Drewniany kościół w Klępsku był jednym z moich dwóch głównych miejsc, które chciałem obejrzeć podczas tygodnia majowego urlopu. Ale czy można się dziwić, że ciągnęło mnie do przepięknych, kilkusetletnich polichromii? Od lat mam słabość do drewna i przepięknie zdobionych ścian.
Do zwiedzania kościoła w Klępsku robiłem trzy podejścia. Pierwsze wieczorne było głupie, bo przejeżdżając niedaleko, po prostu zjechałem na pobliski parking, licząc, że może będzie otwarte. Nie było. Przyjechałem rano, ale po zadzwonieniu na telefon podany na tablicy przed świątynią, pani powiedziała, że może otworzyć świątynię za około dwie godziny. Szkoda mi było czasu, zatem umówiliśmy się, że wpadnę za dwa dni, kiedy będę wracał ze zwiedzania Łagowa i MRU czyli Międzyrzeckiego Rejonu Umocnionego. I faktycznie, po wyjściu z poniemieckich podziemi, łączących bunkry, zadzwoniłem ponownie na numer pani opiekującej się kościołem. Umówiliśmy się na konkretną godzinę. Wrota kościoła miały się przede mną otworzyć. Pełnia szczęścia!
Polichromie i wnętrze kościoła w Klępsku
Chwila, w której wreszcie przekroczyłem progi kościoła, który chciałem zobaczyć już od dwóch lat, to chwila przepiękna. Wyobraźcie sobie, że wchodzicie do wnętrza, w którym nie wiecie, na czym się skupić. Wchodząc od zakrystii, z jednej strony widać od razu ambonę, ale przecież wnętrze otaczają pięknie malowane i zdobione empory, nad głową znajduje się pełen obrazów sufit, a po lewej ręce cudownej urody, stary ołtarz. Ciężko się skupić. Wiem, że to nie było najbardziej wysublimowane, co zrobiłem, ale wydałem z siebie głośne łaaaaaał!
A potem zacząłem chłonąć wzrokiem wszystkie możliwe detale wnętrza świątyni.
Najcenniejszym i najstarszym elementem wnętrza jest drewniany ołtarz z około 1400 roku (czyli starszy niż sama świątynia). W ołtarzu widzimy figurę Matki Boskiej z Dzieciątkiem, która jest koronowana przez anioły, a świadkami tej chwili są święci. Pod drewnianym ołtarzem znajduje się predella, na niej widać scenę Ostatniej Wieczerzy.
Zwróćcie też uwagę na ambonę, bo w protestanckich kościołach bardzo istotne miejsce. To z niej podczas nabożeństw, duchowny przemawia i głosi Słowo Boże. To co jednak jest unikalnego, to zdobienia jakie zobaczymy na ambonie. A mamy tu Marcina Lutra oraz Filipa Melanchtona – osoby kluczowe dla reformacji.
Jednak to, co robi największe wrażenie na zwiedzających, to empory oraz sufit – polichromie, którymi jest szczelnie pokryty. Najbardziej zjawiskowy jest jednak obraz Sądu Ostatecznego – ten nie jest widoczny dla wszystkich. Znajduje się w na górze zachodniej ściany szczytowej prezbiterium. By go zobaczyć w pełnej krasie najlepiej wejść na pierwszy poziom kościoła. Wtedy stojąc na emporze za ołtarzem, zobaczymy to dzieło.
W sumie to interesujące, że tak ważny przekaz nie był widoczny dla wszystkich wiernych. Czyżby to pastor i możni mogący tam wejść najbardziej powinni pamiętać o tym, że przyjdzie dzień sądu? By pozostać prawymi i sprawiedliwymi obywatelami?
Sufit nad prezbiterium jest w kolorze niebieskim i symbolizuje rzecz jasna niebo. Na nim umieszczono medaliony, w których wpisano sceny ze Starego i Nowego Testamentu. Zobaczymy tu proroków, dwunastu apostołów, a także personifikacje cnót chrześcijańskich i kardynalnych.
I kiedy staniemy na środku kościoła, widoczne dookoła empory (a konkretnie parapety empor) to osobny temat, bo także na nich przedstawiono obrazy mające wiernym pokazywać, jak żyć. A jak wiadomo najlepiej jest żyć dobrze i w duchu wiary. Na ścianach empor zobaczymy tu np.: ukazanych w Biblii grzeszników – oni mają pokazywać, jak nie powinno się żyć. Aby umocnić wiarę, dawni artyści namalowali także na jednej z południowych empor cuda dokonane przez Chrystusa (choćby wskrzeszenie Łazarza). Do tego zobaczymy też Adama i Ewę – od stworzenia do wygnania z Raju.
W zasadzie nie wiadomo, na czym oko skupić, bo tyle się tu dzieje. Na balustradzie jednej z empor zobaczymy też np. personifikacje pięciu zmysłów. I to jest bardzo zaskakujący cykl obrazów, bo jest on przecież świecki. Każdy zmysł reprezentowany jest przez jedną kobietę z jakimś atrybutem, odpowiadającym zmysłowi.
W sumie we wnętrzu kościoła w Klępsku możemy obejrzeć 117 obrazów oraz 60 religijnych inskrypcji. Szczególnie warto zwrócić uwagę na elementy z napisami, bo mamy tu przypadek graniczy. Z jednej strony wcześniej na ścianach kościołów powstawały tzw. Biblie pauperum, czyli Biblie dla ubogich. Były one obrazkowe i poprzez obraz przedstawiały historie z Biblii i kanony wiary. W Klępsku widzimy już nie tylko obrazy, ale także podpisy. Widać tu jak na dłoni, że społeczeństwa ewangelickie były lepiej wykształcone, a przez to piśmienne.
Jeden kościół, dwie religie, wspólny szacunek do spuścizny
Kościół w Klępsku jest też doskonałym dowodem, że religie mogą z siebie czerpać, uzupełniać się i szanować. Kiedy po pierwszych latach istnienia, kościół przejęli protestanci, nie zniszczyli całości katolickiego wystroju. Co jest najbardziej zaskakujące, zostawili ołtarz, w której znajduje się figura Maryi z Jezusem. To o tyle niecodzienne, że protestanci w doktrynie nie mają kultu maryjnego. A jednak zapewne doceniając klasę ołtarza, zostawili go.
Co więcej i co jest nietypowe dla protestantów, których świątynie były raczej ascetyczne w wystroju, to w Klępsku puścili wodze artystycznej fantazji i stworzyli kościół, który zachwyca polichromiami. I co jeszcze wspanialsze, to kiedy po drugiej wojnie światowej, świątynia ponownie przeszła w ręce katolików, ci także nie zniszczyli tego, co zostawili protestanci. I dzięki temu wyposażenie wnętrza sprzed kilkuset lat, niemal w całości zachowało się do dziś.
Historia kościoła w Klępsku
Badania dendrochronologiczne zachowanej, oryginalnej wschodniej ściany prezbiterium wskazują, że pierwsza świątynia powstała w latach 1367-1377 i w tamtym czasie była w całości drewniana. Drewno wykorzystane do budowy, było pozyskane z modrzewia. Kto w tamtym czacie mógłby się spodziewać, że część XIV wiecznych ścian przetrwa aż do XXI wieku?!
Po tym jak w 1517 Marcin Luter przybił swoje rewolucyjne tezy do drzwi kościoła w Wittenberdze, świat się zmienił i stopniowo powstawała nowa religia – luteranizm. Piszę o tym dlatego, że ta zmiana dotknęła również Klepska. Oto w 1576 roku lokalni ewangelicy przejęli świątynię w Klępsku. Pierwszy pastor Baltazar Nevius zaczął wieloletni proces zmiany kształtu świątyni. W zasadzie byłą to rewolucja, bo kościół zbudowany w technice zrębowej, zamienił się w świątynię zbudowaną w technice szkieletowej. W dodatku szkielet został wypełniony szachulcem – ceglanym wypełnieniem między belkami konstrukcyjnymi.
Główne prace zakończyły się do roku 1593 i dzięki nim powstała niemal nowa świątynia, w części wykorzystująca starą konstrukcję. Mam tu na myśli wschodnią, drewnianą ścianę prezbiterium. To naprawdę ciekawe, dlaczego ta ściana została włączona w nowe założenie. Niemniej jednak nowy kościół wzbogacił się o murowaną zakrystię, przedsionek oraz schody prowadzące na galerię, bo powstały także charakterystyczne dla ewangelików empory.
Prace nad wystrojem odnowionej świątyni zaczęły się około roku 1600 i powstały zapewne na zlecenie nowego pastora parafii Stefana Holsteina. Pełnił on funkcję pastora w latach 1603 – 1622 i zapewne to on był spiritus movens jeśli chodzi o to, jak kościół miał wyglądać. Oczywiście swoje do powiedzenia mieli także bogaci mieszkańcy Klępska (czyli wtedy miejscowości Klemzig). Bogaci mam na myśli faktycznie bogaci, bo tylko tacy mogli sobie pozwolić na własne loże kolaktorskie. Loże kolaktorskie to loże fundowane przez sponsorów kościoła, darczyńców czy też jakbyśmy dziś powiedzieli: sponsorów.
Co najbardziej interesujące z naszej perspektywy, to fakt, że kościół niemal cudownie przetrwał do naszych czasów. Drewniane kościoły wszak łatwo płoną, a wojny przetaczały się przez te tereny często. Największym zniszczeniem było zniszczenie wieży kościelnej podczas wojny trzydziestoletniej. Na szczęście odbudowano ją, a kolejne wieki nie przyniosły zniszczeń.
Nawet czas zmiany granic, kiedy niemiecki Klemzig stawał się polskim Klepskiem, kiedy odeszli lub zostali wypędzeni Niemcy, a przyszli Polacy, nie wpłynął na kościół. Spadkobiercy spuścizny z szacunkiem potraktowali wnętrze kościoła i nie zniszczyli prawosławnej świątyni, która po kilkuset latach bycia protestancką, na powrót stała się świątynią katolicką.
Klępsk w Australii – niecodzienna ciekawostka
Kiedy wejdziecie na piętro empor, poza widokiem na wnętrze kościoła, jest też wejście do części wystawowej, w której opowiedziana jest historia emigracji z Klępska. Oto w 1817 roku król Prus, Fryderyk Wilhelm III von Hohenzollern wziął sobie za cel zjednoczenie protestantów. W tym celu uchwalono nowe prawo i ustanowiono tzw. Unię Pruską. Wprowadzono nowe reguły, które spotkały się ze sprzeciwem części luteran.
Państwo pruskie w bezwzględny sposób, za pomocą kar, wprowadzało nowe regulacje. Odpowiedzią na nie, była emigracja tych, którzy chcieli żyć według starych praw. Najczęściej wybierano wyjazdy do USA, ale także do Rosji. Pastor z Klemzig (czyli obecnego Klępska) wskazał jednak mniej oczywisty kierunek emigracji: Australię. I tym sposobem, po 4 miesiącach podróży, kilkuset mieszkańców Klępska wylądowało po drugiej stronie globu. Założyli w Australii wieś… a jakże! Klemzig, która dziś jest częścią miasta Adelajda. Wystawę o emigracji możemy obejrzeć w specjalnie przeznaczonej do tego części kościoła w Klępsku.
Czy warto odwiedzić kościół w Klępsku?
Jeśli nie lubicie architektury sakralnej, jeśli kilkusetletnie polichromie nie robią na was wrażenia, to nie ma sensu byście tu przyjeżdżali. Ale jeśli ten specyficzny zapach zabytku działa na was jak magnes, jeśli uwielbiacie zaglądać w przysłowiową mysią dziurę, by podziwiać działa mistrzów sprzed stuleci, to Klępsk was zachwyci.
Ja spędziłem w świątyni około 40 minut, a i tak wyszedłem z niedosytem. Sądzę jednak, że 30 minut to minimum, jakie trzeba poświęcić na zwiedzanie wnętrza kościoła w Klępsku. A jakieś 5 do 10 minut zajmie wam oglądanie detali zewnętrznej bryły świątyni.
Przed kościołem w Klępsku znajduje się mały parking, ale pamiętajcie, by nie jechać od głównej drogi przelotowej na Babimost, tylko skręcić w boczną drogę. Zajeżdżając z boku czy też jak wolicie od tyłu, zajdziecie parking ale także z tej perspektywy jest o wiele lepszy widok na kościół, by zrobić chociażby zdjęcie.
1 Comment
Pingback: Domachowo. Piękne polichromie i najstarszy drewniany kościół w Polsce