Home » Bałkany » Albania » Rejs po jeziorze Koman gdzie widoki zapierają dech
Prom na jeziorze Koman w Albanii
Prom wypływający na jezioro Koman. Odkąd powstała droga przez Kosowo, szlak po jeziorze ma coraz większe znaczenie turystyczne, coraz mniejsze handlowe i zaopatrzeniowe

Rejs po jeziorze Koman gdzie widoki zapierają dech

Share Button

Rejs promem po jeziorze Koman jest tym, co w Albanii można sobie zorganizować na własną rękę, ale czasami dla wygody i świętego spokoju lepiej skorzystać z pośredników. Szczególnie jeśli kosztuje to przysłowiowe grosze i nie posiada się własnego samochodu. A że przy okazji oszczędza też sporo czasu, to jeszcze lepiej! 

zielone zbocza jeziora Koman
Zielone wzgórza porastające schodzące wprost do jeziora zbocza, to cecha charakterystyczna dla jeziora Koman

Chociaż akurat samochód na jeziorze Koman to czasami kłopot, bo miejsce na promie trzeba rezerwować z wyprzedzeniem a dodatkowo dojazd do promu i wjazd na niego z wąskiego i zapchanego placu manewrowego do przyjemnych nie należą. Tak było wtedy, kiedy na rejs wybierałem się ja. Przyznaję, zrobiłem to na leniucha i w hostelu, w którym mieszkałem w Szkodrze po prostu zarezerwowałem sobie całość. Bo grzechem byłoby nie skorzystać z busa, który odbiera człowieka wprost z miejsca noclegu, biletu na prom a dodatkowo jeszcze podwózki w wybrane miejsce w dolinie Valbony, do której docelowo jechałem, by udać się na trekking po Górach Przeklętych. Pięć euro za dojazd do promu, pięć za bilet na prom i pięć euro za podwóz z promu na kwaterę to moim zdaniem dobra cena. Samemu pewnie wiele taniej by mi nie wyszło, a zachodu byłoby przy tym więcej. Dość jednak o cenach i dojeździe, bo piękno i przygoda leżą gdzie indziej. W podróż, nie tylko po Albanii, nie wyruszam po to, by liczyć każdy grosz, lecz po to, by cieszyć się widokami i po prostu urlopem 🙂

Pięknie zaczyna się robić już kilka kilometrów za Szkodrą, kiedy samochód wjeżdża coraz wyżej. Nagle gdzieś pod nami ukazują się zbiorniki wodne, które wraz ze zbliżaniem się do elektrowni i zapory, stają się coraz dłuższe i bardziej malownicze – by wreszcie stworzyć jezioro. Turkusowa woda na tle szarych gór, kontrast tak piękny, że aż żałuję, że nasz busik się nie zatrzymuje na robienie zdjęć. Musimy jednak zdążyć na 9, bo o tej porze ma odpłynąć nasz prom. Pocieszam się tylko tym, że wszędzie wiszą tu druty wysokiego napięcia, które przesyłają wytworzony w elektrowni prąd do odbiorców. Druty zaś nigdy nie są zbyt fotogeniczne – czy to Albania, czy Szwajcaria lub Iran, to bez różnicy. Busik kluczy po serpentynach, wspina się po trawersach, jeśli jadłbym rano śniadanie, zapewne czułbym się teraz o wiele gorzej… Ale na szczęście prawie dojeżdżamy. Jeszcze tylko wykuty w górze tunel i jesteśmy. Prawie, bo samochód zatrzymuje się kilkanaście metrów przed wylotem i… stoimy. Okazuje się, że na placu manewrowym przy promie panuje taki chaos i burdel, jest tam tak zapchane, że nie ma gdzie wjechać, by nas wysadzić.. Za nami też tworzy się kolejka pojazdów i dobre kilkanaście minut zajmuje, zanim udaje się wysiąść z samochodu i wejść na prom.

Prom w przystani na jeziorze Koman
Załadunek samochodów i pasażerów na prom, który za moment odpłynie z Komani do Fierze.

Kto późno przychodzi, sam sobie szkodzi… w myśl tego przysłowia szkoda spadła na nas, jako na przybyłych później. Wadą jest to, że nie ma już miejsc siedzących pod daszkiem na górnym pokładzie, a siedzenie pod pokładem, kiedy podczas rejsu po jeziorze Koman mają na nas czekać taaaaakie piękne widoki, mija się z celem. Dlatego kto może kładzie plecaki gdzieś na środku pokładu i udaje się na burty w celu znalezienia cienia i miejsca do siedzenia. Odpływamy!

Rejs po jeziorze Koman czyli w cieniu piękna

Jezioro Koman o poranku jest magiczne w swej kolorystyce. Ciemnozielona, bura tafla wody na tle majestatycznych gór, która wraz z przesuwaniem się słońca i chmur zmienia swój kolor chwilami aż po jasnoniebieski. Magia. Płyną dwa promy, obydwa wypakowane po brzegi samochodami i turystami, bo co dla jednych jest głównym szlakiem wodnym umożliwiającym komunikację i przerzucanie towarów, dla innych jest po prostu atrakcją turystyczną. Ja jestem w tej drugiej grupie i dlatego złorzeczę i klnę na czym świat stoi, bo niestety w ostatniej chwili na prom wpakowano jeszcze dwa busy, a w każdym po około 20 turystów. Po pierwsze jest bardziej niż tłoczno, po drugie busy ustawili z przodu, co fatalnie zasłania widok na to, co przed nami. Trudno, nie mam na to wpływu.

Turyści na promie po jeziorze Koman
A tak wygląda widok na prom widziany z przodu. Jak widać bus zasłania dużo, a najlepsze miejsca z widokiem na góry zostały zajęte na długo przed odpłynięciem promu.

A widoki podczas rejsu są magiczne, chociaż powstały w sposób sztuczny. Jezioro, jest efektem powstałego zespołu zapór wodnych i hydroelektrowni na rzece Drin. Odcinek, po którym płyniemy, znajduje się między dwoma tamami i jest wciśnięty w dolinę pomiędzy wysokimi górami lub zwykłymi “pagórkami”. Trzy godziny rejsu upływają na kluczeniu pomiędzy stromymi zboczami. Co i rusz zza zakrętu wyłania się kolejna prosta, co i rusz jest jakiś zakręt albo “wąskie gardło”, kiedy przepływamy przesmykiem a nad nami wznoszą się wysokie na kilkaset metrów góry. Zielona woda, szare góry, tak często powtarzający się kontrast…, a do tego odcinający się jeszcze jasny kilwater, jaki zostawia za sobą nasz prom. Idylla dla lubiących przyrodę, gdyby nie głośny warkot silnika promu, powiedziałbym, że to raj 🙂

Po początkowej euforii i robieniu zdjęć okolicy, wszyscy na pokładzie lekko obojętnieją na widoki za burtą. To nie znaczy, że nie są piękne, bo są! Problem tylko w tym, że wciąż jest równie pięknie 🙂 Nad nami potężne ściany, schodzących do jeziora gór, jednostajny warkot silnika promu i tylko woda zmienia kolor w zależności od słońca. Czas na relaks. Ludzie zaczynają śniadania lub po prostu otwierają piwa, w końcu posiłek różne ma znaczenie dla wszystkich 😉

Trzy godziny jednostajnego rejsu, podczas którego towarzyszą nam góry, gdzieniegdzie na brzegu mijamy nieliczne zabudowania, które nie jestem pewien, czy mają nawet prąd, bo wyglądają na dość odizolowane od świata. Piękny, trzygodzinny rejs po jeziorze Koman powoli dobiega końca. Jeszcze tylko dopływając do Fierze, mijamy stojący przy brzegu, wysłużony prom, który skończył już służbę i dostojnie rdzewieje. Dobijemy do brzegu, za pół godziny wysiądę w cudownej dolinie Valbony, ale o tym jak jest piękna przekonam się dopiero następnego dnia. Tego wieczora będzie to zaledwie przedsmak jednego z najpiękniejszych miejsc w Albanii.

Widok z promu podczas rejsu po jeziorze Koman
Widok z promu podczas rejsu po jeziorze

Jezioro Koman informacje praktyczne

Prom z Koman do Fierze odpływa każdego dnia o godzinie 9:00. Kiedy ja płynąłem, jednocześnie odpływały dwa promy, ale nie wiem dlaczego – obydwa były wypełnione po brzegi turystami i samochodami. Rejs kosztuje 5 euro w jedną stronę. W drugą stronę czyli z Fierza do Komani promy wypływają odpowiednio o 6:00 i 13:00. Aktualne informacje o cenach i godzinach rejsów znajdziecie tutaj. Jak zatem widzicie, da radę zrobić trasę przez jezioro Koman i z powrotem w ciągu jednego dnia. Ale o ile wiem, że ze Szkodry bus do przystani odjeżdża o godzinie 6 rano, o tyle nie wiem, jak jest z drogą powrotną i czy są busy, bo ze stopem z przystani w Koman do Szkodry może być ciężko.

Share Button

About Paweł Osmólski

Amator podróży do Azji, którego wspomnienia zostały gdzieś na szlaku w Nepalu na ławeczce pod chałupą jednego chłopa. Kiedyś będę tam musiał wrócić i zabrać je do domu :) Preferuję samotne wyjazdy, bo tylko wtedy w drodze spotyka się najciekawszych ludzi. W czasie wolnym od pracy i podróży zapalony degustator piwa.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *