Weekend w Toruniu to zdecydowanie za mało. Chociaż rzecz jasna wszystko zależy od tego, na co się nastawiacie i jakie atrakcje Torunia chcecie poznać. Bo dla jednych najważniejsze będą muzea, a dla innych restauracje, puby i kawiarnie. Ale każdy znajdzie coś dla siebie. Dlatego na wyjazd do Torunia zaplanujcie przynajmniej weekend!
Toruń zachwyca pięknem i hasło „gotyk na dotyk”, pasuje idealnie. Podczas weekendowego wyjazdu, nie nudziłem się nawet przez chwilę. W tym przewodniku po Toruniu pokażę Wam, jakie atrakcje turystyczne Torunia zobaczyłem i co poza gotykiem zobaczyć. Bo można tu rzecz jasna wracać, by zjeść słynne toruńskie Pierniki, ale też by np. zobaczyć dom narodzin Mikołaja Kopernika albo posiedzieć nad Wisłą w jednaj z knajpek na Bulwarze Filadelfijskim. Toruń potrafi skraść serce i niewątpliwie jest to jedno z najpiękniejszych miast w Polsce.
Najpierw spojrzałem na prognozę pogody, miał to być ładny weekend. Potem spojrzałem na mapę Polski i zastanawiałem się, gdzie pojechać na weekendowy wypad. Wybierałem między położonym blisko granicy z Ukrainą Przemyślem, Zamościem, a Toruniem. Ostatecznie wybór padł na to ostatnie miasto.
I to był na tyle dobry wyjazd, że od tego razu jeszcze kilkukrotnie odwiedzałem Toruń, by zwiedzać jego coraz to nowe atrakcje.
Kiedy myślę Toruń, to…
Zróbcie sobie test i wymieńcie w myślach pierwsze skojarzenia, jakie macie z Toruniem. Moje to: Mikołaj Kopernik, planetarium, pierniki i gotyk. Te cztery, żadne inne! Dlatego pierwsze kroki, jak tylko wysiadłem z pociągu, skierowałem do planetarium. Ale… ponieważ podobno na weselu najpierw trzeba podać najlepsze wino, a dopiero potem to gorsze, to zacznijmy od drugiego dnia, kiedy piękne słońce muskało „gotyk na dotyk”. Wtedy też atrakcje Torunia pokazywały się od najlepszej strony. Specjalnie po to, by zobaczyć Toruń niezadeptany i bez zasłony turystów, o siódmej rano wyszedłem z hotelu pozwiedzać i zrobić zdjęcia.
Największe atrakcje Torunia
Lubię atmosferę poranka. Kiedy na ulicach są tylko ci, którzy muszą być lub ci, dla których właśnie kończy się wieczór. Spokojne ulice, po których przemykają tylko spieszący do pracy na pierwszą zmianę. Oni za chwilę otworzą dla turystów sklepy z pamiątkami, kawiarnie i restauracje. Po wyłożonych płytami ulicach niesie się dźwięcznie stukot obcasów. Poranek w Toruniu to chwila niepowtarzalna. Bo klimat miasta bez rozwrzeszczanych wycieczek, bez ścisku i nieustannego unikania innych przechodniów, jest zupełnie inny. Sprawdźcie sami.
Zacznijmy od dobrej radę ode mnie. Jeśli chcecie zwiedzić lub na początek zobaczyć atrakcje Torunia, nie przeciskając się przez tłum turystów. Jeśli chcecie zrobić zdjęcie atrakcji turystycznych Torunia bez ludzi, którzy wciąż wchodzą w kadr… wstańcie rano i pójdźcie na spacer. Uwierzcie mi, że ruch turystyczny zaczyna się dopiero od około 8. Jeśli w sobotę wyjdziecie z hotelu około 7, będziecie mieli godzinę na delektowanie się miastem bez przelewającego się tłumu. Tak właśnie mogłem podziwiać najsłynniejszy pomnik w Toruniu, pomnik słynnego astronoma Mikołaja Kopernika!
Pomnik Mikołaja Kopernika
Bardzo polecam pójść na staromiejski rynek i podziwiać pomnik Mikołaja Kopernika w pełnej krasie. Jeśli będziecie mieli szczęście z rana, będzie tylko dla Was. Dumny uczony z astrolabium w ręku, spoglądający gdzieś przed siebie.
Na pomniku Mikołaj Kopernik jak na naukowca przystało, ubrany jest w profesorską togę. Powagi dodaje mu wspomniane wyżej astrolabium sferyczne. Ale potrafi tu być mniej poważnie, kiedy trwają juwenalia Uniwersytetu Mikołaja Kopernika i Mikołaj dostaje jakieś wymyślne przebranie. A przed świętami bożego narodzenia podobno jak na Mikołaja przystało, dostaje czerwoną czapeczkę. Zatem nic dziwnego, że pomnik jest najczęściej fotografowanym obiektem w mieście.
Muzeum pierników czyli symbol Torunia
Skoro dla niektórych Toruń to głównie pierniki, to warto temu zagadnieniu poświęcić więcej czasu. W końcu pierniki wypieka się w Toruniu od kilkuset lat i wspominają o tym przysmaku najstarsze kroniki. Dlatego też w Toruniu mamy dwa muzea pierników. Serio, nie pierniczę! Jedno to za mało! Jest „Żywe muzeum piernika” oraz „Muzeum toruńskiego piernika„. Mając taki wybór wybrałem to drugie, bo to pierwsze słynie z tego, że są w nim warsztaty, na których samodzielnie robi się ciasto a potem je wypieka. Cóż, nie lubię kucharzenia i pieczenia, zatem pognałem do tego drugiego muzeum. Co prawda w nim też są warsztaty, ale o tym nie wiedziałem. Chociaż i tak okazało się, że można kupić bilet tylko na zwiedzanie ekspozycji i to właśnie uczyniłem.
Niestety jak to bywa u mnie miałem niefarta i na początku, kiedy wszedłem do piwnicy, na pierwszą część wystawy, załapałem się na jakąś wycieczkę dzieci, których wizg świdrował uszy do bólu, ale na szczęście po 5 minutach zniknęły krzyczeć gdzie indziej, a ja mogłem w spokoju zaglądać do gablot i oglądać wystawione przedmioty. Główną atrakcją podziemi jest ogromny piec gazowy, w którym niegdyś wypiekano maszynowo pierniki. Oczywiście z telewizora leci opis, jak maszyneria działała i co najpierw się uruchamiało a co później. Fascynujące!
Ale mechanizacja do piernikowego świata wkroczyła relatywnie późno bo około XIX wieku, wcześniej poznajemy historię, jak pierniki tworzono ręcznie. Dowiadujemy się, że co prawda w średniowieczu rządziły cechy, to akurat twórcy pieników nigdy nie mieli własnego, byli zrzeszeni w „Cechu piekarzy chleba miękkiego i niewarzonego”. Trochę to dziwne, ale mimo to ich profesja cieszyła się w mieście wielkim szacunkiem. Aha, wiecie, że słowo „piernik” pochodzi od słowiańskiego słowa „pierny”, co znaczy tyle co „pieprzny”. Czyli dochodzimy do sedna piernika: piernik musi być z przyprawami! I to one stanowią o jego aromacie i oryginalnym smaku.
Oczywiście w muzeum przyprawom poświęcona jest cała wystawa i wszystko to, co mogło wylądować w cieście, zostało dokładnie opisane. Skąd pochodzi, jak wygląda i która część rośliny jest tą, która nas interesuje, by wrzucić ją do kadzi z ciastem. Aha, jak piernik, to musi być miód, zatem te sympatyczne zapylacze też mają tu odrębną wystawę. Naprawdę twórcy „Muzeum toruńskiego piernika” podeszli do sprawy kompleksowo. I nie zapomnijcie wejść na kolejne piętra, bo na nich wystawy opowiadają o tym, jak zmieniała się produkcja i postępowała mechanizacja. No i zajrzymy do starego sklepu z piernikami oraz do gabinetu właściciela fabryki!
Sklepy z pienikami. Piernik na pamiątkę
Jeśli już przy piernikach jesteśmy, to w tym zestawieniu nie może ich zabraknąć. Bo sklepy z piernikami to osobna atrakcja Torunia. Spacerując po starym mieście spotkacie je bardzo często. Są większe, są mniejsze.. ale łączy je asortyment. Okrągłe, kwadratowe, prostokątne, oblane czekoladą, polewą, z marmoladą i bez – TORUŃSKIE PIERNIKI! Rozpływają się na podniebieniu i naprawdę nie ma lepszej pamiątki, by zabrać ze sobą smak Torunia, jak właśnie kupno dla siebie i rodziny na wynos. Można wybrać już zapakowane, a może kupować na wagę, mieszając te smaki, które lubimy.
A następnie przez kilka dni lub tygodni delektować się wspomnieniami w domu przy kawie, do której z pudełka wyciągniemy piernik. Przyznam się Wam, że ostatnio wracając z Łeby, specjalnie zajechaliśmy na jeden dzień do Torunia, by kupić pierniki dla siebie i rodziny.
Osioł hańby – atrakcja dość niecodzienna
Dlatego energicznie szedłem ulicami, pomiędzy oświetlonymi do połowy kamienicami, bo słońce dopiero wstawało nad Toruniem. Fajnie jest zrobić zdjęcie jednego z symboli Torunia czyli osłowi. Osioł jest często „ujeżdżany” przez turystów, którzy robią sobie na nim pamiątkowe zdjęcia z Torunia. Ale ta replika wcale nie kojarzyła się dobrze dawnym mieszkańcom miasta. A konkretnie gwardzistom miejskim, bo to oni za przeskrobanie czegoś, byli przywiązywani do osła na siedząco na cały dzień. Co w tym takiego złego? Ano to, że osioł na grzbiecie ma wysoką, metalową listwę, która nieprzyjemnie wbijała się w miejsce, gdzie plecy kończą swą szlachetną nazwę. Cały dzień na czymś takim to tortura, chociaż pewnie i tak przyjemniejsze niż np. chłosta przy pręgierzu.
Pomnik psa Filusia
Potem tylko dla mnie był jeszcze pomnik psa Filusia, czyli postaci z magazynu Szpilki, który co prawda znikł już z półek kiosków, ale przygody jego i jego pana Filutka, wciąż żyją w pamięci ludzi. Psiak w pysku trzyma kapelusz właściciela, a obok stoi, oparta o latarnię charakterystyczna parasolka. Ot taka sympatyczna ciekawostka. Skoro Wrocław ma krasnale, to Toruń może mieć jednego psiaka.
Krzywa wieża w Toruniu
Poszedłem też do krzywej wieży, czyli jednej z baszt, które kiedyś strzegły miasta przed napaścią. Co ciekawe, pierwotnie baszta miała tylko trzy ściany. Od strony miasta była odkryta, by umożliwić łatwiejszy transport strzał, bełtów i innych pocisków, którymi odpierało się dawniej agresora. Ponieważ sztuka obronna ulegała na przestrzeni stuleci zmianie, także baszta została zmodyfikowana i dobudowano brakującą ścianę. Cóż, najwidoczniej jednak fundamenty nie przewidywały takiej konstrukcji, bo wysoka budowla zaczęła się przechylać i dziś jej odchylenie od pionu to 1,4 metra. Ale na szczęście zawalenie się, jej nie grozi.
Wieść gminna niesie, że żaden niewierny facet czy panna nie utrzyma pionu, kiedy obcasami i plecami dotknie ściany. Podobno… Ale dobrze wiemy, że legendy kłamią, bo na Moście Kłamców w rumuńskim Sybinie kłamałem jak najęty, a nie runął, jak zapowiadała legenda 😉
Bramy i mury miejskie
Jak już przy bramach jesteśmy, to warto podejść do Bramy Mostowej, bo tuż obok niej widnieje żuraw. Nie jest może tak imponujący i słynny, jak ten z Gdańska, ale spełniał podobną funkcję, czyli dzięki niemu wciągano zboże na wyższe kondygnacje spichlerzy. I tu dygresja, bo spichlerze w dawnej Polsce pokazują, na czym była oparta gospodarka Rzeczpospolitej Obojga Narodów – na rolnictwie! Spichlerze budowano jak kraj długi i szeroki, od Kazimierza Dolnego po Jarosław i Toruń, a następnie spławiano to zboże barkami do Gdańska, by następnie wysłać w świat.
A jak jesteście już tutaj, to pójdźcie wzdłuż murów dalej. Podejdźcie do imponującej Bramy Żeglarskiej. Sama jej nazwa świadczy o tym, jak bardzo Toruń był zależny od Wisły i towarów nią spławianych. Od strony Wisły mury są bardzo dobrze zachowane, bo miasto nie rozwijało się w tym kierunku. Nie było potrzeby ich wyburzania. Budowanie się poniżej niż, było bezsensowne, bo z racji na powodzie, nikt o zdrowych myślach nie miał ochoty się tu budować. A o tym, jak groźna potrafi być Wisła przekonacie się, patrząc na oznaczenia przy Bramie Mostowej. 18 lutego 1570 lustro wody osiągnęło poziom 10,74 metra, a rzeka płynęła powyżej poziomu bram!
Pomnik flisaka i legenda o żabach
Będąc obok astronoma, warto przejść na drugi róg dawnego Ratusza. Zobaczycie tu pomnik chłopaka ze skrzypcami w ręku. Nie, to nie jest żaden pomnik Mozarta czy innego znanego muzyka. To flisak! Jeden z wielu, którzy kiedyś tłumnie odwiedzali Toruń, przy okazji spławiania drewna w dół Wisły, aż do Gdańska. Zresztą, przez Toruń płynęła też rzeka zboża, tak samo jak przez kilka innych polskich miast, jak np. również przez Kazimierz Dolny. Koniec dygresji 🙂 Ale dlaczego ten niepozorny młodzian ma swój pomnik?
Zgodnie z legendą, kiedy Toruń nawiedziła plaga żab, które skakały po wszystkich kątach niemal jak w biblijnej pladze, do Torunia przybył flisak. Biedny był jeszcze i młody, zatem postanowił dorobić i zaczął grać na ulicy na skrzypcach. Miejscowa ludność nie sypnęła co prawda groszem, ale za to zleciały się do niego wszystkie żaby w okolicy. Jednak flisak nie był głupi i zamiast porzucić grę i wycałować wszystkie, licząc, że któraś zamieni się w księżniczkę, nasz cwaniaczek grał dalej.
Ale grał idąc, a żaby pokicały za nim. W ten to sposób wyprowadził je za mury Torunia, a rajcy miejscy wręczyli mu sowitą nagrodę, a mieszczanie postawili pomnik. Cóż, tyle jedna legenda. Druga głosi, że jak się potrze którąś z ośmiu żab, to spełni się marzenie. Na szczęście nie ma trzeciego przesądu, że jak się pocałuje żabę, to zamieni się w księcia! No bo za cholerę nie dam rady zamieniać się w księcia dla tylu osób! 😀 😉
Dom Kopernika w Toruniu
Korzystając z wczesnej pory, poszedłem zwiedzać jeden z najsłynniejszych domów w Toruniu i jedną z głównych atrakcji tego miasta. Dom Mikołaja Kopernika, bo to w Toruniu urodził się ten wielki polski astronom. Chociaż nie można nie wspomnieć, że jak z Torunia wyjechał, to na dobre. Najwięcej lat swego dorosłego życia spędził we Fromborku, gdzie napisał słynne dzieło „O obrotach”
Fascynujące to miejsce z kilku względów, z czego tylko jednym są narodziny słynnego astronoma, który przewrócił ówczesny świat naukowy na podłogę. I przez co trafił swym dziełem na Indeks Ksiąg Zakazanych, bo Kościół katolicki zawsze był i jest zaściankowy. Drugim powodem jest fantastyczne pokazanie i opisanie tego, czym była kiedyś mieszczańska kamienica. Na licznych ekranach zobaczmy opisy miejsc i funkcji przedmiotów. Trasa rzecz jasna zaczyna się w piwnicy, gdzie jest troszkę o odkryciach geograficznych, o Ziemi, o kosmosie i o nauce w danych czasach.
A potem z podziemi pniemy się ku górze. Przechodząc przez kolejne sale zapoznajemy się z różnymi historiami. Jest coś dla ciała czyli o jadłospisie w dawnych wiekach i o tym jak to jedzenie przechowywano, jest też suto zastawiony stół z produktami, które kiedyś pojawiały się na stole. Także stole Mikołaja Kopernika. I skoro było coś dla ciała, to teraz dla odmiany też dla ciała, bo do sypialni również możemy zajrzeć.
W kolejnych salach jest opis handlu i tego, że w pewnym momencie, kupcy przestali pływać na statkach, a swoimi interesami kierowali z kantorów usytuowanych na parterach domów. I by lepiej zaznajomić się z dawnymi domostwami przeczytamy również o tym jak te domy były budowane i co jest czym w takim średniowiecznym domu. Tak, jest tu po prostu słowniczek, co jest czym. Bo czy wiecie czym jest np. maswerk lub zendrówka? A na końcu jest prawdziwy powiew historii!
Kiedy wejdziecie na ostatnie piętro, na poddasze, możecie spojrzeć na więźbę dachową, która przetrwała do naszych czasów. Dacie wiarę, że te krokwie, które są nad Waszymi głowami zostały zrobione z drzew wyciętych w 1369 roku??!! Mają już 650 lat! Na samą górę warto przyjść także z innego powodu… w pewnym momencie jest tu instalacja artystyczna, a nad Waszymi głowami rozstępuje się niebo.
Ratusz w Toruniu
Z muzeum poświęconemu piernikom udałem się pod stary ratusz, bo na ratuszową wieżę można się wspiąć. A mnie zawsze ciągnie, by spojrzeć na miasto z góry. Wieża jest imponująca, bo 40 metrów wysokości to nie w kij dmuchał. Dodatkowo jeśli wierzyć opisowi na tabliczce przy wejściu to wieża symbolizowała rok, 4 narożne wieżyczki to cztery pory roku, 12 wielkich sal to tyle samo miesięcy, 52 małe pomieszczenia to tygodnie, a 365 okien to dni w roku. Co ciekawe, na lata przestępne, dobudowywano okno, które następnie burzono.
Ale wróćmy do wieży, bo kiedy wreszcie się na nią wdrapałem, uznałem, że po pierwsze: panuje tu dziki tłok, bo miejsca niewiele, a turystów sporo. Po drugie widok z wieży jest po prostu paskudny, bo niestety gdzie nie spojrzeć dookoła widać było bloki z wielkiej płyty. Widok po prostu brzydki. Na szczęście pośrodku tego jest stare miasto, które jest jak perła rzucona w… tu sobie sami wstawcie w co 😀 Dlatego poniżej pokazuję Wam piękny Ratusz, a nie widok z niego.
Panorama Torunia – widok zza rzeki
Ale jest też w Toruniu miejsce magiczne, z widokiem jak z pocztówki i właśnie ten widok najczęściej widać na pocztówkach z największymi atrakcjami miasta. To widok panoramy Torunia widziany z drugiej strony Wisły. To był ostatni widok, jaki widziałem podczas wyjazdu do Torunia. Specjalnie w tym celu nie skorzystałem z autobusu na dworzec kolejowy, lecz poszedłem piechotą ze Starego Miasta i wzdłuż Wisły, boczną dróżką doszedłem do platformy widokowej.
Niestety tą sama drogą jechali również motocykliści, którzy potrafią rozwalić cały klimat magicznego miejsca swoimi pyrkoczącymi motocyklami. Ale to na marginesie, bo widok zza rzeki jest zjawiskowy. Kościoły, mury miejskie i czerwone dachy miasta, to po prostu przepiękny widok. Chyba nikt z Was nie zaprzeczy?
Bulwar Filadelfijski
Aha, warto wiedzieć, że bulwar ciągnący się wzdłuż Wisły po stronie staromiejskiej ma nazwę Bulwaru Filadelfijskiego i jest to taki hmmm deptak Torunia. Tu w ciepłe letnie wieczory można posiedzieć na schodkach i pijąc coś orzeźwiającego, popatrzeć na Wisłę, pogadać ze znajomymi. Spędzić miło czas. Tak, można się tu wtedy spodziewać całkiem sporego towarzystwa. Skąd taka nazwa? Filadelfia jest miastem partnerskim Torunia i dla przeciwwagi w Filadelfii jest Trójkąt Toruński i pomnik Kopernika.
A teraz cofnijmy się w czasie do tego, co było dzień wcześniej, do tego czasu, kiedy niebo nie było niebieskie, a powietrze przejrzyste, kiedy zwiedzałem wnętrza atrakcji Torunia.
Planetarium w Toruniu
Właściwie to nie jest planetarium lecz Centrum Popularyzacji Kosmosu. Miałem szczęście! Tak, czasami w życiu tak mam, że miewam szczęście! Tym razem szczęście dopisało mi przy kasie z biletami. Bilet na seans w planetarium ciężko w weekend zdobyć ot tak, z marszu. Para przede mną usłyszała, że mogą wejść o 14, bo jeszcze są dostępne bilety, dlatego kiedy przyszła moja kolej, także poprosiłem o bilet na drugą. Jakie było moje zdziwienie, kiedy pani spojrzała na mnie i rzekła: Ale jeden bilet na dwunastą jeszcze jest, bierze pan? Pewnie, że wziąłem!