Home » Bałkany » Czarnogóra » Kotor najpiękniejsze miasto Czarnogóry
Widok na Kotor Czarnogóra
Widok na Kotor Czarnogóra

Kotor najpiękniejsze miasto Czarnogóry

Share Button

Kotor jest tak piękny i oferuje tyle atrakcji, że śmiało może uchodzić za najpiękniejsze i najciekawsze miasto Czarnogóry. W Kotorze byłem już kilkukrotnie i zawsze chętnie tu wracam. Chociażby na chwilę, przejazdem.

Kotor ma to szczęście w nieszczęściu, że jest przepięknym miastem położonym nad, jak się to często nazywa, najdalej na południe wysuniętym fiordem – czyli nad Zatoką Kotorską. Dlaczego szczęście i nieszczęście? Bo szczęśliwie jest przepiękny, a nieszczęście, bo z  tego powodu przyjeżdżają tu tysiące turystów, chcących zobaczyć to najpiękniejsze miasto w Czarnogórze. I gdyby tylko przyjeżdżali byłaby to połowa problemu. Niestety oprócz drogi lądowej miasto atakowane jest także z wody, do portu zawijają tu ogromne wycieczkowce. Mając na myśli ogromne mam na myśli takie na nawet trzy i pół tysiąca pasażerów, a potrafi ich tu kotwiczyć kilka na raz. Rzecz jasna nie w porcie, bo się nie zmieszczą, rzucają jednak kotwice na środku zatoki, a pasażerów dowożą do portu łódkami.

Panorama Kotoru
Panorama Kotoru

Wyobrażam sobie, że tak w średniowieczu musiało wyglądać wdzieranie się najeźdźców do obleganego miasta. Krzyki, harmider i tłum w wąskich uliczkach. Tłum, który nie wie gdzie pójść, ale szuka czegoś dla siebie. Tym razem jednak na szczęście najeźdźcy w rękach mają nie miecze lecz aparaty fotograficzne. I niestety nie ma takiej możliwości, by nie wejść komuś w kadr. Wyobraźcie sobie sytuację, w której w porcie stoją np. trzy ogromne wycieczkowce, każdy po dwa tysiące gości, i których pasażerowie muszą się zmieścić wewnątrz starych murów miejskich.

Kotor widziany z twierdzy św. Jana

W takich chwilach najlepiej uciec wysoko nad miasto. Wyjścia są dwa, pierwsza to wejście na wznoszące się nad Kotorem mury obronne, które powstały w XV wieku, lecz wciąż dumnie wznoszą się nad miastem. Dawniej ta licząca 4,5 kilometra długości fortyfikacja czyniła miasto niezdobytym, dziś stanowi malowniczą scenerię do zwiedzania. Są trzy wejścia na mury, ale większość turystów i tak korzysta z tego wejścia najbliżej bramy północnej.

Wejście w sezonie kosztuje trzy euro i do górującej nad miastem twierdzy św. Jana. idzie się jakieś 45 minut, ale to wszystko zależy rzecz jasna od waszej kondycji. Powiem tylko tyle, że do pokonania jest około 1500 schodów – często zaś, mijając się z kimś idącym w przeciwnym kierunku, idzie się po osypującym się żwirku. W międzyczasie uroku będzie nabierało położone w dole miasto. Czerwone dachy kamienic Kotoru, strzeliste wieże kościołów i granat wody, w który wcina się port. Jeśli jeszcze będziecie mieli szczęście, zobaczycie stojące majestatycznie na wodzie, masywne bryły statków wycieczkowych. To z nich wysypuje się wspomniane “samo zło”, czyli tysiące turystów, którzy wypełnili wąskie uliczki.

Kosciolek Matki Boskiej od Zdrowia w Kotorze
Kościołek Matki Boskiej od Zdrowia na szlaku prowadzącym do twierdzy św. Jana. Jak widzicie po zdjęciu, w sezonie szlak pokonują tysiące turystów. Dosłownie tysiące…!

Ale nie osiadajcie na laurach, część z nich będzie się wspinała tu, gdzie i wy jesteście. Na szczęście jednak im wyżej tym mniej osób. Na pewno tak jak i ja zatrzymacie się obok kościoła Matki Bożej od Zdrowia, by spojrzeć w dół. Warto jednak zrobić postój troszkę wyżej, wspiąć się kilkadziesiąt schodków, bo miasto i Zatoka Kotorska szczególnie malowniczo komponują się na tle świątyni. Sama forteca, do której dojdziecie, nie jest jakoś szczególnie ciekawa, co więcej sporo tam tez elementów betonowych, które raczej nie tworzą klimatu. Obstawiam, że przyjdziecie tu nieźle zasapani i zmęczeni. Na pewno jednak widok na Bokę Kotorską (tak miejscowi nazywają Zatokę Kotorską) na pewno osłodzi wam trudy. Pamiętajcie, by schodząc patrzeć na prawą stronę, bo w dolnych partiach fortecy, znajdziecie dziurę w murze (jest przy niej czerwona wielka kropka oznaczająca szlak).

Warto przez nią przejść i zejść do przepięknej, małej kotliny w której znajdują się ruiny kościółka. Małej świątyni, która trzyma się w pionie chyba tylko dzięki żarliwej wierze dawnych wyznawców. Dziś czas zrobił swoje, porośnięty trawą i mchem dach dziwnym trafem jeszcze się nie zawalił, w środku także nie zachowało się nic z dawnego wystroju i tylko nad drzwiami wejściowymi wciąż da się odczytać napisy i obejrzeć dawny herb. Pięknie tu i cieniście, bo dolinka położona jest w cieniu górującej nad nią fortecy. Dociera tu też relatywnie niewiele osób, bo większość… nie wie, że można tu wejść przez wspomnianą dziurę.

Kotor kościołek pod twierdzą
Kotor kościołek pod twierdzą.

Ale jest jeszcze jeden sposób, by obejrzeć Kotor z wysokości. Wystarczy wyjść zachodnią bramą i skręcić za mostem w prawo. W kierunku ruin nieczynnej już elektrowni. Za nią znajduje się wejście na kolejny szlak, który częstymi trawersami prowadzi jeszcze wyżej niż twierdza. Ten szlak jest dłuższy niż opisany wyżej, ale zapewnia jeszcze piękniejsze widoki. Jeśli dotrwacie do końca, w nagrodę zobaczycie całą Zatokę Kotorską, a samo miasto Kotor prawie zniknie Wam z oczu. nawet ogromne wycieczkowce mierzące po 250 metrów długości będą z tej perspektywy wyglądały jak dziecięce zabawki. I wiecie, co jest najpiękniejszego? Zapewne będziecie tu sami! Ja długi czas byłem, dopiero po kilku minutach przyszedł jeden koleś. Który usiadł tak, by nie widzieć mnie i mi nie przeszkadzać, a ja jemu. Piękne miejsce do dumania o życiu i śmierci i o tym, jakimi farciarzami jesteśmy, że mamy przed oczami taką panoramę.

Widok na Kotor z góry nad miastem
Dwugodzinna wspinaczka mniej uczęszczanym szlakiem prowadzącym na szczyt góry wznoszącej się nad Kotorem, nagradzana jest takim widokiem. Znaczy widokiem beze mnie, ale postanowiłem pokazać, że faktycznie tam dotarłem 🙂

Zwiedzając atrakcje Kotoru

Najlepszą porą na zwiedzanie Kotoru jest wczesny poranek. Rzecz jasna mam tu na myśli lipiec i sierpień, kiedy jest tak zwany wysoki sezon i miasto przeżywa zalew turystów. Wiedzcie, że mało komu chce się tak rano wstać, dlatego uliczki będą puste, place i placyki tylko dla was i nikt nie wejdzie w obiektyw. Cóż, ja mam problemy z wczesnym wstawaniem w wakacje, ale czasami się poświęcam. Na pewno warto.

Uwielbiam chodzić po wąskich uliczkach, snuć się bez celu, nie wiedzieć, czy tym razem jeśli skręcę w jakiś zaułek, to przejdę dalej, czy będę musiał wrócić po śladach i wybrać inną uliczkę. W plątaninie ulic Kotoru nic nie jest na pierwszy rzut oka łatwe, tego miasta trzeba się nauczyć, na pamięć, by wiedzieć, gdzie skręcić, poznać skróty, wiedzieć gdzie są ślepe uliczki. Wewnątrz murów miasto jest jednym wielkim zabytkiem, zatem nic dziwnego, że zostało wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Atrakcje Kotoru są wręcz jedna przy drugiej. Tu nie ma czegoś, co nie jest warte uwagi, zatrzymania się, podniesienia głowy lub wręcz przeciwnie opuszczenia, kiedy zdobienia się bliżej ziemi.

Jeden z pacy w Kotorze
Jeden z wielu klimatycznych placyków Kotoru. Jak na większości można tu usiąść i coś zjeść lub napić się wina albo piwa. Chociaż ceny do najniższych się nie zaliczają.

Muzeum miejskie w Kotorze

I jeśli będziecie w Kotorze, a nie pójdziecie do tutejszego muzeum, popełnicie w mojej ocenie błąd, bo dzięki tym odwiedzinom, lepiej zrozumiecie miasto. A nawet jeśli nie lubicie muzeów, gdzie są eksponaty i gdzie chodzi się po wyznaczonej trasie i “zwiedza” się kolejne pomieszczenia, na pewno docenicie sam fakt przebywania w jednym z dawnych pałaców.

Muzeum w Kotorze
Muzeum miejskie.

Republika Wenecka, której przez wiele stuleci Kotor był częścią, to przede wszystkim handel, a jak handel, to w głównej mierze morze i przewożone po nim towary. To setki, tysiące statków i okrętów, które zbudowały potęgę tego organizmu państwowego. Dlatego też w muzeum tyle jest makiet statków, od tych bardzo starych napędzanych siłą ludzkich mięśni czyli wiosłami, aż po makiety tankowców. Ale nie tylko to zasługuje na uwagę, bo są tu też pomieszczenia wyposażone w meble z dawnych lat, oddające klimat, który dawniej panował za zamkniętymi drzwiami bogatych kupców. No i wspomniane pomieszczenia, drzwi, klatka schodowa… wszystko to składa się na naprawdę ciekawie spędzony czas. Mnie się podobało, mam nadzieję, że Wam też się spodoba!

Kościoły Kotoru

Jak w każdym średniowiecznym mieście, także i w Kotorze mieszały się kultury i religie i jak zawsze ludzie szukali opieki tego czy innego boga. Dlatego liczne są tu kościoły i co najważniejsze w zasadzie do wszystkich można wejść i spojrzeć na ich wnętrze. Przyznaję, że chyba żadna świątynia z wewnątrz nie zrobiła na mnie jakiegoś kolosalnego wrażenia. Nic nie wydało mi się tak oszałamiające w pięknie jak np. katedra w Trogirze. Ale to nie znaczy, że nie warto wchodzić do środka. Po prostu nie spodziewajcie się nie wiadomo czego. Nawet po katedrze świętego Tryfona, która jest chyba najbardziej reprezentacyjną – przynajmniej z zewnątrz – świątynią.

Kotor katedra św. Tryfona
Katedra św. Tryfona w Kotorze

Weście do niej jest płatne, a wnętrze oprócz świątyni kryje także muzeum. Oprócz licznych relikwiarzy i kościelnych precjozów jest tu też polski akcent. Krzyż, którym błogosławione były polskie wojska pod Wiedniem. Tak, podczas tej bitwy, w której Jan III Sobieski popędził Turków i gdzie polska husaria “przekonała” ich, że lepiej będą czuli się bliżej swojej stolicy. Jeśli zapytacie mnie jednak, czy w mojej ocenie warto było wejść czy nie, powiem, że nie. Chociaż widok z kościelnego tarasu na tętniący życiem plac, jest ładny oraz z bliska można przyjrzeć się ozdobnej rozecie.

Za to o wiele większe wrażenie zrobiła na mnie kameralna cerkiew św. Łukasza. Lubię, kiedy duchowni skracają dystans, kiedy stoją przed świątynią, konwersują z wiernymi, śmieją się, żartują, żywo gestykulują. Taki widok miałem kilkukrotnie przed tą małą cerkwią, wciśniętą w róg Placu Prawosławnego. Ma w sobie coś dostojnego, taki spokój dojrzałej osoby, która widziała już wszystko i nic jej nie zaskoczy… nie dziwota, bo świątynia została zbudowana w 1195 roku, chociaż początkowo była kościołem katolickim. Po tym jak spojrzycie na pozostałości starych fresków, spójrzcie też pod nogi, stąpacie po płytach nagrobnych, bo jeszcze w XX wieku chowano tu ludzi pod posadzką kościoła! Tak, to chyba moja ulubiona świątynia w Kotorze.

Cerkiew św. Łukasza w Kotorze
Cerkiew św. Łukasza na Placu Prawosławnym.

Rzecz jasna jak przystało na średniowieczne miasto, miejsc gdzie można było uciekać się pod opiekę sił wyższych, było więcej! Na pewno zwrócicie uwagę na ogromny, jak na tak małe miasto kościół św. Mikołaja. Cóż, robi wrażenie z zewnątrz, w środku jest jednak pusty. I ponownie muszę przyznać, że małe jest piękne i bryła kościółka św. Anny też zrobiła na mnie większe wrażenie. Ale to kwestia gustu przecież. Pochodźcie po Kotorze, bo kościołów tu co niemiara i jeśli drzwi któregoś będą zamknięte, po prostu naciśnijcie na klamkę. Zapewne będzie otwarte, a jeśli nie spodoba wam się wnętrze, to latem przynajmniej na chwilę się ochłodzicie. Dodatkowo można tu odpocząć od tłoku w wąskich uliczkach.

Kotor pałacami stoi

Ale na szczęście nie tylko sacrum żył Kotor, miasto miało też drugie, “cywilne” życie i zabudowano tu gęsto każdy możliwy skrawek ziemi. Wszak wnętrza murów mają ograniczoną pojemność. Wąskie uliczki i małe place gwarantowały zagęszczenie zabudowy i maksymalizację pojemności miasta. Ale to było ograniczenie dla biedoty. Jak się łatwo domyślić, w mieście była też klasa bogatsza, którą stać było na więcej. I to po nich zostały budynki, które chociaż czasami z zewnątrz nie wyglądają, to jednak są pałacami. Ba! Są i takie, które mają wewnętrzne dziedzińce z zielenią, taki zbytek! Warto pospacerować i oglądać, co zostało z dawnych czasów.

Jeden z pałacowych dziedzińców w Kotorze
Jeden z pałacowych dziedzińców

I trzeba tu też przyznać, że często to, co widzimy, jest rekonstrukcją. Niestety Kotor przez stulecia nawiedzany był przez trzęsienia ziemi, które dokonywały tu większych i mniejszych zniszczeń. Ostatnie wielkie trzęsienie ziemi nawiedziło miasto w 1979 roku i ucierpiało w jego wyniku wiele starych budynków. Ale jak przystało na tak starożytne i piękne miasto, do pomocy ruszyło państwo i udało się przywrócić zabytkom dawny wygląd. A jest tu o co dbać, bo czy może być inaczej w mieście, które było częścią Republiki Weneckiej?

Kotor jedna z perełek Republiki Weneckiej

W 1420 roku w obliczu zagrożenia ze strony Turcji, Kotor postanowił poddać się pod opiekę Republiki Weneckiej, potężnego w basenie Morza Śródziemnego państwa, dysponującego zarówno siłą militarną jak i finansową. To z tego powodu, jeśli podrózujecie po Bałkanach, zobaczycie wielkie podobieństwo Kotoru do nie tak odległego Dubrownika. Obydwa miasta były częścią tego samego organizmu państwowego! Są tego nawet widoczne ślady. Zanim wejdziecie wewnątrz murów główną bramą – Bramą Morską – spójrzcie w prawo, oto na murze zobaczycie charakterystycznego, weneckiego lwa.

Lew - symbol Republiki Weneckiej
Lew – symbol Republiki Weneckiej, władającej Kotorem przez kilkaset lat

A jeśli już przy bramach jesteśmy, to warto na nie zwrócić uwagę. Kotor miał trzy bramy prowadzące wewnątrz murów, moją ulubioną jest Brama Południowa (nazywaną też Vrata od Gurdića). Brama jest jakby przytulona do zbocza, mury obronne zwężają się w kierunku wjazdu i warto podnieść tu głowę, by obejrzeć mistrzostwo dawnej sztuki obronnej. Tak, dobrze tu wszystko pomyślano, bo Kotor nie został nigdy zdobyty przez najeźdźców. Nawet dwukrotne tureckie oblężenie nie dało Osmanom spodziewanego efektu. Ale wracając do południowej bramy: Zazwyczaj na murach siedzi tu olbrzymich rozmiarów lalka, która odbija się w tafli wody czyli w fosie. Brama Północna jest mniej spektakularna, ale i tak będziecie ją wielokrotnie używali 🙂

Jeśli coś mogę wam polecić, to wejście na mury od strony Zatoki Kotorskiej i przespacerowanie się nimi. To o dziwo bardzo rzadko uczęszczany przez turystów wycinek miasta. Wejście na ten odcinek murów znajduje się obok południowej bramy. Idąc troszkę zaniedbanym szlakiem, zobaczycie popękane, stare mury, nadgryzione zębem czasu i obalone stare umocnienia, na których naprawę najwidoczniej brakuje pieniędzy oraz… zajrzycie ludziom w okna!

Kotor spacer po murach miejskich
Kotor spacer po murach miejskich od strony Zatoki Kotorskiej. Niewielu turystów tu dociera.

Tak, ścieżka podąża murami ale po prawej będziecie mieli okna domów i jeśli ktoś (w większości turyści) nie zasłonili okiennic, nie mogą liczyć na wiele prywatności. Idąc na północ dojdziecie do restauracji położonej na końcu murów. Tu jest zejście. Zejdziecie prawie na główny plac Kotoru. To zdecydowanie największa wolna przestrzeń w mieście. Tu znajduje się wieża zegarowa a pod nią pręgierz. Tak, ta spiczasta konstrukcja, to miejsce, gdzie mistrz małodobry “opiekował się” różnymi przestępcami. Na szczęście dla nas ta profesja odeszła już do lamusa, a miasto nie opłaca już kata. Dla nas istotna jest tylko wieża zegarowa, jeśli chcemy sprawdzić godzinę. Chociaż przecież szczęśliwi czasu nie mierzą, a zwiedzając atrakcje Kotoru, np. ja zawsze czuję się szczęśliwy.

Pręgierz miejski w Kotorze
Pręgierz miejski w Kotorze

Zatoka Kotorska czyli trudno tu o dobre plaże

Jeśli przyjeżdżacie do Kotoru z nadzieją, że znajdziecie tu żółty piasek i będziecie się opalali, słuchając szumu fal, to muszę was zmartwić. W mieście nie ma takiej plaży. Jest rzecz jasna taka bardziej kamienista, ale to nie jest tzw. rajska plaża jak np. w Ksamilu w Albanii. Bywa tu również tłoczno, bo przestrzeń do opalania nie jest wielka. Amatorom kąpieli musi jednak wystarczyć.

Plaża w Kotorze
Plaża w Kotorze

Plaża jest delikatnie oddalona od starej części miasta – musicie iść kilkaset metrów w kierunku Perastu.  Przyznam się, że lubię okolice plaży z innego powodu. To wspaniałe miejsce, by przyjść tu wieczorem z winem, usiąść na betonowym pomoście i czekać na noc. Wtedy zapalają się lampy oświetlające górujące nad Kotorem mury. Rozświetlony 4,5 kilometrowy wąż strzegący od kilkuset lat miasta przed atakiem od strony góry, zabezpieczający mieszkańców przed zdradzieckim atakiem kamieniami itp. Nocą jest tu po prostu pięknie! Musicie tu przyjść, to jedno z najlepszych miejsc,do oglądania wspomnianych fortyfikacji miejskich.

Noc w Kotorze

Kotor w Nocy
Główny plac Kotoru – tuż za Bramą Morską – nocą

Kotor nocą ma w sobie jeszcze większy urok niż za dnia. Co poradzić, że w mroku wszystko wygląda bardziej tajemniczo i romantycznie? Życie miasta toczy się w rytm i dla turystów, to dla nich wystawiono nakryte białymi obrusami stoły, między którymi uwijają się kelnerzy. Ale są tu też knajpki mniej oficjalne, z których dobiega często muzyka na żywo. Ba! Niejednokrotnie zespoły grają na zewnątrz, dlatego wystarczy przystanąć, by posłuchać. Ale i tak lepiej usiąść przy stoliku, zamówić lampkę wina lub kufel piwa i po prostu oddać się chwili. Co prawda są w Kotorze miejsca, gdzie życie toczy się bardziej bujnie i głośno i są to przede wszystkim okolice Old Town Hostel – z wnętrza dobiega głośna muzyka, a przed kilkupiętrową kamienicą stoi tłum rozwrzeszczanej młodzieży. Zawsze można się dołączyć lub ominąć szerokim łukiem. W zależności na co mamy ochotę.

Jeśli mamy ochotę na większy spokój polecam dalszy spacer wąskimi uliczkami w poszukiwaniu miejsca bardziej nam odpowiadającego. Np. takiego, gdzie na ścianie kamienicy wyświetlane są stare filmy. Wierzcie mi, że Kotor nie śpi dłuuugo w noc. Dlatego czasami, kiedy będziecie mieli nocleg wewnątrz murów, może nie być zbyt cicho. Uroki baaardzo turystycznego miasta!

Port czyli miejsce, gdzie cumuje luksus

Dawniej w porcie cumowały zapewne łodzie wiosłowe, potem żaglowce, następnie parowce a dziś… dziś cumują tu głównie ogromne statki wycieczkowe oraz mniejsze żaglówki bądź motorówki należące do ludzi tak bogatych, że nie jest to moja klasa społeczna. Tak, w marinie w Kotorze wieczorami zobaczycie duże łodzie, które zapewne znacie z telewizji, kiedy bogaty biznesmen płynie na urlop. Skóra, elegancja, szampan na stole… to tak w skrócie.

Port w Kotorze
Port w Kotorze

Rzecz jasna cumują tu też mniejsze i skromniejsze jednostki, ale miejsce dla nich jest dalej od Bramy Morskiej. Tak samo jak dla łódek lokalnych mieszkańców. Bo są również i takie, ale obstawiam, że wszystko jest pochodną głębokości kieszeni i cumowanie w tym porcie jest po prostu diablo drogie. Stąd specyficzny sort ludzi przypływających tu na łodziach. Ale chodzić obok nich można zawsze i nikt nie przegoni nas z promenady. Dobrze bawiła się nawet pewna polska grupa, która robiła sobie pamiątkowe zdjęcie. Ale zamiast krzyczeć sławetną frazę “ser”, dzięki której twarz przypomina wykrzywienie w uśmiechu, oni zakrzyknęli głośne “tępe chu..e” 😀 Śmiałem się razem z nimi 😉 Tak, sporo tu Polaków.

Kotor, informacje praktyczne

Jak dojechać do i z Kotoru

Kotor jest doskonale skomunikowany z resztą Czarnogóry. Tutejszy dworzec autobusowy zapewni Wam możliwość dojazdu do wszystkich większych miejscowości w kraju. W sezonie są częste i regularne połączenia do Budwy, Herceg Novi, Ulcinja i wielu innych. Ale z Kotoru dostaniecie się też za granicę do Dubrownika, Mostaru a także bardziej odległego Belgradu.

Nocleg w Kotorze

Jeśli zatrzymujemy się tu na dłużej, warto  zarezerwować nocleg z wyprzedzeniem >sprawdźcie tutaj< . Szczególnie w sezonie, bo turystów tu cała masa. Wraz z 5 osobową rodziną zarezerwowaliśmy sobie 100 metrowy apartament wewnątrz murów za 100 euro dziennie. Ale są też i tańsze opcje tuż za murami starego miasta.
Można także dać się złapać stojącym na dworcu ludziom oferującym noclegi w cenie od około 10 euro za noc w samodzielnym pokoju przy rodzinie. W Kotorze na starym mieście jest też   bardzo ładny i klimatyczny hostel

Mam nadzieję, że Kotor podoba się wam tak samo, jak mnie. Chętnie poznam waszą opinię na temat miasta, czy się podobało czy nie. Komentujcie!

Share Button

About Paweł Osmólski

Amator podróży do Azji, którego wspomnienia zostały gdzieś na szlaku w Nepalu na ławeczce pod chałupą jednego chłopa. Kiedyś będę tam musiał wrócić i zabrać je do domu :) Preferuję samotne wyjazdy, bo tylko wtedy w drodze spotyka się najciekawszych ludzi. W czasie wolnym od pracy i podróży zapalony degustator piwa.

4 komentarze

  1. Zgadzam się z Tobą. Kotor jest przepiękny, a widoki z twierdzy niezapomniane:)

  2. Bardzo ciekawy wpis. Kotor to śliczne miasto. Jakieś 8 lat temu weszłam na sam szczyt góry (wiadomymi schodami). Świetny stamtąd widok.

  3. Właśnie wybieram się w tamte okolice i zastanawiam się, czy nocować w Kotorze, czy od razu odbić na Chrowację.
    Zdjęcia zaostrzyły apetyt!!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *