EuropaRumunia

Medias czyli perełka Rumunii na którą trafiłem bardzo przypadkowo

1

W Medias w Rumunii byłem troszkę przez przypadek, jeszcze rok temu nie miałem bladego pojęcia, że jest takie miasto, ale zrządzenie losu i słaba rumuńska komunikacja spowodowały, że nagle miałem kilka godzin na zwiedzenie tego miasta.

Medias bowiem nie było moim celem. Ba! nie wiedziałem nawet, że warto się tu zatrzymać, w celu zwiedzenia tego klimatycznego miasteczka. A wierzcie mi, że kilka godzin spędzone tutaj, to dobrze zainwestowany czas. Dlaczego zatem zwiedzałem to miasteczko? Przez przypadek! Przyjechałem do Medias porannym pociągiem z Sybina i chciałem się jak najszybciej dostać do Biertanu, by zobaczyć tamtejszy najsłynniejszy chyba w Rumunii kościół warowny. Okazało się jednak, że do odjazdu autobusu pozostało kilka godzin, ponieważ siedzenie na zapyziałym dworcu autobusowym jest nonsensowne, ruszyłem na miasto.

Uliczka do starego miasta w Medias

Uliczka do starego miasta w Medias.

Zwiedzając atrakcje Medias

I Medias przekonało mnie do siebie od pierwszych kroków! Po pierwsze, tuż koło dworca stoi zrujnowana już delikatnie stara synagoga, pozostałość po dawnej żydowskiej wspólnocie. A po drugie, kolejne kroki tylko upewniały mnie, że warto spędzić tu więcej czasu. Najpierw była biała, potężna brama miejska i obok niej fragment jeszcze średniowiecznych obwarowań. A potem było jak u Hitchcocka – najpierw piękne widoki, a potem jeszcze ładniej 😉 Poranne słońce delikatnie oświetlało kolorowe fasady pięknych budynków, drogę przebiegł mi czarny kot, ktoś niósł siatkę z zakupami, przejechał samochód… Gdzieś ponad dachami wieża kościelna. Senna atmosfera małego miasteczka.

Brama niegdyś strzegąca wjazdu do Medias. Dziś to tylko ładna atrakcja turystyczna z fragmentami dawnych murów obronnych.

Brama niegdyś strzegąca wjazdu do Medias. Dziś to tylko ładna atrakcja turystyczna z fragmentami dawnych murów obronnych.

I nagle zaskoczenie, kiedy wychodzę na główny plac miasta. Bruk, na środku mały i zadbany park z fontanną, dookoła małe restauracyjki i sklepy. Zaskoczenie! Nie ma tu żadnego samochodu, bo ja się okazało miasto postanowiło nie wpuszczać na rynek pojazdów mechanicznych – jak bardzo to doceniam, jak bardzo się z tego cieszę! Dzięki temu spokojnie mogę podziwiać centrum miasteczka. I utrwalić na zdjęciu piękną panoramę Medias. Sami zresztą spójrzcie na zdjęcie. Piękne kamienice, kościelna wieża, niebieskie niebo. Można powiedzieć, że to idylla  i ja dokładnie tak się czułem – idyllicznie. A mój nastrój jeszcze się poprawił, kiedy w lokalnej kawiarni z własną palarnią kawy wypiłem znakomite podwójne espresso. Miasteczko zdobywało kolejne plusy!

Widok na gród Margarita w Medias. Nad miastem góruje Wieża Trębaczy kościoła św. Małgorzaty.

Widok na gród Margarita w Medias. Nad miastem góruje Wieża Trębaczy kościoła św. Małgorzaty.

Tak posilony, mogłem ruszyć na zwiedzanie atrakcji Medias. Mało kto wie, że mamy tu polski akcent. Okazuje się bowiem, że to właśnie w Medias w 1576 król Stefan Batory podpisał swoje pacta conventa, czyli królewskie zobowiązania po tym, jak został koronowany. W księgach co prawda pada nazwa “Meggyes”, jednak chodzi właśnie o Medias. Ale to tyle, co może interesować tylko nas, Polaków. Reszta jest już dla wszystkich, czyli warto pochodzić uliczkami, pooglądać pozostałości starych murów obronnych i wież z bramami wjazdowymi do miasta. Co więcej, można tu na własne oczy zobaczyć, jak na przestrzeni wieków nowe pożerało stare. Jak domy wrastały w stare, miejskie mury. Na szczęście dla historii kilkaset metrów starych obwarowań miejskich, powstałych w latach 1490-1534, przetrwało do dnia dzisiejszego i można przejść się w cieniu dawnych umocnień. Nie mam tu na myśli tylko tego pewnie stumetrowego odcinka obok bramy, którą tu przyszedłem, lecz także inne, rozsiane po mieście.

Gród Margareta czyli serce miasta

Przysłowiową wisienką na torcie jest górujący nad miastem kościół św. Małgorzaty. Kiedy jednak będziemy chcieli się do niego dostać, przekonamy się, że to nie tylko świątynia. Jest to bowiem ufortyfikowane wzgórze, z własnymi murami i basztami chroniącymi kompleks wewnętrznych budynków. Wspomniany wyżej gród Margareta czyli gród Małgorzaty. Rzecz jasna jest też mierząca 68,5 metrów wysokości wieża, zwana wieżą Trębaczy i z nią związana jest ciekawostka. Otóż w niej właśnie przez krótki czas w 1476 roku uwięziony był sławny Drakula czyli hospodar wołoski Vlad Palownik. Wieża nosi nazwę rzecz jasna od trębaczy, których zadaniem było wypatrywanie z niej wrogów i ostrzeganie dźwiękiem trąbki mieszkańców Medias. Co ciekawe, to jeśli trębacz wszcząłby niepotrzebny alarm, groziło mu zrzucenia z wieży. Jak widać, był to zawód wysokiego ryzyka 😉

Gród Margerita w Medias

Wewnątrz starej części Medias czyli grodu Margareta z kościołem warownym jako centralną częścią obronną.

Kościół jest stary i jest jednym z około trzystu tego typu kompleksów, czyli kościołów warownych, które powstawały w Rumunii jako odpowiedź na zagrożenie ze strony Turków. Obecna bryła świątyni powstała w latach od 1438 do 1488 roku (jest to trzeci kościół w tym miejscu) i wciąż widać jego dawną świetność – np. w zachowanych w głównej nawie freskach oraz w wywieszonych na balustradach chóru oraz na ścianach orientalnych dywanach, które ofiarowywali kupcy, handlujący z imperium ottomańskim. Chociaż Wasz wzrok zapewne i tak pewnie zatrzyma się dłużej nie na średniowiecznych, drewnianych ołtarzach, lecz na datowanych na 1755 rok barokowych organach. Bardzo, ale to bardzo żałuję, że podczas mojego zwiedzania Medias, w kościele nie było żadnego koncertu, bo chętnie chłonąłbym dźwięki w tym klimatycznym miejscu.

Wnętrze kościoła św. Małgorzaty w Medias

Wnętrze kościoła św. Małgorzaty w Medias

Organy w kościele św. Małgorzaty w Medias.

Widok na sklepienie i organy w kościele św. Małgorzaty.

Spacerem po Medias i krótka historia miasta

A ponieważ do odjazdu autobusu wciąż miałem jeszcze sporo czasu, postanowiłem wykorzystać go na spacer po okolicach starej części Medias. Nie ma co prawda śladów po Rzymianach, którzy dawno temu założyli tu osadę Media, nie ma też po Szeklerach, którzy żyli tu przed Sasami, ale za to wszystko, co widzimy, jest dziełem tych ostatnich. Nie dziwota, bo Medias było jedną z ważniejszych miejscowości w okolicy i za symbol rangi miejsca niech posłuży fakt, że to w Medias odbywały się sejmy prowincjonalne Księstwa Siedmiogrodu.

Uliczka prowadząca do dawnej bramy obronnej w Medias

Uliczka prowadząca do dawnej bramy obronnej w Medias.

A dziś to urocze miasteczko gdzieś na uboczu historii żyje własnym życiem. Niewielu tu turystów, zatem ktoś z aparatem w dłoni wywołuje raczej zaciekawienie. Tym bardziej, jeśli chodzi nie po rynku tylko zapuści się gdzieś dalej. Ale absolutnie warto się tam przejść i obejrzeć dawne bramy strzegące wejścia do miasta. Fajnie jest pospacerować wzdłuż zewnętrznej części murów i mieć je tylko dla siebie, bo… pies z kulawą nogą się tu nie zapuszcza. Lokalni za dnia nie mają po co, a pewnie dopiero wieczorem zajrzy tu ktoś na piwko, zaś turystów jest bardzo niewielu.

Dziś sporo domów poza starym miastem wygląda właśnie tak jak ten. Czyli zupełnie tak samo ja w wielu miasteczkach gdzieś na prowincji, gdzie miasta nie są tak bogate i jego mieszkańcy także nie.

Dziś sporo domów poza starym miastem wygląda właśnie tak jak ten. Czyli zupełnie tak samo ja w wielu miasteczkach gdzieś na prowincji, gdzie miasta nie są tak bogate i jego mieszkańcy także nie.

A mój czas w zaskakującym Medias się kończy. Pora iść na dworzec autobusowy pamiętający jeszcze niechlubne komunistyczne lata w Rumunii i starać się chwycić autobus jadący do Biertanu. To będzie długi dzień, bo wieczorem chcę być już w Sighisoarze – jednym z najbardziej turystycznie znanych miast w Rumunii.

Paweł Osmólski
Amator podróży do Azji i po Europie Wschodniej, a szczególnie po Bałkanach. Jakoś tak mam, że marzenia same mi się nie spełniają, zatem robię wszystko, by je spełnić. Preferuję wyjazdy w pojedynkę, bo tylko wtedy w drodze spotyka się najciekawszych ludzi. Nie zawsze miłych, ale tylko tak można poznać prawdziwą twarz danego kraju. Wolę brudną prawdę niż lukrowane opowieści o jednorożcach. Dlatego moje opisy są czasami do bólu szczere ale zawsze prawdziwe. Dużo pracuję, w czasie wolnym piszę tego bloga i szukam najlepszego piwa na świecie :)

1 Komentarz

  1. Przepiękna kolorystyka miasta 🙂 Momentami przypomina mi trochę kubański Trinidad, momentami słowacki Vlkolinec. Coś pięknego, faktycznie. Rumunia, mam wrażenie, to kraj nadal zupełnie turystycznie nie odkryty z uwagi na brak infrastruktury i zahamowania ludzi do podróży tam. Wiele pewnie się zmieni w najbliższych latach w tej kwestii.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.