Abu Simbel może robić za jeden z pierwszych w świecie przykładów PRu. Świątynia powstała po to, by ponad trzy tysiące lat temu wjeżdżający do Egiptu wiedzieli, że wjeżdżają do kraju wielkiego władcy! Faraona, który potrafi budować takie cuda!
Co ciekawe, Abu Simbel nie było znane Europejczykom aż do XIX wieku, wszystko przez to, że świątynia Ramzesa II została niemal doszczętnie pochłonięta przez piaski pustyni. Podróżujący w przebraniu syryjskiego kupca podróżnik Johann Ludwig Burckhardt, z całej wspaniałej świątyni zobaczył tylko górną część głowy potężnych pomników Ramzesa. Dopiero odkopanie świątyni uzmysłowiło badaczom, z jak wspaniałym miejscem mają do czynienia.
Droga do Abu Simbel
Spis treści
Ale dojazd do Abu Simbel nie jest taki prosty. Chociaż może napiszę inaczej: nie jest to miejscowość, do której można ot tak sobie dojechać. Co prawda do Abu Simbel jako miejscowości jeździ lokalna komunikacja, ale jeśli czas mamy limitowany i chcemy zobaczyć jak najwięcej, to skazani jesteśmy na podróż w zorganizowanej grupie lub wynajem prywatnego samochodu z kierowcą.
O godzinie 4 w Asuanie odbywa się zbieranie wszystkich chętnych turystów i pakowanie ich do autobusu. Następnie jest coś, czego nie doświadczyłem jeszcze nigdy podczas wielu moich podróży. Otóż autobus ustawia się w długiej kolejce, która oczekuje na podniesienie szlabanu, by można było wyjechać z miasta! Tak, o godzinie piątej rano szlaban idzie w górę, każdy wyjeżdżający samochód jest oglądany przez wojskowych i oto można wyjechać w kierunku Abu Simbel. Długa droga trwająca w sumie około trzy i pół godziny w jedną stronę. Cóż, większość i tak się przesypia, o ile kierowca nie włączy jak debil klimatyzacji…
Świątynia Abu Simbel – Ramzes II do dziś jest wielki
Podobno tyle żyjemy, jak długo trwa pamięć o nas. Faraonowie zapis w pamięci społeczeństw opanowali do perfekcji. Wystarczy wspomnieć o piramidzie Cheopsa w Gizie. Świątynia Abu Simbel jest może mniej spektakularna, ale piękna i imponująca w zupełnie inny sposób.
Jest coś mistycznego w spoglądaniu wczesnym rankiem na te cztery 21 metrowe rzeźby Ramzesa II. Potężne postacie, siedzące przy wejściu do Wielkiej Świątyni imponują dziś tak samo, jak robiły wrażenie ponad trzy tysiące lat temu, kiedy ich zadaniem było onieśmielać wjeżdżających do Egiptu Nubijczyków. Tak, Nubia była wtedy osobną krainą, która nie zawsze była związana z krajem faraonów. Ale to inna historia.
W każdym razie dziś to ja stoję malutki u stóp potężnego faraona i wraz z innymi turystami zmierzamy do środka świątyni – Wielkiej Świątyni. A nie jest to byle jakie miejsce, tu wszystko zostało zaprojektowane w jakimś celu. Świątynia została wykuta tak, by dwa razy do roku promienie słońca wpadały na przestrzał 60 metrów w głąb i oświetlały trzy figury. Trzech bogów (Amona, Ptaha oraz Re) i oczywiście faraona – zgadliście samego Ramzesa II! Ale zanim dojdziecie do tego miejsca, czeka Was spacer przez kilka pomieszczeń. W pierwszym w dwóch rzędach stoją potężne pomniki fundatora świątyni i tu warto się zatrzymać na dłużej.
Otóż za statuami znajdują się bogato zdobione ściany, to na nich wykuto w kamieniu pamięć o czynach Ramzesa II. Kluczową kwestią jest bitwa pod Kadesz i jej wyobrażenie. Jak w porządnym propagandowym wydawnictwie zobaczymy tu Ramzesa II, który odnosi wielkie zwycięstwo, wrogowie czmychają, faraon zabija ich w ilościach hurtowych. Dla wygranych idylla, na przegranych rzeź! Historyczna prawda jest jednak inna. Hetyci wcale nie zostali rozbici w bitwie, która po prostu została nierozstrzygnięta, a Ramzes nie zajął Kadesz i musiał wrócić do domu, nie mając sił utrzymać pozycji. Nie osiągnął tego, co zamierzał. Ale za to dzięki propagandzie, do dziś można oglądać w Abu Simbel jego „tryumf”. Gdyby nie zachowały się do dziś inne świadectwa historii, pewnie ten fałsz stałby się obowiązującą prawdą. Niezłe, nie?
Ale abstrahując od wątpliwie przekazanej historii, naprawdę polecam poświęcić kilkadziesiąt minut na studiowanie tych płaskorzeźb. Są naprawdę piękne. Można dostrzec, czym się kiedyś walczyło, jak faraon rżnie wrogów, aż (nie)miło, jakie dary wręczano władcy, czym pływano, co hodowano, czym jeżdżono itp. Kopalnia wiedzy dla historyków archeologów. Nas zaś może cieszyć obcowanie z trzema tysiącleciami historii.
I jest jeszcze coś, czego nie możecie przegapić. W momencie kiedy wyjdziecie z Wielkiej Świątyni, spójrzcie w górę na nogi Ramzesa. Oczywiście zobaczycie tam małe posągi jego rodziny, ale zwróćcie uwagę na same nogi. Otóż to niestety pamiątki po wandalach. Jak widzicie XIX wieczni wandale postanowili, że wezmą dłuto, czy co mieli pod ręką i podpiszą się dla potomności, by ich imię nie zostało zapomniane i „przytuliło się” do pamięci wielkiego faraona. Cóż, jak widzę takie napisy, to przypomina mi się czynność przedstawione wielokrotnie na płaskorzeźbach wewnątrz świątyni. Może taka kara byłaby adekwatna do niszczenia dziedzictwa ludzkości.
Mała Świątynia – Świątynia Nefertari
A około sto metrów od Wielkiej Świątyni w skale wykuto mniejsze arcydzieło, czyli Świątynie Nefertari – żony Ramzesa II. Chyba musiał kochać żonę, skoro sprawił jej taką świątynię, a przed nią z sześciu wykutych w skale wielkich postaci dwie należą do niej (rzecz jasna cztery pozostałe do Ramzesa). Ale w sumie kochał albo i nie kochał, bo wieść gminna niesie, że miał w sumie przynajmniej 170 potomstwa, zatem monogamistą raczej nie był 😉
W środku nie ma takiego przepychu i zdobień, jak w Wielkiej Świątyni, ale wciąż jest ona warta odwiedzenia. Zwróćcie uwagę na pierwszą salę, bo w niej wykuto twarz królowej. Poza tym rzecz nietypowa, bo na płaskorzeźbach ujrzymy władczynię wykutą w kamieniu tak, jak zazwyczaj zarezerwowane było to tylko dla władcy, zatem chyba cieszyła się szczególnymi względami Ramzesa II, skoro uznał ją za równą sobie. Aha, jak będziecie w Luksorze, to w Dolinie Królowych można wejść do grobowca Nefertari, ale wstęp jest niesamowicie drogi. Jeśli dobrze pamiętam, to jest to 800 egipskich funtów. Tanio nie jest, niestety i dlatego nie wszedłem tam. I co ważne, niech się Wam nie mylą doliny, bo żony faraonów nie leżą w Dolinie Królów.
A teraz opowiem Wam najlepsze! Uwierzycie, że to co widzicie, te wielkie pomniki, potężna góra i wykute w skale groty to prawda i jednocześnie nieprawda?! Wszystko przez budowę Wysokiej Tamy Asuańskiej!
Przeniesienie Abu Simbel
Ponieważ Egipt postanowił uregulować Nil i jednocześnie wykorzystać wodę do wytwarzania energii, podjęto decyzję o budowie Wysokiej tamy Asuańskiej. Do prac nad tamą zabrano się w 1960 roku. Problem leżał w tym, że na terenie, który zalać miały spiętrzone wody późniejszego Jeziora Nasera, leżało właśnie Abu Simbel. UNESCO miało tylko kilka lat na reakcję. Postanowiło działać i… przenieść świątynię wyżej! Tu ciekawostka, z ramienia tej międzynarodowej organizacji pracami kierował Polak. Profesor Kazimierz Michałowski. Niesamowite to było przedsięwzięcie, bo czegoś takiego ludzkość jeszcze wcześniej nie dokonała.
Świątynia została pocięta na kawałki jak trójwymiarowe puzzle i przeniesiona w bezpieczne miejsce. Można powiedzieć, że zbudowano ją jeszcze raz z tych samych materiałów. Pieczołowicie przeniesiono wszystkie posągi, na swoje miejsce trafiły wszystkie płaskorzeźby. Odtworzono nawet usytuowanie świątyni, czyli wciąż jest zwrócona na wschód, a dwa razy do roku słońce muska posągi, jak zaplanowano trzy tysiące lat temu. Jedyna różnica jest taka, że oświetla je dzień później. Aha, ta góra w której odtworzono świątynię Abu Simbel też jest sztuczna i usypana na potrzeby odtworzenia zabytku, którego powstanie zlecił Ramzes II.
I kiedy ma się taką wiedzę, to kompletnie inaczej patrzy się na ten imponujący zabytek, symbol potęgi faraona Ramzesa II. A z drugiej strony także tryumf możliwości nam współczesnym.
Cóż, kończy się czas przeznaczony na zwiedzanie Abu Simbel. Niestety kierowca, który przywiózł tu naszą grupę z Asuanu dał nam na miejscu dwie godziny, pora wrócić do autobusu i udać się w drogę powrotną. Szkoda, bo świątynia właśnie powoli pustoszeje. Swoją drogą nie rozumiem, dlaczego wszyscy wyjeżdżają jak najwcześniej się da, by być tu o świcie i widzieć, jak promienie słońca oświetlają potężne posągi Ramzesa. Niby wygląda to pięknie i monumentalnie, ale jednocześnie ten cały tłum pozbawia miejsce mistycyzmu.
Pewnie lepiej byłoby zatrzymać się w którymś z hoteli w Abu Simbel i na teren świątyni wejść o 5 rano, tuż po otwarciu kas. Wtedy na pewno nie byłoby takich tłumów. Chociaż z drugiej strony wiem, jestem jego częścią.
Pisząc artykuł korzystałem z tych stron: Egyptianmuseum, Wikipedii oraz przewodnika Bezdroży, który miałem także ze sobą podczas wyjazdu i mogę go spokojnie polecić.
5 komentarzy
Świetny blog ,gratuluję! Egipskie zabytki niezmiennie zachwycające .Wspomnienia ożyły, dziękuję.
Blog przywołał wspomnienia. Byłam z wycieczką w Egipcie sporo lat temu. Oczywiście również zwiedzaliśmy Abu Simbel. Bardzo dużo wrażeń było podczas rejsu Nilem. Było też zdarzenie, które teraz opowiadam ze śmiechem, ale wtedy do śmiechu mi nie było: pod piramidami pewien Egipcjanin, właściciel wielbłąda, wykorzystał zamieszanie przy wysiadaniu z autokaru i siłą „wrzucił” mnie na grzbiet wielbłąda, i zaczął go prowadzić w stronę pustkowia! Wielbłąd był wysoki, bałam się zaskoczyć na kamienisty teren. On chciał po prostu pieniędzy! Potem cała wycieczka miała niezły ubaw z porwania „Laszki”!
Czyż nie podróżujemy po to, by mieć wspomnienia? 🙂
Jeśli można się do nich uśmiechnąć, to chyba było warto i było fajnie 🙂
Dzień dobry Panie Pawle
z wielkim zainteresowaniem czytałam Pana blog
i jeżeli to możliwe prosiłabym o kilka wskazówek
.
Bardzo chciałabym zwiedzić Egipt- dokładnie mówiąc Kair, wycieczkę Nilem i groby faraonów.
Jesteśmy z mężem 70 latkami.
Mamy doświadczenie w organizowaniu samodzielnych wypraw ale teraz mam obawy czy podołamy.
Co Pan sądzi – czy wyprawa na własną rękę dla nas jest do zrealizowania.
Pozdrawiam serdecznie i proszę o kontakt
Elżbieta Walter
Dzień dobry,
Patrząc na to, co Pani wskazała czyli chęć zwiedzenia Kairu, groby faraonów i wycieczka Nilem, nie wydają się to być miejsca, które dla osób, które już same organizowały podróże, będą skomplikowane.
A już na pewno nie będą niebezpieczne.
Co prawda nie wiem, co Pani ma na myśli, pisząc o wycieczce NIlem. Jeśli to po prostu wynajęcie łódki w Aswanie, by popływać po Nilu godzinę, to to żaden problem. I jest to całkowicie bezpieczne.
Jeśli chodzi tu jednak o rejs wycieczkowcem po Nilu, to tu nie doradzę, bo nie płynąłem. Ale obstawiam, że to będzie jeszcze prostsze, bo wszystko tam jest pod turystę.
Kair: zwiedzanie Kairu to szerokie pojęcie, bo też to ogromne miasto. Ale jeśli będziecie Państwo mieli internet (np. karta sim lub e-sim), to uber istnieje można po prostu z niego korzystać bez żadnych przeszkód. To ułatwi przemieszczanie się, bo odległości są duże. Chociaż korki bywają jeszcze większe.
Co do grobów faraonów: są one na dość niewielkiej przestrzeni i nawet w wieku 70 lat spokojnie sobie Państwo poradzą. Jedyne co może być niedogodnością, to palące słońce.
Z kas do grobów jeżdżą pojazdy podwożące turystów, na miejsce wewnątrz grobowców są nie tak znów strome rampy, zatem to też ułątwia poruszanie się.
Reasumując: jeśli czują się Państwo na siłach, by fizycznie podołać iluś kilometrom w nogach każdego dnia, to ja bym jechał na własną rękę i nie bał się.
Najwyżej zwiedzanie będzie mniej intensywne i każdego dnia będzie to jedna czy dwie atrakcje, a nie powiedzmy pięć 🙂
Nie wiem, czy pomogłem, ale już zazdroszczę wyjazdu i życzę wspaniałych wrażeń.