Lewocza ma kilka miejsc, które są spektakularne. Ratusz to istna perełka pełna ciekawostek, kamieniczki dookoła rynku są tak pięknie odnowione, że wręcz bajkowe (nie wszystkie). Kościół św. Jakuba i przecudnej urody późnogotycki drewniany ołtarz grają w swojej lidze piękna. Nic dziwnego zatem, że Lewocza została wpisana na listę światowego dziedzictwa ludzkości UNESCO. I choćby dlatego warto tu przyjechać podczas wizyty na Słowacji. Ale powodów jest więcej.
Lewoczę zwiedziłem po raz drugi. Wszystko przez to, że nie mam najlepszych butów górskich. Po przejściu ponad 20 kilometrów dnia poprzedniego po szlakach w Tatrach, następnego dnia po prostu bolały mnie stopy. Dlatego zrobiłem sobie dzień przerwy i z Tatrzańskiej Łomnicy udałem się na zwiedzanie okolicy. Słowacja ma naprawdę wspaniałą komunikację publiczną, zatem było to niesamowicie łatwe. Wsiadłem w autobus i po kilkudziesięciu minutach wysiadałem na dworcu w Lewoczy. Do historycznego centrum musiałem co prawda podejść jakiś kilometr, ale dla mnie to nie problem.
W Lewoczy byłem już kilka lat temu, zatem z wielką przyjemnością odnotowałem fakt, że miasteczko znów wypiękniało, że fundusze unijne, rządowe i miejskie przyczyniły się do remontu zabytkowych budynków na rynku i dookoła niego. Ale też nie oszukujmy się, do Lewoczy przyjeżdża się przede wszystkim, by zobaczyć słynny gotycki ołtarz mistrza Pawła. Dlatego pierwsze co zrobiłem, to popędziłem do kasy, by zakupić bilet do kościoła. Wejście odbywa się kilka razy dziennie i tylko w zorganizowanych grupach. Dlatego z zadowoleniem przyjąłem fakt, że kolejna tura zwiedzania kościoła św. Jakuba jest za 50 minut. Czas w sam razy, by pójść na kawę i ciastko, a potem pochodzić dookoła rynku, czy też obecnie Plac Mistrza Pawła – bo to oficjalna nazwa.
Rynek – najpiękniejsza strona Lewoczy
Zwiedzanie atrakcji Lewoczy zazwyczaj zaczyna się od rynku. Bo jak przystało na dobrze zachowane średniowieczne miasto, to tu skupiają się atrakcje turystyczne.
Od razu muszę przyznać, że kamienice otaczające rynek wypiękniały w czasie, który dzielą moje dwie wizyty w Lewoczy, a było to osiem lat. Widać, że miasto postawiło na turystykę, ale mając obiekt klasy UNESCO w swoich murach, grzechem byłoby na to nie stawiać.
Dookoła rynku czyli Placu Mistrza Pawła jak brzmi oryginalna nazwa, stoi około 60 kamienic, w większości pięknie odnowionych. Na środku zaś swoimi bryłami nad przestrzenią dominują kościół św. Jakuba oraz ratusz.
Warto obejść rynek dookoła i przyjrzeć się uważnie fasadom, a jeśli mamy czas, można usiąść w kawiarni lub restauracji. O kawiarniach napiszę jeszcze na końcu tego artykułu. Muszę przyznać, że idąc przez rynek chwilami miałem wrażenie, że to jakiś obraz wygenerowany przez program graficzny. Wszystko sterylnie nowe, piękne, czyste. Wręcz nierzeczywiste.
Spacerując warto przystanąć przy kilku szczególnych adresach. Pierwszym z nich jest numer 20sty, to tu mieszkał mistrz Paweł, który wyrzeźbił arcydzieła w tutejszym kościele. Pod numerem 44 zobaczymy przepiękną, ale o dziwo zaniedbaną fasadę kamienicy, niemal w całości pokrytej zdobieniami i aż się wierzyć nie chce, że przez lata nie została ona wyremontowana.
Wisienką na torcie kamieniczek jest dom rodziny Thurzov (po polsku Turzonów) znajdujący się pod numerem 7. Poznacie go z daleka po renesansowej attyce i przepięknych zdobieniach oraz po sgraffiti zdobiącym front kamienicy. Ciekawostką jest, że dom stoi na dwóch działkach, które w XV wieku nabył ród Thurzov – spiskich kupców i rzemieślników. Na kupno dwóch działek mogli sobie pozwolić tylko najbogatsi. Co prawda kamienica do rodziny Thurzóv należała tylko do 1532 ale, nazwa pozostała.
Charakterystyczne sgraffiti to rzecz dość nowa, bo powstała dopiero w czasie remontu w latach 1903-1904. Obecnie w budynku mieści się archiwum regionalne.
Kościół św. Jakuba – arcydzieło średniowiecznych mistrzów
Oczywiście, że cała stara część Lewoczy jest piękna, ale też nie ma się co oszukiwać, miejscem do którego się przyjeżdża jest wnętrze kościoła św. Jakuba. Bo to właśnie tu znajdują się najcenniejsze i najbardziej spektakularne zabytki Lewoczy. Freski, stalle, obrazy, ale przede wszystkim unikalny na skalę świata ołtarz wykonany przez majstra Pawła. To właśnie on sprawił, że Lewocza znalazła się na liście UNESCO. Co ciekawe, to tutejszy kościół na Słowacji ustępuje tylko świątyni w Koszycach. Chociaż moim zdaniem obydwa kościoły są zjawiskowo piękne.
Najstarsza część kościoła to obecna zakrystia, a jej historia sięga roku 1270. Całkiem możliwe, że niegdyś była ona osobną kaplicą. Obecnie jednak stanowi część istniejącego kościoła, ale warto zwrócić uwagę na pięknie zdobione wejście do zakrystii. Do złudzenia przypomina wejście do osobnej świątyni. Może dawnym budowniczym szkoda było niszczyć tak piękne dzieło i włączyli je w część tworzonego założenia?
Budynek, jaki widzimy dziś, zaczął być stawiany na początku XIV wieku, bo istniejąca dotychczas świątynia, była za mała jak na rangę miasta. Trzeba jednak powiedzieć, że w Lewoczy istniały wtedy trzy kościoły. Widocznie włodarze miasta uznali jednak, że potrzebują kościoła, który olśni przejeżdżających kupców i rozsławi ich miasto. Korzystali też z tego, że przez miasto szedł szlak handlowy, mieszkali tu kupcy i rzemieślnicy, a co za tym idzie… po prostu miasto było stać na taką inwestycję. Istniejące dziś źródła wskazują, że w roku 1400 zakończono budować trójnawowy kościół w stylu bazyliki. Kolejne lata, to rozbudowa tego, co już istniało – np. o boczne kaplice.
Ale też mając ukończone mury, mieszkańcy miasta mogli zacząć myśleć o wykańczaniu wnętrza. To wtedy surowe mury zaczęły być ozdabiane freskami. Z początku XV wieku pochodzi np. zachowane malowidło przedstawiające siedem aktów miłosierdzia, a także siedem grzechów głównych.
Ołtarz główny – arcydzieło majstra Pawła
Nie wszystek umrę… tak mogą powiedzieć chyba tylko artyści. Bo to po nich pozostaje spuścizna, która utrwala pamięć o nich dawno po tym, jak już odejdą z tego świata. Ołtarz główny kościoła św. Jakuba w Lewoczy jest znakomitym przykładem na to, że pamięć o artyście trwa nawet kilkaset lat po jego śmierci. Chociaż mało brakowało, by imię to zaginęło w mrokach dziejów. Na szczęście epitafium na jednym z nagrobków w świątyni zawiera informację o tym, że tu oto spoczywa Margarita, wnuczka rzeźbiarza, który stworzył główny ołtarz w świątyni. A majster Paweł stworzył dzieło monumentalne.
Słowacy chwalą się, że jest to najwyższy drewniany późnogotycki ołtarz skrzydłowy na świecie. I może nie ma się co wdawać w dywagacje, czy jest najwyższy, czy nie jest, to jest po prostu piękny i monumentalny. Jego wysokość to 18,62 metra, a szerokość 6,27 metra. Arcydzieło powstawało kilka lat – 1508 – 1517. Dla porównania, ołtarz Wita Stwosza z Krakowa powstał w latach 1477 – 1489.
Jest to o tyle ważne dla tej opowieści, że proboszcz lewockiej parafii Johannes Henckel zlecając prace, miał w głowie, że ołtarz ma być równie monumentalny, jak ten z Krakowa, który wyszedł spod dłuta Wita Stwosza. A dając szczegółowe wytyczne proboszcz zapewne domagał się, by ten tworzony dla Lewoczy, był jeszcze wyższy, wspanialszy i piękniejszy. Stawiam żołędzie przeciwko złotym monetom, że tak właśnie było, bo taka jest natura ludzka. I dzięki temu powstało arcydzieło: wyższe? to na pewno. A czy piękniejsze? To już kwestia gustu. Obydwa są arcydziełami.
A teraz kilka słów o tym, co stworzył Mistrz Paweł z Lewoczy. Arka ołtarzowa czyli główna część jest trójwymiarowa i zawiera figury Matki Boskiej z dzieciątkiem Jezus, po bokach stoją św. Jakub (patron kościoła) i św. Jan Ewangelista. Mistrz Paweł z drewna lipowego wyrzeźbił postacie, które dzięki wielkości mogły być widziane z odległych ław kościelnych. Maryja mierzy 2,47 metra wysokości, a stojący obok św. Jan 2,3 metra. Na skrzydłach bocznych przedstawione są sceny nawiązujące w znacznej części do ukazanych w głównej skrzyni wydarzeń z życia Jana i Jakuba.
Bardzo ciekawa scena odgrywa się za to pod ołtarzem, bo tam w tzw. przegrodzie, obejrzeć możemy scenę Ostatniej Wieczerzy. Apostołowie siedzą dookoła Jezusa, a scena jest dość idylliczna. Rzeźbiarz nie oznaczył wszystkich uczestników, wiadomo że w centrum siedzi Jezus, że obok siedzi Piotr, a na przeciwko Judasz, zaś Jan… śpi! Reszty nie przedstawił, ale jest ciekawostka, bo jeden z apostołów ma charakterystyczną dla snycerzy tamtego czasu czapkę. I po tym niektórzy historycy sztuki wnoszą, że w tej scenie autoportret utrwalił nie kto inny jak sam Mistrz Paweł. Czy jest to prawdą? Tego się nie dowiemy, ale jest to prawdopodobne.
Mury obronne – imponujący system fortyfikacji
Jeśli oczekujecie doskonałego systemu pięknie zachowanych średniowiecznych murów obronnych, to tego nie zobaczycie w Lewoczy. Ten system nie jest już spójny i nie wygląda tak, jak przed wiekami. Mury w większości są, ale nie wszystkie baszty się zachowały. Ale też nie ma co lamentować, bo zachowane odcinki są imponujące i widać, że setki lat temu miasto zainwestowało potężne środki w obronę. A ponieważ miało, co chronić, to środków nie szczędziło.
I tym sposobem powstał system murów, które miały aż 2,5 kilometra długości. Mury miały imponującą wysokość do 9 metrów, a system umacniały też baszty. Baszty należały do cechów, co było popularne w średniowiecznych miastach i to cechy odpowiadały za utrzymanie baszt w czasie pokoju, ale też obronę w czasie wojny.
Ciekawe jest to, że do miasta prowadziły trzy bramy, zazwyczaj w murach spotykałem się z czterema bramami, ale im mniej bram, tym system bezpieczniejszy.
Dawny ratusz – obecnie oddział Muzeum Spiskiego
Nie ma miasta bez ratusza, bo przecież skądś trzeba sprawować rządy. Dlatego i w Lewoczy ratusz był i jest. Ale to co widzimy dziś, jest wypadkową historii, bo pierwotny drewniany ratusz spłonął w wielkim pożarze miasta w roku 1550, a co się wzięli mieszkańcy za odbudowę, to w 1599 znów po mieście szalał ogień. Ale już w 1615 ratusz zaczął wyglądać tak, jak dziś. Budynek został podwyższony, a dodatkowo ozdobiony arkadami. Ostatnim elementem, który dodano, to renesansowa wieża ratuszowa, która powstawała w latach 1656-1661.
Na pierwszym piętrze fasady ratusza powstały też charakterystyczne malowidła. To pięć cnót obywatelskich: umiarkowania, roztropności, odwagi, cierpliwości i sprawiedliwości. Tą ostatnią rajcy pewnie skierowali do siebie, bo przecież w ratuszy były też przeprowadzane procesy sądowe. A miasto miało prawo karać przestępców śmiercią. Nie wszystkie miasta posiadały taki przywilej. A jeszcze mniej, miało własnego kata – jego utrzymanie było po prostu drogie. Do kata jeszcze za chwilę wrócę.
Ale jako się rzekło w dawnym ratuszu od 1955 roku mieści się oddział Muzeum Spiskiego.
Największą salą ratusza jest sala obrad rady miejskiej. To tu trzy razy w tygodniu (poniedziałek, środa i piątek) odbywały się posiedzenia rajców miejskich. Tu podejmowano najważniejsze decyzje dotyczące funkcjonowania miasta i miejskich inwestycji. Ale w tej sali odbywały się też sądy, dlatego na stole przez stulecia znajdowały się trzy przedmioty: Biblia, spis praw miejskich a także miecz. Obecnie są to tylko stary spis praw miejskich i krzyż.
Warto zwrócić uwagę na sufit sali, bo jest on pełen symboliki. 28 poprzecznych belek z drewna modrzewiowego połączone jest z jedną podłużną belką. Belki w kolorze białym i czerwonym, symbolizują barwy miasta – Lewoczy. Zaś kolory żółty i niebieski to barwy powiatu spiskiego, którego stolicą do roku 1923 była Lewocza. Warto też zwrócić uwagę na żyrandole – są one trzy, ale jeden z nich – mosiężny – podarowany został miastu przez cesarzową Marię Teresę.
Lewocza miała nawet kata
Do sali rady miejskiej przylega mniejsza salka i w niej za szkłem przyjrzeć się możemy symbolom prawa, jakie sprawowane było w Lewoczy. Oto przed zwiedzającymi prawdziwy katowski miecz, którym przez stulecia kaci z Lewoczy, pozbawiali ludzi życia. Na mieczu w języku niemieckim wygrawerowany jest napis: „Gdy podnoszę ten miecz, życzę biednemu grzesznikowi życia wiecznego”. Nie sądzę, by dla skazańców była to wielka pociecha, że kat im życzył życia wiecznego…
Ciekawostką są czarne księgi obok miecza. Otóż kaci jako osoby wykształcone, odnotowywali w nich wykonane wyroki. Jednak kiedy strony czarnej księgi zapełniły się, kat zmazywał istniejące zapisy i zaczynał nowy spis od pierwszej strony. I tak aż do XIX wieku, kiedy na rynku w Lewoczy został wykonany ostatni wyrok śmierci. Wtedy to spadła głowa mistrza piekarskiego, skazanego za zabicie żony.
Klatka hańby
Ciekawą historię ma też inny przedmiot służący sprawowaniu kontroli w mieście. Przed ratuszem stoi metalowa konstrukcja, będąca klatką hańby. I jeśli wierzyć zapisom na stronie miasta i w przewodniku jaki można dostać w ratuszu, w klatce hańby nie kończyło się za mniejsze przewinienia i rozboje. Klatka służyła obronie moralności! Otóż umieszczane w niej były kobiety, jeśli zostały przyłapane bez męskiego towarzystwa po godzinie 21. Tak przyłapane na jakże gorszącej czynności w klatce hańby spędzić musiały 24 godziny.
Lewocza – krótka historia miasta
Nie ma co przytaczać mnóstwa dat, ale warto znać podstawowe, by wiedzieć, jak historycznym i ważnym miastem była niegdyś Lewocza. Była, bo obecnie jest to dość prowincjonalne miasteczko, które szczęśliwie dla zabytków ominął wiatr historii.
Pierwsza wzmianka o Lewoczy pochodzi z dokumentu węgierskiego króla Beli IV z 19 września 1249 roku. Niedługo potem, bo w 1271 została ustanowiona stolicą prowincji Sasów Spiskich. To dzięki temu, tędy przebiegał główny szlak handlowy przez Spisz, szlak który prowadził do Koszyc, ale też na północ w kierunku Krakowa, a na wschód do Pragi. Miasto posiadało też prawo składu, czyli każdy kupiec przejeżdżający traktem zobowiązany był do wystawienia swoich towarów w mieście aż przez 15 dni. Nawet jeśli kupiec nie chciał nic sprzedać, to musiał wydawać pieniądze choćby na utrzymanie się w mieście, a to też generowało zysk dla tutejszych rzemieślników.
Nic dziwnego, że mając takie położenie, Lewocza w 1317 dostała prawa wolnego miasta królewskiego – „civitas nostra regalis”. Mając taki przywilej tym mocniej zaczęła dominować w regionie. Złoty okres miasta przypadł na przełom XV i XVI wieku. To wtedy miasto przyciągało nie tylko kupców, ale też artystów i uczonych, których miejska kasa mogła opłacić. Najważniejszym artystą, tworzącym w Lewoczy był rzecz jasna snycerz Paweł z Lewoczy. Po słowacku spotkacie się z określeniem Majster Paweł. Artysta przybył do miasta około roku 1500, osiadł tu i mieszkał prawdopodobnie przez kolejne 37 lat. A przynajmniej z 1537 roku pochodzi ostatnia wzmianka, że był i tworzył.
Potem zaś miasto nawiedziły pożary, mieszkańcy wzięli tez udział w antyhabsburskich powstaniach. Trasy zmieniły też szlaki handlowe przez co miasto nie bogaciło się już tak na handlu.
Ostateczny „cios” w Lewoczę wymierzony został w XIX wieku, kiedy to budowana przez Górne Węgry (czyli obecną Słowację) linia kolejowa ominęła Lewoczę. Tym samym miasto nie dostało impulsu do rozwoju. Może to i dobrze, bo wszystko pozostało w nim tak, jak było. Szczęśliwie też w niezmienionej formie dotrwało do naszych czasów. Doceniło to UNESCO, które w 2009 roku wpisało Lewoczę na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO, w ramach spisu dodany został też m.in. nie tak odległy Zamek Spiski.
Na kawę w Lewoczy
Nie opiszę wszystkich kawiarni, ale chętnie polecę jedną, w której byłem i zaręczam, że mają dobrą jakościowo kawę. Kawiarnia Výberofka to naprawdę ciekawe miejsce, bo mieści się w historycznym budynku gdzie w upalne lato możemy posiedzieć w chłodzie. Dodatkowo jeśli mamy chęć, kawę spożyć możemy na klimatycznym dziedzińcu. Aha, jest tu osobna duża sala z kącikiem zabaw dla dzieci, zatem jeśli przyjechaliście z dzieckiem do Lewoczy, to może to właśnie miejsce dla Was? Mają tu też mały sklepik z pamiątkami i rękodziełem. Można tu upiec dwie pieczenie na jednym ogniu.
Kawiarnia znajduje się obok rynku, na wysokości tej części z parkiem.
Kawiarnie są też w knajpkach mających ogródki przy rynku, ale nie piłem tam kawy, zatem nie ręczę za jakość, jeśli jesteście uzależnieni od naprawdę dobrej kawy.
2 komentarze
Ciekawy artykuł, świetne zdjęcia.
Bardzo lubię takie małe miasta z historią, gdzie można spokojnie pospacerować po rynku, zajrzeć do kościołów i po prostu poczuć klimat miejsca bez tłumów. Szczególnie zaciekawił mnie wątek związany z zabytkową architekturą i średniowiecznym układem miasta – to coś, co na Słowacji robi ogromne wrażenie, a wciąż nie jest tak oblegane jak bardziej znane kierunki. Mam wrażenie, że Lewocza świetnie sprawdzi się jako element dłuższej trasy po Spiszu