Albania

Trekking z Valbony do Theth czyli piękny szlak w górach Albanii

Share Button

Trekking z Valbony do Theth lub też w drugą stronę, to chyba najpopularniejszy górski szlak w Albanii. I jeśli ktoś myśli o Albańskich Alpach zwanych też Górami Przeklętymi, to zazwyczaj ma na myśli właśnie ten szlak. Zazwyczaj, bo rzecz jasna nie zawsze. Ale nie dziwię się, bo trekking w tym miejscu jest po prostu przepiękny.

Pewnie jak przeczytaliście hasło “popularny szlak”, to przypomnieliście sobie zaraz znane Wam z naszego kraju góry i tłumy turystów, które każdego dnia idą po szlakach. Wiedzcie, że wyraz “popularny” w przypadku gór w Albanii oznacza coś innego.  Po własnych obserwacjach szacuję, że każdego dnia w obydwu kierunkach przechodzi tędy może 150 osób, co najwyżej 200. I mówię tu o szczycie sezonu, bo na trekking i przy okazji obejrzenie jeziora Koman wybrałem się w sierpniu. Ale od początku.

Przyznaję, że w Góry Przeklęte wpadłem na moment, bo i czasu miałem mało, dlatego chciałem go maksymalizować, na wędrówki miałem dwa dni. Prawda, że niewiele? Dlatego jeden dzień poświęciłem na wejście na szczyt Maja e Rosit w Dolinie Valbony, a drugim było już przejście do Theth i trekking z tym związany. I o tym ostatnim będzie ta opowieść.

Trekking z Valbony do Theth

Wstałem o poranku, by mieć więcej czasu na spokojny marsz, w końcu do przejścia jest kilkanaście kilometrów i po drodze jest jedna przełęcz. Pierwsze zdziwienie przeżyłem już podczas śniadania w hotelu. Otóż obsługa zdziwiła się, że ja chcę IŚĆ całą długość szlaku, ja zaś byłem zaskoczony, że można to robić inaczej. Okazuje się, że większość turystów idzie na łatwiznę i przyjeżdża tu, by nie tyle iść, a przejść szlak jak najmniejszym nakładem sił. Dlatego całkowicie oczywistym jest dla wszystkich, że wykupuje się w hotelu podwózkę samochodem do maksymalnie dostępnego wejścia na szlak. Cóż, to nie w moim stylu, a jako że pogoda zapowiadała się cudowna (aż za jak się okazało), to cały w skowronkach wyszedłem na pustą, asfaltową drogę, która wiedzie przez część Doliny Valbony.

Asfaltow droga w Dolinie Valbony

Asfaltowa droga wiodąca do serca Doliny Valbony. Samochody są tu nieliczne, asfalt równy, a widoki jak z pocztówki. Jest magicznie!

Co tu dużo mówić, droga i dolina są zjawiskowe! Wyobraźcie sobie miękkie, poranne słońce na szarych lub białych szczytach piętrzących się dookoła gór, a jeśli dojdzie do tego jeszcze błękitne niebo z nielicznymi białymi chmurkami, to widok taki można wręcz wrzucić do kategorii kicz. Można gdyby nie fakt, że nie ma się co obrażać Matkę Naturę, że potrafi tworzyć takie widoki! Szedłem zatem wesoło to poboczem, to środkiem drogi z uśmiechem na ustach lub nawet śpiewając piosenki. Mogłem, bo dookoła nie było żywego ducha, który mógłby mnie pozwać do sądu za sprzeniewierzenie się sztuce muzycznej hehe.

Minąłem centrum Valbony, zamknięty jeszcze jedyny sklep czy też raczej kontener, przeszedłem obok kilku smętnie wyglądających dziś bunkrów, które powoli znikają pod jeżyniskami, wtapiają się w krzaki lub są porośnięte inną roślinnością. Ich era już dawno i bezpowrotnie minęła, nikt już o nie nie dba. Chyba, że gospodarstwo ma taki bunkier w ogródku, to czasami są wykorzystywane jako komórka czy inny składzik. Dalej było jeszcze piękniej… Powoli kończyły się nieliczne zabudowania, w większości przerobione już na infrastrukturę turystyczną. Asfaltowa, idealnie gładka droga, ja oraz odgłosy przyrody. Ciemna ściana lasu tuż koło mnie, czarna droga przede mą, szare i majestatyczne góry na tle błękitnego nieba. Wciąż mam przed oczami ten widok. Mógłbym tak w rześkim powietrzu poranka maszerować cały dzień.

Rano w Dolinie Valbony Albania

Wczesny poranek w Dolinie Valbony kiedy słońce jeszcze delikatnie muska krajobraz a rześkie powietrze aż prosi się by wdychać je pełną piersią.

Wreszcie dochodzę do końcówki asfaltowej drogi. Tu stoją ostatnie zabudowania, sporo ich. Widać, że miejsce jest pomyślane pod turystów, że przemysł turystyczny w Albanii powoli ale rozwija się. I tych ostatnich nie muszę długo szukać. Nagle wyłania się trzech młodych jegomościów za którymi pełznie czwarty ziomek. Widać, że nie jest w najlepszej kondycji, bo ledwo idzie. Co i rusz się zatrzymuje, by zwrócić pozostałości wczorajszej, a może dopiero co skończonej imprezy. Najzwyczajniej górskie powietrze mu nie pomogło, a tania rakija raczej zaszkodziła 😉

Zabudowania w dolinie Valbony

Zabudowania w dolinie Valbony

Zostawiam to turystyczne siedliszcze za sobą i skręcam w lewo na jasne kamienie, którymi wiosną spływają z gór masy wody. Mogę sobie tylko wyobrazić, jak to wygląda, bo dolina jest szeroka i idealnie jasna od kamieni wyszlifowanych przez miliony litrów wody, które tędy przepłynęły. Z rzadka mijają mnie busy i łady niwy wiozące co leniwszych turystów wprost pod szlak do Theth. Mnie wciąż dziką frajdę sprawia marsz po bardzo wygodnej do trekkingu drodze. Gdzieś w odddali szczekają psy, ale w dolinie brzmi to jakby dookoła czaiły się całe watahy wilków, które zaczynają się nawoływać. Echo płata figle i nawet pojedyncze szczeknięcie odbija się wielokrotnie od wysokich skał.

Dochodzę do początku właściwego szlaku. Tu czas na zimną coca-colę, bo w górach organizm zawsze zaczyna mi się ślinić, kiedy tylko widzi potężne dawki cukru. Za chwilę zaczyna się właściwy szlak, już nie z delikatnymi przewyższeniami lecz z ostrymi podejściami. Czas wyjąć kijki trekkingowe, sprawdzić sznurowanie w butach i mogę ruszać na ostatni/właściwy odcinek szlaku z Valbony do Theth.

Dolina Valbony

A to już bardziej dzika Dolina Valbony. Tu wjechać mogą tylko samochody na wysokim zawieszeniu. Trasa wiedzie po białych kamieniach, które wiosną szlifowane zapewne są wodą z topniejących na zboczach śniegów.

I tu zaczynają się cuda. Przygotujcie się, że widoki będą coraz piękniejsze, że piękno da się stopniować i z każdego przewyższenia widok jest fascynujący. Nie ma rzecz jasna żadnego problemu ze znalezieniem szlaku, bo ten jest tylko jeden i wystarczy podążać wdeptaną ścieżką. Tu nie da się zabłądzić. Najpierw jest podejście przez las, ale wkrótce las ustępuje wysokości i już nie ma drzew, które chroniłyby przed palącym słońcem. Tu zresztą był mój problem, jak się okazało zgubiłem gdzieś czapkę z daszkiem i niestety maszerowałem w pełnym słońcu bez ochrony głowy. Powiedzmy sobie szczerze, to nie jest najlepszy pomysł, a miałem się o tym przekonać za parę godzin. Póki co szło się znakomicie, może było gorąco, ale za to pięknie, a zapas wody pozwalał na marsz w komforcie. Co więcej i bardziej zadziwiająco, to po drodze jest nawet kawiarnia! Tak, możecie się na szlaku napić kawy z filiżanki! Nie to, że kawy z ekspresu, ale kawa to kawa i jak się jest od niej uzależnionym, to można tu podładować baterie. Oraz napełnić butelki krystalicznie czystą wodą z potoku.

Znak do Theth w górach

Znak do Theth w górach

Drzewa kończą się nagle. Jest polana, jest na jej środku skała, na którą niektórzy się wspinają i nad tym wszystkim dominuje góra. Gdzieś na jej ścianie widać kropeczki – to ludzie w kolorowych strojach idący szlakiem w górę lub na dół. Są też większe kropki, to konie, na których grzbietach przenoszone są bagaże co bardziej leniwych i bogatych klientów. Ja swój główny bagaż zostawiłem w Szkodrze, teraz mam na sobie jedynie mały plecak z niezbędnymi rzeczami.

Zaczynam wspinaczkę czy też raczej wchodzę na odcinek z bardziej stromym podejściem. Początkowo usiłuję zgadywać, którędy wiedzie położony nade mną szlak, ale okazuje się, że kompletnie się na tym nie znam i droga prowadzi w zupełnie innych miejscach, niż bym się tego spodziewał. Idę powoli, ale nie dlatego, że nie starcza mi sił, co to to nie! Widoki są po prostu tak nieziemskie, że co i rusz zatrzymuję się, by spojrzeć w bok lub za plecy i napawać się widokiem Doliny Valbony leżącej teraz u moich stóp. Coraz bardziej widać, skąd przyszedłem, coraz lepiej dostrzegam szlak, który przed chwilą pokonałem. Znaczy jego część, bo reszta niknie za zakrętem. Czy taki widok nie zapiera tchu?

Dolina Valbony Albania

Dolina Valbony w pełnej krasie. Gdzieś za zakrętem są ostatnie zabudowania, a przed oczami zieleń lasów, biel kamieni i szarość skał. I błękit, błękit nieba! Magia gór!

Ścieżka pnie się stromo trawersami w kierunku Theth, raz są to sypkie, ale na szczęście nieliczne miejsca z piargami, częściej to wąska ścieżynka po kamieniach. Są też miejsca, gdzie trzeba bardziej uważać, bo tuż obok znajduje się przepaść. Jeden nieostrożny krok i trzeba będzie sprawdzić umiejętność latania, a ta nie jest przecież ludziom dostępna. Raz na jakiś czas pojawia się koń idący przed grupkami turystów, których rzeczy niesie. Magicznie tu.

Koń na szlaku w Górach Przeklętych

Koń w Górach Przeklętych radzi sobie całkiem nieźle, lepiej niż część ludzi 🙂 Bo on nie tylko chodzi po górach, ale niesie również bagaże innych turystów 😀

I niespodziewanie dla mnie docieram do punktu kulminacyjnego. Siodełko z którego jedna ścieżka wiedzie w dół ku Valbonie, a druga w kierunku Theth. W obydwu kierunkach widok jest po prostu obłędny. Naprawdę można tu spędzić długie godziny po prostu na patrzeniu. Dlatego nie jestem tu sam. Chwilo trwaj, jesteś tak piękna! Czas jednak nagli i trzeba schodzić w kierunku noclegu. Tu znów pojawiają się drzewa, ponownie da się maszerować w cieniu. Chociaż robi się też groźnie. Oto w oddali widzę dym. Gdzieś tam na stromym zboczu, pod wysokim szczytem płonie las. Siwa chmura dymu wzbija się w przestrzeń, jest sucho jak w pieprzniczce postawionej na kilka dni w pełnym słońcu. Na szczęście to kilka kilometrów ode mnie. Teraz jeszcze tego nie wiem, ale to płoną zbocza tuż obok Theth. Za moment pojawi się helikopter rozpoznawczy a następnie gaśniczy, który przez dwa dni będzie się starał ugasić pożar, pojawiając się z ładunkiem wody co dziesięć minut. To zobaczę jednak dopiero na dole w Theth. Za kilka godzin.

Pożar lasu na górze nad Theth

Pożar lasu na górze nad Theth. W nocy będzie wyglądał jeszcze spektakularnej, kiedy płonące głownie staczały się na niższe półki skalne, podpalając kolejne połacie górskiego lasu.

Póki co idę i ponownie napawam się tym, co widzę. Nie jest to może aż tak spektakularne, jak po przeciwnej stronie siodełka, ale wciąż jest zjawiskowo. Tu nawet szlak wydaje się lepiej zorganizowany pod względem infrastruktury, bo po drodze mijam kilka miejsc, które określiłbym mianem barów, bo znanych nam schronisk zdecydowanie nie przypominają. Im niżej, tym więcej drzew, na końcu szlak wiedzie już całkowicie w cieniu. Co ciekawe, na mnóstwie pni znajdują się napisy, które ludzie wykonywali, kiedy drzewa były jeszcze mniejsze. Teraz wraz ze wzrostem, urosły także napisy. Mamy zatem wielkie wyznania wiecznej miłości, mamy daty a także po prostu imiona. Pewnie przetrwają dłużej niż ci, którzy je wyrżnęli w korze drzewa.

Drzewa na szlaku do Theth

Drzewa na szlaku do Theth obfituje w wyrżnięte na pniach drzew napisy.

I oto po monotonii zejścia w dole pojawia się Theth. Nie spodziewajcie się tu jednak wielkiej metropolii 🙂 To bardzo długa górska wioska, która stała się chyba najsłynniejszym miejscem w albańskich górach. Osobiście wolę co prawda Valbonę, ale Theth też jest fajne i jest tu nawet kilka zabytków, wartych odwiedzenia. O tym jednak w kolejnym artykule.

Share Button
Paweł Osmólski
Amator podróży do Azji, którego wspomnienia zostały gdzieś na szlaku w Nepalu na ławeczce pod chałupą jednego chłopa. Kiedyś będę tam musiał wrócić i zabrać je do domu :) Preferuję samotne wyjazdy, bo tylko wtedy w drodze spotyka się najciekawszych ludzi. W czasie wolnym od pracy i podróży zapalony degustator piwa.

Kotor najpiękniejsze miasto Czarnogóry

Previous article

Theth. Najbardziej znana górska wioska w Albanii

Next article

16 comments

  1. To jest to !

  2. Ehh… Albania chodzi mi po głowie już od kilku lat. Teraz to już nie mam wątpliwości, że muszę tam pojechać i to szybko. W tym roku już raczej się nie uda, ale 2019… brzmi jak dobry plan! 🙂

  3. Cóż za widoki! Nic tylko stać i wpatrywać się godzinami… Pięknie.

  4. Przepiękne widoki i fantastyczne miejsca. Pewnie sama tam nie pojadę, ale oglądać nieznane mi miejsca nawet online.

  5. wow, jak pięknie! muszę się tam wybrać, widać, że warto 🙂

  6. Niesamowite fotografie i fantastyczne miejsca. Ja byłam jedynie w polskich górach, ale jeszcze całe życie mam na podróżowanie 🙂

  7. Zjawiskowe zdjęcia i wpis motywujący do powrotu do Albanii. W czasie swojej podróży po Albanii w 2011 roku trochę obawiałam się przemierzyć ten górski szlak w pojedynkę, a poza tym zdrowie mi nie dopisało – zapalenie oskrzeli, które nie powstrzymało mnie przed wyjazdem :). Niemniej Twój wpis jest potwierdzeniem, że Theth jest piękne, a Góry Przeklęte, choć ledwo muśnięte, pokochałam tak jak i Ty. Pozdrawiam serdecznie, Marta

    1. Czyli powiedzmy to sobie wprost: Masz powód, by w Góry Przeklęte pojechać! 🙂 Skoro ja dałem radę, to i Ty na pewno sobie poradzisz!
      I rzecz jasna dziękuję za dobre słowo, miło wiedzieć, że moje artykuły komuś się podobają.

  8. Witam,
    Planuję właśnie tygodniowy pobyt w Albanii. Znalazłem na tym blogu wiele inspiracji. Jedną z nich jest przejście z Valbony do Theth. Byłbym wdzięczny za podpowiedź jak się dostać z Tirany do Valbony lub Theth, czy jest tam gdzie przenocować oraz ile czasu zajmie przejście opisywanego szlaku? Będę wdzięczny za informację. Dziękuję za ciekawe informacje i pozdrawiam.

    1. Mogę powiedzieć, jaką trasę ja zrobiłęm i co doradzam. Z Tirany pojechałem do Szkodry gdzie kupiłem w hostelu podwózkę ze Szkodry do Jeziora Koman (5euro), bilet na prom po Koman (5euro) i za kolejne 5 podwózkę z przystani końcowej promu do Valbony w wybrane miejsce. Nie miałem czasu i nie chciało mi się kombinować dla zaoszczędzenia kilku euro (a po wyjściu z promu jest się w szczerym polu niemalże).
      Trasa z Ququ Valbone (czyli 2 km przed Valbona Quender) do Theth to 21 km i zajęła mi 7 godzin i 51 minut. Ale jeśli coś mogę doradzić, to zostań w dolinie przynajmniej jeden dzień dłużej. Szlaki Gór PRzeklętych są przepiękne widokowo i na pewno nie pożałujesz trekkingu po okolicy!
      Dzięki za miłę słowa, że moje artykuły się przydają i są inspiracją do wyjścia w ten przepiękny krajobraz! Wspaniałęgo wyjazdu!

  9. Bardzo podobał się mi ten tekst! 🙂 zajrzałam, bo chciałam sprawdzić, czy jestem jedyną osobą 😉 której tak bardzo spodobały się tamte okolice. Również niesamowicie pozytywnie wspominam ten szlak- choć nieraz było nam ciężej, bo w sumie to był nasz pierwszy raz w takich górach.
    W miejscu, z którego u Ciebie we wpisie jest zdjęcie z końmi objuczonymi bagażem zalegała warstwa śniegu, ścieżeczka miała może 15 cm…. Szczerze mówiąc ścisnęło mnie w dołku, ale najważniejsze nie tracić opanowania i zachowywać się racjonalnie. Ale tak, jak mówisz- wystarczył jeden nieuważny krok i można było spaść kilkaset metrów.
    Bądź, co bądź wspomnienia bezcenne. Tęskno mi teraz do tej natury. Pozdrawiamy i życzymy jak najwięcej podróży! 🙂

  10. Twój tekst bardzo mi pomógł! Dzięki:) wybieram się tam we wrześniu tego roku, czuję, że będzie czaaaaad ;)Pozdrawiam! K.

    1. Dobrego wyjazdu, bo Dolina Valbony i Theth to miejsca cudownie piękne!
      Powodzenia na trekkingu, znakomitych i niezapomnianych wrażeń!

  11. Ale miałeś piękną pogodę. My trafiliśmy na kiepską, było zachmurzone i czasem padało, dlatego z dzieciakami doszliśmy tylko do Simoni Cafe (planowaliśmy na przełęcz). I choć do przełęczy została nam już tylko godzina drogi to i tak nic by nie było widać 😉

    1. Pogodę na szlaku z Valbony to ja miałem wręcz za dobrą 😀
      Dawno nie miałem takiego udaru słonecznego 😀 Ale fakt, że widoki miałem zjawiskowe <3
      Cóż może zatem to dla Was znak, by jeszcze raz przyjechać do Albanii? 😉

  12. Jest jakaś fajna trasa na jeden dzień 🙁 niestety nie będziemy mieć tam więcej czasu a chętnie pochodzę po tamtejszych szlakach:)

Leave a reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.