EuropaPolska

Wieża Książęca w Siedlęcinie i piękne malowidła o sir Lancelocie

0

Wieża Książęca w Siedlęcinie w mojej ocenie jest jednym z najciekawszych polskich zabytków. Dlatego będąc na Dolnym Śląsku trzeba zarezerwować sobie przynajmniej godzinę, by zwiedzić jej wnętrze i zachwycić się XIV wiecznymi malowidłami. Unikatowymi na skalę świata! 

Wieża Książęca w Siedlęcinie była jednym z moich tegorocznych głównych celów wyjazdu na Dolny Śląsk. Co jak co, ale na terenie Polski nie ma wielu dobrze zachowanych warowni z XIV wieku. Rzecz jasna nie ma się tu co spodziewać konstrukcji na miarę zamku w Malborku, bo to budowla o zupełnie innym celu i skali. Za to wnętrze drugiego piętra wieży może się równać z niemal każdym zamkiem. I niemal każdy przewyższyć swą wspaniałością i walorami artystycznymi. I kto by pomyślał, że przez wiele lat te ukryte malowidła pokrywał tynk?

Niemal cała ściana drugiego piętra pokryta jest pięknymi zdobieniami. Centralną tematyką jest legenda o sir Lancelocie z Jeziora

Niemal cała ściana drugiego piętra pokryta jest pięknymi polichromiami. Centralną tematyką jest legenda o sir Lancelocie z Jeziora

Wielka Sala i legenda o Lancelocie z Jeziora

Prawdziwy skarb i unikatowość Wieży Książęcej w Siedlęcinie kryje się na drugim piętrze wieży. To tu na ścianie w latach 1345-1346 nieznany z imienia mistrz (pochodzący zapewne z północno-wschodniej Szwajcarii) namalował dosłownie wiekopomne dzieło. Legendę o sir Lancelocie z Jeziora. I co jeszcze bardziej unikatowe, to jedyne malowidła o tej tematyce na świecie, które zachowały się w tym miejscu, w którym powstały. Mądrze nazywa się to “in situ” więc jakbyście spotkali taką nazwę, to właśnie o powyższe chodzi.

Postać na wprost to święty Krzysztof. Po prawej zaś część legendy o sir Lancelocie

Postać na wprost to święty Krzysztof. Po prawej zaś część legendy o sir Lancelocie

O polichromiach można przeczytać więcej po wejściu na piętro, informacje umieszczono na planszach w sali. Bo w pomieszczeniu wszystko ma swoje miejsce i znaczenie. Wyjdźmy od tego, że pierwotnie schody znajdowały się na środku i rycerze wchodzący do pomieszczenia, od razu widzieli świętego Krzysztofa. A to nie byle kto, ale symbol wierności, bo tak jak św. Krzysztof był wierny Chrystusowi, tak rycerz jest winny posłuszeństwo swemu panu.

Wzlot i upadek sir Lancelota

I zaraz po prawicy św. Krzysztofa widzimy właśnie legendę o chyba najsłynniejszym rycerzu ze średniowiecznej legendy. I rzecz jasna trzeba ją odpowiednio przeczytać/obejrzeć, by zrozumieć. Chociaż na tym “komiksie” występuje też pewnego rodzaju cenzura, ukrywająca część prawd. A może milcząca o nich, bo były zbyt oczywiste?

Legenda o Lancelocie z Jeziora namalowana na ścianie wieży w S

Legenda o Lancelocie z Jeziora namalowana na ścianie wieży w Siedlęcinie

Zatem oglądając polichromie od lewa do prawa mamy sceny pokazujące dlaczego Lancelot stał się wielki. Oto Lancelot wraz z innym rycerzem Lionelem wyruszają razem w podróż, mającą pokazać, że są godni nosić miano rycerzy Okrągłego Stołu. Na kolejnym obrazie sir Lancelot zasypia pod drzewem jabłoni, a jego kompan ma trzymać straż. Niestety zasypia oparty na rękojeści miecza. Nieuwagę wykorzystuje zły bohater czyli rycerz Tarquin, który z zaskoczenia pokonuje Lionela i bierze go do niewoli.

W tym momencie budzi się Lancelot i stacza epicką walkę z oprawcą. Rzecz jasna wygrywa i uwalnia kumpla. A przy okazji wyswobadza innych rycerzy pokonanych i uwięzionych przez Tarquina. Potem mamy przerwę na rekla… wróć, potem jest przerwa na wnękę okienną i za nią mamy jednego rycerza, który klęczy przed drugim. I wbrew pozorom nie jest to pierwszy w historii rycerstwa akt oświadczyn homoseksualnej pary rycerzy. To rycerz Lionel składa podziękowanie swojemu wybawcy Lancelotowi.

W górnym rzędzie zaś jest studium upadku sir Lancelota z Jeziora, który okazuje się świnią i skutecznie podrywa dziewczynę kumpla. Co więcej ten kumpel to król, któremu winien jest posłuszeństwo i wierność – słynny król Artur.
Otóż patrząc znów od lewej, mamy potężny zamek Camelot, obok którego stoją królowa Ginerwa i jej dwórki. Tuż obok widzimy scenę, w której niegodziwy rycerz Meleagant uprowadza Bogu ducha winną Ginerwę.

Potem znów jest wnęka okienna, która zapewne uniemożliwiła opowiedzenie dalszej części historii. A ta jest nader interesująca, bo Lancelot jako największy rycerz ówczesnego świata wyrusza ratować damę. W wyprawie cierpi wiele niewygód i upokorzeń, bo oto na przykład niehonorowi łucznicy zabijają pod nim konia. Z tego to powodu rycerz zmuszony jest wsiąść na wóz! A jazda takim wozem w tamtych czasach była nie lada despektem! Takim czymś podróżowali przestępcy, wiezieni na szafot. Ale Lancelot się nie poddaje i jak taran prze do zamku, gdzie więziona jest Ginerwa.

Upraszczając dalszą historię: Lancelot dobiera się do królowej, która od dawna mu się podoba i pała do niej miłością. W międzyczasie pojedynkuje się z porywaczem pięknej królowej i rzecz jasna zabija go w spektakularny sposób, bo przerąbuje jego głowę na pół. Na skraju ściany widzimy tylko koniec powyższej historii. I to przedstawiony w sposób bardzo symboliczny dla średniowiecza. Oto para czyli sir Lancelot i Ginerwa trzymają się za lewe dłonie. W średniowieczu taka poza zarezerwowana była dla nieprawej miłości.
Więcej szczegółów odnośnie malowideł z Siedlęcina pod tym linkiem.

Wielka Sala pełna symboliki

Ale to nie jedyne malowidło w Wielskiej Sali. Co prawda wiemy, że malowidło nie zostało dokończone, mimo że powstawało w dwóch etapach. Wiemy też, że nie wszystkie malowidła zachowały się w idealnym stanie do dziś, Ale to co widać wciąż zachwyca. Warto np. zajrzeć we wnękę okienną. Bo z racji tego, że mury były grube, była to dobra powierzchnia do zaprezentowania czegoś ozdobnego. I tak oto widzimy tam postaci świętych i niebiańskiego Jeruzalem.

Co ciekawe, to po tym, jak w XIX wieku pod warstwą tynku odkryto wyżej opisane malunki, w latach trzydziestych wieku następnego zaczęto je odnawiać. Niestety odnowiono je błędnie i w związku z tym nadano im mylną wymowę. Początkowo bowiem damy dworu królowej Ginewry wzięto za mnichów w habitach i tak też poprawiono obrazki. Ciekawą rzecz zrobiono również z Lancelotem i Ginewrą trzymających się za lewe ręce.

Oto ich zinterpretowano jako księcia jaworskiego Bolka oraz opata, z czego wysnuto domniemanie, że obraz przedstawia założenie klasztoru cystersów w nieodległym Krzeszowie. Błędy naprawiono niedawno, bo dopiero w 2006 roku podczas prac konserwatorskich ukazano prawdziwe kolory i oblicze tych fascynujących malowideł. Skądinąd to ciekawe, dlaczego opat i Bolko Jaworski mieliby się trzymać za ręce? Wszak męska miłość przez wieki w Kościele była zakazana! (przynajmniej oficjalnie, bo nieoficjalnie to wiemy jak jest)

Wnęka okienna zdobiona jest polichromiami

Wnęka okienna zdobiona jest polichromiami

Kto wie, co przyniosą kolejne prace archeologiczne, bo przecież są one w wieży w Siedlęcinie prowadzone cały czas. Może na wyższych kondygnacjach pod warstwą tynku także czekają na nas piękne zdobienia? Nie byłoby to zaskoczeniem, w końcu to wieża książęca.

Ale nie tylko drugie piętro warte jest uwagi. Chodząc po innych piętrach warto zwracać uwagę na detale jak np. system ogrzewania czy też piwnica ze specjalnymi systemami odprowadzania wody z gromadzonego w niej zimą lodu. Latem idealnie chłodził zgromadzone tu towary. Nie zapomnijcie też wejść najwyżej jak się da, czyli pod dach. Oto więźba dachowa pochodzi z czasu remontu wieży w XVI wieku i ta skomplikowana konstrukcja, powstała bez użycia jednego choćby gwoździa!

Więźba dachowa to misterna konstrukcja, którą dawni mistrzowie postawili bez choćby jednego gwoździa!

Więźba dachowa to misterna konstrukcja, którą dawni mistrzowie postawili bez choćby jednego gwoździa!

Spójrzcie też na polepę, czyli glinianą, ubitą podłogę. Składa się ona z dwóch części: północnej i południowej. Północna jest młodsza i pochodzi ze wspomnianego remontu lat 70tych XVI wieku. Za to południowa, bardziej zbita, całkiem możliwe, że pochodzi z czasu budowy wieży w XIV wieku! Może mieć nawet 700 lat! Taka to niesamowita ciekawostka!

Polepa wieży w Siedlęcinie składa się z dwóch części. Ta starsza, bardziej zbita, możliwe, że pochodzi z czasów budowy wieży w XIV wieku!

Polepa wieży w Siedlęcinie składa się z dwóch części. Ta starsza, bardziej zbita, możliwe, że pochodzi z czasów budowy wieży w XIV wieku!

Historia Wieży Książęcej w Siedlęcinie

Jeśli będziecie szukali informacji o wieży, to w niektórych źródłach możecie jeszcze spotkać nazwę, że to Wieża Rycerska w Siedlęcinie. Nic bardziej mylnego! To jest budynek tak duży i tak znaczący, że na jego wzniesienie mógł sobie pozwolić nie zwykły rycerz lecz książę. Księciem tym miał być książę jaworski Henryk I, którego ludzie wybudowali ją w latach 1313-1315. Tak dokładne oszacowanie wieku było możliwe dzięki badaniu dendrochronologicznemu belek stropowych. Okazuje się, że belki nad parterem są z drzew ściętych w roku 1313, a pięter od I do III ze ściętych w roku 1314. Nauka to jednak potężny sprzymierzeniec historyków i archeologów!

Belki stropowe osmolone są poprzez pożar z roku 1575.

Belki stropowe osmolone są poprzez pożar z roku 1575.

A trzeba powiedzieć, że nie było to małe założenie architektoniczne. Ufundowana wieża była potężnych rozmiarów, postawiono ją na kształcie prostokąta o wymiarach 22 metry na 15 metrów. Usytuowano ją na wzniesionym w tym celu pagórku. Aby wzmocnić walory obronne wieżę otoczono fosą, zasilaną z przepływającej obok rzeki Bóbr. Kamienna wieża w przyziemiu ma mury o grubości 3 metrów, zaś jej wysokość sięga 33 metrów.

Początkowo wzniesiono cztery piętra, ale po przebudowie zrobionej po wielkim pożarze wieży w roku 1575, dodana została nadbudówka z dachem. I wtedy wysokość sięgnęła tych wspomnianych 33 metrów. Po przebudowie zamurowano też część krenelaży (blanki).

Wejście i grube mury na pierwszej kondygnacji wieży

Wejście i grube mury na pierwszej kondygnacji wieży

Aby polepszyć walory obronne konstrukcję opasano solidnym kamiennym murem, który stanął około 2,5 metra od głównej konstrukcji. Do środka prowadziła jedna wieża bramna z mostem nad fosą. Jak widać była to porządna fortyfikacja, ale na pewno nie można używać sformułowania, że był to zamek.
Ciekawostką jest, że wieża miała też przemyślane ustępy vel ubikacje. By dać jej mieszkańcom miejsce, gdzie mogą załatwić potrzeby fizjologiczne, zbudowano wykusze sanitarne. Zatem dwójeczka spadała sobie spokojnie siłą grawitacji. A pewnie jakaś służba raz na jakiś czas musiała to pozbierać, bo zapach musiał być latem uciążliwy.

Trzeba powiedzieć, że wieżą należącą do książąt warownia pozostawała dość krótko. Bo po śmierci fundatora Henryka I, przeszła w ręce księcia świdnickiego Bolka II Małego, a kiedy i on zszedł z tego świata, własność przeszła na wdowę księżną Agnieszkę. Ta zaś sprzedała wieżę. I tym sposobem zaczyna się historia przechodzenia jej z rąk do rąk, aż wreszcie w roku 1732 przechodzi w ręce bogatego śląskiego rodu Schaffgotsch – wtedy to nabywa go Chris­toph Le­opold von Schaf­fgotsch.

I w rękach tego jednego rodu dawna Wieża Książęca w Siedlęcinie trwa aż do roku 1945. Nie pełniła już rzecz jasna funkcji mieszkalnych, lecz przekształcono ją jako budynek użytecznościowy. Nowi właściciele dobudowali obok budynki gospodarskie, a samą wieżę przeznaczyli na spichlerz. Aby prościej było dostać się do budynku, zasypano też południową i zachodnią część fosy.

Wieża pod polskim panowaniem

Wraz ze zmianą granic po drugiej wojnie światowej Wieża Książęca w Siedlęcinie wraca do potomków Piastów. Jeśli tak określimy obecne państwo polskie. Jednak nie oznacza to, że od razu nastały dla niej lepsze czasy. Po tym, jak dostała się w ręce PGRu i zaadaptowano jej wnętrza na magazyny i mieszkania pracownicze, raczej nie można się było spodziewać, że nowi lokatorzy z szacunkiem podejdą do wiekowej konstrukcji.

Jeśli ktoś chce spędzić więcej czasu na kontemplacji symboliki malowideł, może usiąść na ławkach

Jeśli ktoś chce spędzić więcej czasu na kontemplacji symboliki malowideł, może usiąść na ławkach

Po upadku PRLu wieża przechodzi na własność gminy Jeżów Sudecki. Nowy właściciel przekazał ją pod opiekę Towarzystwa Przyjaciół Siedlęcina i ten zaś usiłował odtwarzać w niej średniowiecze. Nie byłoby w tym nic zdrożnego, gdyby nie fakt, że w roku 1998 ktoś postanowił rozpalić w kominku na drugim piętrze. Po tej brawurowej akcji podobno cudem nie doszło do pożaru. Więcej o dawnej i bardziej współczesnej historii Siedlęcina przeczytacie na stronie Zamków Polskich.

Na szczęście dla zwiedzających i dla samej wieży nowym właścicielem od roku 2001 jest Fundacja Zamek Chudów. I dzięki jej trosce dziś wieża odsłania coraz więcej tajemnic i zaczyna przyciągać coraz liczniejszych turystów.
Zatem jeśli tylko jesteście na przykład w Jeleniej Górze, wizyta w Siedlęcinie powinna być punktem obowiązkowym na Waszej mapie zwiedzania atrakcji Dolnego Śląska. Zresztą w mojej ocenie to miejsce warte jest osobnej wycieczki. Z wieżą Książęcą w Siedlęcinie jako celem głównym.

Dojazd do Siedlęcina

Najwygodniej jest rzecz jasna dojechać samochodem. Z Jeleniej Góry to raptem około 6 kilometrów. Duży parking znajduje się tuż przy wieży obok walących się zabudowań dawnego PGRu.

Parking przed wieżą w Siedlęcinie

Parking przed wieżą w Siedlęcinie

Ale jeśli nie macie samochodu lub chcecie odbyć malowniczy spacer, to z Jeleniej Góry jest to raptem 5 km. Przy okazji odwiedzicie też ciekawe miejsce, którym jest gościniec Perła Zachodu.
Ewentualnie w jedną stronę możecie podjechać autobusem miejskim numer 5, a w drugą odbyć wspomniany piękny i malowniczy spacer z Jeleniej Góry. Rozkład jazdy linii numer 5 znajdziecie pod tym linkiem.

Bilety wstępu i godziny otwarcia wieży

  • Wieża otwarta jest przez cały tydzień we wszystkie dni tygodnia
  • Godziny otwarcia w sezonie maj – październik: 9 do 18
  • Godziny otwarcia od  listopada do kwietnia: 10-16
  • Bilet normalny kosztuje 10zł
  • Bilet ulgowy to koszt 6zł
  • Jeśli chcemy oprowadzania przewodnickiego, które trwa około godziny, należy kontaktować się bezpośrednio z wieżą przynajmniej na dwa dni przed przyjazdem
Paweł Osmólski
Amator podróży do Azji i po Europie Wschodniej, a szczególnie po Bałkanach. Jakoś tak mam, że marzenia same mi się nie spełniają, zatem robię wszystko, by je spełnić. Preferuję wyjazdy w pojedynkę, bo tylko wtedy w drodze spotyka się najciekawszych ludzi. Nie zawsze miłych, ale tylko tak można poznać prawdziwą twarz danego kraju. Wolę brudną prawdę niż lukrowane opowieści o jednorożcach. Dlatego moje opisy są czasami do bólu szczere ale zawsze prawdziwe. Dużo pracuję, w czasie wolnym piszę tego bloga i szukam najlepszego piwa na świecie :)

Comments

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.