Home » Bałkany » Albania » Oglądając Jezioro Szkoderskie. W cieniu zamku Rozafa
Widok na Jezioro Szkoderskie
Widok na Jezioro Szkoderskie

Oglądając Jezioro Szkoderskie. W cieniu zamku Rozafa

Share Button

Szkodra nie jest piękna, Szkodra nie jest miejscowością, do której chce się wrócić, ale jednak na pewno warto tu przyjechać. Nawet na jeden dzień, chociażby po to, by zobaczyć Jezioro Szkoderskie z Zamku Rozafa w cieniu zachodzącego słońca i by pojechać do mostu Mesi. Zobaczyć, co oferuje Albania.

Kiedy przyjeżdżam tu z Tirany, przy wjeździe już z daleka wita mnie wzgórze z dominującym nad miastem zamkiem Rozafa, dopiero potem zza zakrętu wyłania się się miasto. Lecz zanim do niego wjeżdżam po lewej stronie drogi zobaczymy przebijające się pomiędzy domami Jezioro Szkoderskie. Najlepsze z miasta już za mną, przede mną już tylko zwykłe, brzydkie miasto. O tym jednak miałem się przekonać dopiero następnego dnia. Teraz przede mną tradycyjna pora namierzenia hostelu. W sumie nie jest to trudne, mieści się on vis-a-vis kina, a gdzie jest kino wiedzą wszyscy w mieście. Wie też student, którego poznałem w autobusie, który mnie do niego prowadzi. Przy drzwiach hostelu widzę chłopaka z rowerem, który tak jak ja ma ochotę złożyć gdzieś swoje kości. Niestety obsługa gdzieś sobie poszła i w efekcie dopiero po jakiś 10 minutach udaje nam się wejść do środka. Teraz tylko zrzucenie plecaka i pytanie: gdzie tu można coś zjeść.

Okazuje się, że ponoć całkiem niedaleko jest tania knajpka. Wychodzę, by coś jeszcze zobaczyć w świetle kończącego się dnia i coś zjeść chwilę później. Szybka rundka dookoła centrum utwierdza  mnie w przekonaniu, że jutro skupię się na bardziej na Jeziorze Szkoderskim i okolicy, niż na Szkodrze, która jest brzydka jak większość albańskich miast. Teraz pędzę w poszukiwaniu pożywienia. Po jakimś czasie namierzam wskazaną knajpę a tam? A tam opiekun hostelu ze znajomymi, jak się okazuje ekspatami. Cóż było robić, kolejne kieliszki raki szły kolejka za kolejką, zagryzane jakimś jabłkiem i przegryzane mięsiwem. A potem powrót do hostelu i kontynuacja imprezy o nazwie “posłuchajcie historii o Wielkiej Albanii” i jak to Albańczykom wiecznie wiał wiatr w oczy. Nie powiem, całkiem interesujące, ale też nacjonalistyczne do bólu.

Albania Jezioro Szkoderskie
Jezioro Szkoderskie tuż obok Szkodry. Wystarczy wziąć rower, by po kilku kilometrach być sam na sam z jeziorem

Na rowerze dookoła Szkodry

Rano wypożyczam rower i postanawiam pojeździć po okolicy. Dwa obowiązkowe punkty programu to most Mesi, położony około 7 kilometrów od Szkodry i samo Jezioro Szkoderskie, które jest naturalną granicą miasta. Na wieczór zaś zaplanowałem zamek Rozafa. Podobno wieczorne widoki ze wzgórza są najpiękniejsze. Mieszkańcy Szkodry szczycą się tym, że jest to jedno z niewielu miast na świecie, gdzie rower jest najbardziej uprzywilejowanym środkiem transportu. Faktycznie od razu, kiedy wyjeżdżam na drogę w oczy rzuca mi się to, że nie jestem sam, że są tu liczne wydzielone pasy dla rowerów i w zasadzie rower może jeździć jak chce, zawsze jest brany pod uwagę przez posiadaczy samochodów. Ba! Rowery mają tu nawet kontrpasy! Posługując się mapką łatwo namierzam ulice wyjazdowe, pokonuję dwa lub trzy ronda i już mknę w kierunku mostu Mesi. Po drodze mijam sady, a na horyzoncie widzę wszechobecne w Albanii góry. Powiedzmy sobie szczerze, ta jazda mnie boli, ostatnio w dłuższej trasie roweru używałem jakieś 10 lat temu, zatem kiedy dojeżdżam do mostu, czuję się, jakbym właśnie został wypuszczony z Błękitnej Ostrygi 😉

Most Mesi Albania
Most Mesi z 1796 roku. Jadąc rowerem ok. 6 km ze Szkodry do mostu Mesi wreszcie zacząłem natykać się na bunkry. Ale i tak trzeba dobrze wytężyć wzrok

