EuropaUkraina

Czerniowce. Od zabytku UNESCO Ukrainy po serce bijące na deptaku

2
Ceglane zabudowania uniwersytetu w Czerniowcach
Uniwersytet czyli największa atrakcja Czerniowców. Ceglane zabudowania uniwersytetu oraz bogato zdobione wnętrza przekonały UNESCO, że obiekt warto wpisać na listę światowego dziedzictwa.

Czerniowce nie rzuciły mnie na łopatki, nie stały się moim ulubionym miastem na Ukrainie, nie marzę po nocach o powrocie do miasta i zobaczeniu atrakcji Czerniowców raz jeszcze, tak jak to mam ze Lwowem. Ale też muszę przyznać, że to piękne miejsce i warto poświęcić mu dzień, a na spokojnie nawet dwa.

Samolot powoli obniżał swój lot, lecąc nad niskimi wzgórzami, by za chwilę wylądować na lotnisku w Czerniowcach. A tutejszy port lotniczy to jedno z tych miejsc, gdzie czas się zatrzymał. Wizualnie doskonale ma się tu dawny Związek Radziecki. Taki postkomunistyczny barak, który śmiało mógłby konkurować z barakami w Azji np. z Sittwe w Birmie lub lokalnym lotniskiem w Rangunie. Szybki teleport w czasie. Na szczęście tuż za drzwiami czekała normalność czyli taksówkarze, którzy szukali pasażerów. Szybko uzgadniamy cenę 80 hrywien za kurs do centrum Czerniowców i po chwili mam przedsmak tego, co jutro będę zwiedzał w świetle dziennym.

Lubię prostotę, dlatego tak bardzo spodobała mi się ta długa arteria, która przecina całe miasto jak swoisty kręgosłup. Szeroka, pokryta starym brukiem, który na równi zachwyca wyglądem i irytuje hurgotem. Im bliżej centrum, tym piękniej, coraz częstsze są ślady świetnej przeszłości. I nie mówię tu o postkomunistycznym budynku dworca autobusowego, ale dawne Austro-Węgry, których miasto było częścią, są po prostu piękne. Lubię ten klimat i taką architekturę. Nawet nocleg mam w takim budynku.

Krótka historia Czerniowców

Ratusz w Czerniowcach

Ratusz w Czerniowcach

Czerniowce miały szczęście w nieszczęściu. Szczęście, bo mieszanka kultur zawsze działa dla miasta ożywczo, a nieszczęście, bo to miasto na granicy. Miasto, które na przestrzeni lat często zmieniało przynależność. Najbardziej widoczne są ślady Austro-Węgier, w skład których weszły w roku 1775 i stan ten trwał aż do roku 1918. Wtedy Czerniowce znalazły się w granicach Rumunii, potem w wyniku walk II wojny światowej w 1940 znalazły się w składzie ZSRR, by rok później ponownie powrócić do Rumunii. Stan ten nie trwał długo, bo w 1944 ponownie zmieniło “właściciela” i zwierzchnictwo znajdowało się w Moskwie. Kolejne zmiany przyniósł rok 1991, kiedy Czerniowce znalazły się w granicach nowego państwa na mapie świata – Ukrainy. Jak widać, burzliwe są szczególnie najnowsze dzieje Czerniowców.

Zwiedzając atrakcje Czerniowców

To co widzimy dziś na ulicach, to przede wszystkim pozostałości po Habsburgach. Całe “stare miasto” jeśli tak można je nazwać pochodzi z tego okresu. Oczywiście z wyrwami, bo wiejące tędy wiatry historii musiały wywrzeć jakiś wpływ. A objawia się on postkomunistycznym betonem, niszczącym czasami jednolitą, historyczną tkankę miejską. No i Główna Synagoga nie jest już synagogą, tylko kinoteatrem. Ale też dzięki temu przetrwała wojnę.

Deptak – serce Czerniowców

Deptak w Czerniowcach - tu bije serce miasta

Deptak w Czerniowcach – tu bije serce miasta

Miałem okazję obserwować deptak czyli ulicę Olgi Kobylańskiej przez trzy wieczory w weekendy i wciąż nie umiem zrozumieć, dlaczego raz była ona pełna ludzi, a innym razem opustoszała. Nie lubię siedzieć w mieszkaniu sam, zatem zaraz po przylocie od razu popędziłem do centrum, na deptak właśnie. I tu zaskoczenie… mimo dość wczesnej godziny – była 22 – prawie nie było tu ludzi. Czasami ktoś przeszedł, ale zdecydowanie nie tętniło tu życie. Za to co innego było 24 godziny później w sobotnią noc. Deptak szczelnie wypełniały tłumy ludzi, zajęte były miejsca w restauracjach, w kawiarnianych ogródkach ludzie siedzieli przy muzyce.

Tylko jednego mi brakowało – pubów w tym naszym rozumieniu tego słowa. Knajpek, gdzie przy kufelku piwa można posiedzieć, porozmawiać lub po prostu obserwować przechodzących ludzi. Dziwne, takich miejsc prawie tu nie ma – a restauracji raczej nie lubię wykorzystywać w tych celach. Pozostało zatem spacerować ulicą tak, jak robili to inni – z jednego krańca na drugi czyli siedemset metrów w jedną, siedemset w drugą… Z krótkim postojem w Pijanej Wiśni, lokalu który znam dobrze ze Lwowa.

Kamienice na deptaku w Czerniowcach

Kamienice na deptaku w Czerniowcach

I tu ciekawostka, bo deptak w Czerniowcach śmiało możemy potraktować za wybieg dla modelek i modeli. Chociaż zdecydowanie więcej było tych pierwszych – tu na ławkach siedziały wystrojone i wymalowane dziewczyny, tu faceci prężyli muskuły, po bramach odchodziło jakieś obściskiwanie się… ot zwyczajne nocne życie. A jeśli jeszcze dodamy do tego kilka grających kapel i muzycznych solistów, którzy rozłożyli się na Kobylańskiej, będziemy mieli dobre wyobrażenie o nocnych Czerniowcach. Chociaż z kronikarskiego obowiązku wspomnę jeszcze, że tłumy były również w nocnych sklepach, gdzie alkohol kosztował wielokrotnie mniej niż w knajpkach. Cóż, Ukraina nie jest bogatym krajem, zatem trudno się dziwić, że ludzie oszczędzają.

A na Kobylańską warto przyjść za dnia, bo w promieniach słońca tutejsze kamienice wyglądają po prostu zjawiskowo. Pal sześć jak się nazywają i kto w nich mieszkał, to nieistotne. Deptak jest po prostu piękny i warto zakupić lody w jednej z licznych cukierni i na czas jedzenia, usiąść na jednej z licznych ławeczek. Przy okazji po prostu będziemy mogli podziwiać piękne kamienice. Albo możemy zamówić kawę w jednej z kawiarni – to moja ulubiona opcja, bo kawiarni tu sporo, a ceny bardzo niskie w porównaniu do polskich.

Uniwersytet w Czerniowcach. Sawny Pałac Metropolitów

Ciekawe czy słyszeliście o tym kompleksie. Pewnie nie, bo ja też przed przyjazdem do Czerniowców nie miałem pojęcia, że jedna z atrakcji z listy UNESCO jest w tym mieście. Tak, od 2011 roku uniwersytet znalazł się na tej nobilitującej liście. Nic dziwnego, bo wierzcie mi, że budynek uniwersytetu jest przepiękny. Niestety aby się do niego dostać trzeba pokonać kilka przeszkód.

Dziedziniec główny na terenie Uniwersytetu Czerniowieckiego

Dziedziniec główny na terenie Uniwersytetu Czerniowieckiego.

Po pierwsze nie liczcie na to, że uniwersytet w Czerniowcach zwiedzicie na własną rękę. Co to to nie! I nie liczcie na to, że można tu wejść ot tak sobie…! Na teren uniwersytetu rzecz jasna wejść można bez problemów, bo 20 hrywien, których oczekuje stróż raczej nie można nazwać problemem. Ale to uprawnia nas tylko do wejścia na dziedziniec i obejrzenia kompleksu z zewnątrz, a z wnętrz zobaczymy tylko cerkiew.

Jeśli chcemy obejrzeć wnętrza, trzeba więcej samozaparcia, bo wejść można tylko z wycieczką. Co jednak jeśli nie jesteśmy z grupą? Otóż trzeba się podłączyć pod jakąś inną wycieczkę i jest to rzecz jasna proponowane nawet przez ciecia. Takie dołączenie się kosztuje 45 hrywien i z góry uprzedzam, że oprowadzanie odbywa się tylko w języku ukraińskim. I z tego powodu słuchałem przewodniczki jak przysłowiowa świnia grzmotu. Tak, nasze języki za cholerę nie są do siebie podobne.

Sala Marmurowa, dawniej Synodalna na Uniwersytecie w Czerniowcach

Sala Marmurowa, dawniej Synodalna na Uniwersytecie w Czerniowcach

Ale za to niezależnie od języka, można oglądać wnętrza pałacu. Chociaż najpierw jest przepiękna klatka schodowa – preludium przed większymi salami. I są też korytarze, równie bogato zdobione jak schody i sale, tylko niestety nie ma czasu, by je zobaczyć, bo przewodniczka gna dalej, a 30 osobowa grupa też nie ułatwia kontemplacji oraz uchwycenia ładnego kadru. Ech, z jakim rozrzewnieniem wspominałem odwiedzony kilkanaście lat temu Krym, kiedy jeszcze należał do Ukrainy i panią w pałacu w Liwadii, która słysząc, że jesteśmy z Polski powiedziała, że to bez sensu, byśmy zwiedzali z grupą, bo i tak nic nie zrozumiemy, zatem możemy pochodzić sobie sami 🙂 W Czerniowcach tak się niestety nie udało. Ale wnętrza i tak były przepiękne.

Sobór Zstąpienia Ducha Świętego

Świątynia jak świątynia możecie powiedzieć i pewnie będziecie mieli rację. Też reaguję alergicznie na kościoły, bo prawie wszystkie są do siebie podobne, bo w środku jest mniej więcej to samo, bo widziałem ich już setki jeśli nie tysiące. Wiecie, opatrzyły mi się. Ale Sobór Zstąpienia Ducha Świętego jest inny. To jedno z tych miejsc, po wejściu do których otwiera  mi się szczęka a na usta wychodzą słowa, którymi Polacy wyrażają zachwyt. Przyjmijmy, że są to słowa “jak tu jest bardzo pięknie” 😉

Sobór Zstąpienia Ducha Świętego w Czerniowcach

Sobór Zstąpienia Ducha Świętego w Czerniowcach.

Ale co poradzić, że ta świątynia ma w sobie coś magicznego, coś na pograniczu sacrum i profanum, co jest jednocześnie na wyciągnięcie ręki? Ten delikatny półmrok i snopy światłą wdzierające się przez okna zawieszonej hen wysoko nad ziemią kopuły. Snopy światła, które śmiało mogłyby znaleźć się na obrazach o zesłaniu Ducha Świętego. Zresztą, te świetliki specjalnie zostały tak zaprojektowane. I jeszcze wyposażenie wnętrza: złote ikony, drewniane ławy, święte obrazy całowane z nabożną czcią i świece zapalane przez wiernych…

Czerniowiecki Teatr Muzyczno-Dramatyczny

To chyba ostatni z punktów, które koniecznie trzeba odwiedzić podczas wizyty w Czerniowcach. I nie chodzi mi tu tylko o sam budynek, ale o cały plac przy którym teatr został zbudowany. Całość jest po prostu bajecznie piękna i warto przejść na przeciwległy kraniec do budynku teatru. Stąd najlepiej będzie widać całość. Z jednej strony u stóp będziemy mieli piękne rabaty kwitnących róż, na przeciwko teatr a po bokach kolejne piękne budynki jak np. Żydowski Dom Narodowy, Rumuński Dom Narodowy, a także Miejski Pałac Kultury. Co ciekawe, budynek teatru zbudowany został na wzór tego, który znajduje się w niemieckim mieście Fürth. Warto sprawdzić w Google, faktycznie są jak dwie krople wody.

Plac przed Teatrem Dramatycznym w Czerniowcach

Plac przed Teatrem Dramatycznym w Czerniowcach.

A jeśli już przy instytucjach kultury w Czerniowcach jesteśmy, to warto spojrzeć na dawny kościół ormiański. Dawny, bo dziś jest to sala służąca do koncertów, nie to że filharmonia, ale raz na jakiś czas można tu posłuchać muzyki – np. chóralnej. Niestety ja spóźniłem się jeden dzień, koncert był w piątek o 18 a ja przyleciałem kilka godzin później.

Warto też przejść się na Plac Centralny – obiecuję Wam, że będziecie tu niejednokrotnie. Jest to samo centrum Czerniowców i tu najbardziej charakterystycznym budynkiem jest ratusz. Bardzo ładny, nie powiem i tu jest wejście na deptak – jeszcze ładniejszy, co opisywałem już powyżej. Aha będąc na placu i stojąc twarzą do ratusza, podnieście głowę i spójrzcie na prawo, wysoki budynek Regionalnego Muzeum Sztuki ma pod gzymsem bardzo ładną mozaikę.

Regionalne Muzeum Sztuki w Czerniowcach

Regionalne Muzeum Sztuki w Czerniowcach

I jeśli jesteście koło ratusza, to możecie przejść jeszcze trzysta metrów dalej, by obejrzeć ładny budynek podobno przypominający statek (budynek-statek tak go zwą). Mnie co prawda nijak nie przypomina on jednostki pływającej, ale może mam płytką wyobraźnię. Z tego miejsca jest blisko do Placu Tureckiego, który czasami uchodzi za atrakcję. Cóż, przeszedłem się tam, ale nie uważam, by było tam cokolwiek ciekawego. Ot, stoi rzeźba, którą można nazwać “Wielki rower”, obok studnia w kształcie ciut przypominające Sebilj w Sarajewie, tylko że jest biała i murowana. Aha i są tu jeszcze jakieś remonty. Moim zdaniem strata czasu.

Budynkiem z ciekawą historią jest synagoga Tempel z 1877 roku, której budową kierował Polak (to z polskich akcentów miasta). Niestety w 1941 roku po wkroczeniu tu wojsk rumuńsko-niemieckich synagoga została podpalona i częściowo zniszczona. Na szczęście tylko częściowo. Mury okazały się na tyle mocne, że zrezygnowano nawet z wyburzenia budynku po wojnie, a zdecydowano się na jego rekonstrukcję, ale zamiast synagogi, umieszczono w nim… kino. Kino zresztą istnieje tu do dziś, zatem jest to podobno miks zwany “kinogogą” 😉

Synagoga w Czerniowcach - Dziś jest to budynek kina, który popularnie zwie się "kinogogą"

Synagoga w Czerniowcach – Dziś jest to budynek kina, który popularnie zwie się “kinogogą”

Spacerując po ulicach Czerniowców

Ale i tak prawdziwa wartość miasta to te stare domy, tkanka miejska, która powstawała przez stulecia i której udało się przetrwać zawieruchy wojenne. Dlatego tak bardzo rekomenduję Wam spacer po mieście, wchodzenie w boczne uliczki, zaglądanie w bramy. Przemieszczanie się pomiędzy atrakcjami Czerniowców na piechotę. Tylko tak da się poczuć to miasto i tylko w ten sposób przez przypadek spotyka się prawdziwe architektoniczne perełki. Czasami rzecz jasna serce się kraje, widząc architektoniczne cuda w opłakanej kondycji, ale też bywa zupełnie odwrotnie, kiedy niedawny remont cieszy oczy.

Dom Statek - jeden z bardziej charakterystycznych budynków w Czerniowcach

Dom Statek – jeden z bardziej charakterystycznych budynków w Czerniowcach

Czerniowce wieczorem, czyli gdzie się bawić

Jak już napisałem, nie ma w Czerniowcach stolików pubowych tuż przy ulicy, by napić się piwa. Ale zawsze możemy wpaść do Pijanej Wiśni i tam napić się wiśniówki. Można oczywiście też wejść do jednej z licznych restauracji, ale warto najpierw sprawdzić ceny, bo w niektórych są one wyższe nawet od warszawskich. Na szczęście tylko w niektórych. To co jednak gorąco rekomenduję, to zejście do podziemi i odwiedzenie pubu VYO – jedyny lokal gdzie na kranach mają dobre piwo, ale też zawsze wieczorem gra tu muzyka na żywo. To miejsce po prostu ŻYJE i jest bardzo, bardzo pozytywne!

Gdzie jeść w Czerniowcach

Przyznam się Wam, że moje ulubione miejsce odkryłem przez przypadek. Szukałem zupełnie innego lokalu, który okazał się niestety zamknięty. Ale tuż obok zobaczyłem ludzi, postanowiłem wejść i… w Allure Inn na małym dziedzińcu za hotelem zbudowano piętrową altanę, na której poustawiano stoliki. Z głośników toczyła się jakaś piękna muzyka, jazz, który lubię, ale potem zmienił się na coś równie dobrego. Menu okazało się bogate, ale mnie interesowały tylko dania z grilla. Wybrałem szaszłyk i to co Wam mogę powiedzieć, to to że kucharz w restauracji jest po prostu mięsnym geniuszem! To restauracja hotelowa, ale wejście jest z tyłu hotelu i każdy może tam wejść i zjeść. Aha obsługa także jest na najwyższym poziomie. A ceny bardzo, ale to bardzo rozsądne.
Na śniadanie zaś polecam lokal “Ace” czyli miejscówka koło klubu tenisowego – wchodzi się przez bramę od strony deptaku. Miły taras z widokiem na trawę w sam raz na poranną pobudkę przy kawie i śniadaniu.

Okolice Czerniowców – co warto zobaczyć

Ponieważ Czerniowce to doskonała baza wypadowa w okolicę, oto kilka miejsc, które warto rozważyć, jeśli będziecie w tym mieście. Po pierwsze całkiem blisko stąd do Kamieńca Podolskiego i słynnego zamku. Odległość to około 100 kilometrów, ale weźmy poprawkę na dziurawe ukraińskie drogi. Nie będzie to bardzo szybka jazda, ale w ciągu jednego dnia powinno nam się udać pojechać i wrócić. Drugim zamkiem w okolicy jest nie mniej znany zamek w Chocimiu, malowniczo położony nad Dniestrem i będący świadkiem kilku słynnych bitew i chwały polskiego oręża.

Dodatkowo jeśli macie chęć i czas, możecie uwzględnić wyjazd do Suczawy w Rumunii. Ten wyjazd będzie wymagał oczywiście przekroczenia granicy i nigdy nie wiadomo, ile na niej utkniecie. Miasta nie są daleko od siebie i przejazd zajmuje relatywnie niewiele czasu. Ja skorzystałem z usług bla bla car i cały przejazd zajął nam w jedną stronę około dwie godziny z przekroczeniem granicy włącznie. Tu jednak gwarancji nikt Wam nie da, że u Was będzie tak samo.

Paweł Osmólski
Amator podróży do Azji i po Europie Wschodniej, a szczególnie po Bałkanach. Jakoś tak mam, że marzenia same mi się nie spełniają, zatem robię wszystko, by je spełnić. Preferuję wyjazdy w pojedynkę, bo tylko wtedy w drodze spotyka się najciekawszych ludzi. Nie zawsze miłych, ale tylko tak można poznać prawdziwą twarz danego kraju. Wolę brudną prawdę niż lukrowane opowieści o jednorożcach. Dlatego moje opisy są czasami do bólu szczere ale zawsze prawdziwe. Dużo pracuję, w czasie wolnym piszę tego bloga i szukam najlepszego piwa na świecie :)

2 Comments

  1. Dziękuję za arcyciekawą relację. Czerniowce kuszą mnie od dawna. Może w przyszłym roku?

    1. Serdecznie polecam 🙂
      Ale przy okazji także doradzę rozważenie przejazdu do Suczawy w Rumunii a z niej wypad do malowanych monasterów w Bukowinie.
      To jest dopiero magia! <3
      Polecam i biorę pełną odpowiedzialność za słowa 🙂

Leave a reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.