EuropaPolska

Spływ Dunajcem. Magiczny rejs tratwą do Szczawnicy w kolorach jesieni

3
Trzy Korony widziane ze spływu Dunajcem

Spływ Dunajcem zachwyca, bo co tu dużo mówić, jest to główna atrakcja w Szczawnicy i będąc w Pieninach, nie można jej pominąć. Dlatego w szczycie sezonu tratwy do spływu Dunajcem płyną niemal jedna za drugą. Zapraszam na rejs! 

Miałem to szczęście, że na Spływ Dunajcem w Szczawnicy przyjechałem jesienią. O tej porze roku góry „płoną”. Drzewa mienią się wszystkimi kolorami, feeria barw nie pozwala oderwać wzroku od kolorowych liści. Ale zacznijmy od początku, bo przecież spływ po rzece przełomem Dunajca zaczyna się w Sromowcach Wyżnych. Poniżej moje wrażenia i garść porad, jak zorganizować rejs.

Spływ Dunajcem na tratwach

Spływ Dunajcem na tratwach

Spływ Dunajcem. Cena, czas spływu, informacje

W Szczawnicy miałem wrażenie, że bilety na spływ Dunajcem są sprzedawane niemal na co drugim rogu. Wielkie billboardy krzyczą i zapraszają do kupna. Oferta rzecz jasna jest uzupełniona o kolejną wodną przygodę czyli spływ pontonem lub kajakiem. Chociaż w mojej ocenie ponton to raczej nieporozumienie i lepiej wybrać tratwę. Ale co kto lubi 🙂

Wystarczy wykupić usługę dzień wcześniej, a następnego dnia o umówionej porze busik podjedzie pod nasz hotel lub zgarnie nas z określonego przystanku. Ale i tak finalnie zostaniemy dowiezieni do tego samego punktu, skąd zaczyna się spływ Dunajcem. Oto przystań w Sromowcach Wyżnych. Co ciekawe, to poza przystanią w zasadzie nie ma tu czego szukać. Na miejscu znajduje się spory parking, mała izba pamięci poświęcona historii spływów, restauracja i kasy biletowe. Bilet można kupić online, wtedy w szczycie sezonu unikniemy długich kolejek. Do kasy podchodzimy wtedy tylko po to, by przydzielono nas do konkretnej tratwy.

Tratwa na Dunajcu

Tratwa na Dunajcu. Pełna obsada to 11 turystów i dwóch flisaków.

Cena biletu różni się w zależności od pory roku o kilka zł. W wysokim sezonie bilety spływu do Szczawnicy kosztują:

  • 66 zł bilet normalny 
  • 46 zł bilet ulgowy 

Kasy są czynne w godzinach: 

  • kwiecień: 9.00-16.00
  • maj – sierpień: 8.30-17.00
  • wrzesień: 8.30-16.00
  • październik: 9.00-15.00

Przystań Kąty w Sromowcach Wyżnych

Zatem jeśli przyjedziecie na przystań do Sromowiec Wyżnych przystań Kąty, będziecie mogli na miejscu zostawić samochód. W kasie można kupić bilet powrotny na autobus, który zabierze Was, kiedy zakończycie spływ (koszt to 14zł). Jest też możliwość, by do samochodu wrócić rowerem. Jeśli tylko macie taką fantazję 🙂 
Spływ trwa 2 godziny i 15 minut, ale zależy to też od tego, jaki jest poziom wody w Dunajcu i jak wartki jest nurt. Mój spływ trwał 2h i 5 minut. I dobrze, bo zimno było niesamowicie. Lekki wiatr w twarz, a temperatura powietrza tego październikowego dnia wynosiła około 6 stopni powyżej zera. Czapka, rękawiczki i ciepła kurtka to zestaw obowiązkowy w takim wypadku.

Przystań w Sromowcach Wyżnych

Przystań Kąty w Sromowcach Wyżnych. Tu turyści wsiadają na tratwy i zaczynają spływ po Dunajcu

Jeśli spływ zaczynacie po sezonie, to może się zdarzyć, że chwilę będziecie oczekiwali na zebranie się 11 osób, które zapełnią tratwę. Kupując bilet jesteście przydzielani do konkretnej tratwy. Numery tratew są wyczytywane przez głośniki. Nie przeoczycie swojej, nie ma się co niepokoić. 

Warto jeszcze wspomnieć, że w sezonie spływ odbywa się też na krótszym odcinku czyli ze Sromowiec Niżnych. To ukłon w stronę tych, którzy np. schodzą z Trzech Koron i chcą zarówno zobaczyć Przełom Dunajca, jak też chcą dostać się do Szczawnicy tą malowniczą, wodną drogą.

Od razu mówię, że ja biletu na spływ nie kupowałem przez pośredników, tylko przyjechałem tu bezpośrednim autobusem ze Szczawnicy. Jesienią mgła długo zalega nad wodą, zatem wolałem sam decydować, o której i w jakich warunkach zacznę spływ. W momencie kiedy kupicie bilet u pośrednika, w zasadzie niemal od razu wsiądziecie na tratwę. Niezależnie od warunków pogodowych. Ja odczekałem około godzinę, zanim mgła się podniosła i nie żałuję. Ci którzy wypłynęli chwilę po 9 rano niemal nic nie zobaczyli, bo opar ustąpił około 11. Wtedy kiedy ja dopiero wsiadałem na tratwę w Sromowcach. Planując spływ, weźcie to pod uwagę.

Spływ Dunajcem. Wrażenia z rejsu

Jeśli spływ Dunajcem odbywałbym latem lub wiosną, napisałbym, że jest ok, ale szału nie ma. Po raftingu w Nepalu moja poprzeczka jest baaardzo wysoko ustawiona, przepraszam. Ale płynąc jesienią, powiem, że było magicznie. Wszystko z powodu przyrody, która co roku urządza spektakl pod nazwą: festiwal kolorów. 
Na większości trasy, którą płyniemy otaczają nas porośnięte lasem stoki gór. Stoki porośnięte drzewami liściastymi, które o tej porze roku gubią liście, ale zanim liście spadną, najpierw przybierają bajkowe kolory.

Pieniny jesienią płoną kolorami liści

Pieniny jesienią płoną kolorami liści

Kiedy wsiądziecie na tratwę, flisacy, z którymi popłyniecie nie tylko będą za pomocą długich tyczek sterowali łodzią, by nie wpadła ona na mielizny i przybrzeżne skały, ale także zabawią Was opowieściami. 
Oczywiście dowiecie się wiele o tym, co właśnie mijacie, jaka jest głębokość Dunajca w danym miejscu, ale także legendy i ciekawostki. Jakie? A to już zależy od fantazji i rozmowności flisaka. Także tego, jak Wy będziecie rozmowni. 

Spływ Dunajcem – trasa

Tym samym dowiecie się o Zbójnickim Skoku, o Świniej Skale, Michach, ale też na pewno nie przeoczycie Trzech Koron i Sokolicy. Tak samo jak tego, gdzie niegdyś było główne koryto Dunajca oraz jaki był poziom wody przy powodziach zanim powstała zapora wodna w Niedzicy. A czym jest ów Zbójnicki Skok nazywany też czasami Janosikowym Skokiem? Według legendy to miejsce, w którym legendarny zbójnik Janosik uciekając przed pościgiem przeskoczył Dunajec. A nie lada był to skok, bo rzeka ma w tym miejscu 12 metrów szerokości i wartki nurt. Zbójnik odbił się tak mocno, że w skale do dziś widać odcisk jego kierpców! Nie kłamię! 😉

Zbójnicki Skok. Najwęższe miejsce  Dunajca podczas spływu przełomem

Zbójnicki Skok. Najwęższe miejsce Dunajca podczas spływu przełomem

Jeśli już przy nazwach jesteśmy to Świnia Skała jest miejscem szczególnym. Otóż niemal na całej długości spływu można iść brzegiem Dunajca. Było to ważne w początkowych latach spływów, kiedy flisacy ciągnęli tratwy w górę rzeki idąc brzegiem. Niestety Świnia Skała uniemożliwiała swobodne przejście. Stąd odpowiednia dla niej nazwa. Mnisi? A to już proste wytłumaczenie, skały jakie widzimy przed sobą płynąc Przełomem Dunajca przypominają kaptury mnichów. Podobno to zaklęci w skałę mnisi z pobliskiego klasztoru w miejscowości Czerwony Klasztor… Podobno źle się prowadzili. Tak głosi legenda. 

Skały na pierwszym planie to według legendy mnisi zaklęci w głazy

Skały na pierwszym planie to według legendy mnisi zaklęci w głazy

To co w przełomie Dunajca urzeka, to zmienność. Raz rzeka płynie leniwie, by za kilka chwil przyspieszyć. Nie jest to może spektakularna prędkość, ale wystarcza, by chwilami odczuć frajdę. Rzeka nie płynie bardzo szybko, bo nie ma kiedy nabrać prędkości. Na odcinku 15km, jakie pokonujemy płynąc z przystani w Kątach do Szczawnicy, poziom wody różni się o raptem 36 metrów. Tylko na kilku odcinkach Dunajca wyraźnie na własne oczy zauważymy tą różnicę. Na pewno też zauważyły ją dwie dziewczyny, które płynęły spływem kajakowym obok naszej tratwy. Nurt porwał je i przewrócił kajak. Kąpiel w zimnej wodzie na pewno nie należała do przyjemnych. Ale za to na pewno dała im wiele adrenaliny.

Sokolica górująca nad przełomem Dunajca

Sokolica górująca nad przełomem Dunajca. To na jej szczycie znajduje się słynna sosna, symbol Pienin.

I to już koniec spływu

Nasz flisak powoli snuje swoją opowieść i nie daje przeoczyć co ważniejszych i charakterystycznych miejsc. Takim jest na pewno Sokolica, na której szczycie rośnie słynna sosna. Sosna reliktowa, która jest symbolem Pienin. Rzecz jasna na Sokolicę wiedzie szlak. Jest na tyle łatwy, że pokonuje go codziennie aż za wiele osób. Ale to opowieść na inną historię. 
My powoli dopływamy do przystani w Szczawnicy. Co prawda można kupić bilet na dłuższą trasę do Krościenka, ale niewiele osób się na nią decyduje. Cóż, widoki na tym dodatkowym odcinku nie są już aż tak ekscytujące.

Widok na Dunajec ze Szczawnicy. Po lewo Cypel, a w oddali tratwy zbliżają się do przystani

Widok na Dunajec ze Szczawnicy. Po lewo Cypel, a w oddali tratwy zbliżają się do przystani

Przyznaję, że cieszę się, że to już koniec rejsu. Dwie godziny bez ruchu, płynąc aż nazbyt często w cieniu przy temperaturze powietrza 5 stopni, potrafi nieźle wychłodzić, nawet wydawałoby się ciepło ubraną osobę. Ale uśmiech nie opuszcza mojej twarzy, bo widoki były naprawdę piękne. Teraz czas rozgrzać się jakąś herbatą „z prądem” lub po prostu grzańcem. 

Rowerem przełomem Dunajca

Jeśli nie macie ochoty na spływ to może spodoba się Wam trasa pokonywana rowerem wzdłuż rzeki. W Szczawnicy i okolicznych miejscowościach w wielu miejscach możecie wypożyczyć rower i podziwiać widoki pedałując. Cena wypożyczenia to około 8zł za godzinę i 40zł za cały dzień. 

Jesień w Pieninach

Jesień w Pieninach

Wzdłuż przełomu Dunajca wiedzie stara Droga Pienińska o długości 12km, wybudowana jeszcze przed pierwszą wojną światową, kiedy Polski jeszcze nie było, a teren ten należał do Austro-Węgier. Budowę zapoczątkował ten, któremu Szczawnica zawdzięcza rozwój i wypromowanie jako uzdrowiska – Józef Szalaj. Prace zaczęły się w roku 1870 i trwały do 1875, kiedy to inicjator budowy zmarł. Na szczęście jego dzieło przejęła krakowska Akademia Umiejętności. Budowa do prostych nie należała, bo w wielu miejscach trzeba było kuć skałę lub tworzyć podesty, by poprowadzić po nich szlak.

Przystań, w której Słowacy kończą spływ Dunajcem

Przystań, w której Słowacy kończą spływ Dunajcem

Dziś zgodnie z tym, co mówił nam flisak podczas spływu, 90% turystów spacerujących lub jadących rowerem po Drodze Pienińskiej, to Polacy. Warto o tym wspomnieć, bo droga wiedzie w przeważającej części po stronie słowackiej. Zresztą, znajduje się na niej przejście graniczne. Teraz z powodu koronawirusa znów trzeba się na nim zjawić, ale wcześniej nie było żadnego problemu z przejściem. Miejmy nadzieję, że wkrótce znów tak będzie. Jadąc tą malowniczą drogą, mijać będziemy płynące tuż obok nas tratwy wypełnione turystami. Polskimi i słowackimi, chociaż płynąc, Słowacy pokonują krótszą trasę. 

Paweł Osmólski
Marzenia nigdy mi się nie spełniają. Spełniam je sam. Dlatego jeśli tylko mogę, pakuję większy lub mniejszy plecak i jadę gdzieś w świat. Samolotem, autobusem lecz najbardziej lubię pociągiem. Kiedyś często podróżowałem do Azji i na Bałkany. Dziś częściej spotkacie mnie w Polsce. Wolę też brudną prawdę niż lukrowane opowieści o jednorożcach, a opisywane miejsca nie zawsze piękne. Dużo pracuję zawodowo, a blog to po prostu drogie hobby, które sprawia mi przyjemność.

3 Comments

  1. Fajny opis, ale trochę nieścisłości muszę wyjaśnić.
    Po pierwsze odmiana nazwy Sromowce. Nie do Sromowców, a do Sromowiec: https://odmiana.sromowce.pl
    Druga sprawa to wyczytywanie numerów na przystani początkowej. Nie są one czytane dla turystów, a dla flisaków. Przy normalnym i dużym ruchu turystów, w kasie proszą, żeby od razu iść do łodzi. Turysta przychodzi nad wodę i pokazuje bilet dyspozytorowi, ten dopiero woła konkretną łódź. Miejsca do wsiadania jest niewiele, mieści się tam najwyżej 15 łodzi i łodzie tam nie mogą czekać, aż ktoś łaskawie zje obiad i przyjdzie po 20 minutach. Flisacy przypływają na wezwanie. Nie mogą sobie czekać przy schodach i blokować przystani. Zalecam też skorzystanie z toalety lub restauracji przed kupnem biletu. Z biletem prosto do łodzi.
    Masz rację, że jesienią długo wisi mgła. Ale do najładniejszych widoków płynie się około 40 minut. Więc wypływając w Kątów, jak już mgły nie ma, to trochę późno. Po przypłynięciu na początek Przełomu słońce świeci od jakiegoś czasu. A my mamy więcej cienia w samym Przełomie. Warto wypłynąć chwilę przed ustąpieniem mgły. Łatwo to poznać, bo słońce już się przebija nieśmiało. Zanim dopłyniemy pod Trzy Korony, to będziemy mieć słoneczko. I mniej cienia między górami.

    1. Po pierwsze: Dziękuję za słuszną uwagę. Poprawkę, o której piszesz naniosłem.
      Po drugiej: dość prosto jest zaakceptować komentarz, dłużej zajmuje naniesienie poprawki. I nie, nie dlatego, że mi się nie chce, lecz dlatego, że nie wierzę we wszystko, co ktoś pisze w komentarzu, że jest w jego ocenie prawidłowe.
      A czy odmiana o której piszesz, jest oczywista? Nie, w tym konkretnym przypadku nie jest. Zatem życzę powodzenia w udaniu się do czwartej klasy podstawowej. Nie liczyłbym, że klasa uzna to za oczywiste.
      I musisz mi jednak wybaczyć, że nie działam tak szybko, jakbyś tego oczekiwał. Najzwyczajniej w świcie blog to kosztowne czasowo i pieniężnie hobby. A pieniądze zarabiam pracując zawodowo w innej profesji. Zatem na blog więcej czasu mam wieczorami.

      Zaś odnosząc się do kwestii wyczytywania numerów łodzi: Wiem, ile jest miejsca, bo tam byłem 🙂 Byłem też świadkiem, że choćbym chciał komuś okazać bilet, to dyspozytor pojawiał się i znikał. Tłumów, które musiał ogarniać, też nie było, zatem zapewne z tego wynikało, że go tam nie było ciągle.

      Wyobrażam sobie rzecz jasna ludzki młyn, jaki jest na przystani w szczycie sezonu. Jednak kiedy ja byłem na spływie, na skompletowanie pełnego składu łodzi czekało się nawet ponad 10 minut. Oczywiście jeśli nie było się w zorganizowanej grupie, bo one znikały momentalnie na „swoich” tratwach.

      Co się zaś mgły tyczy. Jesienią, kiedy powietrze ma temperaturę raptem kilku stopni powyżej zera, wolę jak słońce świeci cały czas. Jakiś w słoneczku cieplej i przyjemniej. Decyzji o przeczekaniu absolutnie nie żałuję 🙂

      Ale jeszcze raz dzięki za komentarz i słuszną uwagę dotyczącą odmiany.

  2. Hej autor.
    Zaakceptowałeś komentarz, ale błędów odmiany nie poprawiłeś. Co jest z Tobą? Odmiana przez przypadki jest chyba w czwartej klasie podstawówki. Może powinieneś zapytać jakiegoś czwartoklasisty o pomoc?

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.