Wreszcie odbicie drogi w prawo i oto jestem na miejscu. Z góry widzę drogę, która prowadzi prosto po nowym, acz brzydkim moście, zaś po jego lewej stronie trochę schowany, jakby przyczajony, kryje się most Mesi. Konstrukcja wąska, lekka, przyjemna w widoku i z wielkim łukiem pośrodku. W porównaniu z toporną sztuką nowoczesną wręcz finezyjna. Jego 108 metrów długości, na które składają się 16 łuków, powstało w 1769 roku z rozkazu Paszy Bashatliego i stanowiło część drogi łączącej Szkodrę z wnętrzem kraju. Kiedy tu przyjeżdżam i siedzę na ławeczce kontemplując jakąś klasę, która najwidoczniej będąc po lekcjach gra w gry, których zasady są mi nieznane. Nagle wyrasta przy mnie trzech młodzieńców, z których jeden nawet coś niecoś mówi po angielsku. W sumie można by ten fakt było pominąć, gdyby nie to, że z nieznanych przyczyn chłopak informuje mnie, że ostatnie dwa lata spędził w więzieniu. Cóż, albo blefował pragnąc mi zaimponować? Albo dobrze się trzymał, bo nie wyglądał na więcej niż 17 lat. Co jeszcze bardziej ciekawe, nic nie chciał, po prostu sobie poszli. A ja wybrałem się na most. Widać, że jest nadgryziony nie tyle zębem czasu, co zębem okolicznej ludności, która rozebrała część nawierzchni mostu. Najwidoczniej dobrze ociosany kamień zawsze przyda się w gospodarstwie. Teraz tylko mały rajd po okolicy, gdzie wreszcie udaje mi się wypatrzeć mały samotny bunkier i pora wracać. Jezioro Szkoderskie samo się nie obejrzy 🙂

Powoli przebijam się przez całe miasto i jestem zachwycony tym, jak łatwo jeździ się po nim rowerem, z rzadka tylko przeszkadzają kierowcy, którzy na chwile parkują na szerokim skraju jezdni, po którym zwyczajowo jeżdżą rowerzyści. Ale nic to, przebijam się przez miasto, by po chwili dotrzeć do brzegu jeziora. Powiedzmy sobie wprost, stojące w wodzie drzewa wyglądają przepięknie, jedyne co przeszkadza to śmieci, które niestety jak w całej Albanii leżą na brzegu. CJeśli ktoś chce może zasiąść w jednej z licznych kawiarenek i restauracji, które tłumnie okupują brzeg jeziora. ja jednak ruszam dalej, chcę zobaczyć jak Jezioro Szkoderskie wygląda z dala od zabudowań miasta. I tu pierwsze zaskoczenie, most który w całości przeznaczony jest dla lokalnego, małego ruchu. Można go pokonać na kilka sposobów: piechotą lub jednośladem. Jednak jak widzę ludzie na moście krzywo patrzą na huczące motocykle. Chyba dlatego, że barierki szczelnie obstawione są wędkami. Nie od dziś wiadomo, że hałas płoszy ryby.

Zaskoczenie jest też przy końcu mostu, panuje tu diametralnie inny klimat niż jeszcze przed momentem, tu mieszkają chyba sami Cyganie, ale może się mylę. Ponieważ słońce jesienią  zachodzi prędko, spieszę się by zobaczyć jak najwięcej. Powoli oddalam się od miasta. Wreszcie widzę bunkry! Jeden pomalowany na pomarańczowo służy za reklamę czegoś o nazwie Orange, kilka innych stoi u ludzi w ogródkach. Widać, że raczej nikt o nie nie dba, bo są zarośnięte, ale zanim zje je czas minie pewnie jeszcze kilka stuleci. Teraz wolę patrzeć na prawo w kierunku wody. Minąłem już porośnięte przy mieście brzegi, teraz widzę kamieniste plaże i czystą toń jeziora. W oddali zaś wszędobylskie góry. Sceneria iście bajkowa, kilka naście kilometrów dalej jest już Czarnogóra, ale tego brzegu nie dostrzegam. Jadę dalej w kierunku czegoś dziwnego, co majaczy kilka kilometrów dalej, czegoś co wrzyna się w taflę jeziora. I kiedy docieram w pobliże widzę, że brutalna siła człowieka weszła też tutaj. Na małej wysepce Jeziora Szkoderskiego ktoś ustawił wielki dom, który jeszcze jest w stanie surowym, więc straszy w dwójnasób. Szkoda, że na to pozwolono, ale zapewne odkąd Fenicjanie wynaleźli pieniądze siła argumentów da się zwielokrotnić. Zawracam w tym miejscu i jadę w kierunku zamku Rozafa.

