EuropaSłowacja

Zamek Orawski (Oravsky Hrad). Kamienna twierdza na wysokiej skale

2
Zamek Orawski stoi na wysokiej, bo wznoszącej się 112 metrów nad poziomem rzeki skale
Zamek Orawski stoi na wysokiej, bo wznoszącej się 112 metrów nad poziomem rzeki skale

Zamek Orawski majestatycznie góruje nad okolicą. Szczególne wrażenie robi z perspektywy rzeki. Twierdza wznosząca się na pionowej, położonej 112 metrów nad lustrem wody skale, robi potężne wrażenie.

Zamek Orawski – tak blisko i tak daleko

Tak blisko i tak daleko zarazem. Chciałoby się rzec, kiedy myślę o tym, jak trudny jest dojazd do Orawskiego Zamku, kiedy nie ma się samochodu. Blisko, bo warownia położona jest zaledwie 45 kilometrów od polskiej granicy, a daleko, bo bez samochodu nie jest łatwo się tu dostać. W ogóle miałem taką refleksję, że Słowacja jest skutecznie odcięta od Polski. Niby nasz sąsiad, a połączenia komunikacji publicznej niemal nie istnieją. Dlatego ja na Słowację jechałem przez… Czechy. Co jednak jest osobną opowieścią i może któregoś dnia poświęcę jej dedykowany artykuł.

Dość powiedzieć, że kiedy wreszcie udało się mi dotrzeć i wysiadłem z lokalnego pociągu na Orawskim Podzamczu (Orawski Podzamok), nie miałem wątpliwości, gdzie mam iść, by trafić do zarezerwowanego wcześniej noclegu. Zamek widoczny jest z każdego miejsca w okolicy i jest znakomitym punktem orientacyjnym. Zresztą tu nie ma szans się zgubić. Turystyczne centrum, czyli okolice zamku są odgrodzone rzeką od właściwej wioski i w tej okolicy jest zaledwie kilkadziesiąt domów na krzyż. Ale cała wioska nazywa się Oravski Podzamok. Ale tuż obok zamku życie trwa tylko do momentu zamknięcia kas twierdzy. Potem wraz z turystami ucieka stąd jakikolwiek ruch. Niestety, kiedy przyjechałem, Orawski  zamek właśnie był zamykany, dlatego zwiedzanie musiałem odłożyć do następnego poranka.

Zamek Orawski majestatycznie góruje nad Orawskim Podgrodziem. Niegdyś niezdobyty, dziś atrakcja szturmowana przez turystów

Zamek Orawski majestatycznie góruje nad Orawskim Podgrodziem. Niegdyś niezdobyty, dziś atrakcja szturmowana przez turystów

Teraz miałem chwilę dla siebie, czas, by korzystając z długich wieczorów obejść okolicę, zjeść tradycyjny smażony ser, popić go piwem i poczuć się jak na urlopie, kiedy nic nie trzeba. Dlatego sporo chodziłem, bo jak tu nie pójść na most, skąd doskonale widać, jak wysoko stoi zamek, kiedy skała stromym urwiskiem prowadzi aż do lustra rzeki? Twierdza jest imponująca z każdej perspektywy, bo potężne mury wydają się nie tak wysokie, kiedy patrzymy na nie z daleka. Co jednak jest po prostu złudzeniem optycznym. Spójrzcie zresztą sami na zdjęcia. W mojej opinii choćby dla tego widoku warto tu przyjechać.

Zamek Orawski w całej okazałości najlepiej widać z mostu nad rzeką Orawa przepływającą u stóp twierdzy.

Zamek Orawski w całej okazałości najlepiej widać z mostu nad rzeką Orawa przepływającą u stóp twierdzy.

A w nocy doświadczyłem czegoś absolutnie magicznego. Kiedy po raz nie wiem który szedłem znad rzeki do placu obok kas, zobaczyłem TO. Tak musiało to wyglądać w 1800 roku kiedy tan potężny zamek na Orawie został strawiony przez ogień, szalejący tu przez tydzień. Żywioł pochłaniający wszystko co drewniane, żarem zawalając stropy i ściany… Zza drzew biła ciepła pomarańczowa poświata, jakby od dołu ogień muskał zamkowe mury. Na szczęście to tylko wspaniałe i klimatyczne podświetlenie starej konstrukcji, dawało tak urzekający efekt. I przyznam, że szacunek dla tutejszego muzeum za takie potraktowanie tych starych murów, za dodanie im jeszcze większego klimatu. Cały Orawski Zamek jest nocą podświetlony, idealnie odcina się ciepłą barwą reflektorów od ciemnego nieba. Orawski Hrad ma swój urok!

Zamek Orawski na Słowacji nocą

Zamek Orawski na Słowacji nocą

Zamek Orawski zwiedzanie

Wieczorem sprawdziłem, że zamek jest czynny od 8:30 i co prawda nie było napisane, o której godzinie będzie wejście na którą trasę, to i tak postanowiłem, że zjawię się tu wraz z godziną otwarcia. Do wyboru są trzy warianty zwiedzania: trasy A, B oraz A+B. Różnią się one tym, co zobaczymy w ramach oprowadzania. Tak, to kolejna z atrakcji, do których wejście jest tylko w grupach zorganizowanych z przewodnikiem. No i znałem już cennik.

O 8:25 widzę, że okienko kasowe jest już otwarte, radośnie podchodzę i pytam, na jaką trasę mogę kupić bilet, bo wiem, że tego samego dnia będę chciał dostać się jeszcze do Koszyc, a to przeciwny kraniec Słowacji. Czas gra dla mnie kolosalną rolę. Okazuje się, że niestety pani ma gorszy humor i w zasadniczych słowach powiedziała, że nie sprzedaje jeszcze biletów, nie wie na którą godzinę będą bilety, bo nie wiadomo, jaka grupa się zbierze i… zamknęła mi okienko przed nosem.

Główne wejście do zamku. Bramę otwierają przewodnicy po twierdzy

Główne wejście do zamku. Bramę otwierają przewodnicy po twierdzy

Drugą próbę kupna biletu podjąłem o 8:55, licząc, że kto wie, może będzie jakieś wejście o 9:00. Pani w kasie miała lepszy humor i miłym głosem zakomunikowała, że będzie wejście na trasę A o godzinie 9:30. Kiedy będzie wejście na zwiedzanie całości czyli A+B, tego nie wie. Dziwne to dla mnie, że zamek czynny od 8:30 wpuszcza od 9:30 i wszystko uzależnione jest od tego, czy się zbierze grupa, ale może ja się nie znam i czepiam się. A może nie. Trasa A mi odpowiada, obejmuje wejście do górnego zamku, a na tym zależy mi najbardziej. Turyści już tak mają, że jak gdzieś są, to chcą się wdrapać jak najwyżej i ja nie jestem w tym przypadku wyjątkiem.

Ale oto o godzinie 9:30 zamknięte bramy zamku zaczyna szturmować uformowana z turystów mała grupa, a konkretnie pięć osób wraz ze mną :). Najwidoczniej dla takiej gromadki opłaca się już zrobić zwiedzanie. Oprowadzanie rzecz jasna po słowacku, ale w części pomieszczeń są kartki z polskim opisem, co znajduje się w pomieszczeniu.

Główny dziedziniec Zamku Orawskiego, stąd najlepiej widać jego skalę

Główny dziedziniec Zamku Orawskiego, stąd najlepiej widać jego skalę

Wewnątrz atrakcji orawskiej twierdzy

Wchodzimy z przewodniczką do środka. Przyznaję, że Zamek Orawski robi wrażenie od samego wejścia! Jeśli lubicie podziwiać średniowieczną architekturę obronną, to będziecie w siódmym niebie. Najpierw jest jedna brama, potem wąski dziedziniec prowadzący do kolejnej, przed którą jest podnoszony most. A nad tą przestrzenią rzecz jasna okna strzelnicze i wykusze, z których obrońcy mogli atakujących witać nie tyle chlebem i solą, co gorącą smołą, olejem i wrzątkiem. Dosłownie gorące przyjęcie dla nieproszonych gości. I jeśli wrogowi udałoby się przedostać przez most, to dalej czekała kolejna “atrakcja” czyli wykuty w skale niski tunel, który wiedzie po łuku tak, że nie wiadomo, co jest po jego drugiej stronie. I co wypadnie na agresorów. A potem zaczynają się schody zamku właściwego 🙂

"Tunel

Przyznaję, ten widok zrobił na mnie wrażenie. Strzeliste, kamienne mury warowni, w której widać zarówno części romańskiego, średniowiecznego zamczyska, jak też renesansowa lekkość niektórych elementów doskonale ze sobą współgrają. Powiem Wam jeszcze, że Zamek Orawski wznosi się 112 metrów nad lustrem wody. Jest to wysokość, którą trzeba pokonać, by dostać się na najwyższe piętra budowli. Stojąc na tym wewnętrznym dziedzińcu, doskonale widzimy, wysokość konstrukcji i można przewidywać wysiłek, jaki trzeba będzie włożyć, by wejść na górę. Na szczęście nie trzeba dokonywać szturmu i wbiegać na górę z marszu. Wraz z przewodniczką powoli zagłębiamy się w sale i komnaty, pokonując co i rusz kolejne metry wysokości.

Jedna z sal prezentujących dawne wyposażenie zamku . Jak widać królowało tu drewno. Dlatego podczas pożaru w 1800 roku zamek prawie doszczętnie spłonął.

Jedna z sal prezentujących dawne wyposażenie zamku . Jak widać królowało tu drewno. Dlatego podczas pożaru w 1800 roku zamek prawie doszczętnie spłonął.

Obejrzeć można wszystko to, co z zamkiem i jego funkcjonowaniem jest związane. Od katowni i wymyślnych przyrządów mających sprawić torturowanemu nieszczęśnikowi jak największy ból, po sale w których władający twierdzą zabawiali swoich gości lub po prostu żyli z dnia na dzień i zarządzali okolicą. Wystawy obfitują w obrazy, rzeźbione meble, herby, pamiątki po minionych wiekach. Przemieszczając się, co i rusz przechodzimy przez jakieś niskie, ukryte drzwi, wychodzimy na wewnętrzne dziedzińce, z których roztacza się piękny widok zarówno na okoliczną Orawę, jak też na niższe piętra zamku.

Widok na okolicę z murów Zamku Orawskiego. Co by nie mówić, mieszkańcy twierdzy mieli na co dzień piękny widok!

Widok na okolicę z murów Zamku Orawskiego. Co by nie mówić, mieszkańcy twierdzy mieli na co dzień piękny widok!

Ciekawostką jest, że Zamek Orawski zawsze miał kłopoty z wodą. Mimo, że stoi tuż nad rzeką, to sama konstrukcja górnego zamku wznosi się wspomniane 112 metrów nad lustrem wody. A podczas oblężeń załoga musi mieć zaopatrzenie na długie miesiące obrony. Z tego powodu na zamku powstał zbiornik gromadzący wodę. Deszczówka zamiast spłynąć po dachach na zewnątrz twierdzy, gromadzona była specjalnym mechanizmem w wewnętrznej studni. Zwiedzając fortyfikację na pewno wraz z przewodnikiem zatrzymacie się w miejscu, gdzie znajduje się grafika przedstawiająca, jak było to robione.

Filmy kręcone w zamku na Orawie

Niewątpliwą ciekawostką jest sala filmowa, którą wypełniono zdjęciami z planów filmów, których akcja w części lub w całości odbywa się w Zamku Orawskim. Może Was zaskoczyć, że najsłynniejszy film z wampirem Nosferatu kręcony był właśnie w tej warowni w 1921 roku. Podobno również główny bohater nie był specjalnie charakteryzowany, on po prostu był tak brzydki! Ile w tym prawdy, a ile legendy nie wiadomo. Wiadomo jednak, że orawskie plenery i zamkowe wnętrza przyciągają filmowców. Trudno im się dziwić, ja też nie żałuję, że zwiedziłem Zamek Orawski.

Sala filmowa pokazuje, jakie filmy kręcone były w Zamku Orawskim. Najsłynniejszy to Nosferatu Wampir

Sala filmowa pokazuje, jakie filmy kręcone były w Zamku Orawskim. Najsłynniejszy to Nosferatu Wampir.

Na koniec okazało się, że zwiedzanie trwało prawie równe dwie godziny i to z uwzględnieniem kilku minut na samym końcu. Wtedy w spokoju można było bez pośpiechu zrobić zdjęcia, kontemplować detale na dziedzińcu. Ewentualnie zadrzeć głowę i stwierdzić: wielkie to zamczysko i wysokie, nie dziwota, że zbrojnie nikt go nigdy nie zdobył.

Zamek Orawski na Słowacji- twierdza na wysokiej skale

Zamek Orawski na Słowacji- twierdza na wysokiej skale.

Zamek Orawski cennik i godziny otwarcia

Zamek można zwiedzać tylko z przewodnikiem, zatem niestety musimy się dostosować do godzin wejścia grup. Co ważne, oprowadzanie jest tylko po słowacku i angielsku. Na szczęście w salach są broszury po polsku, by dowiedzieć się czegoś więcej o zamku i jego historii.

Zamek umożliwia kilka opcji zwiedzania. Trasy oznaczono znaczkami A oraz B. Jest też oczywiście opcja trasy A+B. Najdłuższą trasę zwiedza się około trzech godzin, trasę A zwiedzimy w dwie godziny a B w deczko ponad godzinę. Ceny to od 10 do 5 euro w zależności od trasy. Oczywiście dzieci i studenci mają ulgę 50%.
Szczegóły na stronie zamku, jeśli jesteście zainteresowani.

Nocleg w Orawskim Podzamczu

Pomimo tego, że Orawskie Podzamcze i położony nad nim Zamek Orawski nie są na trasie głównych szlaków turystycznych, z noclegiem nie będziemy mieli problemu. Tuż obok kas do twierdzy znajduje się kilka hoteli i bez żadnych problemów będziemy mogli wybrać ten, który będzie nam pasował. Ja spałem w Penzion Toliar i mogę go ze spokojem serca polecić. Czysty, duży pokój, na dole restauracja, a do zamku dosłownie kilka kroków. Ale jest też kilka hoteli więcej, zatem sprawdźcie ich ofertę tu.

Jak dojechać do Zamku Orawskiego

Jak już napisałem na wstępie, ja dostałem się tu komunikacją publiczną, a konkretnie pociągiem. Jeździ ich kilka dziennie, zatem trzeba sprawdzić zawczasu o której jest połączenie. Oczywiście można się tu też dostać autobusem, bo Słowacja ma nieźle rozwiniętą komunikację autobusową. Jest kilka połączeń dziennie.
Ale najwygodniej będzie przyjechać samochodem, z Krakowa to około dwie godziny jazdy, zatem wcale nie tak daleko i można wyskoczyć nawet na jeden dzień i wrócić. Lub zatrzymać się na noc i pozwiedzać jeszcze okolicę. Parking w Orawskim Podzamczu oczywiście jest, co prawda do zamku trzeba będzie podejść, ale raptem kilkaset metrów. Aby znaleźć parking w nawigację wpiszcie Oravský Podzámok 29.

Paweł Osmólski
Amator podróży do Azji i po Europie Wschodniej, a szczególnie po Bałkanach. Jakoś tak mam, że marzenia same mi się nie spełniają, zatem robię wszystko, by je spełnić. Preferuję wyjazdy w pojedynkę, bo tylko wtedy w drodze spotyka się najciekawszych ludzi. Nie zawsze miłych, ale tylko tak można poznać prawdziwą twarz danego kraju. Wolę brudną prawdę niż lukrowane opowieści o jednorożcach. Dlatego moje opisy są czasami do bólu szczere ale zawsze prawdziwe. Dużo pracuję, w czasie wolnym piszę tego bloga i szukam najlepszego piwa na świecie :)

2 Comments

  1. Świetny pomysł na weekendowy wypad. Twoja opowieść o przejściach z Panią w kasie biletowej przypomniała mi sceny rodem z książki “Ostatnia Arystokratka”. Czeski humor ale bardzo podobno podejście 😀

  2. Właśnie tu jestem dzięki autorowi bloga, któremu dziękuję. Jest pięknie!

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.