AzjaTurcja

Kapadocja – wśród skalnych kościołów i podziemnych miast

0
Widok na Goreme o zachodzie słońca potrafi zachwycić. Ze wzgórz nad wioską zobaczymy cały urok Kapadocji
Widok na Goreme o zachodzie słońca potrafi zachwycić. Ze wzgórz nad wioską zobaczymy cały urok Kapadocji

Kapadocja. To, co w Göreme jej sercu zaskakuje, to cisza i spokój. Nastrój tak odległy od Stambułu, który opuściliśmy poprzedniego wieczora. Nikt tu nas nie usiłuje do czegoś zmusić, niczego nie oferuje, nie namawia. Atmosfera okolic dworca autobusowego w Göreme przypomina senną atmosferę miasteczka gdzieś we wschodniej Polsce.

Różni się tylko krajobraz oraz w powietrzu nie wisi brak nadziei. Tu nadzieją i przyszłością są tysiące turystów, każdego roku odwiedzające wioskę.

Kapadocja. Dlaczego warto?!

Jest jeszcze jedna różnica, tu nie ma architektonicznych Gargameli, nie ma też szkła i betonu, które zbyt często i jakże boleśnie tną tkanki starych, europejskich miast. Czas zatrzymał się w miejscu kilkaset lat temu. Wróć! Tu wciąż żywe są miejsca, stworzone przez ludzi ponad tysiąc lat temu! To jeden z głównych powodów dla których Kapadocja jest na głównych szlakach turystycznych w Turcji.

Göreme to serce Kapadocji, do którego tysiące turystów przyjeżdżają, by zobaczyć wykute w miękkich skałach kościoły, mieszkania, pomieszczenia użytkowe, przejść się po dolinach i zachwycić się przepięknymi formami skalnymi od tysiącleci rzeźbionymi przez wiatr i wodę. Zazwyczaj pierwszą atrakcją, którą turysta idzie zobaczyć w tej wiosce jest… jego miejsce noclegowe! Jeśli zadamy sobie trochę trudu, będziemy mieli okazję zamieszkać w kwaterze wykutej wiele lat temu w miękkiej skale.

Po wejściu do świątyń podnieśmy głowę i zobaczmy sufity. Niestety większość fresków jest uszkodzona

Kapadocja obfituje w stare kościoły z obrazami na wykutych w skale ścianach

Muzeum pod Gołym Niebem w Goreme

Kiedy już się rozgościmy, zapewne kolejne kroki skierujemy do Muzeum pod Gołym Niebem. Na stosunkowo niewielkim obszarze zobaczymy tu pozostałości po chrześcijanach zamieszkujących te tereny na początku zeszłego tysiąclecia. Wspinając się na kolejne tarasy, wchodząc do kolejnych pomieszczeń, cofniemy się w czasie. W kilku zachowanych kościołach zobaczymy na ścianach piękne malowidła. Niestety co prawda można powiedzieć, że czas obszedł się z nimi względnie łaskawie, to jednak takiej łaski nie okazali ludzie.

Domy wykute s skale w Muzeum Pod Otwartym Niebem w Kapadocji.

Zdecydowana większość z nich padła ofiarą ikonoklastów, którzy w swej ortodoksyjnej wierze uważali, że nie jest dozwolone, by przedstawiać oblicza Jezusa lub też jakichkolwiek świętych. Niestety ta trwająca dość krótko (z perspektywy historii) interpretacja wiary, spowodowała, że Kapadocja  poniosła niepowetowane straty. Ikonoklaści włożyli mnóstwo pracy w to, by zniszczyć bezcenne ozdoby. Bardzo często nawet na wysokich sklepieniach zobaczymy, że twarz Jezusa jest odłupana lub zdrapana. Najwidoczniej ortodoksi rzucali w sufit różnymi przedmiotami, wspinali się po specjalnie w tym celu budowanych rusztowaniach i robili też pewnie inne cuda ekwilibrystyki tylko po to, by zadośćuczynić interpretacji wiary.

Wyjątkiem od tego zniszczenia jest kościół Karanlik Kilise. Od reszty pobliskich świątyń ta wyróżnia się z dwóch powodów. Po pierwsze w momencie, kiedy po okolicznych szaleli ikonoklaści, a później zwykli wandale, to miejsce pozostało ukryte i znane tylko niewielu wtajemniczonym. Drugim powodem dobrego zachowania miejsca był brak intensywnego światła, które mogłoby niszczyć malowidła na przestrzeni wieków. Niestety żeby nie było tak pięknie, Turcy zdają sobie doskonale sprawę z unikatowości tego miejsca i wstęp tutaj jest dodatkowo płatny.

Muzeum w Goreme. Dawna jadalnia wykuta w skale

Muzeum w Goreme. Dawna jadalnia wykuta w skale

Przechodząc z jednego wykutego w skale kościoła do drugiego, warto zaglądać we wszystkie mijane wgłębienia, „jaskinie” i wykusze. Bardzo często natrafimy w nich na miejsca, gdzie tysiąc lat temu, a nawet wcześniej mieszkali ci, którzy na co dzień korzystali z okolicznych świątyń, dla których Kapadocja była domem. Wystarczy odrobina wyobraźni i zobaczymy wykute w skale stoły, miejsca do wyciskania soku z winogron, spichlerze a także grobowce. Stara Kapadocja z czasów swojej świetności.

Wystarczy podnieść głowę, by zobaczyć wykute wysoko w skałach mieszkania. Kiedyś wiodły do nich drabiny i wykruszone w skałach schody. Dziś wiatr i woda na przestrzeni wieków zmieniły to miejsce nie do poznania. Wychodząc z głównego kompleksu Muzeum pod Otwartym Niebem w Göreme, nie zapomnijmy zajść do świątyni umieszczonej poza terenem głównego kompleksu. Idąc w stronę wsi, będziemy ją mijali po prawej stronie. Zajdźmy tam koniecznie! Żeby wejść konieczny jest bilet, który kupiliśmy w kasie muzeum. Zobaczymy tu przepiękny kościół z dobrze zachowanymi freskami.

Warto spędzić tu więcej czasu, by chociaż przez chwilę mieć to miejsce tylko dla siebie, atmosfera jest naprawdę szczególna. Minusem jest fakt, że nie można tu robić zdjęć. Niestety tłumy turystów nagminnie używają fleszy, które niszczą kolory malowideł, stąd zakaz dla wszystkich niezależnie czy z lampą błyskową, czy bez.

Muzeum UFO w Goreme

Wracając do wsi zwracajmy uwagę na prawą stronę, mamy tu szansę na poznanie dość nietypowej nawet jak na skalę świata atrakcji turystycznej. W Goreme znajduje się muzeum UFO! Nie spodziewajmy się tu cudów i zmumifikowanych ciał ufoludków podprowadzonych Amerykanom z Rooswell. Podobno w środku są po prostu wycinki z gazet, zdjęcia i tego typu „artefakty”. Brzmi jak kosmiczna bzdura, ale dla zainteresowanych może to być ciekawe doświadczenie. Ja się nie skusiłem. Turecka Kapadocja to skały, kościoły, atmosfera a nie przybysze z innej planety 🙂

Przeczytaj też: Afrodyzja. Nieodkryty turystyczny skarb Turcji

Zwiedzając doliny Kapadocji

Cały dzień warto przeznaczyć na zobaczenie kolejnej atrakcji turystycznej Göreme – ciągnących się kilometrami dolin. Dolina miłości, Dolina Róż, Długa Dolina, Dolina Gołębi… to tylko niektóre z tych, jakie możemy zobaczyć w Kapadocji i podziwiać podczas marszu. Wyjdźmy wcześnie rano i zabierzmy ze sobą zapasy na cały dzień. Na pewno warto wziąć ze sobą coś do jedzenia i dużo wody, bo po drodze raczej nie będziemy mieli wielu okazji do zakupów. Chociaż to rzecz jasna zależy też od tego, jaką trasę wybierzemy. Latem te długie doliny są jak oazy na pustyni. Schowane przed palącymi promieniami słońca, mają własny mikroklimat.

Jedna z Dolin blisko Goreme w Kapadocji

Jedna z Dolin blisko Goreme w Kapadocji

Podczas gdy na wzniesieniach nad nimi słońce wypala ziemię i wszyscy szukają cienia, tu chłodu jest pod dostatkiem. Idąc ciągnącymi się kilometrami żlebami, poruszamy się w cieniu drzew, pokonujemy rozmiękłe obszary błota, przeskakujemy nad strumykami lub skaczemy po kamieniach, ewentualnie przechodzimy po nielicznych mostkach. Bywa, że wspinamy się po skałach, na których dla wygody umieszczono linę. Jeśli zapragniemy odpoczynku, możemy usiąść w cieniu skał i podziwiać wznoszące się nad nami formacje skalne. Zachwyt jest gwarantowany!

Spacerem po Goreme

Życie nocne w Goreme kwitnie. Nie ma tu tłumów, ale knajpki nie świecą pustkamiA wieczorami przejdźmy się po wiosce. Nie jest bardzo duża, bo liczy kilka tysięcy mieszkańców, ale też nie przejdziemy jej w pięć minut. Znajdziemy tu liczne pensjonaty, hoteliki, kameralne restauracyjki i jeden klasyczny (mam tu na myśli polską odmianę tego przybytku) kebab, usytuowany w okolicy poczty. Wieczorami nie będziemy mieli problemu ze znalezieniem pubu, by napić się piwa (chociaż na wyrobie tego trunku, to Turcy zdecydowanie się nie znają, jest też niestety drogi).

Idąc przez wioskę zadziwi nas to, że jest ona spójna architektonicznie. Nowe budynki nawiązują stylem do tych, które stoją od kilkuset już lat obok. Kapadocja: tradycja jest rzeczą świętą. Wieczorem wejdźmy na platformę widokową górującą nad miastem, zobaczymy ją z łatwością lub spróbujmy dostać się w okolice widocznej z każdego miejsca wieży z nadajnikiem. Czeka na nas widok miasta ginącego w mroku i promieni powoli niknących na skalnych kominach.
Będąc w Kapadocji, grzechem jest nie pojechać do Derinkuyu, by obejrzeć podziemne miasto. To miejsce zasługuje jednak na osobny opis i po prostu musi! Znaleźć się na Waszej trasie.

Paweł Osmólski
Amator podróży do Azji i po Europie Wschodniej, a szczególnie po Bałkanach. Jakoś tak mam, że marzenia same mi się nie spełniają, zatem robię wszystko, by je spełnić. Preferuję wyjazdy w pojedynkę, bo tylko wtedy w drodze spotyka się najciekawszych ludzi. Nie zawsze miłych, ale tylko tak można poznać prawdziwą twarz danego kraju. Wolę brudną prawdę niż lukrowane opowieści o jednorożcach. Dlatego moje opisy są czasami do bólu szczere ale zawsze prawdziwe. Dużo pracuję, w czasie wolnym piszę tego bloga i szukam najlepszego piwa na świecie :)

Komentarze

Dodaj odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.