Home » Bałkany » Albania » Ksamil nie jest piękny, czyli z wizytą na albańskiej plaży
Riwiera Albańska - Ksamil
Jedna z plaż w Ksamilu. To jedna z najbardziej popularnych miejscowości na Riwierze Albańskiej

Ksamil nie jest piękny, czyli z wizytą na albańskiej plaży

Share Button

Ksamil jest paskudnie brzydki. Grupuje w sobie wszystko to, czego nie lubię w nadmorskich kurortach, schlebia plebejskim gustom, jest zatłoczony, głośny, kierowcy jakby mogli, samochodem wjechaliby na plażę. A jednak polubiłem to albańskie miasteczko, gdzie w sezonie turystycznym język polski miesza się z innymi językami Europy.

To nie będzie obiektywna opowieść o Ksamilu, nawet nie będę się silił na obiektywność. To będzie opowieść o tej części Riwiery Albańskiej, jaką widziałem na własne oczy i będą to moje przemyślenia. Bo Ksamil polubiłem, ale może dlatego, że wpadłem tu tylko na chwilę, wracając z krótkiej wycieczki z Sarandy do ruin starożytnego Butrintu? Ale od początku…

Ksamil – witajcie na wakacjach!

Najpierw autobus wysadza mnie w miejscu, które kierowca busika uznał za centrum Ksamilu. W zasadzie mógł za nie uznać każde inne miejsce, bo wszystko tu wygląda identycznie i wszystkie drogi i tak prowadzą na plaże. Albo do Sarandy 🙂 Betonowe klocki nie dają ochrony przed słońcem, zatem postanowiłem, że pójdę od razu w kierunku plaży, ale po drodze napiję się kawy, bo przecież na Bałkanach kawa jest zaliczana do praw człowieka i przy okazji kosztuje przysłowiowe grosze czyli w przeliczeniu coś około 3-4 zł za filiżankę espresso.

Uliczka w Ksamilu
Jedna z ulic w Ksamilu. Znajdziemy tu wszystko, co turyście do szczęścia potrzeba. Od straganów z owocami, barów, restauracji, po stragany z rzeczami do plażowania.

Posilony małą czarną, z wyostrzonymi przez kofeinę zmysłami, maszerowałem w kierunku morza. Ech, co to był za marsz, jakie widoki! Wszystko tu jest podporządkowane letniej turystyce. Idziecie sobie uliczką, a tu przy drodze panie i panowie z karteczkami ROOM i SOBE machają na kierowców, oferując noclegi. Tak, znalezienie noclegu w Ksamilu ot tak, z marszu nie stanowi problemu, wystarczy patrzeć na pobocza i wypatrywać tabliczek na domach i w rękach ludzi. Pięknego krajobrazu turystycznego “zniszczenia” dopełniają wszechobecne sklepiki oferujące wszystko, co na plaży jest potrzebne. Nie, nie ma tu parawanów, bo to się w Albanii nie przyjęło, dodatkowo nie byłoby ich gdzie rozstawić. Na kramach są cuda w stylu dmuchanych kół, zielonych krokodyli do pływania, wiaderek, łopatek, rękawków dla dzieci, zabawek, kółek i sam Latający Potwór Spaghetti raczy wiedzieć czego jeszcze. Jeśli zapomnieliście czegoś wziąć z Polski, na pewno kupicie to na miejscu.

Nie jest to jednak całe zło i brzydota, która wyłania się zza każdego rogu. Na początku artykułu napisałem, że Ksamil gromadzi wszystko to, co w turystycznych miejscach najgorsze. Jest tu też zatem najgorsza architektura i nie mam na myśli klockowatych i niedokończonych domów, jakich w całej Albanii jest pełno. Tu samym złem jest schlebianie najniższym gustom, a tylko za takie coś mogę uznać np. hotel w stylu zamkowym – rodem z bajki o Smerfach a konkretnie myślę o chacie Gargamela. Potworna konstrukcja rozsadziła się na sporej przestrzeni i pseudo-blankami strzela w kierunku nieba. Brrrr

hotel zamek w Ksamilu Albania
Hotel w którym siedzibę mogliby mieć sam Gargamel z Klakierem. Pozostaje zatem odwieczne pytanie: gdzie jest wioska smerfów? 😉

Ksamil – witajcie w polskiej strefie!

No i są rzecz jasna bary, bo jak są tysiące turystów, to rzecz jasna wszyscy oni muszą jeść i pić. Ot, zwykła ludzka potrzeba, sam dół piramidy Maslowa. Jeść trzeba, koniec i kropka! Dlatego co krok to knajpka, co krok wabią zapachy i to bynajmniej nie smażonej ryby. Tu po bałkańsku króluje mięso z grilla. Polacy mogą być zachwyceni. I są zachwyceni, bo w Ksamilu nie trzeba nawet znać języka angielskiego! Tu dla rzeszy turystów z Polski, która rokrocznie przyjeżdża do Albanii menu w wielu knajpach przetłumaczono na język polski! Ba! wiele restauracji i barów już od wejścia wabi polskimi napisami!

Napis ZIMNE PIWO zwabił pewnie niejednego polskiego urlopowicza i przykuł go do stolika. By dopełnić dzieła kosmopolityzmu i nakierowania na polskiego klienta, z wielu hoteli dumnie zwisa polska flaga! I wszystkie te zabiegi nie są po nic, bo jeśli wsłuchacie się w głosy na ulicy. Jeśli nadstawicie ucha na głosy dobiegające spod plażowych parasoli, dobiegnie was znajome polskie szeleszczenie “szyyy, czyyyy, żyyyyyy” Normalnie jak w domu. Jak w Warszawie na Marszałkowskiej tylko z widokiem na przecudnego koloru wodę i jasny piasek.

Ksamil – plaże, turkusowa woda, bezchmurne niebo. Witajcie w raju

Plaża w Ksamilu - Riwiera Albańska
Ksamil jest jedną z głównych miejscowości, które leżą nad Riwierą Albańską

Plaże w Ksamilu to temat na osobną opowieść…. przyznaję, że plaż nie trawię, że jak ktoś chciałby mnie ukarać, to może pokazać na plażę i powiedzieć: masz tu spędzić czas od rana do wieczora. Masz leżeć i opalać się! Nie trawię takiego sposobu wypoczynku, ale… ale w Ksamilu wydał mi się on po prostu naturalny, tu w okolicy plaż czas zwalnia, zagina się czasoprzestrzeń i wszystko jest takie bardziej wakacyjne. Nic nie trzeba, nie ma przymusu, można tylko odpoczywać i nic nie robić. Szedłem zatem powoli od plaży do plaży. Patrzyłem na cudownego koloru turkusową, zieloną i niebieskawą wodę, która co i rusz zmieniała kolor na jeden z wyżej wymienionych. Tu z tego czy innego podestu wchodzącego w wodę co i rusz w morską toń rzucał się z krzykiem jakiś dzieciak lub starszy młodzieniec. Nad samą wodą z wiaderkami ganiały się dzieci, które taplały się w ciepłej jak zupa, płytkiej, przybrzeżnej wodzie.

Para plażowiczów w Ksamilu
Na plaży można też po prostu zasnąć, chociaż tego nie polecam, bo słońce nad Albanią praży naprawdę mocno!

A za tym nadmorskim pasem, w oddaleniu metra czy dwóch, zaczynał się las. Las parasoli, które szczelnie wypełniały cieniem nadmorski piasek i ustawione na nim leżaki. Tak, na plażach w Albanii mimo sporego wiatru królują nie parawany lecz właśnie leżaki, które rzecz jasna trzeba wykupić na dzień. W ogóle trzeba powiedzieć, że plaże w Ksamilu są płatne! Ceny jak starałem się zorientować wynoszą od około 500 leków za leżak. Dla przybliżenia wartości powiem tylko, że 130 leków do jedno euro. I przyznam całkowicie szczerze, że patrząc z góry na te parasole, na piękną wodę i jasny piasek, widok ujął mnie całkowicie. Wygląda to jak na jakichś Seszelach, które przecież oddalone są od Europy o ładne kilka tysięcy kilometrów. W Ksamilu klimat rajskiej wyspy jest na wyciągnięcie ręki. Rzecz jasna nie ma co liczyć na bezludną wyspę, ale jest pięknie. Jeśli tylko oczekujemy słońca, gorąca, pięknej i ciepłej wody, piasku i gwarancji pogody w sezonie. Albańska Riwiera jest idealna na wypoczynek.

Morze Jońskie w Ksamilu Albania
Piękna turkusowo-niebieska woda aż zachęca, by wykąpać się w Morzu Jońskim

I miałem jeszcze jedną chwilę, w której poczułem się w Ksamilu fantastycznie. Szedłem powoli od plaży do plaży i nagle przyszedłem do uliczki, gdzie knajpa sąsiadowała z knajpką. Stojąc na lekkim podwyższeniu nad plażą, dawały wspaniały widok na las egzotycznych parasoli, turkusową wodę, zielone drzewa w oddali na nadmorskim pasie a tuż przede mną rząd białych stolików zapraszał, by zająć miejsce i coś zamówić. Zamówiłem pszenicznego, jasnego paulanera. Cóż, Albańczycy nie mają dobrego lokalnego piwa, craftów tu jak na lekarstwo a już w tych nadmorskich knajpkach nie udało mi się ich w ogóle wypatrzeć. Siadłem przy stoliku, w ręku trzymałem kufel z zimnym, pszenicznym piwem i… poczułem się po prostu szczęśliwy. Wiecie, praca jest kilkaset kilometrów dalej, zero trosk, zero zmartwień. Tylko beztroska i głupawa wakacyjna muzyka lecąca gdzieś z głośników w tle. Chwilo trwaj, jesteś tak piękna!

A potem zapragnąłem poleżeć w wodzie i chwilę się poopalać. Ale bez dzikich tłumów, jakie były teraz obok mnie. Poszedłem zatem dalej wzdłuż wybrzeża, by odnaleźć miejsce tylko dla siebie. I wiecie co? Było to bajecznie proste! Z deptaka, który ciągnie się wzdłuż wybrzeża zszedłem w kierunku wody. Przeszedłem kilkaset metrów i oto znalazłem zatoczkę tylko dla siebie. Nie było tu co prawda piasku lecz kamienie, ale osłonięta od wiatru wnęka zapewniała spokój, mogłem popluskać się w płytkiej i ciepłej wodzie a potem momentalnie wyschnąć na palącym słońcu. W ciągu kilku minut. Kolejna chwila szczęścia 🙂

Morze Jońskie w Ksamilu Albania

Potem zaś poszedłem do głównej drogi, by złapać busa do Sarandy. Nie ma tu rozkładów, nie ma tu przystanków. Ot, na skrzyżowaniach ustawiają się ludzie i machają, kiedy widzą, że jedzie autobus. Zrobiłem identycznie, ale do Sarandy wracałem niechętnie, bo… nie polubiłem się z tym największym miastem Albańskiej Riwiery. Nie to co z Ksamilem, który może jest i brzydki ale ma taki wakacyjny klimat letniego kurortu. Chętnie bym tu kiedyś wrócił.

Share Button

About Paweł Osmólski

Amator podróży do Azji, którego wspomnienia zostały gdzieś na szlaku w Nepalu na ławeczce pod chałupą jednego chłopa. Kiedyś będę tam musiał wrócić i zabrać je do domu :) Preferuję samotne wyjazdy, bo tylko wtedy w drodze spotyka się najciekawszych ludzi. W czasie wolnym od pracy i podróży zapalony degustator piwa.

2 komentarze

  1. Piękne widoki 🙂

  2. A mnie Ksamil zszokował po wyjściu z autobusu, i myślałem że to najbrzydszy kurort jaki widziałem. Pierwsze wrażenie było okropne, ale trochę lepiej było potem. Mimo wszystko ani Ksamilu ani Sarandy nie polecam:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *