Strona główna: » Bałkany » Sarajewo. Stolica Bośni z cmentarzami na wzgórzach
Sarajewo studnia sebilj

Sarajewo. Stolica Bośni z cmentarzami na wzgórzach

Share Button

Baščaršija czyli sarajewska starówka wciąż ma w sobie dawny koloryt i chociaż coraz częściej wygląda jak cepelia, to jednak stara zabudowa przywołuje skojarzenia, kiedy był to jeden z głównych placów targowych tego regionu. Do dziś znajdziemy tu sklepiki rzemieślników, chociaż o wiele łatwiej jest rzecz jasna trafić na knajpkę czy kawiarnię.

Pierwsze skojarzenia z Sarajewem to wybuch pierwszej wojny światowej, kiedy to zamordowano tu arcyksięcia Ferdynanda oraz oblężenie Sarajewa. I faktycznie o ile ślady po tym ostatnim są wciąż widoczne, o tyle pierwsza wojna światowa to już przeszłość, nawet nie tak bardzo widoczna. Fakt, jest most przy którym zastrzelono arcyksięcia Ferdynanda. Ba miałem farta i załapałem się nawet na replikę samochodu, w którym został zastrzelony wraz z małżonką. Ale dla przeciętnego turysty ślad pierwszej wojny to wspomniany most, pod którym leniwie przepływa płytka rzeka Milijacka i tablica informująca, że zamach został dokonany właśnie tu.

Most na którym zastrzelono arcyksięcia Ferdynanda
Most łaciński w Sarajewie na którym zastrzelono arcyksięcia Ferdynanda

Ramadan i widok na Sarajewo

Najpiękniejszy widok na Sarajewo jest z Bijela Tabija. – Idź na to wzgórze, bo dopiero z wysokości zobaczysz, czym ono jest. A w dole, chodząc uliczkami pomiędzy domami, zobaczysz jakie ono jest – usłyszałem, będąc już w Sarajewie. Przy okazji dopiero z wysokości zrozumiesz jego dramat wojenny. Tragizm sytuacji, której był poddany i nie uległ. Zatem idę na wzgórze, maszeruję najpierw jakąś główną asfaltową drogą, zamiast pójść bokiem, którędy wiedzie główna ścieżka dla pieszych. Ale to nic, to frycowe nowicjusza. Ale może nie na darmo idę, bo powoli przygotowuję się na widoki, dozuję doznania. A te pojawiają się prawie natychmiast. Już na pierwszym mniejszym wzgórzu majaczą białe nagrobne pomniki, cmentarz wykrojony z miasta i wrzynający się w jego tkankę. Potem w lewo, w drogę pod wzgórzem i już jestem pod murami. A tu niespodziewanie tłum i wewnątrz fortyfikacji właśnie uwijają się kelnerzy, okrywają białymi obrusami stoły, zastawiają je różnorodnymi potrawami, czasami żartują z jakimiś znajomymi. Zostawiam ich za swoimi plecami, a moją uwagę całkowicie przykuwa panorama miasta na tle zachodzącego słońca.

Panorama Sarajewa, na pierwszym planie cmentarz. Jeden z wielu w mieście
Panorama Sarajewa. Na pierwszym planie cmentarz. Jeden z wielu w mieście

Przede mną delikatnie w dole rozpostarty jest cmentarz, kolejny widzę kilkaset metrów dalej, na wzgórzu tuż obok, to raptem kilkaset metrów. Białe muzułmańskie pomniki odcinają się od zieleni trawy, od ciemnej zieleni drzew, od okolicznych domostw. Cmentarz jako biały pomnik oblężenia Sarajewa. W oddali widzę wieżowce, które kilkadziesiąt lat temu były znakomitą kryjówką dla snajperów polujących na ludzi w „Alei snajperów”. Teraz też rozumiem dramat mieszkańców Sarajewa podczas oblężenia miasta przez Serbów. W mieście nie dało się uciec przed obserwacją z otaczających wzgórz, zajętych przez wojska przeciwnika. Do sarajewian można było strzelać jak do kaczek. Z karabinów, moździerzy, z czegokolwiek, czym dało się zabić. Z tych wzgórz kontroluje się całe miasto.

I kiedy tak sobie analizuję historię, poczytuję leniwie przewodnik, dookoła mnie coraz większy ruch, nagle nie ma już ani jednego wolnego miejsca na murku, bo takich jak ja obserwatorów jest coraz więcej. Słońce powoli dotyka horyzontu i ruch następuje przy ustawionej na krawędzi muru armacie. Okazuje się, że to nie jest atrapa dla turystów, ona ma jasno sprecyzowany cel. Do niej podchodzi pan w historycznym stroju, przez lufę wpycha tam jakiś ładunek wybuchowy, przeciąga lont do pobliskiego drzewa i przyczepia do niego detonator.  Teraz wszyscy patrzą na słońce i na zegarek… I kiedy żółta tarcza słońca chowa się za wzgórzami, tradycyjnie i uroczyście ubrany mężczyzna wciska guzik. Z lufy armaty wylatuje pocisk i jak we „Władcy pierścieni” rozpryskuje się fajerwerkiem na niebie. Huk niesie się po mieście, dając znak, że oto można już jeść, że dla muzułmanów obchodzących właśnie ramadan, skończył się tego dnia post. I wszyscy, którzy wykupili bilety na posiłek rzucają się na stoły, ci którzy nie wykupili spożywają własny przyniesiony tu prowiant. W powietrzu unosi się zapach pizzy, która znika w ogromnych ilościach. Gwar rozmów, radość. Oto można się najeść! A ja opuszczam mury twierdzy, też bym coś zjadł, zatem pójdę poszukać piekarni albo restauracyjki.

Sarajewo Wystrzał z armaty ramadan
Wystrzał z armaty z fortecy Bijela Tabija daje sygnał całemu Sarajewu: koniec postu! Można jeść 🙂

Cmentarze Sarajewa

Schodzę do miasta, do Baščaršiji gdzie mieszkam w hostelu tuż obok studni. Po drodze mijam cmentarz, pomnik ofiar oblężenia miasta. Setki, tysiące bijących w niebo pomników. W pełnym słońcu ich biel zmusza wręcz do odwrócenie wzroku, wywołują ból oczu. Teraz też wywołują ból, ale zupełnie inny. Ból płynący z refleksji, która brzmi: na cholerę to było? Po co zginęły te tysiące osób, skoro atakujący miasto Serbowie i tak nie zyskali tego, czego pragnęli. Skoro odrzuciły ich stąd naloty NATO. I znów patrząc na cmentarz, idąc koło niego kilkaset metrów rodzi się pytanie: dlaczego tak późno wkroczył Zachód? Nie dziwię się, że na Bałkanach tak trudno o wybaczenie niedawnej w końcu wojny. Cmentarze, na których widnieją nazwiska bliskich, których pamięta się ze świątecznego obiadu, nie pozwalają zapomnieć.

Jeden z wielu cmentarzy w Sarajewie. Nekropolie rozsiane są po całym mieście, przypominają o nie tak dawnym oblężeniu miasta i dziesiątkach tysięcy ofiar
Jeden z wielu cmentarzy w Sarajewie. Nekropolie rozsiane są po całym mieście, przypominają o nie tak dawnym oblężeniu miasta i dziesiątkach tysięcy ofiar

Nie pozwalają zapomnieć w Sarajewie, przywołują pamięć w Mostarze, a na murach we wszystkich miastach widziałem napis: „Srebrenica! Nigdy nie zapomnimy.” I nie zapomną też Holendrom, że do tego dopuścili. Odwrócili wzrok, opuścili karabiny, którymi mieli bronić tych bezbronnych, którzy uciekli pod ich opiekę. Holendrzy nie mieli mandatu na użycie broni? Serbowie też nie mieli mandatu do zabijania, do tego nie potrzeba żadnego mandatu. Pamięć o Srebrenicy przywołuje wystawa obok katedry. Osobiście miałem dość, nie miałem chęci oglądać jeszcze tego, bo wiem co jest w środku, znam tę historię, nie miałem już na nią siły. I tak pamiętam: i Serbom, i Holendrom. A cmentarze pozostałe po wojnie z początku lat 90 są w całym mieście, są nawet przy stadionie olimpijskim, tuż obok boiska gdzie dzieciaki ćwiczą pod okiem trenerów. Jeśli ktoś kopnie wyżej i mocniej piłkę, ta wyląduje wśród nagrobków. Cmentarze w Sarajewie nie pozwalają zapomnieć. I dobrze.

Róża Sarajewa

Róża to piękny kwiat. Ale nie w Sarajewie… tu to raczej czerwień i kolce, te kolce bolą od samego patrzenia, nawet nie trzeba dotykać. Ale też trzeba chcieć je dostrzec. I to są młode róże, wykiełkowały zaledwie kilka lat temu, by upamiętnić tych, którzy zostali zabici podczas oblężenia Sarajewa. Zabici kulami snajperów w słynnej Alei snajperów, zabici pociskami z moździerzy, kiedy stali w kolejce po chleb dla rodziny albo w drodze po wodę. Róże Sarajewa to czerwone kawałki betonu wlane w asfalt, w chodnik. Mają przypominać, ale mało kto na nie patrzy, bo i kto patrzy non stop pod nogi? Po tych różach się chodzi, ale prawie nikt ich nie widzi. Przyznaję bez bicia, długo musiałem chodzić z nosem wbitym w ziemię, by wreszcie je wypatrzyć. To co mnie zaskoczyło, że nie udało mi się wypatrzeć ani jednaj na tym odcinku Alei snajperów, którą przeszedłem. Za to wypatrzyłem jedną na głównym deptaku, kiedy szedłem do muzeum historii, gdzie szedłem zobaczyć obejrzeć wystawę poświęconą oblężeniu Sarajewa, które trwało od 5 kwietnia 1992 do 29 lutego 1996.

Róża Sarajewa na deptaku w Sarajewie
Róża Sarajewa. Chodząc po mieście patrzmy pod nogi. Czerwone plamy wtopione w chodniki, przypominają o tych, którzy zostali zabici przez Serbów podczas oblężenia Sarajewa

I to muzeum to absolutny obowiązek do obejrzenia będąc w mieście. Pamiątki sprzed kilkudziesięciu lat, opisy codziennego życia, broń, opisy gwałtów na mieszkankach miasta, zdjęcia rozszarpanych przez pociski ofiar… gdzie obok zwłok toczy się „normalne” życie oblężonego miasta. Jakże to wymowne dla mieszkańców Warszawy, która też walczyła. Ale miała mniej szczęścia, bo nikt jej nie pomógł. A na końcu pomnik bezradności nowożytnej sprawiedliwości. Wystawa na której na wielkich, kolorowych tablicach są opisane sprawy sądowe o zbrodnie przeciwko ludzkości. Część z nich ciągnęła się kilka lat, część wciąż się toczy. Mimo, że wina jest bezsporna. Są świadkowie, są ofiary, są dowody… I są zdjęcia oprawców, wraz z opisami ofiar, co im zrobili. I w tym muzeum jakoś wciąż w uszach brzmiała mi dawno zasłyszana muzyka U2 „Miss Sarajewo”. I obraz człowieka w białej koszuli biegnącego przez ulicę… dobiegł? Udało mu się? Czy też nie a zdjęcie jego trupa obiegły światowe agencje i gazety, ale jeszcze przez kilka lat lata nikogo z ważnych to nie wzruszy…

Jeśli emocji związanych z historią miasta będzie nam mało, to pojedźmy jeszcze do muzeum Tunelu, przez który do oblężonego miasta dzień w dzień dostarczano tony towarów. Od leków, przez żywność po amunicję dla obrońców. Kiedyś tunel liczył 800 metrów, dziś zachowało się raptem kilkanaście, które można oglądać.

Zwiedzanie. Co zobaczyć w Sarajewie

Ale dla przeciętnego turysty Sarajewo to przede wszystkim Baščaršija, czyli stare miasto z centralnym punktem czyli studnią Sebijl, miejscem spotkań tutejszych jak i przyjezdnych. Z tego miejsca wychodzi się oglądać meczety, z których minaretów kilka razy dziennie do modltwy nawołują muezini. Stąd wychodzi się zobaczyć kościoły albo synagogę. Ale też rzut przysłowiowym beretem stąd jest odbudowany gmach biblioteki, gdzie w 1992 roku spłonęły bezcenne manuskrypty i księgi. Budynek zbudowany w 1895 roku gdzie znajdowała się Biblioteka Narodowa zbombardowali rzecz jasna Serbowie podczas oblężenia Sarajewa. A jak już zajdziemy w to miejsce, to tuż za rzeką Miljacką znajduje się jeden z najsłynniejszych zabytków Sarajewa.

Dom Inat Kuca Sarajewo Bośnia
Inat Kuca. Przekorny Dom który kilkukrotnie był rozbierany, a potem składany w innym miejscu, bo właściciel nie godził się na wyburzenie

To dom Inat Kuća, czyli Uparty Dom, Dom Uparciucha czy też Przekorny Dom. Otóż według podań kiedy w XVI wieku chciano zbudować meczet, wszyscy właściciela terenów na których miał być on zbudowany zgodzili się sprzedać ziemię, wszyscy oprócz jednego właściciela. Ten za żadne skarby nie chciał się zgodzić na rozbiórkę rodowej siedziby. Dopiero po wielu dniach negocjacji zgodził się na to, by dom rozebrano i na powrót złożono w nowym miejscu. Co najśmieszniejsze historia zatoczyła koło i dom jeszcze raz został rozebrany i przeniesiony kilkaset lat później, kiedy miasto postanowiło zbudować nowy ratusz. Właściciel znów nie chciał zgodzić się na rozbiórkę, a dom… złożono tuż obok pierwotnego miejsca, skąd zaczął swoją niezwykłą podróż po Sarajewie.

Baščaršija w Sarajewie. Stare Miasto
Sarajewska Baščaršija czyli stare miasto pełna jest sklepików dla turystów, restauracji i kawiarni

Ale kiedy będziemy już mieli wyżej uszy zwiedzania, chodzenia po wzgórzach, gapienia się na miasto, szukania róż Sarajewa, wpatrywania się w wieczny ogień i wszystkiego tego, co turyści robią na co dzień… Wtedy zanurzmy się w wąskie uliczki Baščaršiji, albo wyjdźmy z tego obszaru i zasiądźmy gdzieś w kawiarni na kawie i ciastku. Albo jeszcze lepiej usiądźmy w knajpce tuż obok deptaka i poobserwujmy przewalający się po nim międzynarodowy tłum. Tak żyje miasto. A jak już będziemy mieli dość tego oglądania, to wróćmy do hostelu i z nowo poznanymi znajomymi idźmy na miasto, gdzie głęboko w bramach pochowane są bardzo klimatyczne knajpki z muzyką na żywo i rakiją, której nie sposób odmówić. Zapijaną podłym lokalnym piwem, ale lepszego tu nie mają. Więc cieszcie się Sarajewem tak, jak ja się nim nacieszyć nie mogłem. W to miasto się wsiąka, z nieznanych przyczyn, nie wiadomo jak… ono do siebie przywiązuje. Do Sarajewa po prostu chce się wracać!

Replika samochodu w którym został zabity arcyksiążę Ferdynand i jego małżonka.
Replika samochodu w którym został zabity arcyksiążę Ferdynand i jego małżonka.

Ale żeby nie było, że Sarajewo jest ponure i to tylko śmierć i zniszczenie, to polecam przeczytanie o jasnej stronie Sarajewa

Jak dojechać i wyjechać z dworca w Sarajewie – informacje praktyczne

Z dworca kolejowego i autobusowego w Sarajewie do centrum dostaniemy się tramwajem numer 1. Tramwaj ten jest o tyle ciekawy, że jeździ w kółko, czyli zawsze wsiądziemy dobrze, bo jeździ tylko w jedną stronę. Bilety na tramwaj kupujemy w kiosku na przystanku. Bilet kasujemy w kasowniku przy wejściu. jak się nie chce skasować, to sprawdźmy dziurkę, czy nie jest czymś zalepiona, bądź papier się nie zawinął. Tramwajem jedziemy jakieś 15 minut. Tramwaj najpierw jedzie prosto z dworca, skręca w lewo i następnie dłuuuugo jedzie prosto. Wysiadamy wtedy, kiedy nagle tramwaj skręci w lewo i będzie jechał delikatnie pod górkę. Wysiadamy i jesteśmy na Starym Mieście przy studni. Uwaga, bilet na tramwaj możemy tez kupić u motorniczego, ale jest on wtedy droższy.

Przez całe miasto jeździ tramwaj numer 3. To niejako kręgosłup Sarajewa, część jego trasy pokrywa się z tramwajem numer 1, ale jedynka skręca na dworzec.

Bilet dobowy w Sarajewie. W informacji turystycznej informują, że taki bilet  można kupić, ale jest to prawie niemożliwe. W kioskach można kupić jedynie bilety jednorazowe na tramwaj, ale jest kilka punktów w mieście, gdzie można kupić dobowe, ale niestety nikt nie był w stanie powiedzieć gdzie są te punkty.

Bilety autobusowe w Sarajewie kupujemy zawsze u kierowcy – koszt to 1,6KM

Dworzec autobusowy (ten koło kolejowego) jest schowany za nim, delikatnie z tyłu. Stojąc twarzą do ogromnego dworca kolejowego to dworzec autobusowy będzie po lewej ręce. Schowany za gmachem poczty.

Przykładowe ceny biletów wstępu w Sarajewie

  • Sarajewo bilet do starej synagogi – 3 KM
  • Sarajewo Muzeum 1878 – 1918 – 4 KM
  • Sarajewo Muzeum Historyczne – 5 KM
  • Sarajewo Muzeum Tunelu Nadziei – 6 KM

Jak dojechać do muzeum Tunelu

Jedzie się tam tramwajem nr 3 z centrum do samego końca, do pętli tramwajowej. Tuż obok pętli jest dworzec autobusowy na którym wsiadamy do autobusu numer 32 i jedziemy do ostatniego przystanku (pętla przy moście). Po wyjściu z autobusu przechodzimy przez mostek, skręcamy w lewo i idziemy 300-400 metrów do Tunelu.  Bilet w jedną stronę kosztuje 1,6 płatne u kierowcy.

Share Button

O autorze: Paweł Osmólski

Amator podróży do Azji, którego wspomnienia zostały gdzieś na szlaku w Nepalu na ławeczce pod chałupą jednego chłopa. Kiedyś będę tam musiał wrócić i zabrać je do domu :) Preferuję samotne wyjazdy, bo tylko wtedy w drodze spotyka się najciekawszych ludzi. W czasie wolnym od pracy i podróży zapalony degustator piwa.

Sprawdź także

Gjirokastra Albania

Gjirokastra. Pośród starych domów i stromych uliczek

Gjirokastra była w moich planach już dawno, ale trafiłem do niej dość przypadkowo. Albania była ...

