Łagów nie jest miejscowością, nad którą westchniecie, że koniecznie chcecie tu wrócić, ale też nie będziecie żałować, że przyjechaliście do tego miasteczka. Jest tu kilka zabytków i miejsc, które warto zobaczyć. A jeśli lubicie chwycić za wiosła i wypłynąć na jezioro, to w upalne dni Łagów i jego dwa jeziora będą idealnym miejscem wypoczynku.
Dziś miejsca takie jak Łagów i pozostałości zamków i murów obronnych mogą się wydawać umieszczone przypadkowo. Ale to dzisiejsza perspektywa, bo w średniowieczu zamek położony na małym wzgórzu obok grobli przy dwóch jeziorach, miał doskonałą lokalizację doskonałą. Z takiego miejsca idealnie dawało się też sprawować kontrolę nad szlakami handlowymi przecinającymi lasy i puszcze. Zresztą nawet do dziś te okolice to przeważnie lasy, w końcu województwo lubuskie to najbardziej zalesione województwo w Polsce. Procent zalesienia tego obszaru to 49,3%, niemal pół województwa to lasy!
Krótka historia warowni w Łagowie
Wróćmy jednak do Łagowa. Patrząc na to, co napisałem wyżej, nie ma się czemu dziwić, że od setek lat na przesmyku pomiędzy jeziorami, które dziś nazywają się Łagowskie i Trześniowskie, istniała warownia. Zmieniał się tylko jej charakter. Najpierw były to zapewne skromne drewniane warownie, które wystarczały na lokalne potrzeby. Prawdziwa zmiana przyszła w roku 1350 kiedy zakon joannitów zaczął budować zamek. Na ich zlecenie powstała konstrukcja o wysokości 12 metrów. Przestrzeń mieszkalna była jak na ówczesne warunki imponująca, bo mierzyła 8 metrów szerokości i 27 długości. Na przełomie XIV i XV wieku zamek otoczono dodatkowym pasem murów obronnych.
Takie fortyfikacje byłe dobre na początek, ale zamki zawsze były lokalnymi ośrodkami, dookoła których rosły różnego rodzaju usługi. Niemal zawsze powstawało jakieś podgrodzie i budynki służebne. W końcu gdzieś trzeba było trzymać konie, gdzieś musieli się zatrzymywać podróżni, a zatem powstawały też karczmy, spichlerze, warsztaty kowalskie i temu podobne. Te budynki też wymagały ochrony.
Nic zatem dziwnego, że w XV wieku zamek i otaczające go budynki opasano dodatkowym – drugim murem obronnym Te mury w większości nie zachowały się do naszych czasów, chociaż ich pozostałościami są dwie bramy miejskie. Mam tu na myśli dwie bramy, które dawniej strzegły wjazdu do miasta. Są to: Brama Polska i Brama Marchijska.
Brama Polska
Brama Polska zwana także Bramą Poznańską, powstała zapewne na miejscu innych, drewnianych umocnień. Jak się łatwo domyślić, szlak z bramy wiódł w kierunku Polski i Poznania. Brama zbudowana została z cegieł. Pewnie z tego powodu w kolejnych stuleciach, kiedy mury tego typu warowni nie były już tak kluczowe z powodu zmieniającej się techniki prowadzenia wojen, po remontach w XVII wieku jej pomieszczenia przerobiono na cele mieszkaniowe. Cegła jest zdecydowanie cieplejsza niż kamień, z którego przecież też czasami budowano warownie. Dziś budynek należy podobno do Polskiego Związku Wędkarskiego.
To co jest w tym budynku ciekawe to fakt, że jak przystało na średniowieczną budowlę, brama jest dość wąska i mieści się w niej tylko jeden pojazd. Dlatego przed bramą zainstalowano światła, które kierują ruchem dla współczesnych samochodów. Piesi mają zbudowany chodnik tuz obok bramy. Tuż za bramą jest kanał łączący dwa jeziora, kiedyś była to doskonała fosa chroniąca dostępu do bramy. Dziś kanałem pływają kajakarze, łódki i wszystko co unosi się na wodzie i jest małe.
Brama Marchijska
Po drugiej stronie dawnego miasta, czyli jakieś 130 metrów dalej stoi Brama Marchijska. Także i ona też trzy inne nazwy: Brama Berlińska, Brama Niemiecka, Brama Brandenburska. A skąd zatem nazwa Brama Marchijska? Odpowiedź jest prosta: bo prowadziła do Marchii Brandenburskiej.
Powstała mniej więcej w tym samym czasie co Brama Polska i z tych samych przyczyn. Murowane bramy są odporniejsze na ataki niż te drewniane, a już zdecydowanie słabiej się palą. Jej obecny kształt zawdzięczamy przebudowom z XVII wieku, kiedy dawne otwory strzelnicze zastąpiono po prostu oknami i przerobiono jej pomieszczenia na cele mieszkalne.W tej bramie nie ma ruchu kierowanego światłami, ale samochody spokojnie dają radę mijać się przed i za bramą. Za to piesi przechodzą mniejszym przejściem specjalnie w tym celu stworzonym w bramie.
Cechą charakterystyczną Bramy Marchijskiej jest jej podział na dwie części. Dolna to mury kamienne i ceglane, ale jej góra to konstrukcja szachulcowa, charakterystyczna dla budownictwa niemieckiego na terenie dawnych Prus.
Zamek joannitów
Joannici zjawili się w Łagowie trochę przez przypadek. Wszystko przez to, że ówczesny właściciel Łagowa potrzebował pieniędzy i w zamian za pożyczkę, zastawił u joannitów ówczesny Łagów czyli Castrum Lagowe lub z niemieckiego hus Lagowe. Ponieważ pożyczki nie mógł spłacić, zakonnicy przejęli teren i już kilka lat później, bo w roku 1350 zaczęli budowę zamku.
Przez kolejne stulecia joannici dobudowywali do zamku kolejne elementy. Tak zbudowano basztę bramną i północne skrzydło zamku. Skrzydło południowe zawdzięczamy wojnie trzydziestoletniej i temu, że po zniszczeniach wojennych, zaczęto odbudowę zamku. Dziś na turystach największe wrażenie robi 35 metrowa wieża, która dawniej była stołpem, czyli wieżą ostatniej obrony. Dziś to najlepszy punkt widokowy na okoliczne jeziora i warto zapłacić 10 zł za wejście. A jaka to panorama? Lasy po horyzont, do tego widok na dwa jeziora i łódki. Widać stąd też wiadukt kolejowy, czyli inną atrakcję Łagowa.
Obecnie w zamku mieści się hotel, restauracja i kawiarnia. Zatem jeśli mamy ochotę, możemy się tu zatrzymać na noc. Aha, warto wejść na teren zamku bocznym wejściem lub wyjść drugim wyjściem niż główne, prowadzące po schodach i szyi bramnej do kawiarni. Bo tam można obejrzeć część starych murów obronnych i zobaczyć wieżę, stojąc pod nią.
Jednak to co mnie urzekło nie tyle może w samym zamku, co w jego najbliższej okolicy to drzewa! Założony w XVIII wieku pomiędzy jeziorem park, na pewno przeżył założycieli. Ale to co jest w nim najpiękniejsze to buki. Potężne kilkusetletnie drzewa o purpurowo-brunatnym kolorze. Drzewa potężne i rozłożyste.
A w ich cieniu można wykupić jazdę bryczką po tym kieszonkowym parku.
Inne atrakcje Łagowa
Do atrakcji Łagowa zaliczyć można wiadukt kolejowy. A konstrukcja to nie byle jaka, bo trzy arkady podtrzymują wiadukt o wysokości 25 metrów. Sama konstrukcja też jest już mocno zabytkowa, bo może nie wygląda teraz wiekowo, ale zbudowano ją w roku 1909. Powstał wtedy, kiedy na tych terenach nie było Polski, a ówczesne Prusy intensywnie rozbudowywały sieć kolejową kraju. Linia kolejowa dla której powstał ten mierzący 40 metrów długości wiadukt, łączyła Międzyrzec i Toporowo.
Obecnie jest to jeden z dwóch najlepszych punktów widokowych w okolicy. To z wiaduktu jest doskonały widok na zamek joannitów.
Poza tym turyści do Łagowa przyjeżdżają przede wszystkim po to, by skorzystać z dwóch jezior: Trześniowskiego i łagowskiego, nad którymi leży Łagów. Jeziora są połączona wąskim przesmykiem, na którym w sezonie i w weekendy panuje naprawdę duży ruch kajaków i innych sprzętów pływających.
Nad brzegami jezior znajdują się liczne wypożyczalnie sprzętu pływającego. Można tu popływać zarówno kajakiem jak też łódką, rowerem wodnym czy też supem. Oczywiście dla miłośników opalania są też dostępne plaże. Chociaż ja wolałem usiąść na pomoście w centrum miasteczka u stóp zamku i obserwować jezioro, siedząc w cieniu.
Jeśli chodzi o ciekawą architekturę, to najbardziej charakterystycznym obiektem jest zapewne Karczma Podzamcze. Znajduje się ona w samym centrum Łagowa i mieści się w murze z charakterystycznym pruskim murem. Styl, który bardzo lubię. Oprócz tego spacerując po mieście można natknąć się na ładne budynki, chociaż większość z nich wymaga jednak remontu.
Aha, około kilometr od turystycznego centrum mieści się w Łagowie park linowy. Jeśli Wasze dzieci lubią chodzić po drzewach, linach i wspinać się na różnego rodzaju konstrukcje, to park linowy jest w Łagowie wspaniałą atrakcją dla dzieci. Na miejscu jest parking dla gości, a wierzcie mi, że w tym mieście to bardzo ważne.
Dojazd do Łagowa oraz parking w Łagowie
Do Łagowa dojeżdżają pociągi, zatem jeśli jesteście z lubuskiego lub wielkopolskiego, to będzie najlepszy środek lokomocji. A piszę tak z tego powodu, że kiedy przyjechałem do Łagowa podczas majówki, miasto przeżywało turystyczne oblężenie. Główny parking czyli parking miejski pękał w szwach i nie dawało się na niego wjechać. Sznury samochodów ciągnęły się też przez miasto. Znalezienie miejsca do zaparkowania graniczyło z cudem. ja miałem o tyle dobrze, że zaparkowałem pod pensjonatem, który miał własne miejsca parkingowe.
Jest też kilka miejsc parkingowych w samym centrum miasta pod murami zamku, ale te miejsca są niemal ciągle zajęte. Zwolniły się dopiero późniejszym wieczorem. Jeśli tu nie znajdziecie miejsca, to spróbujcie na parkingu przy zamku, to kilkadziesiąt metrów od murów zamkowych.
Reasumując. Jeśli zastanawiacie się, czy warto przyjechać do Łagowa, odpowiadam, że na pewno warto. Ale to miasto na góra kilka godzin, bo nie ma tu wielu atrakcji turystycznych. Wydaje mi się, że zwiedzenie zamku, zobaczenie bram miejskich i wypicie kawy nad jeziorem nie zajmie Wam więcej niż 2 góra 2,5 godziny.