EuropaPolska

Szczawnica to piękna stolica Pienin oszpecona reklamowymi szmatami

1
Zabytkowe wille na Placu Dietla w Szczawnicy
Zabytkowe wille na Placu Dietla w Szczawnicy

Szczawnica to najpopularniejsza miejscowość w Pieninach. Turyści przyjeżdżają tu, by przez kolejne dni chodzić po okolicznych górskich szlakach oraz korzystać z atrakcji, które oferuje Szczawnica i okolice. 

Ale od razu powiem Wam, że w większości piękno i potencjał Szczawnicy są póki co niewykorzystane. Jeśli lubicie i cenicie estetykę, to Szczawnica wygląda jak gówno. Obwieszona płachtami reklamowymi, bannerami i kolorowymi szyldami. Niestety wiele z tych reklam i szmat wisi na przepięknych zabytkowych willach. Serce się kraje, kiedy się na to patrzy. Bo cala Szczawnica mogłaby być piękna. Póki co ładnie wygląda tylko plac Dietla, a reszta ma niesamowity potencjał. Pod warunkiem, że weszłaby tu jakaś uchwała krajobrazowa. 

Ulica Główna w Szczawnicy. To też główna arteria przelotowa przez miasto. Niestety ulicę szpecą ohydne szmaty reklamowe

Ulica Główna w Szczawnicy. To też główna arteria przelotowa przez miasto. Niestety ulicę szpecą ohydne szmaty reklamowe

Za to jeśli już opuścicie Szczawnicę i wejdziecie na któryś ze szlaków, wtedy zaczyna się inny świat. Tu czeka na Was piękna przyroda z tym, co najlepsze. Zatem Pieniny w pełnej krasie. A jest gdzie pójść i co zobaczyć, bo baza turystyczna jest przygotowana doskonale. Szlaki nie są bardzo długie, ale po zejściu lub przed wejściem można np. zajść do schroniska Orlica, które w pewnych kręgach jest już kultowe. Można wejść lub wjechać na Palenicę, a także przeprawić się z panem flisakiem przez Dunajec i wejść na szlak na Orlicę lub pójść w kierunku Trzech Koron. Albo można też wsiąść w busa, przejechać do Jaworek i następnie przespacerować się przez wąwóz Homole. W Szczawnicy można spędzić kilka dni i każdego dnia robić coś innego. 

Obwieszona szmatami reklamowymi zabytkowa willa w Szczawnicy

Obwieszona szmatami reklamowymi zabytkowa willa w Szczawnicy

Plac Dietla i Park Górny Zdrojowy

Plac Dietla nazwą nawiązuje do jednej z najważniejszych postaci dla Szczawnicy. Józef Dietl był lekarzem, prezydentem Krakowa, profesorem i rektorem Uniwersytetu Jagiellońskiego oraz dla Szczawnicy przede wszystkim propagatorem uzdrowisk. To on był jednym z propagatorów wód, które pomagały odzyskać zdrowie. Dlatego nic dziwnego, że tak znamienita postać została upamiętniona na głównym placu miejskim.

Fontanna i wille na placu Dietla w Szczawnicy

Fontanna i wille na placu Dietla w Szczawnicy

Dziś co prawda plac leży na uboczu głównego miejskiego życia. Za to niegdyś tu tętniło codzienne życie, tu odbywał się handel. 
Dziś niestety jest to miejsce dość senne i niemalże opuszczone. Za to przepiękne i klimatyczne. Tu stoją najpiękniejsze budynki w Szczawnicy: Willa Szwajcarka, Dom nad Zdrojami (tak, to pijalnia wód), dom Pod Bogarodzicą, Pałac Józefa Szalaya. Na środku zaś usytuowano fontannę. Kobietę z dzbanem. Niestety kiedy byłem tu jesienią, fontanna była nieczynna.

Fasada pijalni wód w Szczawnicy

Fasada pijalni wód w Szczawnicy

Będąc tu naprawdę łatwo wyobrazić sobie klimat Szczawnicy na przełomie XIX i XX wieku. Byłoby to rzecz jasna łatwiejsze, gdyby nie zaparkowane tu samochody, ale trudno. Cena nowoczesności. 
Wierzcie mi, że będąc w Szczawnicy, nie możecie pominąć tego miejsca. Tym bardziej, że mieści się tu Cafe Helenka. Zatem desery i kawa są w zasięgu ręki. 

Cafe Helenka w Szczawnicy

Cafe Helenka w Szczawnicy

Górny Park Zdrojowy

Tu znajduje się też piękny Park Górny – najstarszy park w mieście. Jego podwaliny powstały jeszcze przed uzdrowiskowym rozwojem miasta, a miasto zawdzięcza je Janowi Kutscherowi, który w 1824 roku zaczął planowanie założenia. To co powstało na początku XIX wieku trwa i cieszy oko do dziś.

Inhalatorium w Szczawnicy

Inhalatorium w Szczawnicy.

Zdrój Magdalena w Parku Górnym

Zdrój Magdalena w Parku Górnym

Warto tu przyjść na spacer, bo obok pięknego drzewostanu, stoją tu też okazałe wille i budynki użyteczności społecznej. Na pewno naszej uwadze nie umknie białe Inhalatorium, tu stoją też sanatoria, kaplica zdrojowa, a także muszla koncertowa. Jedyne co boli, to że część drewnianych budynków niszczeje. Tak samo jak tych rodem z PRLu, chociaż ten rozwalający się beton, nie wywołuje już bólu w mym sercu. 

Promenada wzdłuż Grajcarka

Szczawnica jest miejscowością typowo wypoczynkową. Tu czas płynie wolniej, tu turyści i kuracjusze z sanatoriów przyjeżdżają po to by naładować akumulatory i odbudować zdrowie. Dlatego też zaprojektowano i zbudowano deptak wzdłuż potoku Grajcarek. Promenada ma około 1800 metrów i zaczyna się tuż przy wyciągu na Palenicę, a kończy mniej więcej w miejscu, gdzie kończy się spływ Dunajcem w Szczawnicy. Zaprojektowano tu małą architekturę, by można było usiąść i odpocząć na ławeczkach oraz przy okazji podziwiać panoramę okolicznych gór.

Promenada w Szczawnicy

Promenada w Szczawnicy

Promenada została zaprojektowana nie tylko dla pieszych, ale także dla rowerzystów, bo deptak kończy się w miejscu, gdzie zaraz zaczyna się Droga Pienińska. Można nią dojechać do Sromowców Niżnych, czyli to kolejne 10km. 
Małą niedogodnością są pojawiające się tu czasami samochody, ale często to jedyna droga prowadząca do gospodarstw. Ciekawostką są napisy proszące turystów o kulturę, bo jak widać sikanie po krzakach było tu dość popularne. Niestety.

Promenada nad Grajcarkiem

Promenada nad Grajcarkiem

Wyciąg lub szlak na Palenicę

W samym centrum Szczawnicy, na wysokości restauracji Halka, która jest tu swoistym punktem orientacyjnym, znajduje się dolna stacja wyciągu na Palenicę. Palenica nie jest może wysoką górą (722m n.p,m., ale z racji faktu, że Szczawnica jest uzdrowiskiem i nie wszyscy z racji wieku i schorzeń mają siłę, by samodzielnie wejść na górę, zbudowano wyciąg. Wyciąg przydaje się też narciarzom, którzy zimą korzystają z tras zjazdowych. Kolej krzesełkowa na Palenicę mierzy 780 metrów długości, a jej przepustowość to 2200 osób na godzinę. Jedno krzesełko zabiera czterech pasażerów.

Wyciąg krzesełkowy na Palenicę

Wyciąg krzesełkowy na Palenicę

Przy dolnej stacji znajduje się duży parking dla samochodów prywatnych oraz autobusów. Jest tu też bazarek na którym można kupić liczne pamiątki. Od ciupag przez regionalne ubrania po gliniane naczynia na wino. Był też kaktus śpiewający słynną piosenkę “tylko jedno w głowie mam, koksu pięć gram…” 😀

Dolna stacja wyciągu na Palenicę

Dolna stacja wyciągu na Palenicę

Zatem niezależnie jak dotrzecie na szczyt Palenicy, czy zółtym szlakiem (około 50 minut marszu), czy kolejką krzesełkową, na szczycie czeka Was piękna panorama. Przy dobrej pogodzie widać stąd Tatry. Na górze czeka kilka atrakcji. Skorzystać można z kolejki grawitacyjnej oraz obejrzeć wystawę zwierząt i roślin. I nie są to żadne miniatury lecz zwierzaki w dużej skali, zatem w sam raz do zapoznania dzieci z ich anatomią. 

Widoki podczas zejścia z Szafranówki w kierunku Orlicy

Widoki podczas zejścia z Szafranówki w kierunku Orlicy

Aby nie iść tym samym szlakiem, a skorzystać z pięknych widoków na Pieniny, polecam wejść na Szafranówkę. To tylko kilka minut marszu. Potem można zejść w kierunku Słowacji i schroniska Orlica. Jeśli nie macie dobrych butów, nie polecam schodzenia z Szafranówki, lepiej z Palenicy idźcie w prawo. Dojdziecie do tego samego szlaku. Nie polecam jednak tej trasy po deszczu. W wielu miejscach będzie błoto i ryzyko skręcenia kostki jest spore. Wyjdziecie blisko miejsca, gdzie kończy się spływ Dunajcem.

Szlak z Szafranówki

Szlak z Szafranówki. Wierzcie mi, że jest tu naprawdę stromo i jeśli nie macie dobrych butów, będziecie mieli tu problem z łatwym zejściem.

Jeśli chcecie zobaczyć, co się dzieje na stoku i na górze, to polecam kamerki ze Szczawnicy: 
Tu kamerka z Palenicy w kierunku Szafranówki
Cena wyciągu na Palenicę: W dwie strony bilet normalny 25 zł, ulgowy 20zł. W jedną stronę to 20 zł i 16 zł.

Spływ Dunajcem 

Pierwsze skojarzenie z Pieninami? Jeśli nie słynna sosna, to na pewno spływ Dunajcem. I nie ma się czemu dziwić, bo to naprawdę piękna widokowo atrakcja turystyczna. Spływ przełomem Dunajca, naprawdę na długo zostaje w pamięci, szczególnie zaś, jeśli na tratwę wsiądziemy jesienią. Pieniny są wtedy szczególnie piękne!

Spływ Dunajcem na tratwach

Spływ Dunajcem na tratwach

Spływ zaczyna się w Kątach przy Sromowcach Wyżnych. I polecam zostać chwilę w małym muzeum, przez które na pewno przejdziecie. Tu dowiecie się więcej o samym Dunajcu, ale także o historii flisactwa. Bo spływ rzeką do stosunkowo świeża atrakcja. Początkowo bowiem tratwy były dłubane w pniach drzew, dopiero potem nabrały dzisiejszego kształtu. I o ile w jedną stronę flisacy spływali z turystami, o tyle w drugą stronę tratwy były przez nich po prostu ciągnięte na linie.

Tyle z ciekawostek, bo przyroda jest tak piękna, że lepiej ją zobaczyć na własne oczy niż czytać opisy. W każdym razie po drodze zobaczycie, jak Dunajec zmieniał swoje koryto, przepłyniecie odcinkiem z widokiem na Trzy Korony i Sokolicę oraz posłuchacie opowieści flisaka. Np. o odcisku kierpca Janosika. 

Rowerem lub piechotą wzdłuż Dunajca

Velo Dunajec czy też Droga Pienińska, to stara trasa, która wytyczona została jeszcze wtedy, kiedy nie było Polski, za to istniały Austro-Węgry. Dziś trasa tylko w części przebiega po polskiej stronie, bo jej większa część biegnie po stronie słowackiej. Na szczęście dzięki Schengen i Unii Europejskiej możemy tędy iść lub jechać rowerem bez zbytnich formalności. Co prawda teraz z racji koronawirusa przepisy potrafią się zmieniać, ale w normalnych czasach, można było przebyć trasę bez niepokojenia przez pograniczników. 

Przystań, w której Słowacy kończą spływ Dunajcem

Przystań, w której Słowacy kończą spływ Dunajcem

Całość liczy około 10 km i zaczyna się w Szczawnicy a kończy w Sromowcach Niżnych. Droga biegnie wzdłuż Dunajca, zatem jadąc rowerem będziecie mijali liczne tratwy zapełnione turystami, a których załoga to dwóch tradycyjnie ubranych flisaków. No chyba, że jest zimno, to założą mniej tradycyjne kurtki lub polary 🙂 
Wierzcie mi, że jesienią ta trasa wygląda zjawiskowo. Jeśli nie macie własnego roweru, bez problemu wypożyczycie go w Szczawnicy. 

Wąwóz Homole

Wąwóz Homole znajduje się kilka kilometrów od Szczawnicy, ale możemy do niego dojechać busami, które odjeżdżają spod restauracji Halka i jeżdżą circa co pół godziny. Sam wąwóz to piękny szlak wiodący wzdłuż potoku Kamionka. Nad strumieniem przerzucono liczne kładki i mostki, przez co trasa jest fajnie urozmaicona. Szlak wiedzie w cieniu drzew, pod wysokimi ścianami gór.

Wąwóz Homole

Wąwóz Homole.

Trasa liczy od 800 do około 1300 metrów, w zależności co uznamy za jej koniec. Bo o ile sam wąwóz ma około 800 metrów, to potem jeszcze trzeba podejść do punktu widokowego lub do górnej stacji wyciągu Homole. Stąd można zjechać lub zejść szlakiem. Rzecz jasna polecam marsz, bo widoki są przepiękne. Szczególnie jesienią. Sami spójrzcie! 

Kościół w Jaworkach widziany ze szlaku prowadzącego z wąwozu Homole

Kościół w Jaworkach widziany ze szlaku prowadzącego z wąwozu Homole

Sokolica

Kto nie zna zdjęcia słynnej sosny z Sokolicy? Niewielu podniesie rękę na takie pytanie, bo ta sosna reliktowa to symbol Pienin. Niestety w ostatnich latach została uszkodzona, bo podczas akcji ratowniczej jedną z gałęzi uszkodził helikopter. Ze szczytu rozpościera się przepiękny widok na przełom Dunajca i tratwy, którymi turyści spływają po rzece. Naprawdę przepięknie tu, szczególnie kiedy na szczycie jest niewielu turystów, ale na to nie liczmy, w sezonie by wejść na szczyt, trzeba odstać w kolejce nawet godzinę. Dlatego warto wyjść na szlak jak najwcześniej. Dla tych widoków na pewno warto!

Sosna na szczycie Sokolicy to chyba najbardziej znany symbol Pienin

Sosna na szczycie Sokolicy to chyba najbardziej znany symbol Pienin

Sam szlak nie jest może szczególnie malowniczy, bo prowadzi w cieniu drzew, ale nie jest też trudny. Jest dobrze utrzymany, a w końcowej części zabezpieczony metalowymi poręczami, których mniej wprawni turyści mogą się przytrzymać. Ważne: wejście jest płatne. Punkt poboru opłat jest blisko wejścia na szczyt. Płatność tylko gotówką.
A tu więcej informacji o tym, jak wygląda szlak i co widać ze szczytu Sokolicy.

Sosny reliktowe na szczycie Sokolicy liczą sobie ponad 500 lat

Sosny reliktowe na szczycie Sokolicy liczą sobie ponad 500 lat

Nocleg w Szczawnicy 

Po pierwsze musicie wiedzieć, że Szczawnica to baardzo długa miejscowość. Zatem hotel lub kwaterę wybierajcie z rozwagą. Co prawda komunikacja zbiorowa oparta o małe busy jest tu dobrze rozwinięta, ale w nocy nie działa. Miejcie to na uwadze. Np. my wynajęliśmy wspaniały pokój w apartamentach Magia Gór, które są położone na Piaskach, czyli już bliżej Krościenka.

Kiedy kończyliśmy późną kolację lub grzany miód w centrum, do pokoju musieliśmy wracać ponad 2kilometry piechotą. Miało to rzecz jasna swój urok 🙂 Co ciekawe, warto pokoju szukać nie tylko przez zazwyczaj popularny serwis Booking, ale także na własną rękę. Nie oznacza to rzecz jasna, że na Bookingu nic nie ma. Spokojnie z wyprzedzeniem coś znajdziecie.

I tradycyjnie rekomenduję zarezerwowanie czegoś w centrum, bo daje to większy spokój i możliwość siedzenia do późna w knajpkach. 

Restauracje, czyli gdzie zjeść w Szczawnicy

Będąc w Szczawnicy kilka dni, mieliśmy okazję odwiedzić i posmakować kuchni z kilku restauracji. A nasze wrażenia? Pozwólcie, że je opiszę w kilku słowach. 
Jeśli szukacie dobrej ryby, to polecamy pstrąga w Bobcikowa Chata – Łowisko Pstrąga. Pstrąg na wiele sposobów, a do tego piękny ogród i mały staw, w którym pływają… pstrągi! Miejsce palce lizać, a ceny rozsądne! 

Byliśmy też w Karczmie u Polowacy. Jeśli wyobrażacie sobie w jakiś sposób góralską karczmę, to zapewne właśnie w taki sposób. Jedyne czego żałujemy, to że kominek nie był rozpalony. Jedzenie spoko, chociaż jakiegoś szału też nie było, jednak nie żałujemy, że tu przyszliśmy na kolację. Fajny klimat i smacznie.

W Bistro Kotońka zjadłem rosół i bardzo go sobie chwalę, a oprócz tego rozgrzaliśmy się herbatą po spływie po Dunajcu. Bo bistro położone jest tuż przy miejscu, gdzie turyści kończą spływ. Najlepszy obiad w Szczawnicy jedliśmy jednak w restauracji Sami Swoi. Doskonały smak potraw, dobre ceny i bardzo fajna i sprawna obsługa powodują, że czasami ciężko w Samych Swoich znaleźć miejsce. A przecież oprócz wnętrza mają też spory taras! Jeśli kiedyś znów przyjadę do Szczawnicy, to na pewno zjem obiad w restauracji Sami Swoi. 

Paweł Osmólski
Amator podróży do Azji i po Europie Wschodniej, a szczególnie po Bałkanach. Jakoś tak mam, że marzenia same mi się nie spełniają, zatem robię wszystko, by je spełnić. Preferuję wyjazdy w pojedynkę, bo tylko wtedy w drodze spotyka się najciekawszych ludzi. Nie zawsze miłych, ale tylko tak można poznać prawdziwą twarz danego kraju. Wolę brudną prawdę niż lukrowane opowieści o jednorożcach. Dlatego moje opisy są czasami do bólu szczere ale zawsze prawdziwe. Dużo pracuję, w czasie wolnym piszę tego bloga i szukam najlepszego piwa na świecie :)

1 Comment

  1. Dzięki za masę przydatnych informacji. Te reklamy faktycznie mógłby zniknąć:) Pozdrawiamy!

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.