Miasto gniew jest fascynujące, bo na małej przestrzeni udało się tu pomieścić naprawdę niesamowity klimat. Ilość pięknych budynków, zabytków i pamiątek historii jest fascynująca. I aż dziw bierze, że w Gniewie ludzie zwiedzają niemal wyłącznie zamek. Wierzcie mi, że warto przejść kilkaset metrów i dać się cieszyć oczom w klimatycznych, pośredniowiecznych uliczkach, które wytyczali jeszcze Krzyżacy.
Wstyd się przyznać, ale kiedy po raz pierwszy byłem w Gniewie, wpadłem w zasadzie tylko na zamek. Popełniłem więc ten sam błąd, co tysiące innych turystów. Usprawiedliwia mnie troszkę fakt, że przyjechałem tu busem z Grudziądza i miałem bardzo mało czasu, ale to słabe usprawiedliwienie. Dlatego tym razem już prywatnym samochodem zrobiliśmy sobie wycieczkę przez kilka fascynujących miast takich jak Brodnica, Kwidzyn i finalnie zachwycając się objazdem po domach podcieniowych na Żuławach. Wstąpiliśmy też do Gniewu. Było już na tyle późno, że na zamek zwiedzać wejść się nie dało, zatem poszliśmy, jak to się mawia „na miasto”. I było pięknie!
Nieczęsto mi się zdarza, że wchodzę w miasto i jestem zafascynowany. Ale już sam marsz w kierunku rynku, miał klimat. A kiedy wyszliśmy na przestrzeń głównego placu miasta czyli na Plac Grunwaldzki, naprawdę westchnąłem z zaskoczenia. Przychodząc od strony krzyżackiego zamku w Gniewie widzimy piękny gotycki ratusz otoczony ładnymi kamieniczkami. Pewnie, że część z nich woła o remont, ale faktyczna rudera jest tylko jedna i znajduje się w drugiej części placu.
Ratusz z czerwonej cegły z podcieniowym wejściem do środka jest centralną dominantą. Rynek jest co prawda wyłożony granitową kostką, ale znalazło się też miejsce na kilka drzew, zatem nie jest to kamienna pustynia. Przy części kamieniczek stoją kwiatowe rabaty, co jeszcze bardziej ociepla plac i zachęca do przebywania na nim. Naprawdę, ta przestrzeń cieszy oko i miło się tu przebywa. Byłoby jeszcze piękniej, gdyby działały tu jakieś kawiarnie czy restauracje, w których można by było usiąść i spędzić czas. Ale to zaklęte koło: nie ma kawiarni, więc nie ma turystów. Nie ma turystów, więc nie ma kawiarni. Ktoś musi to koło przerwać i niech będą to tłumnie odwiedzający rynek turyści.
Ratusz – najważniejszy budynek miasta
Wróćmy jednak do ratusza. Co prawda jest on średniowieczny, ale z tego czasu do dziś przetrwały tylko piwnice i przyziemie. To co widzimy dziś, to XIX wiek i przebudowa z 1853 roku. A co się stało z oryginałem? Po pierwsze drzewiej ratusz był… inny, ale: najpierw w roku 1818 rozebrano skrzydło wschodnie, by w jego miejscu w 1823 roku zbudować kościół. Tylko, że kościół ewangelicki do dziś nie przetrwał. Kolejne lata czyli 1836 to rozebranie części południowej oraz wieży.
To co ważne dla oglądających ratusz dziś, to fakt, że przebudowa z połowy XIX wieku wiązała się z gruntowną przebudową bryły budynku. To wtedy zbudowano podcień, nad którym pojawił się balkon.
Rynek i zabytkowe kamienice
Strona miasta Gniew informuje, że Gniew może poszczycić się największym w województwie pomorskim zespołem zabytkowych kamienic. I faktycznie na terenie miasta jest ich sporo, ale te okalające rynek w większości nie przetrwały z czasów średniowiecza.
Dawniej każda z czerech stron rynku składała się z 10 domów, których fasady miały po 7 metrów. W ramach unifikacji, każda kamienica miała 3 okna. To czym się różniły, to podcienia. Te miały różne kształty. Czasami był to jeden łuk, czasami dwa, bywały bardziej spłaszczone lub okrąglejsze. Jednak można się było wyróżnić. A trzeba powiedzieć, że w podcieniach prowadzono handel, bo dzięki zadaszeniu, można było kupować i sprzedawać niezależnie od warunków atmosferycznych.
Tak było kiedyś, w latach świetności miasta Gniew. Niestety potem przyszły wojny takie jak bardzo dewastująca wojna trzydziestoletnia. Oblężenia, bombardowania, grabieże dokonywane przez Szwedów, to wszystko pogrążyło dawną Rzeczpospolitą, a Gniew nie był jedynym miastem, które ucierpiało.
A jak już jesteśmy na rynku, to na pewno rzucą się Wam w oczy charakterystyczne pompy. Dawniej na rynku stały studnie, które przez stulecia zaopatrywały mieszkańców w wodę pitną. W 1866 roku studnie zostały zastąpione żeliwnymi pompami, które ułatwiły mieszkańcom czerpanie wody. Ciekawostką jest, że kiedy po pierwszej wojnie miejscowy wodociąg uległ uszkodzeniu, stare pompy znów ratowały ludzi, dostarczając wody.
Ulica Franciszka Jakusz-Gostomskiego
Jest w Gniewie uliczka, która wygląda troszkę bajkowo, chociaż patrona ma z krwi i kości i… to świetne, że miasto pamięta o swoich bohaterach. Ale o tym więcej za chwilę. Dziś ta dawna rzemieślnicza uliczka to kilka odrestaurowanych spichlerzy, które dostały nowe życie i nowe funkcje. To co najważniejsze, to że cieszą oko odnowionymi elewacjami i nie grozi im już zniszczenie lub rozbiórka. Za to warto zwracać uwagę na detale, bo… zwierzęta szczelnie obsiadły elewacje spichlerzy. Co prawda to sztuczne ptaki, ale tworzą klimat.
A kim był Franciszek Jakusz-Gostromski? Jak się łatwo domyślać był osobą związaną z Gniewem, bo tu przez swoje dość niestety krótkie życie żył i chodził do szkoły. Co ważne, Gostromski uzyskał maturę, a w przed wojną było to już naprawdę dobre wykształcenie. Patron ulicy urodził się w 1917 roku w nie tak odległym Kleszczewie, z którego przeprowadził się do Gniewu. Niedługo przed wybuchem drugiej wojny, bo w 1937 zgłosił się do wojska i po kilku zmianach miejsc, finalnie zaczął naukę na lotnika w Dęblinie. 17 września po wkroczeniu Ruskich do Polski, przez Rumunię i Bliski Wschód dostał się do… Marsylii a następnie do Anglii. Tam został dowódcą załogi bombowca i brał udział w nalotach na Niemcy.
Finalnie Franciszek Jakusz-Gostromski zgłosił się do misji specjalnych czyli do operowania głęboko na tyłach Niemców. Były to zrzuty „cichociemnych” a także broni i zaopatrzenia dla polskiej partyzantki. Pierwszy lot okazał się sukcesem, niestety podczas drugiego załoga prawdopodobnie zabłądziła. Samolot zahaczył skrzydłem o budynek i rozbił się. Tak zakończyło się życie pilota, który ma swoją ulicę w Gniewie. Więcej o tej ciekawej postaci, przeczytacie w tym artykule.
Ulica Sambora – historia, magia i cudowny marketing
Tuż obok gniewskiej fary znajduje się malownicza ulica Sambora. Jeśli byliście kiedyś w Rydze, to stoją ta kamienice nazywane „Trzema braćmi”. To Gniew ma ich miniaturki, bo do złudzenia przypominają one te ryskie budynki, tylko niższe. Chociaż w sumie to nieistotne, bo Gniew to Gniew, ale skojarzenie miałem. Wróćmy zatem do uliczki. To, że jest klimatyczna i piękna, to jedno, ale inną sprawą jest, że Gniew ma genialnego księdza, który po prostu umie w marketing. Ksiądz Zbigniew Rutkowski (nie znam księdza, ale serdecznie pozdrawiam i chylę czoła, bo takich księży życzę każdej miejscowości!) zaczął tworzyć legendy. Kto z nas nie lubi bajek? Kto z nas nie kochał, jak rodzice na dobranoc czytali mu książeczki, których bohaterowie mogli się potem przyśnić?
Otóż na ulicy Sambora znajduje się kilka ciekawych miejsc. Jednym z nich jest miś Maciuś. Niedźwiadek stoi na specjalnym podeście wystającym z zabytkowego muru. Miś jest strojnisiem i ma nawet własnego krawca! Otóż kilka razy w ciągu roku niedźwiadek zmienia stroje na takie, które nawiązują do jakiś wydarzeń lub po prostu do popkultury. Ale nie jest to jakiś zwykły miś, bo związana jest z nim legenda, którą możemy przeczytać pod jego figurką. Takie są jej słowa:
„W 1626 roku szwedzki król Gustaw II Adolf, z dynastii Wazów przybył z wojskiem pod Gniew. Przeciwko niemu, na czele husarii i piechoty wyprawił się Zygmunt II Waza, król Polski. Jesienią 1626 roku doszło między nimi do walki. Mieszkańcy porzucili swoje domy i ruszyli na pole bitwy.
Kiedy dzwony kościoła św. Mikołaja zapraszały na mszę świętą, nikt nie pojawił się w świątyni. Jedynie z okolicznych lasów i łąk zwierzęta wypłoszone zgiełkiem bitwy wbiegły do miasta i prowadzone przez misia Maciusia udały się do kościoła, gdzie modliły się zamiast ludzi i w intencji ludzi, prosząc Boga o dar pokoju.”
I tak oto miś wprowadził się do Gniewy i mam nadzieję, że zamieszkał w nim na stałe. Bo piękno warte jest tego, by trwało. I życzę mu, by zawsze miał dobrych krawców, a czy to strój batmana, czy też polskiego szlachcica zawsze mu pasował. A ubrania Maciuś zmienia zawsze w pierwszym tygodniu każdego miesiąca.
Niedźwiadek jest częścią większego projektu ulicy Sambora – Ogrodu Historii. Inną jego częścią są okładki książek, które stworzyły polską historię i kulturę, słup upamiętniający nadanie praw miejskich oraz to, że w 1454 Gniew stał się siedziba wojewody pomorskiego, są też kamienie upamiętniające nieistniejące już budynki synagogi i kościoła ewangelickiego, słup zapałka przypominający o wielkim pożarze zamku w Gniewie.
Budynek dawnego sądu w Gniewie
Jeśli udacie się na spacer po Gniewie, na pewno zajdziecie w okolicę bardzo ciekawego, dużego i ceglanego budynku. Wygląda jakby był zbudowany kilka wieków temu, ale to budynek sądu, który powstał w latach 1907-1908. Oczywiście nawiązywał on do gotyku ceglanego i w takim stylu powstał. Wystarczy spojrzeć na górna część budynku, by nie mieć żadnych wątpliwości. W budynku mieścił się dawniej sąd, ale też więzienie i mieszkania tych, którzy sprawowali wymiar sprawiedliwości.
A Gniew miał bogatą tradycję sądownictwa. Zapoczątkowali ją rzecz jasna Krzyżacy, ale kiedy miasto przeszło w ręce polskie, sądy sprawowali starostowie. Co ważne: miasto miało prawo karania śmiercią. Od roku 1561 do roku 1615 Gniew prowadził rejestr sądowy zwany „Krwawym rejestrem”. Już nazwa każe się domyślać, że opisane tu sprawy nie były miłe dla sądzonych. Cóż, znajdujemy tam opisy dawnych rozpraw wraz z torturami, którymi od przesłuchiwanych wydobywano informacje. Cóż, jak łatwo się domyślić, w trakcie tortur nawet niewinni przyznawali się do winy, by skrócić swe męki.
Zamek w Gniewie
Ja wiem, że umieszczenie zamku w Gniewie na końcu tego artykułu część z Was uzna za herezję i wyśle mnie na stos. Ale to celowy zabieg, bo zamek jest tak oczywisty, że nie ma się co nad nim rozwodzić. Ja wiem, że pewnie 99% z Was przyjechało właśnie do niego i on Was tu przyciągnął. Cóż, dla mnie to już bardziej hotel niż dawna krzyżacka siedziba. Duch Krzyżaków ustąpił imprezom integracyjnym, weselom i innym uroczystościom. Ale może to i dobrze, bo dzięki nim dawne zamkowe mury wciąż żyją i są pięknie wyremontowane. Mają szansę na dalsze trwanie i nie grozi im podzielenie losów np. rozebranego w znacznej części Radzynia Chełmińskiego.
Zatem może kilka słów o zamku, któremu poświęciłem cały osobny artykuł z mojej pierwszej wizyty w Gniewie. Krzyżacy zaczęli budować zamek w roku 1298, a budowa trwała podobno około 40 lat. Jak na tak potężną fortyfikację, to naprawdę dobry czas. Warownia była dla Krzyżaków istotna szczególnie dlatego, że był to pierwszy zamek zakonny na lewym brzegu Wisły. To dzięki niemu mogli zacząć ekspansję na tym brzegu rzeki, na którym jeszcze ich nie było.
Po bitwie pod Grunwaldem zamek na chwilę dostał się w ręce polskie, ale wkrótce znów przejęli go zakonnicy. Do Rzeczpospolitej finalnie dostał się w 1464 roku, kiedy to ostatecznie został wcielony do państwa polskiego.
Podczas toczonych przez stulecia wojen zamek był wielokrotnie uszkadzany. Ale największy wpływ na to, co wodzimy dziś miało włączenie Gniewu do Prus po rozbiorach Polski. To państwo pruskie przebudowało zamek na nowe funkcje: najpierw magazyny zboża, a potem na więzienie. To wtedy zamurowywano okna, przebijano nowe, zmieniano sufity i podłogi.
Dopiero rok 1968 zaczął przywracać zamek do pierwotnej koncepcji architektonicznej. Zamek znów stawał się gotycki z wyglądu i usunięto część ze zmian dokonanych ponad sto lat wcześniej przez Prusaków. Kluczowe dla tego, czym zamek jest dziś jest rok 2010, bo wtedy zamek stał się własnością prywatną. Jednocześnie zamek stał się wtedy bardziej ekskluzywnym hotelem ale zachowano funkcję jego zwiedzania. Zwiedzać można jednak tylko z przewodnikiem o wyznaczonych godzinach. Czy to dobrze, czy źle? Dobrze, bo zamek nie niszczeje, a funkcja hotelowa powoduje, że jest remontowany na bieżąco. Źle, bo duch Krzyżaków gdzieś ulatuje, ale… w sumie jeśli chcemy obejrzeć, jak żyli i co planowali bracie zakonni, to można to zobaczyć w potężnym zamku w Malborku.
Gniew – czy warto zwiedzić miasto
Reasumując: zwiedzajcie w Gniewie zamek, są w nim piękne miejsca. Ale nie zapominajcie, by zobaczyć także miasto, bo jest tego warte. Im więcej będzie turystów, tym więcej będzie się działo w miasteczku, bo będzie dla kogo tworzyć nowe miejsca i przestrzenie. A marketing jest i pomysł na miasto włodarze mają. Zresztą, czy to nie jest piękne hasło reklamowe, jakie spotkacie w wielu miejscach miasta? Mam tu na myśli: „Opanuj Gniew”. Urocze, z podtekstem, chwytliwe, zapadające w pamięć.
I jeszcze jedno: przed miasteczkiem jest parking tuż obok restauracji. Warto tam zjechać, by zrobić zdjęcie miasta. Kościół farny, zamek, kamieniczki. Pięknie to wygląda i jest warte więcej niż jednego zdjęcia!
A jeśli zastanawiacie się, ile czasu poświęcić na Gniew, to niech to będą jakieś trzy godziny. Jedną zajmie Wam zwiedzanie zamku, a dwie kolejne zaglądanie w zakamarki i mysie dziury miasta.
Jeśli chodzi o parking, ja zatrzymałem się przy starym sądzie, ale to mały parking. W mieście są na szczęście także i inne miejsca, by zaparkować samochód.
Pisząc artykuł, korzystałem z wielu fajnych informacji ze strony miasta Gniew. Polecam!