Twierdza Rozafa - Albania
Górująca nad Szkodrą Twierdza Rozafa

Zamek Rozafa z widokiem na Jezioro Szkoderskie

By dotrzeć do Zamku znów wjeżdżam w miasto i mozolnie pedałuję w górę, śpieszę się bo deczko zamarudziłem na szybkim obiedzie, który nie okazał się taki szybki, za to był z cudownym widokiem na jezioro. Podjazd okazuje się za stromy na rower, zatem nie pozostaje mi nic innego niż go pchać. Zamek do którego się zbliżam przesłania całe zachodzące już słońce, rzuca głęboki cień na okolicę i przyznam, że wygląda jak ładnie ociosana góra. Wąska i wijąca się droga na pewno nie ułatwiała szturmów. Bo też i faktycznie zamek, był trudny do sforsowania. Umocniony kilkoma pasami murów, kilkoma poziomami, mógł się bronić długo i robił to. Oblegający go Turcy weszli do niego dopiero po rokowaniach, kiedy obrońcom kończyło się już jedzenie. Także i oblegający nie byli skorzy do kolejnych ataków, które owocowały tylko tysiącami ofiar. Po tym jak przez potężną i podwójną bramę wchodzę do środka rozumiem dlaczego zdobywanie go było sztuką karkołomną. Ale widzę też pozostałości po tureckim panowaniu. Wewnątrz murów zachowały się szczątki minaretu. Zachowały się też cysterny na deszczówkę i nieliczne ruiny budynków gospodarczych.

Zamek Rozafa ruiny meczetu
Ruiny świątyni i minaretu w Zamku Rozafa

Ponieważ słońce jest już coraz niżej wchodzę na najwyższą częśc twierdzy i z góry podziwiam grę światła i cienia. Pode mną pogrążone już w mroku rzucanym przez górę leży Jezioro Szkoderskie, na horyzoncie widzę malowane przepięknymi kolorami ostatnich promieni słońca pasmo gór. Skrzy się delikatną czerwienią i pomarańczem. Wygląda zjawiskowo na tle gasnącej zieleni pół i wód kilku rzek, które łączą się tuż pod zamkiem Rozafa. Sceneria bajkowa, zostaję tu dobra godzinę, kiedy słońce znika już za horyzontem. Podążając do wyjścia i zostawionego w budce kasy roweru mijam dziadka pasącego kozy oraz parę młodą, która właśnie robi sobie tu plener ślubny.

I dzień skończyłby się bez przygód, gdyby podczas drogi powrotnej pewien pan nie skręcał z zewnętrznego pasa w prawo. Miał niefarta, bo akurat ja jechałem środkiem i nie zdążyłem zahamować. Na szczęście skończyło się na stłuczonej nodze owego pana. Ja wyszedłem bez szwanku. Nie zaszwankowała nawet wątroba, która znów zaszczycona była odwiedzinami raki, które w hostelu znów pojawiło się na stole.

Panorama Jeziora Szkoderskiego z Zamku Rozafa
Na zamek Rozafa warto przyjść wieczorem, by obejrzeć zachód słońca i grę cieni i kolorów na okolicznych wzgórzach

Jeśli będziecie spędzali w Szkodrze noc, polecam nocleg w hotelu Rose Garden, bardzo przytulne i czyste miejsce w dobrej cenie. A jeśli szukacie tańszego ale też bardzo dobrego hostelu, polecam Wam hostel Mi Casa es Tu Casa w samym centrum Szkodry.

Jedziesz na Bałkany? Zobacz przewodnik po Albanii

Share Button

About Paweł Osmólski

Amator podróży do Azji, którego wspomnienia zostały gdzieś na szlaku w Nepalu na ławeczce pod chałupą jednego chłopa. Kiedyś będę tam musiał wrócić i zabrać je do domu :) Preferuję samotne wyjazdy, bo tylko wtedy w drodze spotyka się najciekawszych ludzi. W czasie wolnym od pracy i podróży zapalony degustator piwa.

6 komentarzy

  1. Będąc w Szkodrze zdecydowanie warto (ba, trzeba!) wybrać się na prom po jeziorze Komani, a jak już się dopłynie na drugi jego koniec, to do Doliny Valbony. Piękne, prawie dziewicze tereny.

    • Jakże ja miałem ochotę by wybrać się na taki rejs, niestety czas nie pozwolił. Mam plan, by wrócić do Albanii, bo jest to kraj na tyle dziewiczy, że zachwycający! Za wielu miejsc jeszcze nie widziałem i muszę to naprawić 🙂

  2. Jezioro Szkoderskie jest fenomenalnym miejscem, a sam zamek Rozafa położony jest bajkowy. Eh taki widok mieć z okien 🙂

  3. a mnie się Szkodra podobała !
    I wcale nie jest “brzydka, jak większość albańskich miast”… Większość ma swój urok i klimat !

    • Ależ ja się bardzo cieszę, że są ludzie o różnych gustach. Blog w samym swoim zamierzeniu zawsze jest subiektywny, zatem to co tu jest napisane jeśli chodzi o Szkodrę, to moje wrażenia.
      Cieszę się, że są inni, ktorzy mają je całkowicie odmienne! Super! Na tym polega świat, który kocham 🙂

  4. Wtym roku miałem w planach obejrzeć ten stary turecki most ale zabrakło czasu.Moja trasa tego dnia to Velipoja – Vrbowsko w Chorwacji.Albania jest cudowna.Byłem tam już trzykrotnie .Pozdrawiam włóczykijów albańskich.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *