne, opisy miast. Maroko informacje praktyczne

Czytaj więcej o tym, jakie są ceny w Maroku, ile wydasz jadąc na wycieczkę.

 

Paweł Osmólski
Amator podróży do Azji i po Europie Wschodniej, a szczególnie po Bałkanach. Jakoś tak mam, że marzenia same mi się nie spełniają, zatem robię wszystko, by je spełnić. Preferuję wyjazdy w pojedynkę, bo tylko wtedy w drodze spotyka się najciekawszych ludzi. Nie zawsze miłych, ale tylko tak można poznać prawdziwą twarz danego kraju. Wolę brudną prawdę niż lukrowane opowieści o jednorożcach. Dlatego moje opisy są czasami do bólu szczere ale zawsze prawdziwe. Dużo pracuję, w czasie wolnym piszę tego bloga i szukam najlepszego piwa na świecie :)

13 Komentarze

  1. Hollywood, Bollywood…….no i co z tym Warzazat zrobić? Warzawood?
    pzdr

  2. Gdybyś nie strzelił podpisu pod Placem Mouahidine to możnaby pomyśleć, że lokalni przyjechali takimi furami, by celebrować życie nocne.

  3. Ehhh… kiedyś książki nie wygrałam, bo mi się jego lokalizacja o 50km pomyliła 😉
    Niesamowite jest natomiast to, że ludzie ciągną do miejsc znanych z filmów, choć te same w sobie wcale ciekawe nie są 😉
    Pozdrawiam!

    1. Ewa, szczerze mówiąc, to akurat filmy mnie średnio interesowały, ale ta kasba, ktora jest na pocztówkach, a tak się składa, że jest tuż obok Warzazat… to i owszem bardzo mnie interesowała i potwierdzam: ŁADNA! 🙂

    2. To zjawisko podróżowania do miejsc znanych z filmów ma swoją nazwę naukową – set jetting 🙂 Osobiście uwielbiam to robić i wybrałbym się do nie jednego miejsca związanego z filmem! 🙂 Miasto, tak swoją drogą, naprawdę fajne, ale tron zdecydowanie najlepszy!

  4. Przybijam piątkę w kwestii braku zachwytu nad Marrakeszem!
    A sok piłeś tradycyjnie z pomarańczy, czy skusiłeś się na wyciskaną trzcinę cukrową? 🙂

    1. Ogólnie zaobserwowałem, że odkąd zacząłem mówić prawdę o Maroku i nie zachwycać się nim, powoli łamię jakieś tabu, że jak się było, to musi się podobać. (to dotyczy całego świata)
      A co do soku z trzciny cukrowej, to w Maroku akurat nie piłem, próbowałem zdaje się w Kambodży (a może w Birmie?) i jakoś nie podszedł mi.

  5. Dla mnie w podróżach do miejsc znanych z filmów czy ewentualnie książek fascynujące sam fakt zobaczenia na żywo tego, co wcześniej miało się w uboższej formie. I myślę, że to jest motywacją wielu innych osób. Czysta ciekawość jako powód też jest dobra, prawda?

  6. Trafiłam tu, bo marzy mi się podróż do Maroka, a nie było nigdy nikogo kto by poparł mój zachwyt tym miejscem. Teraz wiem, że warto się spakować i jechać przed siebie choćby samemu 🙂 Pozdrawiam i życzę wielu ciekawych podróży!

  7. Faktycznie fajnie się ogląda na żywo miejsca, które wcześniej widziało się na jakimś filmie. Jeszcze lepiej w tym miejscu zrobić zdjęcie odzwierciedlające z filmowej ekranizacji 🙂

  8. Przeczytałam i…oniemiałam z zażenowania. Dlaczego wszyscy, którzy podróżują muszą pokazać się w necie? Jakaż powierzchowność przebija tę relację! Wstaję, idę, patrzę… Idę, kupuję… Więcej autorowi tekstu zajmuje relacja kupna soku i jedzenia niż wizyty w kazbie. Opis armaty kuriozalny. Może coś więcej o tych “wszystkich wrogach” dwukrotnie powtórzonych w 2 zdaniach? Historia, symbolika i znaczenie Taoirirt nieznane? Przelecieć, trzasnąć fotę i wrzucić do netu. Ot madowa turystyka, nawet jeśli nie jeździ się z biurami podróży. Masówka mózgowa- bez refleksji, bez wiedzy, tylko powierzchowny, prosty opis, byle dalej, byle więcej. Bezrefleksyjne czasy pseudopodróżnikòw….

    1. Elu,
      To co mnie niesamowicie cieszy to fakt, że… Ty jeździsz świadomie, z wiedzą i doskonałym przygotowaniem 🙂 Cieszę się, że wszelkie artykuły, które napisałaś są wspaniałe, rzetelne i merytoryczne. Bardzo takie cenię. Podobnie ich styl i warsztat – widać, że są one pisane po długotrwałym zbieraniu źródeł.
      Cóż, pozostajesz moim niedoścignionym wzorem i za to Cię bardzo szanuję.
      Aha mam tylko jedno pytanie: Gdzie mogę się zapoznać z tym, co piszesz? Chętnie podciągnę warsztat.

      Bo to, że ja wypuszczam byle co, to już wiemy. Chętnie pouczę się od najlepszych. Daj znać, gdzie mogę poczytać.

  9. Południowe Maroko to przepiękny region, warto je zobaczyć. A filmy……..:)?????
    Mało istotne:)

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.