9 komentarze

  1. W Sarajewie lokalsi polecili nam niezłą knajpę „Pod lipom”. Jedzenie było niezłe i z przyzwoitymi, jak na centrum miasta, cenami. Litrowa butelka wina kosztowała 20KM (40 kilka złotych), zupa 3KM, a grillowane owoce morza z ziemniakami i surówką 14 KM. Polecam: http://www.podlipom.ba/English/index.php

    Polecam też nocleg w hostelu Cult, który znajduje się przy głównej ulicy ścisłego centrum. Za dwuosobowy pokój z oddzielnymi łóżkami zapłaciliśmy 40 KM: http://culthostel.ba/

  2. Ja bardzo żałuję, że będąc w stolicy BiH nie odwiedziłam ruin wioski olimpijskiej. Kiedyś trafiłam w odmętach internetu na zdjęcia stamtąd i jest to miejsce warte sfotografowania.
    Natomiast dla mnie w Sarajewie niesamowite było samo jego położenie, czyli strome wzgórza wokół doliny i wszędzie domy oraz cmentarze. Niewątpliwie jest to miasto ciekawe, w którym historia jest tak bardzo namacalna.

  3. Rewelacyjny opis miasta, historii, zwyczajów.
    Nigdy nie byłam w Sarajewie, ale po Twoim wpisie nabrałam chęci, żeby tam pojechać.

    Pozdrawiam
    http://olazplecakiem.blogspot.com/

  4. Nie spodziewaliśmy się, że Sarajewo może być tak ładne!

  5. Byłam tam kilka lat temu, niestety tylko jeden dzień. Myślę, że dobrze byłoby tam powrócić. Miasto ma klimat i zdecydowanie bardzo mi się podobało. Nie mówiąc już o jego historii… Pamiętam, że również wieczorową porą jest bardzo ciekawe.

  6. Oj, kusicie Wy wszyscy tym Sarajewem…

  7. niby jezdzisz na balkany i nawet starasz sie pisac jakies reportaze ale ciagle nie wiesz ze Sarajevo nie jest stolica Bosni-zapamietaj sobie ze tak jak Mostar jest stolica Hercegoviny tak stolisa Bosni jest Banja Luka a Sarajevo jest stolica BiH , ojj ta mlodziez ,teraz posluchaj dalej bo pewnie i tego nie wiesz ze stolica Czarnogory jest Podgorica czyli dawny Titograd ,a co CI wszystko bede pisal ,dowiedz sie troche sam np.skad pochodzi nazwa czarnogorskiej waluty Perper ?

  8. patrząc na cmentarz, idąc koło niego kilkaset metrów rodzi się pytanie: dlaczego tak późno wkroczył Zachód? gdzie ty sie tej Historii uczysz ? poziom dzisiejszych studiow w Polsce jest tak zatrwazajacy ze wstyd sie gdziekolwiek odezwac, Zachod kolego ta wojne rozpetal ,mowi ci sos nazwisko Hansa Dietricha Genschera ? to jest czlowiek odpowiedzialny za zlikwidowanie Jugoslawii i to on Dostal to zadanie od UE ,dzieki czemu Niemcy zyskaly nowa przestrzen gospodarcza czego nie mieli szans zyskac w czasie Jugoslawii bo wiadomo ze nie sa tam mile widziani, w szkole ci tego nie powiedza ale druga Albania jest zemsta a ty jako Polak nie miales prawa jej uznac ,dlatego jestes opluwany

    • Wielkie dzięki Alex za kurs Twojej historii. Nie wiem gdzie się jej uczyłeś, ale dobrze, że nie uczęszczałem do tej samej szkoły i ten system edukacji mnie ominął, bo z Twojej spiskowej teorii dziejów, raczej nic dobrego dla przyszłości świata nie wyniknie.
      Zatem dobrze, że masz mało do powiedzenia i dobrze, że mieszkasz jak wnoszę z tonu poza Polską.
      Nie wiem też, jaki uniwersytet skończyłeś, ale zapewne nie był to uniwersytet z pierwszego tysiąca światowego rankingu. Ale to już w sumie nie moje zmartwienie.

      Co się zaś tyczy czarnogórskiej waluty: odkąd przyjęli euro (pewnie też jest to wg. Ciebie spisek mocarstw), stało się to nieistotne i akademickie.
      To tak pokrótce.

      Dobrego dnia życzę 🙂
      Paweł

      PS.
      Popracuj nad interpunkcją. Np. przecinki stawiamy za wyrazem, nigdy zaś przed wyrazem – tak jest „bardziej” po polsku.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *