EuropaMalta

Klify Dingli. Wietrzna atrakcja Malty. Tu wiatr potrafi „urwać głowę”

0

Klifami Dingli na Malcie można być albo rozczarowanym, albo oczarowanym. Wszystko zależy od punktu widzenia (dosłownie) oraz nastawienia. Dodam jeszcze, że zależy też gdzie wysiądziemy z autobusu. 

Klify Dingli to jedna z większych atrakcji turystycznych Malty, które przygotowała natura. Wznoszące się na ponad 200 metrów nad poziomem morza skały, robią duże wrażenie. Albo też mogą zrobić, jeśli spojrzy się na nie z odpowiedniej perspektywy. Najlepiej zapewne wyglądają z poziomu morza, zatem w tym celu trzeba wykupić wycieczkę statkiem. Dopiero z poziomu wody widać, jak majestatyczne jest to miejsce. Wycieczki można kupić np. w Valletcie. Rzecz jasna to moje przypuszczenie, bo na własne oczy niestety tego nie widziałem.

Klify Dingli na Malcie

Klify Dingli na Malcie

Klify Dingli zaskakują przyrodą

Do miasteczka Dingli przyjechałem autobusem z Valletty. Spojrzałem na mapę i skierowałem się w kierunku kaplicy św. Marii Magdaleny. Do przejścia było około półtora kilometra, słońca niemal brak, za to wiatr dawał się mocno we znaki. Tak mi się jednak tylko wydawało, bo prawdziwe podmuchy dopiero na mnie czekały!

Przyszedłem pod skromną i niezbyt urodziwą kapliczkę i… cóż, szału nie było. Przed sobą miałem morze, a morze jak to morze, zdarzyło mi się w życiu widzieć kilka mórz. Po prawo zaś wzrok przyciąga kopuła będąca częścią maltańskiego systemu zarządzania ruchem lotniczym. Pozostało mi tylko rozejrzeć się z zdziwieniem, jak w słynnym memie z Johnym Travoltą.
Wszystko dlatego, że… klify znajdują się niemal pod nami.

Kościół Marii Magdaleny tuż obok Klifów Dingli

Kościół Marii Magdaleny tuż obok Klifów Dingli

Aby zobaczyć je w pełnej krasie należy nastawić się na pieszą wycieczkę lub wsiąść w kursujący tu autobus linii 201  i podjechać jeden przystanek. Ja wybrałem wariant pieszy. Wszystko dlatego, że tak najlepiej poznaje mi się okolicę, którą zwiedzam.
Absolutnie nie żałuję, bo podczas marszu skręciłem w boczną ścieżkę, która okazała się, że prowadzi w miejsce absolutnie spektakularne.
Wystarczyło zejść kilkaset metrów stromą i częściowo wybetonowaną drogą, by dotrzeć do miejsca, które przejęła natura.

Dzikie kwiaty na kwietnej łące porastającej zbocze nad klifami Dingli

Dzikie kwiaty na kwietnej łące porastającej zbocze nad klifami Dingli

Akurat zaczynała się wiosna i kwiaty zaczynały pokazywać się w pełnej krasie. A ja trafiłem na łąkę porośniętą kolorowym kobiercem. Nie mam pojęcia, co to były za kwiaty, ale żółć, biel i czerwień nie pozwalały oderwać od siebie oczu. I kompletnie nie przeszkadzał mi brak niebieskiego nieba. A z uwagi na to, że znajdowałem się dużo poniżej przebiegającej nade mną drogi, tu nawet wiatr nie dawał o sobie znać. Można było w spokoju podziwiać przepiękną przyrodę Malty. Zresztą sami spójrzcie na zdjęcia. Czy można się tym nie zachwycić?!

Widok na Klify Dingli

Od razu powiem Wam, że jeśli wybierzecie spacer, to od kościółka (kapliczki św. Marii Magdaleny) do punktu widokowego jest około dwa i pół kilometra. I nie jest to odcinek przyjemny do marszu. Po pierwsze dlatego, że wiatr potrafi urywać głowę, po drugie wiatr zasypuje oczy piaskiem, po trzecie jeżdżą tędy wielkie ciężarówki z pobliskiego kamieniołomu. Dlatego ja rekomenduję wybór autobusu 201, jadącego wzdłuż wybrzeża.

Wreszcie docieram do dróżki wiodącej do najlepszego naziemnego punktu widokowego na Klify Dingli. Jeśli jesteśmy miłośnikami historii, to przed wejściem na ten punkt, znajduje się stanowisko archeologiczne z opisanym osadnictwem epoki brązu. Na pewno jest to gratka dla archeologów. Ja jakoś mniej doceniłem to odkrycie.

Pozostałości osadnictwa z neolitu, które można oglądać na

Pozostałości osadnictwa z neolitu, które można oglądać na Klifach Dingli

Na szczęście kilkadziesiąt metrów od pozostałości po dawnym osadnictwie, jest to, po co tu przyjechaliście. Najładniejszy widok na Klify Dingli. Ta skała jest delikatnie wysunięta przed czoło klifów, zatem można z tego miejsca zobaczyć schodzącą do morza około 200 metrową litą skałę. Piękny to widok! Co prawda troszkę piękniej byłoby kilkadziesiąt metrów niżej, ale niestety tam jest już teren prywatny i wejść się nie da. A szkoda.
Jedyne co zatem pozostaje to patrzeć. I liczyć, że traficie na bezwietrzną pogodę. W momencie, kiedy ja podziwiałem tą przyrodniczą atrakcję Malty, wiatr niemal urywał głowę.

Klify Dingli na Malcie

Klify Dingli na Malcie

Najwyższy szczyt Malty

I w tym miejscu mam dla Was ciekawostkę, o której sam dowiedziałem się, kiedy już wróciłem z Klifów Dilgli. Oto tuż obok nich znajduje się najwyższy „szczyt” Malty! To wzniesienie Ta’ Dmejrek. Jest tak niepozorne, że nawet nie zwróciło mojej uwagi, a przecież byłem tuż obok! I niech Was nie zmyli, że Ta’ Dmejrek ma wysokość 253 metrów nad poziomem morza. W rzeczywistości to pagórek leżący ledwie kilka metrów nad poziomem drogi, po której przechodzicie.

Klify Dingli – dojazd

Z Valletty do Klifów Dingli możecie dostać się autobusem z głównego przystanku leżącego blisko bramy miejskiej, kierujcie się do miejscowości Dingli. Bezpośrednio jeździ autobus numer 52, potem trzeba podejść lub przesiąść się w autobus numer 201. I właśnie ten ostatni jest dobrym wyborem, by nie marnować czasu. Kościółek św. Marii Magdaleny możecie sobie odpuścić, bo nie jest niczym spektakularnym. Zobaczycie z tarasu przy nim jeden z wielu ładnych widoków, jakie oferuje Malta. Ale bez szału.

Jeśli korzystacie z map Googe’a, kierujcie się na Dingli Cliffs Window. Z tego miejsca rozpościera się najładniejszy widok.
Jeśli macie czas, możecie odbyć spacer do Blue Grotto, ale to kilka kilometrów marszu. Obstawiam, że przy dobrej, słonecznej pogodzie warto odbyć ten spacer. Ale sam jednak tego nie zrobiłem. Za to autobus 201 dowiezie Was do Blue Grotto w kilkanaście minut. A w drugą stronę dowiezie Was do Mdiny i Rabatu. Także ten sam autobus zawiezie Was do Ħaġar Qim Temples. Zatem jak widzicie to fajny turystyczny numer autobusu i warto go zapamiętać.

Paweł Osmólski
Marzenia nigdy mi się nie spełniają. Spełniam je sam. Dlatego jeśli tylko mogę, pakuję większy lub mniejszy plecak i jadę gdzieś w świat. Samolotem, autobusem lecz najbardziej lubię pociągiem. Kiedyś często podróżowałem do Azji i na Bałkany. Dziś częściej spotkacie mnie w Polsce. Wolę też brudną prawdę niż lukrowane opowieści o jednorożcach, a opisywane miejsca nie zawsze piękne. Dużo pracuję zawodowo, a blog to po prostu drogie hobby, które sprawia mi przyjemność.

Comments

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.