AlbaniaBałkanyEuropa

Ksamil nie jest piękny, ale to piękne plaże w Albanii

6
Plaża w Ksamilu Albania
Ksamil, to jedna z letnich stolic Albanii. Plaże Ksamilu przyciągają tysiące plażowiczów, na których czekają tu hotele, restauracje i leżaki pod parasolami :) Oczywiście płatne leżaki.

Ksamil jest paskudnie brzydki. Grupuje w sobie wszystko to, czego nie lubię w nadmorskich kurortach, schlebia złym gustom, jest zatłoczony i głośny. Kierowcy jakby mogli, samochodem wjechaliby na plażę. A jednak polubiłem to albańskie miasteczko, gdzie w sezonie turystycznym język polski słychać na co drugim rogu. Wielu Polaków przyjeżdża tu na wakacje.

Ksamil polubiłem, ale nie będzie to obiektywna opowieść o Ksamilu, nawet nie będę się silił na obiektywność. To będzie opowieść o tej części Albanii, którą widziałem na własne oczy i będą to moje przemyślenia. Większość plażujących w Ksamilu turystów wybiera to miejsce jako bazę do życia i wypoczynku. Ale ja byłem tu tylko jakiś czas, bo mieszkałem w pobliskiej Sarandzie. A co poradzić, że ta część Albanii jest dość niewielka i wszędzie tu blisko i dobrze działa lokalna komunikacja autobusowa. Tuż obok np. leżą ciekawe ruiny w Butrincie.

Ksamil – na wakacjach w Albanii!

Najpierw autobus wysadza mnie w miejscu, które kierowca busa uznał za centrum Ksamilu. W zasadzie mógł za nie uznać każde inne miejsce, bo wszystko tu wygląda identycznie i wszystkie drogi i tak prowadzą na plaże albo do nieodległej Sarandy 🙂 Betonowe klocki domów nie dają ochrony przed słońcem, zatem postanowiłem, że pójdę od razu w kierunku plaży. A po drodze napiję się kawy, bo przecież na Bałkanach kawa jest zaliczana do praw człowieka i przy okazji kosztuje przysłowiowe grosze czyli w przeliczeniu coś około 3-4 zł za filiżankę espresso.

Uliczka w Ksamilu

Jedna z ulic w Ksamilu. Znajdziemy tu wszystko, co turyście do szczęścia potrzeba. Od straganów z owocami, barów, restauracji, po stragany z rzeczami do plażowania.

Posilony małą czarną, z wyostrzonymi przez kofeinę zmysłami, maszerowałem w kierunku morza. Ech, co to był za marsz, jakie widoki! Ksamil jest miejscowością, w której wszystko jest podporządkowane letniej turystyce. Idziecie sobie uliczką, a tu przy drodze panie i panowie z karteczkami ROOM i SOBE machają na kierowców, oferując noclegi. Tak, znalezienie noclegu w Ksamilu ot tak, z marszu nie stanowi problemu, wystarczy patrzeć na pobocza i wypatrywać tabliczek na domach i w rękach ludzi. Chociaż jeśli chcecie mieć pewność, że standard noclegu i cena będą takie, jakich potrzebujecie zarezerwujcie nocleg jeszcze w Polsce.

Pięknego krajobrazu turystycznego „zniszczenia” dopełniają wszechobecne sklepiki oferujące wszystko, co na plaży jest potrzebne. Nie, nie ma tu parawanów, bo to się w Albanii nie przyjęło, dodatkowo nie byłoby ich gdzie rozstawić. Na kramach są cuda w stylu dmuchanych kół, zielonych krokodyli do pływania, wiaderek, łopatek, rękawków dla dzieci, zabawek, kółek i sam Latający Potwór Spaghetti raczy wiedzieć czego jeszcze 🙂 Jeśli zapomnieliście czegoś wziąć z Polski, na pewno kupicie to na miejscu.

Nie jest to jednak całe zło i brzydota, która wyłania się zza każdego rogu. Na początku artykułu napisałem, że Ksamil gromadzi wszystko to, co w turystycznych miejscach najgorsze. Jest tu też zatem najgorsza architektura i nie mam na myśli klockowatych i niedokończonych domów, jakich w całej Albanii jest pełno. Tu samym złem jest schlebianie najniższym gustom. A tylko za takie coś mogę uznać np. hotel w stylu zamkowym – rodem z bajki o smerfach i Gargamelu – konkretnie myślę o chacie Gargamela. Potworna konstrukcja rozsadziła się na sporej przestrzeni i pseudo-blankami strzela w kierunku nieba. Brrrr

Hotel zamek w Ksamilu

Hotel w którym siedzibę mogliby mieć sam Gargamel z Klakierem. Pozostaje zatem odwieczne pytanie: gdzie jest wioska smerfów? 😉

Ksamil z sercem do Polaków

No i są rzecz jasna bary, bo jak są tysiące turystów, to rzecz jasna wszyscy oni muszą jeść i pić. Ot, zwykła ludzka potrzeba, sam dół piramidy Maslowa. Jeść trzeba, koniec i kropka! Dlatego co krok to knajpka, co krok wabią zapachy i to bynajmniej nie smażonej ryby. Tu po bałkańsku króluje mięso z grilla. Polacy mogą być zachwyceni. I są zachwyceni, bo w Ksamilu nie trzeba nawet znać języka angielskiego! Tu dla rzeszy turystów z Polski, która rokrocznie przyjeżdża do Albanii menu w wielu knajpach przetłumaczono na język polski! Ba! wiele restauracji i barów już od wejścia wabi polskimi napisami!

Napis ZIMNE PIWO zwabił już niejednego polskiego urlopowicza i przykuł go do stolika. By dopełnić dzieła kosmopolityzmu i nakierowania na polskiego klienta, na wielu hotelach powiewa polska flaga! I wszystkie te zabiegi nie są po nic, bo jeśli wsłuchacie się w głosy na ulicy. Jeśli nadstawicie ucha na głosy dobiegające spod plażowych parasoli, dobiegnie was znajome polskie szeleszczenie „szyyy, czyyyy, żyyyyyy” Normalnie jak w domu. Jak w Warszawie na Marszałkowskiej tylko z widokiem na przecudnego koloru wodę i jasny piasek na plażach Ksamilu!

Ksamil i rajskie plaże

Parasole w Albanii na plaży

Ksamil jest jedną z głównych miejscowości, które leżą nad Riwierą Albańską.

Plaże w Ksamilu to temat na osobną opowieść…. przyznaję, że plaż nie trawię, że jak ktoś chciałby mnie ukarać, to może pokazać na plażę i powiedzieć: masz tu spędzić czas od rana do wieczora. Masz leżeć i opalać się! Nie trawię takiego sposobu wypoczynku, ale… W Ksamilu wydał mi się on po prostu naturalny, tu w okolicy plaż czas zwalnia, zagina się czasoprzestrzeń i wszystko jest takie bardziej wakacyjne. Nic nie trzeba, nie ma przymusu, można tylko odpoczywać i nic nie robić.

Szedłem zatem powoli od plaży do plaży. Patrzyłem na cudownego koloru turkusową, zieloną i niebieskawą wodę, która co i rusz zmieniała kolor na jeden z wyżej wymienionych. Tu z tego czy innego podestu wchodzącego w wodę co i rusz w morską toń rzucał się z krzykiem jakiś dzieciak lub starszy młodzieniec. Nad samą wodą z wiaderkami ganiały się dzieci, które taplały się w ciepłej jak zupa, płytkiej, przybrzeżnej wodzie.

W Albanii na plaży królują parasole. Rzecz jasna płatne, ale nie są to zawrotne kwoty.

W Albanii na plaży królują parasole. Rzecz jasna płatne, ale nie są to zawrotne kwoty.

Opalanie na plazy w Ksamilu Albania

Na plaży można też po prostu zasnąć, chociaż tego nie polecam, bo słońce nad Albanią praży naprawdę mocno!

A za tym nadmorskim pasem, w oddaleniu metra czy dwóch, zaczynał się las. Las parasoli, które szczelnie wypełniały cieniem nadmorski piasek i ustawione na nim leżaki. Tak, na plażach w Albanii mimo sporego wiatru królują nie parawany lecz właśnie leżaki, które rzecz jasna trzeba wykupić na dzień. W ogóle trzeba powiedzieć, że plaże w Ksamilu są w znacznej części płatne! Ceny jak starałem się zorientować wynoszą od około 1000 leków za leżak (ceny sięgają do 1300 za jeden dzień w zależności od plaży). Dla przybliżenia wartości powiem tylko, że 130 leków do jedno euro.

I przyznam całkowicie szczerze, że patrząc z góry na te parasole, na piękną wodę i jasny piasek, widok ujął mnie całkowicie. Wygląda to jak na jakichś Seszelach, które przecież oddalone są od Albanii o ładne kilka tysięcy kilometrów. W Ksamilu klimat rajskiej wyspy jest na wyciągnięcie ręki. Rzecz jasna nie ma co liczyć na bezludną wyspę, ale jest pięknie. Jeśli tylko oczekujemy słońca, gorąca, pięknej i ciepłej wody, piasku i gwarancji pogody w sezonie. Albańska Riwiera jest idealna na wypoczynek.

Błękitna woda w Ksamilu Albania

Piękna turkusowo-niebieska woda aż zachęca, by wykąpać się w Morzu Jońskim.

Bar czyli chwila szczęścia

I miałem jeszcze jedną chwilę, w której poczułem się w Ksamilu fantastycznie. Szedłem powoli od plaży do plaży i nagle przyszedłem do uliczki, gdzie knajpa sąsiadowała z knajpką. Stojąc na lekkim podwyższeniu nad plażą, dawały wspaniały widok na las egzotycznych parasoli, turkusową wodę, zielone drzewa w oddali na nadmorskim pasie a tuż przede mną rząd białych stolików zapraszał, by zająć miejsce i coś zamówić. Zamówiłem pszenicznego, jasnego paulanera.

Cóż, Albańczycy nie mają dobrego lokalnego piwa, craftów tu jak na lekarstwo a już w tych nadmorskich knajpkach nie udało mi się ich w ogóle wypatrzeć. Siadłem przy stoliku, w ręku trzymałem kufel z zimnym, pszenicznym piwem i… poczułem się po prostu szczęśliwy. Wiecie, praca jest kilkaset kilometrów dalej, zero trosk, zero zmartwień. Tylko beztroska i głupawa wakacyjna muzyka lecąca gdzieś z głośników w tle. Chwilo trwaj, jesteś tak piękna!

Beztroska kąpiel w ciepłym morzu

A potem zapragnąłem poleżeć w wodzie i chwilę się poopalać. Ale bez dzikich tłumów, jakie były teraz obok mnie. Poszedłem zatem dalej wzdłuż wybrzeża, by odnaleźć miejsce tylko dla siebie. I wiecie co? Było to bajecznie proste! Z deptaka, który ciągnie się wzdłuż wybrzeża zszedłem w kierunku wody. Przeszedłem kilkaset metrów i oto znalazłem zatoczkę tylko dla siebie. Nie było tu co prawda piasku lecz kamienie, ale osłonięta od wiatru wnęka zapewniała spokój, mogłem popluskać się w płytkiej i ciepłej wodzie a potem momentalnie wyschnąć na palącym słońcu. W ciągu kilku minut. Kolejna chwila szczęścia 🙂

Morze Jońskie w Ksamilu Albania

Morze Jońskie w Ksamilu Albania

Potem zaś poszedłem do głównej drogi, by złapać busa do Sarandy. Nie ma tu rozkładów, nie ma tu przystanków. Ot, na skrzyżowaniach ustawiają się ludzie i machają, kiedy widzą, że jedzie autobus. Zrobiłem identycznie, ale do Sarandy wracałem niechętnie, bo… nie polubiłem się z tym największym miastem Albańskiej Riwiery. Nie to co z Ksamilem, który może jest i brzydki ale ma taki wakacyjny klimat letniego kurortu. Chętnie bym tu kiedyś wrócił.

Paweł Osmólski
Marzenia nigdy mi się nie spełniają. Spełniam je sam. Dlatego jeśli tylko mogę, pakuję większy lub mniejszy plecak i jadę gdzieś w świat. Samolotem, autobusem lecz najbardziej lubię pociągiem. Kiedyś często podróżowałem do Azji i na Bałkany. Dziś częściej spotkacie mnie w Polsce. Wolę też brudną prawdę niż lukrowane opowieści o jednorożcach, a opisywane miejsca nie zawsze piękne. Dużo pracuję zawodowo, a blog to po prostu drogie hobby, które sprawia mi przyjemność.

6 Comments

  1. Piękne widoki 🙂

  2. A mnie Ksamil zszokował po wyjściu z autobusu, i myślałem że to najbrzydszy kurort jaki widziałem. Pierwsze wrażenie było okropne, ale trochę lepiej było potem. Mimo wszystko ani Ksamilu ani Sarandy nie polecam:)

    1. ta właśnie różnorodność ma swój urok,Nie ma sie co szokować.Mnie nie zszokował i polecam w Albanii juz bede 3 raz i nie wiem czy ostatił ,bo ja jadę dla pięknej przyrody,morza,gór,pięknych widoków a nie dla hoteli wymuskanych dzielnic turystycznych poza którymi jest dopiero prawdziwe życie.

  3. Piszesz o leżakach a parasole są dodatkowo płatne?

  4. Ksamil faktycznie jest brzydki jako miasto – ale tak, ma w sobie tę upajającą wakacyjność, niespieszność o której się marzy przez resztę roku. Morze jest bajkowe. Jestem kempingowcem, z pokoi czy hoteli korzystam rzadko, więc słowo o kempingach w Ksamilu.
    Jest ich około sześciu wliczając najbliższe okolice. Te przy plaży w sezonie są obłożone w 200%, te odleglejsze, no cóż. Mają wady. Wspólnymi jest dojazd, regułą jest stromy zjazd/podjazd oraz powiedzmy, skromny program socjalny. Zaletą jest cena, trzy osoby, namiot i samochód zmieszczą się w 10 eur/dobę.

    Aha, na północy jest takie super miejsce na oglądanie zachodów słońca. O ile komuś nie przeszkadza tłum i uważa na rozbite szkło. Widoki – bezcenne.

  5. Widoki piękne , tylko ,że plaże małe , płatne i z tłumami ludzi upchanymi jak śledzie w beczce . Nie mówiąc o wspinaczkach z plaży do auta . .A w tle na plażach niejednokrotnie wali jakaś muza z barowych głośników . Byłem , widziałem i nie wrócę . Chyba ,że ktoś lubi atmosferę bazaru . Wolałbym być z powrotem na plaży w Primorsko w Bułgarii niż tutaj .

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.