Home » Bałkany » Albania » Saranda. Albańska Riwiera – letnia stolica Albanii
Betonowy pomost na plaży w Sarandzie - Albania
Betonowy pomost do skoków do wody to zapewne pozostałość po dawnych, komunistycznych latach Albanii. Zresztą nawet wygląda tak, jakby doskonale pamiętał minione czasy...

Saranda. Albańska Riwiera – letnia stolica Albanii

Share Button

Saranda budzi się wieczorem, kiedy nadmorską promenadę wypełnia przelewająca się we wszystkie strony fala ludzi. Ten ruch nie ma żadnego celu, jego jedynym sensem jest ciągłe przemieszczanie się. Kilometry za kilometrem albo tylko po kilkaset metrów, jeśli wiek lub kondycja już nie pozwalają na długie dystanse.  Wiek albo obuwie, bo dziewczyny wieczorem wyciągają z przepastnych toreb i ogromnych walizek zapakowane specjalnie na takie okazje szpilki. Wsparte na ramionach facetów, powoli i dystyngowanie płyną razem z tłumem.

Wszyscy na promenadzie przemieszczają się od knajpy do knajpy od restauracji do restauracji. Tu nie ma wyszukanych rozrywek, jest to, co schlebia masowemu odbiorcy. Promenada w Sarandzie jest długa i większość znajdzie coś dla siebie, dla jednych będą to eleganckie restauracje z owocami morza inni za cel obiorą  fastfoody, a gdy pierwszy i drugi głód będzie zaspokojony, zawsze można wejść na drinka lub piwo do którejś z głośnych knajp, jakie mieszczą się na piętrach tutejszych pawilonów. Knajpa za knajpą, restauracja za restauracją…

Nocą na deptaku w Sarandzie
Nocą po deptaku w Sarandzie przewalają się tłumy. Nic dziwnego, bo w mieście poza tym, nie ma co robić. Można tylko chodzić od knajpy do knajpy.

W nocy metamorfozę przeżywa plaża. Znikają leżaki i parasole, ułożone w stosy, a ich miejsce zajmuje inna rozrywka, inny sposób zarabiania na turystach. Na piasku i kamieniach plaży pojawiają się stoły do cymbergaja, którego głośny stukot słychać już z daleka, starsze chłopaki kopią piłki mierzące siłę uderzenia lub też wyżywają się na gruszkach bokserskich, które wraz z kolegami okładają bez litości. Najlepszy z grupy wygrywa, w nagrodę mając uznanie ziomali.

Saranda – co robić za dnia, czyli czy tylko na plażę?

Wierzcie mi, że wieczorna i nocna Saranda w niczym nie przypomina tej za dnia, skąpanej w pełnym słońcu. W południe deptak jest prawie pusty wszyscy chowają się w cieniu. Szczególnie w cieniu rozstawionych na plaży parasoli. Podobno polskie plaże opanowały parawany, nie wiem, bo nie byłem, ale tak komunikują w mediach. W Albanii królują parasole i ustawione pod nimi leżaki.

Plaża i hotel w Sarandzie - Albania
Leżaki i parasole to dominujący krajobraz Albańskiej Riwiery – Saranda nie jest tu wyjątkiem.

Na leżakach czas spędza się wygodniej, niż leżąc na kamienistym podłożu. Przy okazji jest też drożej bo takie posłanie kosztuje np. 500 i więcej leków za dzień w zależności od miejsca. Jest też wąski pasek ogólnodostępnej plaży, na której można się rozłożyć na kocu i po prostu cieszyć słońcem, ale to odosobniona przestrzeń i nie ma jej za wiele. W końcu sezon turystyczny trwa zaledwie kilka miesięcy, zatem wszyscy chcą zarobić. Posiadacze parasoli i leżaków w szczególności 🙂 Trudno im się dziwić.

Saranda obok pobliskiego Ksamilu jest główną miejscowością Albańskiej Riwiery, to tu ściągają dziesiątki tysięcy turystów, którzy spragnieni słońca i dobrych cen, specjalnie przyjechali do Albanii. Chociaż lepiej by było powiedzieć, że przypłynęli z Grecji, bo znaczny procent turystów przylatuje na pobliską wyspę Korfu, skąd promami przepływa do Sarandy. Tak jest się tu najwygodniej i najszybciej dostać, także z Polski. Chociaż zobaczycie tu też całkiem sporo samochodów na polskich tablicach rejestracyjnych.

Polska flaga przed restauracją w Albanii
O tym, jak wielu Polaków odwiedza Albanię niech świadczą polskie flagi wywieszane przed hotelami i restauracjami.

Po przyjeździe urlopowicze pozostają przed pytaniem, co robić w Sarandzie, bo przecież ile można leżeć na plaży? I subiektywnie powiem, że niewiele tu jest do robienia. Nie ma co liczyć na spektakularne atrakcje i zabytki, zatem siłą rzeczy życie toczy się w rytm słońca. Rano śniadanie i obowiązkowa na Bałkanach kawa, potem plażowanie, znów obiad i wieczorem opisane już życie nocne na promenadzie. I w międzyczasie wyciskanie z pobytu tyle, ile się da. Dlatego rodzice korzystają z atrakcji, jakie dla dzieci przygotowali lokalni przedsiębiorcy. A taką atrakcją jest coś na kształt dmuchanych kładek, które unoszą się w pewnej odległości od brzegu. Nie wiem na czym to polega, ale dzieci dostają rzecz jasna kapoki i mogą po tych kładkach biegać, taplać się w wodzie i pozwolić rodzicom na cieszenie się sobą, a nie wieczną uwagę poświęcaną dzieciom.

Poza tym Saranda jest jednym z wielu betonowych miast jakich w Albanii na pęczki. To miasto różni się tylko tym, że jak przystało na główny kurort Albańskiej Riwiery jest opanowana przez wiele wielkich hoteli i lokalnych inicjatyw w stylu kwater prywatnych uruchamianych na sezon letni. Aż ciekaw jestem, jak miasto wygląda poza sezonem, bo musi świecić pustkami…

Plaża w Sarandzie - ALbania
Turyści na plaży w Sarandzie. Stolica Albańskiej Riwiery co roku przyciąga dziesiątki tysięcy turystów. I jak zawsze po opaleniźnie można poznać, czy ktoś właśnie przyjechał, czy na opalaniu spędził już kilka dni 🙂

Saranda rozlała się na wzgórzach okalających zatokę i nabrzeżny pas ma kilka kilometrów długości. Ciągnie się od portu aż w kierunku Ksamilu, który jest kolejnym letnim kurortem. Wracając z Butrintu, wysiadłem wcześniej i postanowiłem przespacerować się nie tylko główną nadmorską promenadą, lecz poznać również okolicę, którą do tej pory widziałem tylko z promu, którym przypłynąłem z Grecji. Chciałem zobaczyć to, co widziałem z oddali spacerując po bliższej mi okolicy. Byłem ciekaw czy wschodnia część miasta, oferuje jakieś szczególne atrakcji, czy jest kolejną betonową, mieszkalną pustynią. I chyba bliżej jej do tego drugiego określenia.

Ale od początku. Wysiadłem w specjalnym celu, bo na mapie wypatrzyłem lokal, który nazywał się domem piwa. Nie ukrywam, chciałem spróbować albańskiego kraftowego piwa, a gdzie można by je było dostać, jak nie w lokalu o takiej pięknej nazwie? Niestety okazało się, że z lokalnego piwa, to ja mogę dostać tylko standardową “korcę”, a najlepsze piwo to niemiecki paulaner. Cóż, szału nie było, zatem zawiedziony postanowiłem powoli wracać do centrum Sarandy piechotą, przy okazji zobaczyć też jak miasto wygląda z tej perspektywy. I to co muszę przyznać, to że nawet tu malowniczo. Brzeg jest o wiele wyższy, zatem miasto nie schodzi delikatnie do wody, lecz stromo opada. Ale nawet tu udało się na dole pobudować wiele mniej lub bardziej eleganckich hoteli, przy których stworzono knajpki z widokiem na wodę. Jeśli zatem macie chęć na fajne miejsce z ładnym widokiem na całe miasto, to warto tu przyjść. Zresztą, przecież i tak nie macie wielu alternatyw 🙂

W centrum na pewno kilkanaście lub kilkadziesiąt minut zajmie wam obejrzenie ruin starej bazyliki, której ruiny leżą idealnie naprzeciwko przystanku autobusowego. Cóż, zostały tylko fundamenty, zatem to taka średnia atrakcja. Ale spacerując po Sarandzie zobaczycie też swoiste symbole Albanii czyli bunkry. Obecnie stoją w miejscach wydawało by się kompletnie bez sensu, bo wciśnięte gdzieś w zabudowę. Bądźcie jednak uważni, bo to co widzicie, to znak czasów. Niegdyś bunkry został zbudowane tak, by można z nich było ostrzeliwać plażę. Tym samym dostrzeżecie, jak przemysł turystyczny wkroczył do miasta i zbliżył się do morza. Pewnie jakby mógł, to wszedłby w nie… może kiedyś to zrobi.

Bunkier blisko deptaku w Sarandzie Albania
Bunkier w Sarandzie. Nie widziałem ich w mieście wiele, ale to nie oznacza, że znikły z krajobrazu.

Okolice Sarandy – co zwiedzić, jednodniowe wycieczki

Co zatem robić, jeśli wykupiliście wczasy lub wynajęliście hotel w Sarandzie i znudzi się samo miasto? Na ratunek przybywają okoliczne miejscowości a szczególnie dwie atrakcje. To co musicie zobaczyć to pobliska Gjirokastra. W sezonie niemalże co godzinę z przystanku obok parku i ruin odjeżdżają busy do Gjirokastry, do której dostaniecie się w około półtorej godziny. Wierzcie mi, że chcecie tam pojechać, bo możliwość oglądania starej osmańskiej architektury, spaceru stromymi uliczkami oraz twierdza ochraniająca kiedyś miasto, są warte jednodniowej wycieczki. Nie liczcie, że uciekniecie tu od turystów, ale na pewno nie będzie ich tylu, ilu jest w Sarandzie.

Kolejnym miejscem, które możecie odwiedzić jest park archeologiczny Butrint, który położony około godzinę drogi od Sarandy zajmie Wam kilka godzin zwiedzania. Stare, rzymskie ruiny, potężne mury miasta, amfiteatr, wieża wenecka i wzgórze, na którym kiedyś stała rzymska świątynia, a dziś stoi twierdza z pięknym widokiem są warte wycieczki.

Tym bardziej, że wracając możecie wysiąść we wspomnianym już wcześniej Ksamilu. Możecie oczywiście powiedzieć, że odwiedziny Ksamilu z Sarandy to coś w stylu zamiany tego samego na to samo, ale w mojej ocenie Ksamil ma o wiele ładniejsze plaże i ciekawszy, leniwy klimat wakacyjnego odpoczynku. Jeśli zastanawiałbym się, czy na wakacje wybrać Sarandę, czy Ksamil, zdecydowałbym się na Ksamil. Ale to moja perspektywa. Sami oceńcie zresztą po zdjęciach Ksamilu. Znajdziecie je tu.

Hotele i gdzie mieszkać w Sarandzie

Ponieważ Saranda to letni kurort nie będziecie mieli problemu ze znalezieniem noclegu. Chociaż w sezonie nie przyjeżdżałbym tu w ciemno bez jakiejś rezerwacji. Turystów są tysiące, a lepiej mieć już na oku coś, co na pewno będzie miało klimatyzację i warunki jakich oczekujemy. Szukając hotelu lub kwatery rekomendowałbym też zatrzymanie się gdzieś relatywnie bliżej portu niż dalej w okolicach drogi wylotowej do Ksamilu i Butrintu. A to dlatego, że chcąc pojechać np. do Gjirokastry lub Himary (kolejnego letniego kurortu) łatwiej będziecie mogli złapać busa. Na wybór nie będziecie narzekali, bo są tu zarówno drogie hotele, tanie hostele jak i przyzwoite kwatery prywatne.

Dojazd do Sarandy

Ponieważ Saranda jest ważną turystyczną miejscowością dojedziecie tu zarówno z Tirany, jak i z większości większych miejscowości w Albanii. I rzecz jasna także w drugą stronę. Autobusy do Tirany odjeżdżają przeważnie rano i ponieważ trasa zajmuje nawet ponad siedem godzin, warto wybrać poranny kurs. Ale i tak najlepszą opcją jeśli jedziecie do Albanii z Polski jest wspomniany dolot na wyspę Korfu w Grecji i skorzystanie z promów, które odpływają kilka razy dziennie.

Share Button

About Paweł Osmólski

Amator podróży do Azji, którego wspomnienia zostały gdzieś na szlaku w Nepalu na ławeczce pod chałupą jednego chłopa. Kiedyś będę tam musiał wrócić i zabrać je do domu :) Preferuję samotne wyjazdy, bo tylko wtedy w drodze spotyka się najciekawszych ludzi. W czasie wolnym od pracy i podróży zapalony degustator piwa.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *